Wracam! Po długim czasie... Musicie mi wybaczyć, miałam matury próbne i tak jakoś zleciało i przez stres brak weny, nie mówiąc o tym, że nie miałam kiedy pisać... Ale teraz zapraszam na nowy rozdział!
nayakri jak zwykle motywujący komentarz, dziękuję! :D
mizerykordia uwielbiam widzieć nowe twarze! :D Serio, lubię nowych czytelników, mam nadzieję że jeszcze będę miała przyjemność Ci odpisywać! Oczywiście dziękuję też za komentarz!
Guest znowu ktoś nowy! Dziękuję bardzo!
Rementhod chyba znowu to ty mnie poganiasz. Nie żebym miała za złe... :p Przydaje się taki kopniak. Mam nadzieję, że chapter wynagrodzi Tobie i wszystkim innym czekanie. Jutro i pojutrze kolejne aktualizacje!
No moi drodzy! Życzę Wam wesołych, spokojnych Świąt. Dużo ciepła, miłości i, oczywiście, bogatego Mikołaja! :D
Charlotte~~
Minęło pięć lat. Pięć długich i wyjątkowo głośnych lat. Dobe jakby wrósł w nasz dom. Wchodzisz do salonu - dobe, do kuchni - dobe, do łazienki - dobe, nawet do swojego pokoju i widzisz jego. Gdzie nie wejdziesz Naruto. Jakby tego było mało, w Akademii jestem z nim w jednej klasie. Jak wygląda mój dzień? Wstaję, schodzę na śniadanie, siadam, patrzę jak młot i mój brat szepczą cos do siebie, Okaasan daje nam WSZYSTKIM bento po czym mój kochany Aniki odprowadza nas pod same drzwi Akademii bo boi się o swojego narzeczonego. Tak jest na co dzień. No chyba, że mam szczęście i po Naruto idziemy dopiero w drodze do Akademii. Naprawdę, czy to tak trudno się domyślić że nie mogę znieść jego obecności? Okaasan wie, ale nie ma pojęcia dlaczego. I lepiej żeby tak zostało. Zresztą to jest nieważne, bo mało kto zwraca na mnie uwagę. Wyjątkiem był Shisui i właśnie dobe. Nawet teraz siedzimy wszyscy w kuchni, a otoosan mnie nie zauważa. Nie, żebym czasem nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy, ale czasem odrobina uwagi byłaby miła. Przeszkadzało mi to szczególnie krótko po ich zaręczynach, jak tak bardzo chciałem jego akceptacji i pochwały.
Głupi młotek. Nie wiem dlaczego to właśnie on ma wyjść za Aniki. Itachi jest dla niego o wiele za dobry. No naprawdę, popatrzcie tylko, tapla się w błocie jak jakaś świnia i wciąga w to MOJEGO brata. I nieważne że pomagają mamie w ogródku. Można byłoby zrobić tak, żeby się nie pobrudzić.
- Oi, Sasuke! Uważaj, teme!- Usłyszałem i ku mojej furii nie miałem czasu się odsunąć przed kulą błota. Jeszcze ma czelność się śmiać! Ruszyłem na niego nie bacząc na brata, w głowie przygotowując najlepsze techniki taijutsu i włączając mojego nowo odkrytego Sharingana.
- Łaaaa! Itachi!- Zawołał, gdy zbliżałem się do niego.- On mnie atakuje!
- Nie chowaj się za Aniki, dobe!- Warknąłem, gdy Itachi trzymał mnie na odległość ramion.
- Nie chowam! Po prostu Itachi nie byłby zadowolony, gdybym skopał ci Uchihowskie dupsko.-
Odpowiedział i wystawił mi język.
- Nie mów mi czego chciałby mó…- zacząłem krzyczeć i się wyrywać, ale wspomniany brat mnie
Uciął.
-Naruto mówi prawdę! Rozmawiałem z nim i prosiłem go o to!- Powiedział, przewracając mnie jednocześnie na ziemię.- Bierz przykład z niego! W przeciwieństwie do ciebie zachowuje się dojrzale.- Dodał, z rozczarowaniem w oczach które było gorsze niż gdyby mnie zbił.
Gdy mnie uwolnił spojrzałem na nich jeszcze raz. Itachi dalej patrzył na mnie tym wzrokiem, a dłoń miał we włosach Naruto którego głaskał. Kiedyś to MI tak robił. Za to dobe stał ze skrzyżowanymi rękoma na piersi i patrzył na mnie nienawistnie. Przynajmniej w tym jednym się zgadzamy. Jedno jest pewne- nie pozwolę na to. Ta mała, blond kreatura chciała mi ukraść brata, ale nie pozwolę na to. W tym postanowieniu poszedłem do domu, wprost do ojca, którego zastałem na tarasie pijącego herbatę. Ostrożnie wszedłem do środka.
- Ojcze…
- Czego chcesz?- Zapytał, nie patrząc na mnie.
- Chciałem cię powiadomić o niegodnym zachowaniu Itachiego i Naruto…
- Jak ty wyglądasz?- Zapytał wściekle, gdy w końcu na mnie spojrzał.- Mówisz o niegodnym zachowaniu swojego brata? Spójrz na siebie! Czy członkowi klanu Uchiha przystoi chodzić ubabranym błotem?!
- To zrobił Naruto! Właśnie o tym chciałem ci powiedzieć!
- Nie obchodzi mnie kto to zrobił! Jesteś drugim synem przywódcy klanu! Może nie będziesz zarządzał klanem, ale to twoje dzieci będą dziedziczyć! Zachowuj się jak na ojca przyszłych spadkobierców przystało! Nie chce cię widzieć, dopóki się nie przebierzesz!
- Ale…
- Śmiesz mi pyskować?!
- Nie, ojcze.- Odpowiedziałem przez zaciśnięte z wściekłości zęby.
- Dobrze.- Powiedział, biorąc łyk herbaty.- Zanim jeszcze pójdziesz, przekaż Naruto by spotkał się ze mną na pomoście za pół godziny. Tyczy się to też ciebie. W przyzwoitym stroju. Możesz iść.
Sztywno wstałem i wszedłem do domu. Całą drogę przez dom do ogrodu pokonałem wściekając się na ojca i Aniki. Co ma młotek, że wszyscy skaczą koło niego na palcach? Najpierw Itachi i jego tekst o braniu przykładu, ( Dobre sobie! Kto tu z kogo powinien brać przykład?) a teraz ojciec, który nie lubi Naruto, ale wszystko mu puszcza płazem! Nie widzę w czym on jest taki wyjątkowy. Jest bogaty, ale ja także. Pochodzi ze znamienitego klanu, ja też. Jest uroc…eee… urodziwy, ja też. Chyba tylko nie jestem synem Hokage tak jak on, ale i tak nie widzę w jaki sposób czyni go to wyjątkowym. I przez tego idiotę i jego błotną śnieżkę to mi się oberwało od ojca! Znów wszedłem do ogrodu, gdzie ten kretyn obsypywał mojego Aniki piaskiem! Jak on mu na to może pozwolić? I jeszcze się z tego śmiać?!
- Oi, młocie!- Zawołałem z niesmakiem. Na pewno nie zamierzałem tam podchodzić.
- Och, Itachi, Sasuke chyba przyszedł przeprosić!- Odpowiedział Naruto, bardziej do mojego brata niż do mnie.
- Co tam Sasuke?- Zapytał Itachi.
- Ojciec chce widzieć młota i mnie za pół godziny na pomoście.- Powiedziałem i odwróciłem się na pięcie, wracając do domu.
Wszedłem do pokoju i zacząłem się przebierać oraz myć. Akurat skończyłem ablucje, gdy wybiła wymagana godzina. Szedłem w stronę pomostu, gdzie stali już ojciec i Naruto, najwyraźniej zanudzający mojego Otoosan jakąś durną opowieścią. Dobrze, niech trochę pocierpi.
- Spóźniłeś się.- Powiedział.
-Kazałeś mi się umyć i przebrać. Pół godziny to mało czasu, ojcze.
- Wystarczająco, gdybyś lepiej nim gospodarował. Nawet Naruto zdążył.- Spojrzałem na rzeczonego blondyna i faktycznie, był czysty.
- On nie powinien się liczyć. Miał Aniki do pomocy.
- Umiem się ubrać i umyć sam, teme!
- Szczególnie jak Itachi ci pomaga, dobe!- Odpowiedziałem patrząc mu w oczy i ciskając takie same gromy w jego stronę jak on w moją.
- Cisza!- Krzyknął ojciec i natychmiast oderwałem się od Naruto.- Dzisiaj będę was uczył jak zrobić kulę ognia, podstawową technikę naszego klanu. Mam nadzieję, że nie zawiedziecie mnie. Szczególnie ty Sasuke. Oczekuję przynajmniej takich wyników jakie miał Itachi.
- Nie zgadzam się! Dlaczego ON ma uczyć się tej techniki?- Zaprotestowałem.
- A czemu nie, teme? Boisz się, że będę lepszy?
- Nie ośmieszaj się młocie, nie ma takie…
- Cisza! Czy do was nie dociera jedna, prosta komenda?!- Krzyknął ojciec, a my natychmiast umilkliśmy.- Naruto będzie uczył się tej techniki, ponieważ także będzie w przyszłości Uchiha. Nie może przynieść wstydu twojemu bratu.
- To nie może uczyć się dopiero PO ślubie?
-Nie, bo niewiadomo co do tego czasu się wydarzy. A teraz podejdźcie do krawędzi i zbierzcie czakrę…
Głupi młot. Nie dość, że dostał Aniki, to teraz jeszcze Otoosan traktuje go jak syna. Nie mogę pozwolić by wlazł na głowę reszcie.
Ocknąłem się ze wspomnień na dźwięk głosu Naruto, a raczej tego co powiedział. Natychmiast odwróciłem głowę w jego stronę i spytałem lodowatym głosem:
- Jak ty właśnie zwróciłeś się do Okaasan?
- „Mamo". A co teme, masz z tym jakiś problem?- Zapytał mrużąc groźnie oczy. Też coś! Myśli, że mnie przestraszy?
- To moja matka, nie masz prawa się tak do niej zwracać, nie mówiąc już o tym, że to brak szacunku.
- Okaasan sama zaproponowała to Naru, Sasuke.- Poparł go Itachi. No pewnie, i co jeszcze? Spojrzałem na mamę.
- Owszem Sasuke. Naruto już niedługo będzie należał do rodziny, może równie dobrze mówić mi mamo.
- Słucham?!
- Ogłuchłeś, teme?
- Po prostu nie rozumiem części zdania „ już niedługo będzie należał do rodziny"!
- To co słyszysz, Sasuke. Naruto i twój brat ustalili datę ślubu.
- Kiedy?- Zapytałem ze ściśniętym sercem.
- Moje siedemnaste urodziny.
- Cztery lata…
- Tak…- Potwierdził, ale nie patrzył na mnie. Przytulił się do ramienia mojego brata. Poczułem mdłości.
- Najwyższy czas!- Powiedział jowialnie ojciec. To brzmiało prawie… rodośnie…- Dobrze wiedzieć na kiedy zapraszać gości. Wasza matka też nie posiada się z radości, bo może już planować dekoracje!
- Owszem ojcze, także cieszymy się z ustalonej daty.- Pogłaskał Naruto po włosach. Wstałem gwałtownie.- Coś się stało, Sasuke?
- Niedobrze mi się od was zrobiło. Moglibyście powstrzymać się chociaż przy jedzeniu… Tylko nie zapomnijcie, że dzisiaj egzamin.- Dodałem i wyskoczyłem przez okno, za co dostanę później burę od matki.
Pędziłem w stronę Akademii, nie oglądając się za siebie. Byłem zdeterminowany by dotrzeć na egzamin, zdać go uwolnić się od dobe przynajmniej na czas misji. Może Gennini nie dostają długoterminowych zleceń, ale kilka godzin w ciągu dnia BEZ blondyna na pewno będzie zdrowe. Już poza innymi mniej lub bardziej ważnymi powodami dlaczego jego nieobecność mogłaby zaprocentować. Na przykład ciągły ból głowy przez jego gadaninę, a mogę się założyć, że na misjach byłby o wiele bardziej uciążliwy i męczący.
Dotarłem, ale oczywiście byłem za wcześnie. Poczekałem przed drzwiami, aż wybije godzina na którą miał rozpocząć się egzamin, a i wtedy unikałem mojej rodziny, która uparcie starała się mnie znaleźć. Po wyczytaniu mnie wszedłem, zrobiłem swoje i wyszedłem. Było oczywiste, że zdam. Nikt w to nie wątpił, dlatego tylko moja matka mi gratulowała, a ojciec tylko stał obok. Ale także był zadowolony, bo nie miał tej pulsującej żyłki. Spojrzałem w stronę młotka. Wchodził jako ostatni. Nawet Hokage z nim był, założę się że musiał długo prosić Trzeciego, by zajął się wioską przez ten czas.
Naruto wszedł i… długo nie wychodził. Spojrzałem na zegarek, siedział tam już dobre dwadzieścia minut. Czyżby dobe nie zdał? To wtedy by się tatuś ucieszył. W sumie oboje. Za to Itachi przytuliłby go do siebie i pocieszał tak słodko, że aż do porzygania. Na jego miejscu dałbym mu kopa w dupę, a nie słodkie słówka. W końcu wyszedł… Z opaską na czole. Podbiegł zaraz do Hokage i go przytulił. I on skończy trzynaście lat w tym roku? Taki dzieciuch? Przewróciłem oczami i oddaliłem się jak najszybciej kiedy zobaczyłem że kierują się w naszą stronę. Pobiegłem w stronę domu. W końcu, w moim pokoju nikt mi nie będzie przeszkadzał prawda?
