- Na pierwszej czysto.- Usłyszałem w słuchawce arogancki glos.
- Godzina czwarta wolna!- Oznajmił wysoki głos.
- U mnie też nic nie ma…- Odpowiedziałem.
- Mów godzinami, młocie!
- Właśnie, Naruto, skąd mamy wiedzieć gdzie jesteś?
- Kiedy to jest bez sensu!- Oburzyłem się.- Przecie mnie widzicie!
- Ale nie zawsze tak będzie.
- Ale teraz jest!
- Bądźcie cicho i wykonajcie w końcu tą misję!- Odezwał się nareszcie Kakashi.
- Hai!- Odezwały się dwa głosy.
- Pewnie, czyta to swoje porno od Jiraiyi i jeszcze rozkazuje.- Wymamrotałem pod nosem, ale tak by było mnie słychać.
- To edukacyjna książka!
- Ciekawe w jakim temacie…
- Widzę go!- Krzyknęła Sakura.- Na piątej!
W jednej chwili wszyscy byliśmy na miejscu, goniąc tego przeklętego kota. Najpierw dorwała go Sakurka, ale wyrwał jej się, potem Teme, ale jemu też zwiał, przy okazji wrzucając go do rzeki. To akurat było bardzo śmieszne… Popędziłem za sierściuchem i po dość długiej walce z nim, udało mi się go utrzymać, mimo licznych zadrapań, które mi zrobił. Oddałem go jak najszybciej Kakashiemu i wróciliśmy do wioski stanąć przed moim ojcem. Ostatnio mnie staruszek denerwował. Dawał nam same misje D jakbym był jakimś zwykłym ninja! A ja jestem Uzumaki Naruto! Najlepszy shinobi we wiosce i następny Hokage! Przecież to logiczne, że dla mnie nadawałaby się misja rangi A! I dla Sakurki! Wprawdzie Sasuke teme będzie przeszkadzał, ale on może nam polerować kunaie…
Weszliśmy do pomieszczenia, gdzie siedziała rada składająca się z ojca, Iruki i dwóch chunninów. Stanęliśmy przed nimi oddając kota brzydkiej, grubej pani, która ubrała go w spódniczkę tutu i kokardkę na głowę. W tym momencie zacząłem mu współczuć, naprawdę… Po tym jak to straszydło wyszło stamtąd, my stanęliśmy w rzędzie przed radą i czekaliśmy.
- Dobrze się spisaliście, moi drodzy, ja zwykle. Jesteście najbardziej efektywną grupą jeśli chodzi o wykonywanie zadań. Reszta jest za wami daleko w tyle.- Przyznał ojciec.
- To dlaczego nie dasz nam w końcu misji A?! Jestem Wielki Naruto!- Zawołałem do niego, sprowadzając na siebie wściekłe spojrzenia kolegów z drużyny i Kakashiego.
- Jesteś sprawny inaczej, Młocie?- Wywarczał teme.
- Bardzo przepraszam za niego, Hokage!- Powiedziała szybko Saskura, kłaniając się a potem bijąc mnie w głowę pięścią, z taką siłą że wylądowałem na podłodze. Ma dziewczyna parę w rękach, moja Sakurka! Podniosłem się, rozmasowując bolące miejsce na głowie i patrząc na nią z żalem.
- Nawet ty, Sakurka? Nawet ty zachowujesz się jak ten drań?- Zapytałem i wskazałem na patrzącego na mnie dziwnym wzrokiem Sasuke.
- Odsuń się, Naruto, bo znowu cię uderzę!- Odpowiedziała i wyrwała rękę z mojego uścisku. Usłyszeliśmy ciężkie westchnięcie i dopiero wtedy przypomniałem sobie, że stoimy przed Otoosan.
- Skoro już przestałeś się wydurniać, Naruto…- Zaczął, przekładając papiery przed sobą.- Mam dla was misję, ranga D, wyprowadzanie ps…
- NIE MA MOWY!- Krzyknąłem, przerywając mu i w geście protestu siadając po turecku na podłodze z założonymi na klatce piersiowej rękami.- NIE RUSZĘ SIĘ STĄD, DOPÓKI NIE DOSTANIEMY WYŻSZEJ RANGI!
- Wstawaj natychmiast, Naruto!- Krzyknął Iruka.
- Najwyraźniej Naruto chce by o jego zachowaniu dowiedział się jego narzeczony…- Stwierdził podstępnie Kakashi, ale nieeee! Tym razem się na to nie dam złapać!
- To mu sobie mówcie! Nie dam się tym zastraszyć! Mogę się założyć, że też chce żebym wykazał się swoją fajnością!
- Nie nie chce!- Warknął teme.- I ty masz być Uchiha!
- Nic ci do tego teme! Nie z tobą się żenię!
- I chwała za to Pierwszemu! Poza tym, ty wychodzisz za mąż, a nie się żenisz!
- Żadna różnica!
- Jest różnica, bo to Itachi się żeni…- Odpowiedział z tym swoim aroganckim uśmieszkiem, a ja zerwałem się z ziemi i w mgnieniu oka byłem przy nim trzymając go za kołnierz jedną dłonią, a drugą zwiniętą w pięść miałem przy jego twarzy.
- Coś mówiłeś teme?- Czułem, że moje oczy błyszczą z gniewu, kiedy jego są zimne jak czarna dziura.
W tej chwili poczułem szarpnięcie za ramię i w mgnieniu oka leżałem na ziemi. Rozejrzałem się i nade mną stał wściekły Iruka. Co było pocieszające, Sasuke też leżał na ziemi patrząc nienawistnie na stojącego przy nim Kakashiego. Wstaliśmy szybko, posyłając sobie spojrzenia rychłej śmierci, otrzepaliśmy się i spojrzeliśmy na mojego ojca.
- Skończyliście?- Zapytał tata z powątpieniem. Przytaknęliśmy ponuro- Na pewno?
- No przecież mówię, że tak…- Odburknąłem patrząc w podłogę. Ojciec westchnął.
- Dobrze.- Powiedział i spojrzał na nas badawczym wzrokiem.- Skoro macie tak się zachowywać dopóki nie dostaniecie poważnej misji, to spełnię waszą prośbę…
- Ale Hokage!- Wykrzyknął przerażony Iruka, widząc uśmiech, który nagle pojawił się na mojej twarzy.- To jeszcze dzieci!
- Sam widziałeś co te dzieci przed chwilą wyprawiały!- Odpowiedział stanowczo mój ojciec, a ja miałem ochotę w tamtym momencie go uściskać.- Dostaniecie misję rangi B, ochronę pewnej osoby, i nie Naruto, nie dam wam innej misji, gdyż ta może w każdym momencie zmienić rangę z B do A.- Powiedział szybko widząc, że otwierałem usta.- Spotkacie się z nim jutro przy bramie przy wyjściu z wioski o szóstej rano. Jest to misja długoterminowa, więc zabierzcie potrzebne rzeczy.
- Yatta!- Krzyknąłem i skoczyłem. Podbiegłem do taty i tym razem uściskałem go!- Kakashi-sensei, teraz musimy iść to uczcić ramenem! Słyszałaś Sakurka? Idziemy na prawdziwą misję!- Złapałem ją za dłoń i okręciłem wokół własnej osi.
- Naruto!- Roześmiała się, gdy skończyłem nią obracać.
- To idziemy!- Zadecydowałem i odwróciłem się w stronę drzwi. Ale zatrzymał mnie głos ojca.
- Naruto…
- Co znowu?- Spojrzałem na niego jeszcze raz. Byłem zniecierpliwiony, przecież ramen nie będzie czekał wiecznie, ne? No dobra, może będzie, ale ja na pewno nie! Tym bardziej, że to nie może być nic ważnego, skoro Otoosan ma ten zbyt-miły-do-zniesienia uśmiech na twarzy!
- Ktoś chce się z tobą zobaczyć. Czeka we wschodnim ogrodzie.
Czułem jak moje oczy robią się coraz większe, a twarz rozjaśnia wielki uśmiech! Czy to możliwe? W końcu się doczekałem?
- Wrócił?- Zapytałem z radością w głosie. On tylko przytaknął, a ja złożyłem pieczęć, którą nauczył mnie Itachi i czym prędzej popędziłem w stronę mojego ukochanego…
11111111111111111111111111111111111111111
Minato patrzył w miejsce, w którym jeszcze przed sekundą stał jego jedynak. Tak jak wszyscy w pomieszczeniu miał rozdziawioną ze zdziwienia buzię i szeroko otwarte oczy. Nawet wielki Uchiha Sasuke, Książę Lodu, miał zbyt głupią minę jak na niego. Jedyną nie ogłuszoną ze zdziwienia osobą była Sakura, która nie rozumiała kontekstu, i ja, który podejrzewałem od początku, że Itachi uczy go swoich technik.
- Czy… czy mój syn…- Zaczął niezgrabnie mój były sensei.- Mój syn właśnie zniknął w chmurze kruków, czy tylko mi się wydawało?
- Nie, drogi Hokage, twoje oczy są zdrowe.- Upewniłem go z uśmiechem zza maski.
- Świetnie, teraz wiem dlaczego nie mogłem go nigdy złapać…- Blondyn zaczął masować nasadę nosa.
- Itachi wrócił?- Zapytał Sasuke, gdy już otrząsnął się z szoku.
Popatrzyłęm na niego uważnie. Miał zaciśniętą szczękę, pewnie ze złości. Najwyraźniej nie wiedział że jego Aniki wraca już dzisiaj. W pewnym sensie rozumiałem jego złość, ale musi się nauczyć, że w chwili zaręczyn tych dwojga, on spadł na drugie miejsce. I u brata i u Naruto... Mimo, że zapiera się, że nie lubi blondyna. Jeszcze sam się przekona, że już niedługo bycie drugim na liście Naruto będzie dla niego gorsze niż drugie miejsce u Itachiego.
- Dzisiaj rano, gdy byliście na misji. Nie powiadomił cię?- Zapytał zaskoczony Minato.
- Nie.- Odpowiedział sztywno i wyszedł, trzaskając drzwiami.
- Najwyraźniej Itachi zapomniał o bracie.- Westchnął Hokage.
- Tak, ale uważam że to nie wszystko.
- Co masz na myśli?
- Raz słyszałem jak kłócił się z Itachim o jego techniki. Itachi stanowczo odmawiał nauczenia go jakiejkolwiek, przynajmniej dopóki nie zostanie Choninem…
- Ach tak…
111111111111111111111111111111111
W tym samym czasie…
- Itachi!- Krzyknąłem, gdy go zobaczyłem, podbiegłem i rzuciłem mu się na szyję.
- Woah, Naruto!- Roześmiał się i mnie przytulił.- Też tęskniłem.- Wyznał, opierając czoło w moim zagłębieniu między szyją i ramieniem.
- To były straszne trzy miesiące!- Powiedziałem, zeskakując z niego. Obejrzałem go z góry do dołu, sprawdzając czy nic mu nie jest i gdy upewniłem się że nic, uderzyłem go pięścią w ramię.
- Itai, Naruto! A to za co?!- Zapytał z wyrzutem. Pokazałem palcem w jego kierunku, zrobiłem naburmuszoną minę i odpowiedziałem.
- Martwiłem się, draniu!
- Awww! Jakie to słodkie!- Powiedział i natychmiast zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku, czochrając włosy.- Mały Naru martwił się o swojego ukochanego!
- Wcale nie! Odmawiam przyznania się do tego, miałem chwilowe zaćmienie mózgu, gdy to mówiłem!- Zacząłem się wyrywać, ale on trzymał mnie coraz mocniej przy sobie.
- To ja powinienem się o ciebie martwić, a nie na odwrót…- Powiedział w moje włosy.
- Już niedługo będziesz miał okazję.- Powiedziałem, a on natychmiast odsunął mnie na odległość swoich ramion, patrząc mi prosto w ozy. Miał piękne oczy. Takie same jak Sasuke, ale o wiele cieplejsze i bardziej kochające.
- Wyjaśnij.- Zażądał delikatnie, nie zdejmując dłoni z moich ramion.
- Idziemy na misję. Jutro. Ranga B.- Przyznałem i zobaczyłem zaskoczenie w jego oczach.
- Naru staje się dorosły?- Zaśmiał się.- Najbardziej jestem ciekawy jak przekonałeś Yondaime, by przydzielił ci tą misję.
- Umm… Mam dar przekonywania?- Zapytałem nerwowo, drapiąc się po karku.
- Tak, na pewno.- Spojrzał na mnie z uśmiechem.- I tak się dowiem.
- I tak Otoosan ci powie, nawet nie musisz prosić… Grozili mi tym.- Odburknąłem obrażony. Itachi tylko się roześmiał.
- Znowu?- Pocałował mnie w skroń i złapał za rękę.- Chodź, wynagrodzę ci to zamartwianie się o mnie.
- Naprawdę? Jak?- Zapytałem bardzo ciekawy.
- Idziemy na ramen.- Odpowiedział spokojnie, w ogóle nie przejmując się tym, że gdy to powiedział, narobiłem hałasu na całą wioskę.
