Wow. Dzięki za komentarze! Nowy rozdzialik, zapraszam!

nayakri jak zwykle dzięki za recenzję! ;) Teraz się rozpiszę ;D Możesz mieć rację co do "wyśmienite" dlatego się nie kłócę, jednak nie będzie tak z tymi włosami ;D Mój wujek zaczął siwieć w wieku 30 lat dlatego, że był żołnierze. Wszystko przez stres, dlatego uznałam, że tutaj to będzie pasować. Przejdźmy do Naruto, bo tutaj już zadziałała moja fantazja ;) Skoro to syn Yondaime, to musi mieć z tego jakieś korzyści, prawda? ;D

Już poprawiłam tego blondyna w 2 rozdziale i dzisiaj wieczorem wrzucę poprawioną część. Nie, nie, nie martw się! ;) Zupełnie ten schemat nie odpowiada mojej wersji. Moja będzie bardziej pogmatwana i smutna ;D Nie przejmuj się swoją krytyką ;D Bardzo lubię twoje recenzje, są motywujące!

Rementhod Przepraszam! Nie miałam wcale zamiaru porzucać tekstu, ale cieszę się że napisałeś. To był przysłowiowy kopniak w tyłek ;D

Charlotte~~


Dzień podpisania kontraktu nadszedł zbyt szybko i jednocześnie zbyt wolno. Yondaime cały tydzień zastanawiał się czy dobrze robi poświęcając syna, modląc się równocześnie o jeszcze szybszy termin, a jednocześnie bał się, że Naruto się rozmyśli. Zaledwie dwa dni temu poprosił o zmianę lokacji podpisania kontraktu, gdyż uznał, że u klanu Uchicha będzie po prostu wygodniej.

Teraz stali obaj w ich domu, przed dużym lustrem w salonie, na które kiedyś nalegała Kushina. Młodszy blondyn był ubrany w nową i, przede wszystkim, czystą pomarańczową koszulkę i spodnie w kolorze khaki, a jego ojciec w zwyczajny czarny kombinezon jonnina i płaszcz Hokage. Minato spoglądał ze smutkiem na swojego małego synka, przypominając sobie te szczęśliwe dziesięć minut przed walką z Kyuubim kiedy Kushina, Naruto i on byli prawdziwą rodziną i emanowali szczęściem, mimo zbliżającej się katastrofy. Starszy westchnął przejechał dłonią przez swoją złoto-siwą czuprynę.

- Trzeba już iść Naruto.

- Widziałem parę razy tego Itachiego, wiesz?- Powiedział nagle uczeń Akademii z zamyśloną twarzą i niepokojem w oczach, gdy spojrzał na ojca.- Wydawał się taki sam jak jego rodzina. Myślisz, że całe życie będzie taki jak Teme i ich ojciec?

- Nie.- Odpowiedział zbyt ostro Minato, zbyt zdenerwowany perspektywą jego syna dzielącego życie z typowym członkiem klanu. Jednak zaraz z przepraszającą miną przyklęknął przy swoim jedynaku.- Nie. Wiem, że on jest inny. Nie zapominaj, że dla mnie pracuje. Poza tym uważam, że akurat on z dwójki braci wdał się bardziej w matkę.

- Naprawdę?- Zapytał z nadzieją ośmiolatek.

- Naprawdę.- Odpowiedział z uśmiechem Hokage.

- Yosh! Więc chodźmy!

- Tak. Naruto? NARUTO!- Wykrzyknął Yondaime, bo zanim się obejrzał, jego syn po swojej ostatniej wypowiedzi wyskoczył przez okno i pobiegł w stronę dzielnicy Uchiha.

Wiedząc, że mieszkańcy wioski zdziwiliby się niemiłosiernie, gdyby ich Hokage udał się w pościg za synem, złożył pieczęć i teleportował się prosto pod bramę dzielnicy. Stanął prosto i z niecierpliwością czekał na Naruto, który pojawił się zaledwie pięć minut później z bardzo zadowoloną miną. Oczywiście zmiękczyła ona ojcowskie serce, więc zamiast nagany został potargany po włosach przy akompaniamencie ich wspólnego śmiechu.

Wiedząc, że Shikaku już dawno powinien być na miejscu jako świadek i osoba spisująca kontrakt, wprowadził on syna na całkiem obce dla niego terytorium. Ale jakie terytorium to było! Od razu w oczy Naruto rzuciło się niezwykłe piękno dzielnicy. Brukowane ulice, po stronach których rosły kwitnące sakury i grusze japońskie. Oprócz tego było pełno domów zbudowanych jeszcze w starym stylu, najprawdopodobniej pamiętające jeszcze czasy Pierwszego i Pierwszej Wielkiej Wojny Ninja. Szedł zachwycony główną drogą obserwując okolicę z ojcem u boku.

Nagle przyszło mu do głowy, że może bycie poślubionym jednemu z Uchihów wcale nie będzie takie straszne. W końcu kto może być zgorzkniały mieszkając w takim miejscu? Może jego przyszły… mąż będzie całkiem miły? Mąż… To tak dziwnie brzmi. Nie chciał się żenić, ani wychodzić za mąż! Ale z drugiej strony wiedział, że mama byłaby z niego dumna. Prawda? W końcu pomaga ojcu…

Doszli do największego budynku w dzielnicy całego pomalowanego na biało z czerwonymi wzorami po bokach. Wielkie mahoniowe drzwi były otwarte i wyglądało to prawie zachęcająco, a wszystko przez dwóch dryblasowatych strażników o szkarłatnych oczach stojących przed wejściem. Minato ścisnął lekko bark Naruto w geście cichego pocieszenia, po czym skierował ich prosto „do jaskini Uchihy". Bez problemu weszli do środka, choć pod czujnym okiem ochroniarzy. W pomieszczeniu stał stół na dwadzieścia parę osób z tyloma krzesłami, na których dwóch siedział Shikaku i jego ochrona w postaci jonnina z wioski. Minato z synem usiedli koło nich i zaczęli konwersację.

Naruto z reguły lubił Shikaku, chociaż wydawał mu się oschły i zbyt spostrzegawczy. To zawsze jego albo Irukę Yondaime wysyłał, gdy Naruto coś spsocił. Dlatego byli w dobrych stosunkach, mimo że żadne kłamstwa przy głównym strategu nie działały, bo zawsze był zdolny je przejrzeć. I nawet lubił jego syna, mimo że był bardzo podobny do ojca i niemożliwie leniwy. Właśnie dzięki tej cesze nie zaprzyjaźnili się bardziej, bo Naruto nie mógłby tylko leżeć i podziwiać chmury. On musiał działać! Tak jak teraz, gdy biegał po całej sali i oglądał posągi oraz obrazy. Nawet były rzeźby z ruchomymi stawami i właśnie one poddały blondynowi pomysł na kolejny figiel. Chichocząc wrócił do stołu i usiadł grzecznie jakby nic się nie stało.

W międzyczasie Fugaku żegnał żonę pocałunkiem w policzek. Był gotów do wyjścia. Wiedział, że Itachi będzie na niego czekał przed drzwiami wejściowymi, dlatego udał się prosto w ich kierunku. Niestety, tak jak przewidział oprócz starszego był tam też jego drugi syn, któremu wcześniej kazał siedzieć grzecznie w pokoju lub trenować z Shisuim.

- Ale Oniisan proszę! Też chcę iść!

- Nie możesz. Będzie tam tylko Hokage, mój narzeczony, doradca, ojciec i ja. Małe dzieci nie mają pozwolenia na przebywanie tam.- Brunet tłumaczył z lekkim uśmiechem na ustach i oparł się o ścianę domu.

- Ale ja chcę go zobaczyć! Nawet mi nie powiedziałeś kto to jest!

- Ktoś za kim nie przepadasz.

- Czyli kto?!- Dopytywał wytrwale Sasuke, więc Itachi w końcu westchnął i przywołał go bliżej gestem dłoni. Młody z radością podbiegł oczekując zdradzenia tajemnicy, ale za to został lekko puknięty dwoma palcami w czoło, za które natychmiast się złapał i spojrzał z wyrzutem na uśmiechającego się brata.

- Później się dowiesz.- Usłyszał cichą odpowiedź, która go nie usatysfakcjonowała.

- Zawsze tak mówisz!

W tym momencie Fugaku postanowił wkroczyć swoim dumnym krokiem i przerwać tę bezsensowną kłótnię. Na jego widok najmłodszy brunet zamarł, a starszy się wyprostował. Ten tylko zmierzył pogardliwym wzrokiem ośmiolatka i zwrócił się bezpośrednio do członka ANBU:

- Musimy iść. Czekają już na nas.

Po czym odszedł nie patrząc czy jego potomek za nim podąża. Po kilku minutach byli już na miejscu i przechodzili przez mahoniowe drzwi. Głowa klanu z satysfakcją zauważyła, że obecni w sali czekają tylko na nich. Stanęli przed swoimi miejscami przy stole, czekając aż reszta zrobi to samo. Po tym wymienili krótkie słowa powitania i usiedli ponownie.

- Rozumiem, że kontrakt gotowy i zawarte jest w nim wszystko o czym dyskutowaliśmy?- Pierwszy przemówił Fugaku.

- Oczywiście.- Odpowiedział Minata i gestem nakazał Shikaku przekazać kopię brunetowi.

- Faktycznie wszystko się zgadza.- Potwierdził ten po chwili studiowania tekstu.- Zatem wypada by młodzi się poznali.- Powiedział, ale nagle z tyłu Hokage zobaczył rzeźbę swojego prapradziada z jednym palcem w nosie a drugim w tyłku. Automatycznie na wzrastającą wściekłość aktywował Sharingana.- Ale najpierw proszę wyjaśnić to oszczerstwo, Hokage!

- Jakie?- Zapytał zdezorientowany Minato, ale zauważył chichoczącego syna, więc zaraz wszystkiego się domyślił. Westchnął ciężko.- Co ty znowu zrobiłeś Naruto?

- Jaaa? Nic! Zupełnie!- Odparł młody z wyszczerzem, a Minato mógł tylko podążyć za wzrokiem Fugaku uporczywie wpatrującego się w przestrzeń za nim.

Gdy zobaczył to co zobaczył nie mógł uwierzyć własnym oczom. Oczywiście było to na swój sposób śmieszne, ale wiedział ile te posągi znaczyły dla Uchiha i jak wielka jest to obraza, dlatego szybko się opanował i natychmiast kazał to naprawić synowi, który opierał się dobre dziesięć minut twierdząc że to zbyt śmieszne na takie marnotrawstwo. W końcu dał się namówić, ale nie udało się go przekonać do przeproszenia głowy klanu, który dalej ciskał Sharinganowe błyskawice w zadowolonego z siebie Naruto. Po niecałej godzinie obrady znów zostały wznowione.

- Tak jak mówiłem wcześniej, to czas by narzeczeni się poznali.- Powiedział Fugaku i wstał kierując się w dalszą część pomieszczenia, a jego syn za nim. Oczywiście reszta ruszyła za nimi i zatrzymali się dopiero przy wielkim portrecie przedstawiającym uścisk dłoni pomiędzy uśmiechniętym Pierwszym a zimnym Uchiha Madarą. Młodzi stanęli dokładnie przed nim i również wymienili uścisk dłoni.

- Uchiha Itachi.- Zaczął starszy, a oczy Naruto otworzyły się szeroko na dźwięk znajomego głosu. Bez wahania odwzajemnił uścisk.

- Uzumaki Naruto.

- Świetnie! Podpisujmy kontrakt i zostawmy młodych samych na chwilę by mogli się poznać.-Powiedział radośnie Minato i zrobił to o czym mówił, po czym podał kartkę Naruto, który także złożył na niej podpis tak jak później Fugaku, Itachi, Shikaku i jonnin.- Skoro formalności mamy za sobą, co powiesz na spędzenie popołudnia w towarzystwie twojej uroczej żony?- Zapytał szczęśliwy Yondaime, obejmując Fugaku i prowadząc go do wyjścia. Miał nadzieję, że udobrucha jakoś Uchihę i dowcip Naruto odejdzie w zapomnienie.

- Rzeczywiście mam ochotę na herbatę. Mikoto na pewno ucieszy się goszcząc cię u nas.

- To będzie przyjemność! Młodzi do nas dojdą, a Shikaku i Genou mogą oczywiście wracać do wioski.- Dodał, przepuszczając wyżej wspomnianych i zamykając za sobą drzwi.

Gdy zostali sami Naruto wybuchnął śmiechem, a Itachi patrzył na niego w zachwycie i również się uśmiechał.

- Nigdy nie pomyślałbym że to ty!- Powiedział wciąż się śmiejąc, poczym padł na podłogę i usiadł.

- Mówiłem, że kiedyś prawdopodobnie spotkasz mnie bez maski.

- Właśnie! Miałem rację, że masz jakieś super kekkei genkai, tylko nie jestem pewien czy Sharingan jest taki super.

- Ma o wiele więcej zalet niż myślisz.- Odpowiedział tajemniczo Itachi.

- Naprawdę? Pokażesz mi kiedyś?- Zapytał zafascynowany Naruto robiąc jednocześnie wielkie oczy, które czyniły jego wygląd tak niewinnym.

- Na pewno. W końcu nie mogę mieć tajemnic przed przyszłym mężem.- Powiedział zaczepnie.

- Właśnie! Spróbowałbyś!- Odpowiedział mu Naruto, grożąc jednocześnie pięścią. Itachi roześmiał się na ten widok.- Co?

- Jesteś zbyt zabawny.- Potargał jego włosy.- Prawie nie mogłem się dzisiaj opanować na spotkaniu jak zobaczyłem tą rzeźbę.

- Wspaniały żart, ne?- Ożywił się Naruto, gestykulując.

- Udał ci się.- Przytaknął brunet.

- Czemu ciebie wybrali?- Zapytał nagle ni z tego ni z owego blondyn i widząc zaskoczoną minę Uchihy, mylnie ją odebrał.- Nie żebym wolał Teme! Co to to nie! Ty jesteś zdecydowanie fajniejszy, chociaż przed naszym spotkaniem myślałem, że jesteś takim samym bucem jak wszyscy w twoim klanie.

Na to stwierdzenie Itachi głośno się roześmiał.

- Wiesz, że niedługo będzie to też twój klan?

- Na szczęście nie będę z nimi związany krwią. I cieszę się, że nie możemy mieć dzieci! Nie mógłbym nienawidzić własnego dziecka tylko dlatego, że wdałoby się w twój klan.

- Tak, masz rację.- Znów przytaknął.- Ale wiesz, Sasuke nie jest taki zły. W rzeczywistości zyskuje przy bliższym poznaniu, zobaczysz. Jestem pewien, że z czasem się zaprzyjaźnicie!

- Ja i Teme?! Nigdy! Jest zbyt słaby, by przyjaźnić się z wielkim Uzumakim Naruto, przyszłym Godaime , najlepszym ze wszystkich Hokage!- Wykrzyczał z pasją blondyn, gwałtownie wstając.

- To twoje marzenie?- Zapytał z ciekawością Itachi, patrząc na niego z dołu.

- A masz coś do niego?!

- Nie.- Uspokoił go, wstając.- Tylko pytam. Jako twój mąż będę musiał cie wspierać, prawda? Poza tym to będzie bardzo komfortowe mieć za męża swojego pracodawcę. Wielka korzyść dla mnie.- Wyjaśnił ze śmiechem.

- Egoista!- Naruto udał oburzenie i lekko go odepchnął.

- Jakoś trzeba sobie radzić.- Odpowiedział Itachi wciąż lekko się uśmiechając.- Chodź, pewnie już na nas czekają.- Powiedziawszy to złapał blondyna za rękę i wyprowadził z budynku.