Dziękuję za komentarz FrejaAleeera1 i zachęcam czytających do pozostawienia komentarzy.
Przedostatni rozdział historii Snape'a.
Zapraszam do lektury.
Akt III
część druga
31 grudnia 1981
Wszystko działo się zbyt szybko. W Ministerstwie Magii przynajmniej raz w tygodniu odbywały się przesłuchania. Szukano śmierciożerców. Każdy ujęty zwolennik Voldemorta był traktowany gorzej niż można sobie to wyobrazić. Ci którzy uniknęli Azkabanu nie wystawiali się na widok magicznego społeczeństwa. Nikt im nie wierzył. Nawet Snape, który pojawiał się publicznie tylko u boku Dumbledore'a nie czuł się do końca bezpiecznie. Mroczny znak nie zniknął z ich przedramion. Dobrze wiedzieli co to znaczy, chociaż całe Ministerstwo broniło się przed tą wiedzą. Czarny Pan nadal żył. Mógł być słaby, kruchy, bezsilny, ale nadal żył. Gdyby było inaczej ich przedramiona stałyby się wolne.
Dziś wypadały jego pięćdziesiąte piąte urodziny. Nikt nie musiał mu o tym przypominać, a jednak tego czwartkowego ranka skrzat domowy Malfoyów pojawił się w komnatach Snape'a zostawiając zapieczętowaną kopertę. Mężczyzna westchnął, gdy skrzat zniknął z cichym trzaskiem. Każdego roku w dniu rocznicy jego urodzin zbierali się na jego wezwanie. Ten sylwester mógł być inny, a jednak Lucjusz chciał pokazać tym gestem, że wierzy w powrót Czarnego Pana. Dwór Malfoyów nigdy nie wyda tajemnicy tego spotkania, a jeśli wyda ją jakiś uczestnik, będzie to ostatnia rzecz, którą uczyni. Był tego pewien. Severus zrobił wiele, aby etykieta śmierciożercy odkleiła się od niego choć trochę. Na prośbę Albusa brał udział w przesłuchaniach i zeznawał przeciwko tym, których złapali. Lucjusz nie popierał jego poczynań, ale zrozumiał dlaczego mężczyzna to robi. W tych chorych czasach łapali się każdej szansy, żeby nie trafić w ręce dementorów. Mistrz Eliksirów zafiukał do gabinetu dyrektora. Przed podjęciem tej decyzji musiał się skonsultować. Dumbledore przeglądał właśnie jakąś mugolską gazetkę. Zerknął na twarzy Severusa znad połówek swoich okularów i przywitał go uśmiechem:
- Witaj Severusie, co cię do mnie sprowadza?
- Malfoy zaprosił mnie na coroczne spotkanie śmierciożerców. No wiesz... Urodziny Czarnego Pana.
- To naprawdę urocze z jego strony. Zamierzasz iść?
- Jeśli jest to konieczne według ciebie do utrzymania mojego wizerunku wiernego sprzymierzeńca w ich oczach to się poświęcę.
- A więc nie chcesz iść?
- Nienawidzę ich, ale jestem świadom, że nie jestem lepszy.
- Rozumiem twoje rozgoryczenie...
- Lepiej już pójdę, muszę się przygotować - uciął. Albus kiwnął głową na te słowa, a płomienie znów zagościły na palenisku. Twarz Snape'a zniknęła.
Severus nawet nie otworzył listu. I tak wiedział co jest w środku. Był też przekonany, że Lucjusz natychmiast dowiedziałby się, że zapoznał się z jego treścią. Chciał dodać swojemu przybyciu chociaż odrobinę dramaturgi. Wyciągnął z kufra szatę śmierciożercy, ale jej widok wywołał w nim okropny ból. To był symbol jego porażki. Nic dziwnego, że nie chciał się do tego przyznawać. Ten dzień ciągnął się niemiłosiernie. Severus zjadł w samotności obiad. Marzył, żeby już było po wszystkim, a niestety dopiero musiał się przygotować na to co przyjdzie. Każdego roku podczas ceremonii Czarny Pan kogoś zabijał. Spodziewał się, że i tym razem ktoś zginie. Oczywistym pytaniem było kto?
O wpół do jedenastej ubrał się w znienawidzone szaty i rzucił na siebie zaklęcie kameleona. Nie chciał, żeby któryś z uczniów zobaczył w zamku śmierciożercę. Udał się do Hogsmeade i stamtąd aportował się do Wiltshire. Południe Anglii przywitało go zimny wiatrem, tak typowym dla tej pory roku w tym miejscu, że aż ciężko się nadziwić, że o tym zapomniał. Rozejrzał się przezornie i mimo że nikogo nie zobaczył wyciągnął różdżkę. Oprócz typowej dla Malfoyów ochrony magicznej wyczuł też inny rodzaj magii. Ktoś tu był i najwyraźniej ukrywał się przed nim. Obcy także wyczuł jego obecność, mimo że nadal znajdował się pod wpływem zaklęcia kamuflującego. Przygotował się, aby rzucić zaklęcie obezwładniające, kiedy z ciemności wyłonił się przed nim Nott. Kiwnął mu głową i pokazał lewe przedramię na znak. Severus wpatrywał się w niego przez kilka sekund, po czym opuścił różdżkę. Razem ruszyli w stronę dworku. Snape nie mógł się powstrzymać przed podjęciem nurtującego go tematu.
- Więc kto dzisiaj zginie?
- Nie czytałeś listu? - Nott spojrzał na niego zdziwiony. Snape przeklął w duchu, na co mu były te gierki. Resztę drogi spędzili w milczeniu.
Brama otworzyła się przed nimi z gracją zanim zdążyli cokolwiek zrobili. Kolejny dowód, że Lucjusz wszystko dokładnie przygotował. W ogrodzie nie było nawet śladu strojnych pawi. Ta noc powinna być czarna, mroczna. Drzwi dworu otworzył im gospodarz. On również miał na sobie szatę śmierciożercy. Przez chwilę Severus miał wrażenie, że za chwilę ujrzy Lorda Voldemorta w salonie Malfoyów. Na szczęście przy podłużnym stole siedzieli tylko jego sprzymierzeńcy. Rozejrzał się po zebranych idąc na swoje miejsce. Nott usiadł między Goylem a Alecto Carrow. Obok niej siedział jej brat, Amycus. Po prawej stronie Goyle'a, pogrążony w rozmowie z Macnairem, siedział Crabbe Senior. Najbliżej szczytu znajdowali się Rowle i Selwyn. Snape dawno ich nie widział, ale z pewnością nie tęsknił. Po przeciwnej stronie stołu zebrali się pozostali nieschwytani śmierciożercy: Avery, Yaxley, Jugson, Gibon i Wilkes. Obecność tego ostatniego dość zdziwiła Mistrza Eliksirów. Nie dalej jak kilka dni temu słyszał pogłoski o jego śmierci. Lucjusz zajął miejsce na szczycie stołu, a Severus usiadł po jego lewej stronie. Gdy zajęli swoje miejsca wszyscy umilkli. Gospodarz pstryknął palcami i na stole pojawiły się kielichy pełne wina. Gorycz morderstwa należało zapić wytrawnością trunków, które z pewnością pochodziły z piwnic Malfoyów. Jasnowłosy mężczyzna powstał i uniósł puchar.
- Zebraliśmy się tutaj, aby uczcić rocznicę urodzin naszego pana. Jestem wielce strapiony faktem, że nie ma go wśród nas, ale wierzę, że już niedługo ponownie pojawi się i nada należytą chwałę swoim ideom. Postanowiłem dać wyraz swojego oddania wobec niego zapraszając was tutaj. Przelejemy dziś krew zdrajcy. A oto i on. Powitajcie Edgara Bonesa.
Goście zwrócili się ku bocznym drzwiom, które na te słowa się otwarły. Edgar unosił się w powietrzu całkowicie zakneblowany. Jego ciało ociekało krwią, a na twarzy i rękach ciągle gościły świeże rany. Wydawało się, że już nie żyje, ale jego klatka piersiowa delikatnie się unosiła. "Brat Amelii" pomyślał Snape.
- Wielu z was pewnie orientuje się, że Edgara uznano za zmarłego jeszcze przed feralną nocą pogrążającą naszego mistrza. - Lucjusz przerwał i rozejrzał się po zebranych. - Został pojmany przez Bellatrix, Rabastana i Croucha Juniora tej samej nocy, gdy nasz pan stracił moc. - Zadrżał. - Torturowali Longbottomów, pupilów Dumbledore'a. Kiedy skończyli wkroczyli do domu Bonesów. Zamordowali jego rodzinę, ale pozostawili go, aby Czarny Pan mógł zabić go osobiście. Za wszystkie plugastwa! - Machnął różdżką, a mężczyzna uderzył o podłogę. Śmierciożercy wyciągnęli różdżki, ale zatrzymali je w pogotowiu.
- Niestety nie zdążył. Postanowiłem, więc zatrzymać go przy życiu do tej nocy. Aby pomścić imię naszego pana. Powstańmy! Wymierzmy karę nad tym szczurzym pomiotem... Tak kończą członkowie Zakonu Feniksa.
Dwunastu członków powstało i wymierzyło różdżki w odrętwiałe ciało. Bones był cały czas świadomy i z pewnością tego żałował. Mając wybór wolałby móc się bronić lub już dawno postradać zmysły. Błysnęło oślepiające zielone światło. Jego powieki się zamknęły. Lucjusz wybuchnął perlistym śmiechem, a inni mu zawtórowali. Tylko Snape nie zareagował, ale na szczęście nikt nie zwrócił na to uwagi. Wszyscy zamilkli, gdy Malfoy splunął na ciało trupa.
- I zapamiętajcie. Ktokolwiek zechce pomóc Harry'emu Potterowi zginie w większych męczarniach niż ten głupiec.
