Cieszę się, że podoba się Wam mój nowy pomysł na opowiadanie! Wesołych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego Nowego Roku!
nayakri dziękuję za recenzję i bardzo jestem ciekawa Twojego pomysłu. Może mi coś podpowie i dostanę nowego przypływu weny! ;D
Rettxed Tobie także dziękuję za pochlebną recenzję. Niestety muszę cię rozczarować, ponieważ Nami to nie Iruka. Iruka pojawi się w rozdziale 3. Bardzo przepraszam Ciebie i wszystkich innych za błędy, które zauważycie! Mam nadzieję, że po tym rozdziale wyostrzy się wam obraz Sasuke. A co do naszego króla i Sakury, to znajdziecie odpowiedź poniżej!
Charlotte~~
- Panie, dopływamy do Kraju Wody. Zechcesz odwiedzić królową czy zawracamy?
- Zawracamy. Nie mam ochoty na wizytę u tej desperatki.- zmarszczyłem brwi w obrzydzeniu.- Co miesiąc przysyła posłańców i stara się o moją rękę, jakkolwiek śmiesznie to brzmi.
- Małżeństwo z tobą byłoby świetnym ruchem politycznym dla jej kraju. Zyskałaby ochronę, bogactwo i, za twoją zgodą królu, doszłoby do połączenia państw.
- Nie obchodzi mnie ta wariatka Kakashi.
- Jednak chciałbym żebyś rozważył niektóre z propozycji matrymonialnych, które zostały złożone, dla dobra królestwa oczywiście.
- W tej chwili chcę skupić się na poszukiwaniach Naruto.
- Panie, bądź rozsądny. To mógł być tylko sen, spowodowany opowieściami twojego brata. Teraz nauka jest na tyle rozwinięta, że można śmiało stwierdzić, że istoty takie jak syreny nie istnieją. Tylko niewykształcone pospólstwo wierzy w te bajdy. Daj się przekonać, panie, byśmy zawrócili do Kraju Trawy. Z tego co wiem księżniczka Sakura jest bardziej niż chętna do zamążpójścia właśnie z tobą, królu.
- Skończ z tym gównem, Kakashi. Ta harpia pożąda mojego bogactwa i wyglądu.
- Wiadomo, że nie będzie to małżeństwo z miłości, panie.
- Tak, ale nie chce mieć żony zadufanej w sobie i ubierającej na siebie więcej klejnotów i jedwabiów niż sama waży. Jeśli mam mieć żonę musi ona być podobna do mojej matki. Cicha, skromna, nie wchodząca mi w drogę, potulna i zajmująca się swoimi dziećmi a także kochająca je.
- Ależ jest wiele takich księżniczek! Daleko nie szukając, proszę spojrzeć na córkę króla kraju Yin i Yang Hinatę. Sześć lat młodsza, dopiero co osiągnęła dojrzałość, ale taka jakiej pragniesz.
- Ona jest jak kłoda.
- Przesadzasz, mój królu.
- Nie palę się do ożenku. Na razie chcę poszukać Naruto.
- Ale...!
- Skończ natychmiast!- krzyknąłem, uderzając w drewniany stół w mojej kajucie.- Nie mam zamiaru żenić się z żadną z tych desperatek! Wydaj rozkaz kursu na wschód i zostaw mnie samego!
- Wedle życzenia, królu.
Pokłonił się i wyszedł, a ja ciężko westchnąłem. Wszyscy uważają, że dopadła mnie choroba szaleńcza. Nie wiem dlaczego, ale po prostu czuję, że to nie był sen, że naprawdę spotkałem tą syrenę. Nie poddam się mimo ich nalegań, bo to uraziłoby i zniszczyło mój honor i dumę. Jednak coraz częściej się zastanawiam, czy nie mają racji. Przez ostatnie dziesięć lat wyruszam na wyprawy trwające po kilka dni i nic nie znalazłem. Żadnego śladu. Nawet podczas tej wyprawy, mimo że jest to już jej ósmy dzień. Do tego zbliżająca się wojna z krajem Oto. Powinienem skupić się na niej, a nie ma moich mrzonkach. Westchnąłem ponownie i wyszedłem na pokład. Słońce chyliło się ku zachodowi, nadchodziła dziewiąta noc z rzędu na otwartym morzu. Rozsiadłem się na ławie przy bakburcie i patrzyłem na fale. Po kilku minutach znudziło mnie to i poszedłem w stronę dziobu, poszukać mojego astronoma i stratega. Obok Kakashiego, moja druga prawa ręka. W końcu ujrzałem go przy kajucie kapitana patrzącego przez teleskop i zapisywał obserwacje na pergaminie.
- Chyba musisz kupić sobie nowe pióro, Shikamaru- rzekłem.
- Możliwe, że masz rację panie. To jest już całkiem stępione.- odpowiedział znudzonym głosem.- Chcesz czegoś, królu?
- Tak.- odchrząknąłem- Chcę wiedzieć czy pogoda będzie dopisywać w nocy.
- Wszystkie znaki na to wskazują. Nie spodziewam się sztormów na tę noc.- powiedział i odwrócił się z powrotem w stronę teleskopu.
Nie zostało mi nic innego jak odejść i iść do Suigestu. Jak zwykle przy sterach. Gdy tylko mnie ujrzał pomachał mi i dał przejąć koło zastępcy kapitana. Wskazał mi dłonią drzwi, przepuścił mnie przytrzymując mi drzwi i po chwili znajdowaliśmy się w jego kajucie. Usiadłem przy stole i po chwili w mojej dłoni znajdowała się szklanka najlepszego rumu. Usadził się naprzeciwko mnie i przyglądając mi się uważnie, pociągnął łyk bursztynowego trunku ze swojej szklanki.. Prawie warknąłem.
- Czego chcesz?- zapytałem.
- Czekam, aż mi powiesz co cię do mnie sprowadza.
- Przecież to ty podbiegłeś do mnie jak kretyn.
- Bo szedłeś w moją stronę. Sam przyznasz, że widok ciebie w moim towarzystwie jest niezmiernie rzadki.
- Powiedziałbym, że częsty.- łyknąłem szybko płyn ze szklanki.- To do ciebie zmierzam, gdy planuję kolejną wyprawę.
- Taa i TYLKO wtedy można zobaczyć mnie w twoim towarzystwie.
- Czyżbyś cierpiał na brak popularności?
- Nie, w ogóle! W końcu jak można cierpieć na brak powodzenia kiedy każda dziewka w królestwie leci na swojego króla niezależnie od swojego statusu?!- zakpił.
- Przynajmniej lecą na kogoś, kto ma klasę, a nie na takiego bezmózga jak ty.- odpowiedziałem ze złośliwym uśmieszkiem.
- Chyba kasę...- wymamrotał ponuro, a ja prawie się uśmiechnąłem. Zazdrosny Sui jest interesujący.- Więc czego chciałeś?
- Od „więc" nie zaczyna się zdania.
- W dupie mam gramatykę króliku! Gadaj czego chciałeś!
- Udam, że właśnie nie obraziłeś swojego króla!- wyszeptałem groźnie. Oparłem się o oparcie mojego krzesła.- Aktualnie znajdujemy się w najlepszej lokacji do poławiania pereł. Chcę sprezentować matce naszyjnik, dlatego zatrzymamy się tutaj na noc. Zarzuć kotwicę.
- Wiesz, powinieneś pomyśleć też o Nami.- powiedział z wyrzutem.- Naprawdę źle ją traktujesz, a ona cię kocha.
- Ona mnie nie obchodzi.- odpowiedziałem stanowczo. Za często mieliśmy tą rozmowę.- Mówiłem ci już wcześniej, że ona się nie liczy. Poczekam jeszcze sześć lat i gdy osiągnie dojrzałość wyjdzie za jakiegoś księcia, by zapewnić nam dobrą sytuację polityczną.
- Traktujesz ją jak rzecz.
- Nie. Traktuję ją obojętnie.- sprostowałem.- Idź wydaj rozkaz zarzucenia kotwicy.- w końcu wstałem od stołu odkładając na jego blat pustą szklankę.- Wypłynę około północy z Kakashim.
- Sam?- otworzył szerzej oczy.- To niebe...
- Tak jak mówiłem, z Kakashim.- powiedziałem głosem nieznoszącym sprzeciwu.- Wszystko ma być gotowe na tę chwilę.
- Tak jest, Wasza Wysokość...
Wyszedłem z powrotem na pokład, ale tym razem było już ciemno. Tylko gwiazdy i srebrzysty księżyc oświetlały mrok nocy. Była to moja ulubiona pora doby. Jakbym do niej przynależał, jakbym był jej częścią. Wróciłem na ławkę na której siedziałem po rozmowie z Kakashim. Słyszałem dźwięk łańcuchów i plusk wody, gdy kotwica spadła do niej. Nagle nastąpiło lekkie szarpnięcie i statek stanął. Znów zapatrzyłem się w mętną toń oceanu. Właśnie o tej porze był najpiękniejszy. Jak odzwierciedlenie nieba z księżycem, gwiazdami i tą całą ciemnością. Wpatrywałem się tak w tą toń, aż podszedł do mnie majtek Suia, który powiedział, że wszystko jest przygotowane i można ruszać. Podniosłem moje królewskie cztery litery i ruszyłem w stronę szalup. W jednej już czekał Kakashi. Wsiadłem do niej i mój doradca zaczął ją powoli opuszczać. Odpłynęliśmy trochę od statku.
- Mój panie wiesz, że nie umiem pływać...- zaczął Kakashi.
- Wiem. Ja będę poławiał perły a ty masz mi tylko trzymać latarnię nad taflą wody.
- Zrozumiano.
Ubrałem się w specjalny kombinezon autorstwa Shikamaru, który pozwala na dłuższe pływanie dzięki materiałowi chroniącemu organizm przed wyziębieniem. Wskoczyłem do wody i zacząłem przeszukiwać oczami dno. Nawet raz mignął mi delfin, ale nie miał charakterystycznej szramy płetwie, więc odpuściłem go sobie. Po półgodzinie wróciłem na łódź z workiem pełnym skorup. Po ich otwarciu znaleźliśmy tylko sześć pereł, więc zadecydowałem by popłynąć w inne miejsce. Tam sytuacja miała się lepiej bo znaleźliśmy aż dwanaście. Ściągnąłem z siebie kombinezon, odgarnąłem mokre włosy z twarzy i usiadłem. Miałem osiemnaście pereł w tym jedną różową. Starczy na naszyjnik, chociaż ta różowa perła nie pasuje do osobowości królowej. Lepsza byłaby czarna. Jak oczy ojca. Poza tym od czasu tego wypadku matka nie nosi żadnych kolorowych ubrań. Ubiera córkę w najlepsze i najdroższe kreacje, a siebie samą w czarne jedwabie. Już chciałem wydać rozkaz powrotu, ale nagle usłyszałem niebiańską pieśń. A raczej niebiański głos śpiewający pieśń. W chwili usłyszenia jej pierwszych nut zatraciłem się. Straciłem rozum i nie myśląc chciałem jak najszybciej znaleźć się u źródła tego głosu. Chciałem wydać rozkaz zawiezienia mnie do niego, ale Kakashi był tak samo zatracony jak ja i bezwiednie podążał za brzmieniem tego pięknego głosu. Był nie do odparcia. Jeszcze nigdy nie czułem się tak zależny od kogoś, tak bezbronny i tak zahipnotyzowany. Zdążyłem zauważyć, że płynęliśmy w stronę wielkiego głazu, zza którego dochodził tajemniczy dźwięk.. Było to zbyt daleko od statku ale nie przejmowałem się tym. Wpłynęliśmy na za głaz a moim oczom ukazała się najpiękniejsza istota na świecie. Istota, której szukałem przez dziesięć ostatnich lat – Naruto.
