Witajcie po długiej przerwie, tak wiem, możecie być nieco zirytowani ;) Ale dorzeczy, puszczam dwa rozdziały HPON i na dniach pojawi się nowy rozdział SŚ, więc zapraszam!
YuukiYuuu mogę Cię zapenić, że nic się naszej Łasicy nie stanie, a jego seruszko pozostanie całe.
mizerykordia dziękuję, dziękuję, chodziło mi o taki efekt :D
nayakri cóż, dzisiaj się przekonasz! ;) A co do Ity, cóż nie mogę nic powiedzieć bo zdradzę fabułę... Dzięki za recenzję i szczere słowa :D
clarissayummiray Naru będzie z Itą, a le opo jest SasuNaru, więc w końcu na końcu zejdzie się z Sasuke. Owsze, Kbuto i Oro się pojawią tak samo jak inne kanoiczne postacie,. Może wszystkie wplącze w fabułę. Co do ucieczki... Ciii! Robisz spoiler! :D
Sakuja dziękuję :)
karex dzięki za komentarz :D
Miłe lektury
Charlotte~~
Był piękny dzień we wiosce, zresztą jak zwykle. Sakury były w pełnym rozkwicie, ptaki ćwierkały, a tutaj we wschodnim ogrodzie, w stawie pod moimi nogami pływały małe karpie Koi. Wszystko tętniło życiem. Wszystko, łącznie z moim synem mimo, że czasami chciałbym połowę tej energii przehandlować na drugą porcję dango. Tak jak teraz, gdy biegał po ogrodzie poświęconym pamięci jego matki, cały podekscytowany, że pozna dzisiaj swoją drużynę. Czekał na Itachiego i Sasuke, którzy mieli iść razem z nim do Akademii na spotkanie z Jonninami. Słyszałem jak Naruto mówi, że nie chce być w drużynie z „Sasuke teme" bo to „maminsynek" i „nie chce oddać brata" i że „go nienawidzi, zresztą ze wzajemnością", a także że „taki słabiak nie może być w drużynie z nim, wielkim Uzumakim Naruto". Rozejrzałem się dookoła spoglądając na piękne drzewa, bujne krzaki i pachnące kwiaty. A także pełne życia stawy i mostki nad nimi, drewniane, dokładnie takie jak ten na którym w tej chwili stałem. Jeszcze raz spojrzałem na barwne Koi myśląc o liście drużyn, którą układałem, nazwiskach znajdujących się pod siódemką i reakcji mojego nadpobudliwego syna. Tak, zapowiada się piękny dzień…
- Ja chcę koło Sakurki!- Wykrzyknął młot i zaraz pobiegł do tej różowowłosej małej idiotki.
Westchnąłem i mentalnie przewróciłem oczami. Naprawdę, i ten kretyn ma wejść do naszej rodziny… Założyciele klanu zapewne przewracają się w grobach. A teraz kolejny kretyn, mój Aniki, tylko się roześmiał, nie wiem z czego, pewnie własnej głupoty, i zostawił MNIE, na rzecz dobe! Nie wiem jak on to zrobił, ale owinął sobie Itachiego wokół małego palca, a szczególnie od wczoraj. Co on nie wyrabiał wieczorem, rzygać się chciało gdy się na to patrzało. „Naruto nie jest ci zimno?", „Naru, przynieść ci zieloną herbatę?", „Chcesz iść potrenować, a później na ramen?"… Błagam, nawet ojciec pytał o co chodzi i patrzył na to z dezaprobatą. Za to matka była zachwycona. Jakby było z czego. Itachi albo oszalał albo skretyniał, co jest bardziej możliwe w obecności dobe. Naprawdę, już złe wystarczająco było, że od około roku nocuje u nas prawie pięć dni w tygodniu, a teraz odbiera rozum mojemu bratu. Shisui miał racje, będzie tylko gorzej. Ale to zbyt straszne, by wyobrazić sobie co może być gorsze od tego! Wzdrygnąłem się na samą myśl i podszedłem do ławki przy której siedzieli Naruto i Sakura. Zrobiłem to tylko dlatego, że gdzie indziej nie było wolnych miejsc. Usiadłem i zaraz mojego ramienia uczepiła się ta różowa pijawka…
- Sasuke-kun, jesteś w końcu!- Wprost zapiszczała mi do ucha.
- Hn.- Odparłem i zdjąłem ją z siebie, widząc jak dwa miejsca dalej Itachi szepce coś młotowi na ucho, a za chwilę całuje go w nos. Zamieniłem się miejscem z Sakurą, by być bliżej nich.- Wynajmijcie sobie pokój.
- Nie musisz patrzeć, teme!- Ten kretyn miał czelność wytknąć mi język!
- Nie rozumiem, o co ci chodzi od rana. Odkąd odebraliśmy Naruto masz paskudny humor, otouto…
- Alergia na idiotów, wybacz.- Warknąłem, a on ze złości zmrużył oczy.
- Uspokój się, Sasuke. Pamiętaj, że Naruto jest częścią rodziny.
- Jeszcze nie!
- Niestety.- Odpowiedział głaszcząc Naruto po głowie.- Ale już niedługo. Musimy poczekać tylko cztery lata.
- Zbyt mało.- Znów warknąłem.
- Nie chcę się z tobą kłócić, Sasuke. Nie teraz, nie tutaj… Będę leciał.- Poczochrał mnie po głowie i odwrócił się do blondi.- Zobaczymy się później, muszę powiedzieć ci coś ważnego.- Pocałował go i zniknął. Naruto natychmiast odwrócił się do mnie z ciskającymi gromy oczyma.
- Jesteś z siebie zadowolony, teme? Przez ciebie Itachi jest zły!
- Czy ja jestem z siebie zadowolony? Chyba miałeś na myśli siebie! Itachi ogłupiał przez ciebie! Skacze nad tobą jak nad jakimś niewiarygodnie rzadkim zwojem i to się robi coraz gorsze!
- Dlatego że mnie kocha! Najwyraźniej ty tego nie znasz!- Krzyknął i zamilkł, kiedy Iruka wszedł do klasy.
Resztę spotkania pamiętam jak przez mgłę. Słyszałem jakieś wrzaski i wyczytywanie grup i przedstawianie ich Jonninom. Jedyne o czym myślałem to Naruto i mój brat. Więc o to chodziło… Nie wiedziałem, że ich związek jest już na takim etapie. Nie wiem dlaczego, ale poczułem się chory, gdy tylko wyobraziłem ich sobie na tle zachodzącego słońca, trzymających się za ręce i szepczących do siebie „Kocham cię". Poczułem, że zalał mnie zimny pot, a żołądek mi się ścisnął. I nie miałem pojęcia dlaczego.
Ocknąłem się dopiero gdy usłyszałem młota krzyczącego obok mnie. Odwróciłem głowę i zauważyłem smętną minę różowowłosej. Najwyraźniej jest z nim w drużynie. Nie wiem komu bardziej współczuć. Obaj tak samo irytujący. Wtedy to usłyszałem. Swoje nazwisko w akompaniamencie pisku Sakury i zgrzytu zębów Naruto. Zachowałem spokój chociaż przeklinałam tego kto nas przydzielił razem! Ja w drużynie z tym młotem? Przecież to śmieszne! Nie dość, że jest kretynem i moim przyszłym szwagrem, to na dodatek odczuwam jakieś bliżej nie określone emocje w stosunku do niego! Słyszałem jak ten młot darł się obok mnie na Irukę-sensei, że nie ma mowy by był ze mną w drużynie. Cóż, przynajmniej w jednym się zgadzamy. Nie dość, że prawie z nami mieszka to jeszcze mamy być razem w drużynie. Śmieszne… W końcu sala opustoszała i zostaliśmy tylko my, czekając na naszego senseia. I czekaliśmy tak cztery godziny, ciężkie cztery godziny, z wariującym i znudzonym Naruto w jednym pomieszczeniu. W końcu przyszedł. I dał się złapać na dziecinną pułapkę dobe. I to ma być nasz Jonnin? Śmieszne, jak ojciec się o tym dowie, to natychmiast pójdzie do Yondaime wyjaśnić tą sprawę! Jeszcze śmie nam mówić, że nas nie lubi! A ten idiota dobe cieszy się na jego widok jak jakiś szczeniak. Nie powinienem być zdziwiony, w końcu młotek zna wszystkich w tej głupiej wiosce. Siwy wziął nas na dach budynku przy Akademii i zaczął pytać o marzenia.
- Zaczniemy od Sakury.
- Nazywam się Haruno Sakura i marzę by być najlepszą kunoichi na świecie, by Sasuke mnie pokochał i poślubił. Lubię jego i kwiaty, a nie lubię głupoty Naruto.- Zakończyła patrząc bykiem na żałosną minę Naruto. Wzdrygnąłem się. Pomyśleć, że miałbym się z nią ożenić… Nie, to niedopuszczalne!
- Naruto, twoja kolej.- Kakashi-sensei wyrwał mnie z moich myśli.
- Jestem Uzumaki Naruto i Godaime Hokage! Wygryzę staruszka z tej fuchy!- Krzyknął i poderwał się z ziemi. Nadpobudliwy jak zwykle. Jeszcze żeby to nie było takie denerwujące!- Lubię ramen, a nie lubię Uchihy.
- Jakby mnie to obchodziło młocie. Nie pożądam przyjaźni takiego młotka.
- Ja ci dam mł…- Zaczął blondyn, gotowy rzucić się na mnie z pięściami, ale został powstrzymany przez siwowłosego.
- Uspokójcie się, jeszcze Sasuke się wypowie i wszyscy wrócimy do domów.
-Hn.- Odpowiedziałem, ale zaraz zacząłem mówić. Im szybciej zacznę tym szybciej skończę prawda?- Nazywam się Uchiha Sasuke i mam wątpliwą przyjemność zostać za cztery lata szwagrem dobe. Moje marzenia… Mam jedno, ale nie do waszej wiadomości, dużo rzeczy nie lubię, za to jest mało, które lubię.
- Taa, jak obściskiwanie się z Shisium…- mruknął młot ze złośliwym uśmieszkiem, a ja nie wytrzymałem i rzuciłem się na niego. Testował moją cierpliwość cały dzień, ale już dosyć. Przywoływać tą historię!
- Miałem dziesięć lat i wpadłem na niego przypadkiem!- Warknąłem pomiędzy jednym ciosem, a drugim.
- Nie zmienia to faktu, że wylądowałeś twarzą tam gdzie wylądowałeś!
- Mam powiedzieć gdzie ty ostatnio wylądowałeś na moim bracie wcale nie przez przypadek?!- Przysiągłem Itachiemu, że nigdy nie powiem nikomu co widziałem, ale jak ten kretyn się nie odczepi, to zrobię. Zawahał się i w tym momencie moja pięść wylądowała ja jego szczęce z wystarczającą siłą by odleciał metr do tyłu. Zauważyłem, że nie ma ani Sakury, ani Kakashiego. Była tylko kartka.
Skoro to czytacie, to pewnie skoczyliście. Dobrze. Jutro o 7 na polu treningowym nr 3, przyjdźcie bez śniadania. Naruto, ojciec kazał przekazać, że Itachi na ciebie czeka w twoim domu.
Kakashi
Ze wściekłości rozerwałem kartkę, gdy uchachany Naruto pobiegł do Itachiego. Dlaczego zawsze on?
Był prawie zachód słońca, gdy Aniki wrócił do domu. Nie zważając na moją urażoną, pełną dumy, Uchihowską minę, podszedł do mnie i potargał po włosach.
- Wyjeżdżam na misję.- Powiedział po prostu.
- I on musiał o tym wiedzieć pierwszy?
- To mój narzeczony.
- Nieważne.- Porzuciłem ten temat, bo wiedziałem że Itachi nie ustąpi. Za dużo razy już to przerabialiśmy.- Na długo?
- Trzy-cztery miesiące.
- Wspaniale.- Wstałem i poszedłem do swojego pokoju nie oglądając się za siebie.
