Ach! Spóźniłam się! Przepraszam! Jakoś dużo się działo u mnie w pierwszy dzień świąt! Ale wstaniecie sobie i przeczytacie. i zostawicie recenzję! :D

mizerykordia taaak, mnie też Sasuś wkurzał, ale tylko w Shipuudenie. Kurde Naru go goni po całym kontynencie, a on go zabić chce? Poza tym serio? Uchiha pozwolił sobie zrobić pranie mózgu? :D Penie brakowało akcji, ale tutaj tego będzie więcej.

Dziękuję i zapraszam do czytania!

Charlotte~~


Praca, praca i praca. Ile bym nie prosił Hokage, musiałem być pracy. Wszystko byłoby dobrze, gdyby Yondaime dzisiaj nie oddał władzy Trzeciemu, a on nie uznał że danie wolnego Hokage i kapitanowi ANBU w jednym dniu jest złym pomysłem. Tylko że mój brat i narzeczony dzisiaj kończyli Akademię. Wiem, że na pewno zrozumieją. A raczej, tą pewność mam co do Naru. Z Sasuke będzie większy problem. Najprawdopodobniej się obrazi, zamknie w sobie i nie będzie ze mną rozmawiał. Nawet jeśli dowie się, że oglądałem jego egzamin z ukrycia. Przynajmniej na to Sandaime pozwolił.

Dlatego szybko, po przebraniu się w strój ANBU teleportowałem się do Akademii podejrzeć egzamin. Stanąłem w sali za portretem i obserwowałem. Najpierw była dziewczyna o blond włosach. Bardzo przypominała mojego Naru, ale widać było, że z charakteru bardziej podobna do Sasuke. Bardziej arogancka, pewna siebie...Potem była mała Haruno. Słodkie dziewczę, bez jakiegokolwiek potencjału na kunoichi. Przynajmniej moim zdaniem. W każdym razie w ANBU jej nie widzę i na misjach także będzie słabo. Po Sakurze wszedł Sasuke. Pewny siebie, bez wątpliwości czy zda. W końcu to Uchiha. Uchiha, który chce zdobyć uznanie ojca. Tak jak wszyscy się spodziewali, Sasuke wykonał technikę za pierwszym razem. Bezbłędnie. Jeszcze nigdy nie czułem takiej dumy! Mój mały Otouto został Genninem! Będę mu musiał dzisiaj pogratulować osobiście! Może nawet wezmę jego i Naruto na ramen? Albo na dango, z racji tego, że Sasuke nie przepada za smakołykiem mojego narzeczonego. To aż śmieszne, jak pomyślę że to oni mogliby być teraz zaręczeni! Takie przeciwieństwa!

W końcu wszedł. Pewny siebie, przekonany, że jest najlepszy. Cały Naruto. Nikt nigdy nie złamie jego woli i determinacji. A jeśli spróbuje to ja na to nie pozwolę. Za cztery lata stanie się mój na zawsze, a wtedy nic i nikt nie będzie mógł mi go odebrać. Zbyt go kocham, by na to pozwolić. Muszę przyznać, że się denerwowałem. Bunshin no Jutsu nigdy nie była specjalnością Naruto, nigdy jej nie umiał. Hokage twierdzi, że ma to coś wspólnego z ogromem czakry jaką posiada Naruto. Samej Naruto, ale także tej od Lisa. Patrzyłem jak staje na środku i skupia się na zadaniu. Złożył pieczęć i... powstało coś, ale nie można było tego nazwać klonem. Przerwał technikę i spróbował jeszcze raz. Z takim samym skutkiem.

- Masz ostatnią szansę, Naruto...- Przypomniał mu Iruka.

- Przecież się staram! Nie moja wina, że mi nie wychodzi!- Odpowiedział buntowniczo.- Poza tym specjalnie dałeś tą technikę na egzaminie, bo wiedziałeś że jej nie umiem!

- Nie pyskuj mi tutaj i przypomnij, że za drzwiami czeka na ciebie ojciec, który będzie bardzo zawiedziony jak nie zdasz!

- Nie obchodzi mnie to!- Odburknął.

- Skoro nie chcesz być lepszy niż Sasuke...- Aha! Trafił w czuły punkt! Wiedział o tym, a nawet jeśli nie to mina Naruto mu to uświadomiła. Poderwał do góry głowę, a na twarzy miał wypisaną złość i determinację.

- On zdał?

- Śpiewająco!

- Ja zdam lepiej! Patrzcie tylko!- Wykrzyknął i złożył pieczęć. Nie tą którą miał złożyć...- Kagebunshin no Jutsu!

Zgodnie z oczekiwaniami na parkiecie obok Naruto pojawiło się około dziesięć klonów. Westchnąłem. Wszyscy ANBU i Jonnini wiedzieli o zdolności małego do techniki, w końcu biegaliśmy i szukaliśmy go te sześć lat temu jak wykradł zwój z gabinetu ojca. Nie zmienia to faktu, że mógł darować sobie uświadamianie komisji w tym fakcie. Hokage nie będzie szczęśliwy, ale z drugiej strony co się może stać? Wszyscy i tak są już przyzwyczajeni do wybryków Naru. A zadanie wykonał, więc oblać go nie mogą. Miały być klony, więc są. Co prawda za dużo o siedem, ale nie szkodzi.

Tak jak myślałem, komisja była zszokowana. Jeszcze nigdy nie widziałem zaniemówionego Iruki, a przecież znam go od początku czasów Sasuke w Akademii. Spojrzałem na wyraźnie zadowolonego z siebie Naruto. Tak, tego wyrazu twarzy nie można pomylić z żadnym innym. Zakończył technikę, podszedł do biurka komisji i wziął opaskę. Zwrócił się do dalej nie mogącego wykrztusić słowa Iruki.

- Nie zrobiłem tego dla ojca, ale dla Sasuke.- Powiedział, a ja zmarszczyłem brwi. Co miał na myśli?- Nie chcę, by gadał że nie nadaję się dla jego brata tylko dlatego, że nie umiem jakiejś głupiej techniki.

Moje wnętrze zalało niesamowite ciepło. Dobrze wiedzieć, że Naruto dba o mnie przynajmniej w małym stopniu. Blondyn po tych słowach wyszedł, a ja jeszcze zostałem oszołomiony. Nie mogłem uwierzyć, że rywalizacja między Naruto i Sasuke teraz rozgrywa się o moją uwagę. Wstałem i już miałem wychodzić, kiedy jeden Chunnin z komisji wstał gwałtownie, przewracając krzesło.

- Musimy go zatrzymać!- Krzyknął.

- N-nie…- Wydukał Iruka. Najwidoczniej dalej był w szoku. Nie dziwię się. W końcu Naruto nigdy nie był asem w klasie. Jednak zaraz wziął się w garść.- Nie będziemy go gonić jak jacyś nadpobudliwi uczniowie. Zasłużył na ochraniacz.

- Nie wykonał zadania!- Upierał się ten pierwszy.

- Wprawdzie nie użył techniki, którą nauczamy w Akademii, ale zadanie wykonał.- Wtrącił się inny.

- Owszem. Miał stworzyć trzy klony. On stworzył dziesięć i to na zupełnie innym poziomie.- Odezwał się trzeci.

- Możliwe, ale nie powinniśmy mu pobłażać dlatego, że jest synem Yondaime. Wszystkie dzieci powinny mieć równe szanse…

- I miały.- Uciął Iruka.- Nie zapominajcie o kim mówicie. Naruto zawsze był… wyjątkowy. I nie chodzi mi tutaj o to, czyim jest synem. To jest technika z poziomu Jonnina, gdyby nie miał jej znać, nie znałby jej. Widocznie jest za tym historia o której nie wiemy.

- Tak…

- Możliwe, że masz rację.- Zgodzili się wszyscy. Oprócz pierwszego. Całą przemowę Iruki widziałem jak go trzęsie ze wściekłości. Przygotowałem się. Z nim mogą być kłopoty.

- Jak możecie się na to zgadzać?!- Wydarł się.- Jak możecie pozwolić by on był ninją?! Moim zdaniem on w ogóle nie powinien żyć! To potwór!

- Miyuki, przestań!

- Tak, Uzumaki Kushina ratowała nas wszystkich poświęcając własne dziecko! To bohater!

- NIE! TO POTWÓR!- Znów krzyknął i wyjął kunai.- I JA SIĘ GO POZBĘDĘ! NIE POZWOLĘ, BY JAKO SHINOBI ZABIŁ WIĘCEJ LUDZI!

Ruszył w kierunku drzwi, ale w mgnieniu oka byłem przy nim, a sekundę później był już unieszkodliwiony i związany przy najbliższej ścianie. Spojrzałem na twarze reszty komisji, na których rysowało się zdumienie.

- Uchiha Itachi?- Zapytał Iruka. Ogarnęło mnie zdziwienie. Dotknąłem lekko twarzy i zakląłem siarczyście. Szlak, przez tą całą sytuację zapomniałem nałożyć maskę. Nikt nie powinien wiedzieć, kim jestem. Uśmiechnąłem się lekko i dopiero teraz nałożyłem maskę.

- Nie mógłbym przegapić egzaminu brata i narzeczonego, prawda?- Psytryknąłem palcami i za moment przy mnie pojawiło się dwóch ANBU. Wskazałem głową na związanego i nakazałem wziąć go najpierw do Inoichiego na wymazanie pamięci o mojej tożsamości. Po zniknięciu moich podwładnych, zwróciłem się jeszcze raz do obecnych.

- Muszę prosić o waszą dyskrecję. Niezałożenie maski było niewybaczalnym błędem, jednakże zdarzyło mi się pierwszy raz. Mogę także zapewnić, że ostatni.

- Nie musisz się o nic martwić, Uchiha-san.- Powiedział jeden po prawej stronie Iruki.- Nie mamy intencji, by cię wydać. Potrafimy zrozumieć, że groźba skrzywdzenia syna Hokage, twojego narzeczonego, może odebrać zdrowe myślenie. Nawet tak wyśmienitemu shinobi jak ty.

- Arigatou. To wiele dla mnie znaczy. Nie zawiodę waszego zaufania.- Pokłoniłem się i zniknąłem w chmurze kruków.

Pojawiłem się wprost naprzeciwko drzwi Yondaime. Wiedziałem, że ma dzisiaj wolne, ale uznałem że to on powinien wiedzieć o tym incydencie, a nie Trzeci. Zapukałem i po usłyszeniu „Proszę!" wszedłem. Od razu po przekroczeniu progu, rzuciło się na mnie coś małego i jasnego. Sądząc po moim spektakularnym upadku na ziemię, był to Naruto. Tylko on potrafił zwalić mnie z nóg. Całkowicie dosłownie.

- Itachi!- Zawołał i przytulił mnie. Poczochrałem go po tej blond główce. Zdjąłem maskę, pocałowałem go w czoło i wstałem. Tylko by spotkać rozbawione spojrzenie Czwartego. Stanąłem prosto i pokłoniłem się.

- Wiem, że masz dzień wolny, Yondaime, ale muszę zdać raport.- Powiedziałem sztywno. Mam nadzieję, że ten błąd nie będzie mnie kosztował ręki Naruto. Nie mogę sobie wyobrazić bólu jaki czułbym na widok mojego brata z nim.

- Już nie mam.- Odpowiedział kwaśno, patrząc złowrogo na syna.- Masz bardzo lojalnego narzeczonego, możesz uważać się za szczęściarza.

- Właśnie! Staruch się o to prosił!- Potwierdził Naruto, ciągnąc mnie w stronę fotela. Usiadłem, a ten wgramolił mi się na kolana. Hokage dołączył do nas siadając naprzeciwko.

- Tak…- Skrzywił się Minato.- W takich chwilach bardzo cieszę się, że nie będziesz miał dzieci… Jakbym miał w perspektywie znów użerać się z takim bachorem jak ty, to chyba do reszty bym osiwiał.

- Wtedy byłbyś taki sam jak Ero-Sennin!

- Daleko mi do Jiraiyi w pewnych sprawach i ty to wiesz…- Powiedział, patrząc na Naruto sceptycznie.- Jednak wracając do ciebie… Może pochwalisz się Itachiemu co zrobiłeś?

- Nic nie zrobiłem! Należało się staruchowi!- Zawołał młodszy blondyn, rozpalając tym samym do końca moją ciekawość.

- Twój narzeczony poszedł, a raczej wpadł do biura Trzeciego, gdy dowiedział się, że ten nie dał ci dnia wolnego i nawrzeszczał na niego. Prawie trzech Jonninów próbowało go stamtąd wynieść, ale że ma charakter swojej matki, nie dawali rady. Tylko mnie udało się go stamtąd wyciągnąć, ale dopiero gdy członek ANBU poinformował mnie co robi mój syn, gdy ja nieskutecznie szukałem go po całej wiosce.- Patrzył na Naruto z wyrzutem, a ja powstrzymywałem się od śmiechu. Nie powiem, było to miłe, że przynajmniej ktoś się za mną wstawił.

- I co? Należało się mu, ne?- Zapytał Naru, patrząc na mnie wyczekująco. Tylko pokiwałem głową.

- Oczywiście.- Odpowiedziałem, uśmiechając się i pocałowałem go w nos. Zachichotał i uderzył mnie. Zaśmiałem się.- To było powodem zrezygnowania z zarządzania wioską?

- Żebyś wiedział! Sandaime uznał, że jest już za stary na użeranie się z takimi bachorami i nie zamierza narażać się na stres, szczególnie spowodowany Naruto. I wymamrotał coś jeszcze, że cieszy się, że nie musi się nim zajmować na co dzień…- Odpowiedział Minato, a ja ponownie się zaśmiałem.- A wracając… Co chciałeś powiedzieć?

Spoważniałem i opowiedziałem całą sytuację. Wysłuchał mnie i powiedział, że dobrze zrobiłem wysyłając go do Inoichiego. Naruto oczywiście, chciał się nim sam zająć, ale Hokage nie zwracał na to uwagi. Ja tylko dalej głaskałem go po plecach. Yondaime powiedział, że całą sprawą zajmie się natychmiast, zaczynając od przesłuchania komisji. Mnie polecił odprowadzenie Naruto do Okaasan, powrót i nadzór nad pracą Yamanaki. Po pożegnaniu, złapałem Naruto i teleportowałem nas do kuchni w moim domu. Oddałem blondyna w czułe ręce mojej matki i pobiegłem do miejsca pracy starszego blondyna. Przebolałem tam te kilka godzin, po czym złożyłem raport i czym prędzej wróciłem do domu. Chciałem trochę czasu spędzić z Naru. Jednak nie dane mi było to od razu. Teleportowałem się na korytarzu prowadzącym do pokoju mojego i do pokoju Sasuke. Właśnie z tego drugiego usłyszałem krzyki.

- Nie przypominaj mi o tym, młocie! To nie była moja wina!

- Tym bardziej moja, teme!

- Itachiego nie będzie to interesować!- Warknął Sasuke, a ja zgłupiałem. O co im chodzi? Co mnie nie będzie interesować? A mam wrażenie, że będzie. Tym bardziej, że Otouto zachowuje się w taki sposób w jaki się zachowuje.

- Może będzie, ale myślisz że ty nie ucierpisz, draniu?- Zapytał Naruto wściekłym głosem.

- Możliwe, ale ja jestem jego bratem.

- I myślisz, że to ochroni cię przed jego nienawiścią? Bo na pewno cię znienawidzi, gdy dowie się że jego własny brat i narzeczony się całowali!

- Nie drzyj się tak, dobe!- Sasuke uciszał Naruto, a moje serce stanęło. Czy ja dobrze usłyszałem? Mój Naru… i mój Otouto?- Jakbym chciał!

- A myślisz, że ja chci…- Krzyczał, ale przerwał na mój widok. Postanowiłem tam wejść i się ujawnić, żądając wyjaśnień. Chociaż nie wiem czy chce je słyszeć… Moje serce pękało.- Itachi! Już jesteś!- Chciał podbiec, ale nie ruszył się z miejsca widząc moją twarz. Spojrzałem na Sasuke. Zbladł.

- Słyszałeś.- Stwierdził, a ja przytaknąłem sztywno.- Mówiłem, żebyś się tak nie darł?- Warknął na Naruto.

- Nie kłóćcie się… Teraz nie ma już o co.- Stwierdziłem i odwróciłem się w stronę mojego byłego już narzeczonego.- Naruto, jeśli zakochałeś się w Sasuke trzeba było mi powiedzieć. Jestem pewien, że dałoby się zorganizować wasze małżeństwo.

Powiedziawszy to, odszedłem nie zwracając uwagi na jego wołanie. Właśnie spełniła się moja największa obawa – Naruto pokochał kogoś innego. Wmawiałem sobie, że jak będę mu na każdym kroku udowadniał jaki jest dla mnie ważny, to nie dojdzie do tego. Że to we mnie się zakocha. Nie miałem racji i mimo moich zapewnień, że nie pozwolę mu odejść, muszę. To za bardzo boli. Usiadłem pod obrazem, gdzie podpisywaliśmy nasze kontrakty. Tyle się zmieniło od tego czasu… szczególnie moje uczucia. Byłem tak zajęty myślami, że nie usłyszałem jak ktoś wchodzi i siada koło mnie. Dopiero ciepła dłoń na ramieniu pomogła mi się ocknąć. Spojrzałem w dół i zobaczyłem dwa szafirowe, tak dobrze mi znane, kule. Chciałem wstać i odejść, ale Naruto wdrapał mi się na kolana i przytulił. Trzymał mnie mocno, a ja nie miałem serca go zrzucać. Wtedy, zrobił coś czego nigdy nie robił. Pocałował miejsce pod moim uchem i wyszeptał:

- Przepraszam.- Odsunął się i spojrzał mi w oczy.- To był wypadek, Itachi. Kucałem na jego ławce, patrząc na niego nienawistnie, ale potem ktoś z tyłu, mnie popchnął i wylądowałem na jego ustach. Na pewno tego nie chciałem- Zrobił zdegustowaną minę.- Chciałem, żeby to nasz pocałunek był moim pierwszym. Proszę, musisz mi uwierzyć.

Patrzył na mnie z taką szczerością i niewinnością, że nie miałem innej możliwości niż podnieść ramiona i objąć go. Następnie on zbliżył się do mnie i na krótką chwilę wpił się w moje usta, kojąc tym samym cały ból i wątpliwości w moim sercu. Nigdy przedtem nie miałem takiej pewności, że kocham tego małego idiotę.

- Obiecaj, że już nigdy więcej się to nie zdarzy, Naruto.- Spojrzałem mu poważnie w oczy.

- Nigdy.- Zapewnił.- Wolę ciebie. Robisz to lepiej, poza tym kocham cię.- Oznajmił, a ja zgłupiałem po raz kolejny tego dnia.

- Powtórz…

- Co?- Zapytał, nie wiedząc o co chodzi.

- To co powiedziałeś.

- Aaaa! Eeem… Kocham cię?

Bardziej zapytał niż oznajmił, ale tylko na to czekałem. Zmiażdżyłem jego usta swoimi, przelewając w ten pocałunek wszystkie uczucia, które czułem. Gniew, żal, ból, radość, szczęście, a przede wszystkim miłość. Trwało to wieczność, a raczej chciałbym by trwało. Niestety, musiałem się od niego oderwać, bo oboje potrzebowaliśmy powietrza. Oparłem swoje czoło o jego i spojrzałem mu prosto w oczy.

- Ja ciebie też kocham, Naruto. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo…