Namikaze Minato wstawał dzisiaj z łóżka jako bardzo szczęśliwy człowiek. Jego syn okazał się wystarczająco dojrzały, by obchodziły go sprawy wioski. Dzięki niemu nie musiał się więcej martwić o sprawę klanu Uchiha. Właśnie dlatego siedział obecnie w pokoju konferencyjnym w budynku administracyjnym czekając na Radę Starszych z Danzo i delegację z klanu. Tylko siedzący obok niego Trzeci wiedział o jego planie. Postanawiał nie wtajemniczać Danzo, bo uważał tego człowieka za nieobliczalnego, a nie chciał stracić jedynego syna w „nieszczęśliwym wypadku". Myślał jak rozmawiać o swoim planie tak, by Uchiha nie wiedzieli o tym, że on wie. W końcu nie może wydać swojego szpiega. Po długich minutach ciągnących się jak godziny, przed nim zasiedli trzej najważniejsi członkowie Uchiha. Wśród nich byli Fugaku i Itachi. Obok niego swoje miejsce zajęli członkowie Rady. Wstał by powitać przybyłych gości i ponownie usiadł.

- Witajcie. Pewnie wszyscy zastanawiacie się w jakim celu się tu spotkaliśmy.- Odchrząknął, uważnie obserwując wyraz twarzy Fugaku.- Zdaję sobie sprawę, że nastroje w klanie są nieciekawe. Powiem wprost – boję się, że wybuchnie bunt.

Słyszał gorączkowe szepty ze strony Rady, a także czuł na sobie przenikliwy wzrok byłego przyjaciela Trzeciego Hokage. Wiedział, że takie „walenie prosto z mostu" jest niebezpieczne. Widział podejrzliwe twarze dwóch członków klanu, a także nieprzeniknioną twarz Itachiego. Ponownie odchrząknął i wznowił przemowę.

- W związku z pojawiającym się widmem wojny domowej chciałbym zaproponować coś co już wiele razy uchroniło naszych przodków od wyginięcia – małżeństwo.-Powiedziawszy to, usłyszał kpiący śmiech trzeciego członka, kuzyna Fugaku.

- Chyba nie uważasz, że…- Przerwała mu uniesiona dłoń głowy klanu.

- Nie potwierdzę twoich informacji, Hokage, ale także nie zaprzeczę. Wysłucham twojej propozycji, mam jednak nadzieję, że wziąłeś pod uwagę nasze wymagania co do partnera lub partnerki dla naszych dzieci.

- Owszem. Mówiąc o małżeństwie miałem na myśli połączenia naszych klanów. Oddam swojego syna, ale tego samego oczekuję od ciebie. Żadnej bocznej gałęzi klanu, tylko jeden z twoich synów.

- Zdajesz sobie sprawę, że z tego małżeństwa nie będzie dzieci?- Zapytał lekko podejrzliwie Fugaku.- Oznacza to, że twój klan umrze razem z tobą. Ja mam jeszcze jednego syna, który przedłuży ród.

- Zdaję sobie sprawę i nie przeszkadza mi to. Chcę jedynie szczęścia mojego syna i mam nadzieje, że jedno z twoich dzieci mu to zapewni. Chcę również, żeby miał nieograniczony dostęp do wioski i traktowano go z należytym szacunkiem. Również chcę żeby zachował swoje nazwisko, jeśli będzie tego pragnął.

- Negocjujesz już ślubny kontrakt, a nasz klan nawet nie wyraził zgody na twoją propozycję.- Odpowiedział spokojnie Fugaku popijając herbatę z filiżanki przed sobą.- Myślę, że to dobry pomysł, jednak mimo wszystko chcę mieć dwie godziny na naradę z resztą.

- Jak sobie życzysz. Czasu mamy aż nadto.- Odpowiedział Minato i wyszedł z pomieszczenia.

Swoje kroki skierował do gabinetu, gdzie usiadł za biurkiem i czekał. Nie pomylił się, bo już chwilę po nim do pokoju wpadli wściekli Starsi z Danzo na czele. Nie pomylił się również w kwestii awantury, którą mu urządzili. Odpowiadał rzeczowo i spokojnie, nie dając się sprowokować. Nie było to trudne, dzięki wspaniałemu humorowi, który towarzyszył mu od rana. Miał nadzieję, że wie jaka będzie decyzja Uchiha i Itachi mu w tym pomoże.

Dyskusja z rozwścieczonym Danzo ciągnęła się przez całe dwie godziny, dlatego wstał i wyszedł bez słowa z biura, zostawiając całkowicie osłupiałe towarzystwo. Westchnął i pomasował skronie. Przez to wszystko nie miał dla siebie ani chwili. Chociaż może to dobrze. Ani chwili na wyobrażanie sobie, że jego syn za kilka lat może być bardzo nieszczęśliwy i to dzięki niemu. Potrząsnął głową, próbując się pozbyć przykrych myśli i wszedł do pokoju konferencyjnego. Zauważył, że przybył ostatni. Nawet Trzeci z fajką w ustach już był.

- Wybaczcie spóźnienie.- Powiedział, zasiadając na swoim miejscu. Spojrzał na twarz Itachiego, na której widniał lekki uśmiech i wiedział już, że wygrał. Nie mogli odrzucić takiej oferty. Nie gdy w grę wchodzi syn Czwartego i do tego Jinchuuriki.

- Zdecydowaliśmy się przyjąć twoją ofertę, Hokage.- Powiedział Fugaku, bez zbędnego owijania w bawełnę.

- Jako że mam jednego syna, z mojej strony ta kwestia jest rozwiązana, ale ten fakt u was pozostaje nierozwiązany. Macie wybranego kandydata?

- Rozmawiałem o tym z klanem i żoną, ale nie mogliśmy dojść do konsensusu. W końcu Itachi zaproponował swoją kandydaturę. Uznaliśmy to za dobry pomysł, dlatego jeśli nie masz nic przeciwko niemu, możemy ustalić kontrakt.

- Świetnie!- Wykrzyknął Minato i podał dłoń Itachiemu.- Najwyraźniej będziesz za kilka lat moim zięciem!

- Tak. Jestem zaszczycony.- Powiedział spokojnie i przyjął wyciągniętą dłoń z uśmiechem.

- Skoro uprzejmości mamy już za sobą, możemy przejść do interesów.- Zaczął oschle Fugaku.- Mimo, że nie podobają nam się warunki, które wcześniej postawiłeś, są one akceptowalne. Oprócz tego Naruto, będzie mógł normalnie wykonywać misję jeśli będzie miał taką ochotę. Oczekuję również takiego samego prawa dla Itachiego. Jeśli nie będzie chciał, nie opuści ANBU. Mieszkać będą w naszej dzielnicy, a wszystkie sprawy z wioską będą załatwiane przez niego. Również chcemy szacunku ze strony twojej i Naruto do nas i Itachiego.

- Zgadzam się. Co w wypadku śmierci jednego z nich?

- Proponuję, by uzgodnili to między sobą.

- Tak, to rozsądne.- Odpowiedział Minato i dopisał kolejny punkt na kartce.- Co jeśli jedno z nich się zakocha?

- Nie będzie to wpływać na kontrakt. W końcu to zaaranżowane małżeństwo. To także powinni załatwić między sobą, tak samo jak kwestie niewierności i innych związanych z małżeństwem spraw. Można spisać to później, dzień przed ślubem, kiedy obaj będą odpowiednio dorośli, by podejmować takie decyzje. Jednak oczekuje szczerości od Naruto. Nie może być tak, że jeden z nas sabotażuje klan. Oczywiście dotyczy to też innych spraw pomiędzy nimi.

- Tak to dobra klauzula. Niech będzie obustronna.- Powiedział Minato i spojrzał na zapisaną z obu stron kartkę.- Czy klan chce jeszcze coś dodać?

- Nie. Ty, Hokage?

- Wszystko z mojej strony.- Odpowiedział i zagiął kartkę.- Jeszcze dzisiaj przekażę to Shikaku i jego doradcom, by opracowali kontrakt. Wierzę, że nie masz obiekcji co do osoby spisującej?

- Jest odpowiedni. W takim razie młodzi spotkają się dopiero na podpisaniu kontraktu.

- Owszem. Jeszcze umówimy się co do miejsca jej podpisania. Wierzę, że musi być to neutralny grunt.

- Chcemy urządzić potem przyjęcie zaręczynowe, więc kontrakt możemy podpisać u ciebie w domu Hokage. By było sprawiedliwie.

- To uczciwe. Skontaktuję się z wami, gdy umowa będzie gotowa. Teraz proszę mi wybaczyć, ale obowiązki wzywają.- Powiedział i wstał z krzesła. Podszedł do drzwi, nacisnął klamkę, ale nie wyszedł. Odwrócił się i zwrócił się prosto do Itachiego.- Oczekuję, że jeszcze dzisiaj wrócisz do pracy. Mam dla ciebie misję.

Powiedziawszy to, wyszedł zastawiając delegatów z klanu, którzy upominali Itachiego o dyskrecji. Minato wrócił do gabinetu, gdzie zajął się kilkoma innymi, nie cierpiącymi zwłoki sprawami. Nie wiedział ile czasu minęło, może parę minut, może parę godzin, ale po jakimś czasie w jego gabinecie zjawiło się czterech ANBU. Uchiha Itachi i Hatake Kakashi byli jedynymi w grupie z jakimiś większymi zasługami. Ten ostatni był w białym płaszczu. Czwarty rzucił mu zwój.

- Wszystkie szczegóły są w środku. Oczekuję, że spalisz go zaraz po przeczytaniu.

- Jak zwykle, Hokage-sama.- Minato lekko się uśmiechnął. Miał sentyment do swojego dawnego ucznia. Jedynego, który przeżył.- Możecie iść, jednak ukradnę na chwilę Uchihę.

Skinęli głowami i wyszli zostawiając mnie i młodzieńca z maską kruka. Wskazał mu kanapę w dalszej części biura na której również usiadł, przy okazji przynosząc sobie i przyszłemu zięciowi kubek z kawą. Spojrzał na niego ciepło.

- Nie sądziłem, że to ciebie wybiorą.- Zaczął.

- Nie chcieli. Mieli zamiast mnie wybrać Sasuke, bo jest młodszy i nie ma obowiązków wobec klanu, poza tym jest w wieku Naruto. Ja jako spadkobierca musiałbym spłodzić potomka i głównie to ich powstrzymywał przed tym wyborem.

- Dlaczego więc zgłosiłeś się na ochotnika?- Zapytał zdziwiony Hokage.

- Ponieważ znam stosunki Naruto z moim otouto. Chciałeś by był szczęśliwy, a Sasuke nie mógłby go uszczęśliwić.

- A ty możesz?

- Mam nadzieję. Wierzę, że jest osobą w której mógłbym się zakochać po lepszym poznaniu. Przynajmniej wczoraj sprawiał takie wrażenie. Poza tym matka ma o nim bardzo dobre zdanie. Bardzo się ucieszyła, gdy dowiedziała się o twojej propozycji. Namawiała ojca na zgodę przez prawie dwie godziny.

- Miło mi to słyszeć.- Minato się rozpromienił. Nie oczekiwał takiego obrotu sprawy.- Właśnie! Nie podziękowałem ci jeszcze za znalezienie go wczoraj. Wybacz, że wyciągnąłem cię z łóżka, ale naprawdę się o niego martwiłem.

- Nie ma za co. Prawie cała drużyna ANBU go szukała, więc to nie tak, że Hokage się na mnie uwziął.- Zaśmiał się.- Przynajmniej teraz wiem, dlaczego pole treningowe wyglądało jak po przejściu równocześnie huraganu i tsunami.

- Wyrządził aż takie szkody?- Zapytał Czwarty z zaskoczeniem.

- Tak.- Blondyn westchnął.

- Tak jak myślałem nie przyjął tego zbyt dobrze…- Nagle poderwał głowę.- Mam nadzieję, że nie muszę ci mówić, że gdyby ktoś się o tym dowiedział, wyleciałbym?

- Oczywiście, że nie.

- Świetnie! Wracaj do drużyny.- Czwarty podszedł do biurka i gdy odwrócił się ponownie już nikogo nie było.