Witam Was ponownie! Szybko, ale wena mi sprzyja! Nowy rozdział „Syreni Śpiew" już przed Wami i proszę o chwilę cierpliwości jeśli chodzi o kolejne, niezależnie od tytułu opo. Zauważycie, że w tym rozdziale połączyłam elementy z innych bajek/filmów niż mała syrenka, ale mam nadzieję, że się dobrze komponują z oryginalnym tekstem ;D

nayakri szybko nowy rozdział jak prosiłaś i mam nadzieję, że równie dobry. Cieszę się słysząc, że dobrze się bawiłaś czytając poprzedni.

Miłej lektury!

Charlotte~~


To, że wypłynąłem z komnaty ojca nie świadczyło o tym, że zapomniałem o Sasuke i naszej obietnicy. Nie. Pamiętałem i wymyśliłem już inną opcję. Wprowadzę ją w życie jeśli tylko pozbędę się Nami śledzącej mnie w ukryciu. Naprawdę myśli, że jej nie widzę? Pewnie Iruka ma problem z podopiecznymi. Poza niańczeniem mnie, ma też pracę sensei w pałacowej akademii. Szkoli ona agentów, strażników i królewskie dzieci. Ja już ją ukończyłem, a że jestem jedynakiem, to teraz to są tylko szpiedzy i strażnicy. Sam chciałem być agentem, w końcu moim idolem był James Glon. Niestety jako książę uczyłem się tylko tych intelektualnych rzeczy. Oczywiście w programie była wliczona samoobrona i walka szpadą, ale to było za mało. Na szczęście spotkałem Kibę, syrena z wybrzeży Japonii, który za cenę swojego honoru postanowił mnie szkolić. Gdy byłem dzieckiem oczywiście, bo potem pałeczkę przejął Jiraiya. Skutek jest taki, że teraz jestem lepszy od nich (i od większości ale udaję bezbronnego). Przez to Kiba i ja jesteśmy najlepszym przyjaciółmi. Właśnie do niego teraz płynąłem. Dupek dwa tysiaki starszy ode mnie i cholernie przystojny. No, oczywiście nic mu do mnie ale wystarczająco, by szalały za nim dziewczyny. A wśród nich jest Nami. Wspaniała okazja, by pozbyć się „ogona". Będę musiał za to Kibie pewnie wystawić przepustkę do pałacowej piwniczki, ale to mała cena za nogi. Jego wadą było miejsce zamieszkania. Wystarczająco daleko by bolał mnie ogon, a to naprawdę rzadkość. Dupek śmieje się ze mnie za każdym razem kiedy do niego przypływam. Ale kto normalny mieszka za Wielką Równiną?! Ale dobrze. Wypłynąłem z Uzu i skierowałem się na wschód. Nagle zatrzymałem się i złapałem za głowę. Ohhh… co za ulga, jednak mam diadem. Zawiera magię, a będzie mi ona potrzebna do wyciszenia domu.
Dopłynąłem akurat przed zachodem słońca. Zapukałem do drzwi, ale nikt mi nie odpowiadał. Czy ten baran myśli, że może mnie ignorować? Opłynąłem dom dookoła i wpłynąłem w tunel zasłonięty wodorostami. Można powiedzieć, że zrobiłem go w razie awaryjnych sytuacji. Wyszedłem w piwnicy. Teraz już pójdzie łatwo, bo salon jest bezpośrednio połączony z dołem. Wypłynąłem radośnie, myśląc o dobrym opieprzu dla Kiby. Nagle zatrzymałem się. Co ja gadam, aż wrosłem w podłogę! Serio, widok Kiby pieprzącego innego gościa na swojej kanapie mogłem sobie darować. Kami-sama jeszcze te jęki! Szybko otrząsnąłem się i założyłem urok wyciszający. Jak Nami to usłyszy to nic się nie uda! Podszedłem bliżej.

- Kiba, cholera jasna!- zawołałem po chwili, bo wyglądało na to, że obaj byli tak zatraceni, że nikt nie zauważył mojego przybycia. Jakie było moje zadowolenie, gdy słysząc mój głos, obaj poderwali się do siadu i zaprzestali hmm… swoich działań.

- Naruto, kuso, co ty tutaj robisz?!- wykrzyczał Kiba, przykrywając szybko swojego kochanka.

Wstał z kanapy i zaczął się ogarniać. Jego kochanek też, sądząc po ruchach pod kocem. Usiadłem w fotelu i złapałem książkę, która leżała na stoliku. „Dwieście pozycji seksualnych i nie tylko…" autorstwa, a jakże, Jiraiyi! Zirytowałem się jeszcze bardziej, ale zacząłem czytać te bzdury, by wprawić ich w jeszcze większe zakłopotanie. Wiem, że to samolubne, ale cholera jasna! Nie mógł go przelecieć później?! Albo wcześniej?! Już nieważne. Usiadł w fotelu naprzeciwko mnie bez barwionego ogona i z rozczochranymi włosami, uśmiechając się pod nosem. Kuso, naprawdę wiem, dlaczego większość na niego leci. Także się uśmiechnąłem.

- Zawsze wiedziałem, że jesteś Bi.- zaśmiałem się.

- Masz mnie.- uśmiechnął się jeszcze bardziej.- Ale nie martw się, nie pieprzę dzieci.

- Nie jestem dzieckiem!- oburzyłem się. I co z tego, że jest starszy? Nie oznacza to, że jestem dzieciakiem!

- Właśnie udowodniłeś, że jesteś!- teraz on się zaśmiał.

- Zresztą, nie interesujesz mnie.- powiedziałem, jakbym nie słyszał jego wypowiedzi i zobaczyłem w jego oczach zainteresowanie i nieme pytanie. Przewróciłem oczami i kiwnąłem głową w stronę kanapy. Zrozumiał, bo wstał i schował głowę po koc, mówiąc coś tajemniczemu nieznajomemu. Odsunął się, a wciąż okryty kocem kochanek wypłynął z domu.

- Kto to?- zapytałem z zainteresowaniem, gdy z powrotem usiadł na fotelu.

- Shino.

- Przywódca ANBU Shino?!- krzyknąłem zdziwiony.

- Taaa…- ziewnął.- A co?

- Nie, nic… Widziałeś jego twarz?!- zapytałem podekscytowany.

- Oczywiście.- roześmiał się.

- Wow, dobry jesteś. Chociaż nie podejrzewałbym go o ciągotki homoseksualne.

- Ta, ja też. Zawsze taki zimny, ale co sok z sinic robi z syrenami…

- To ile to już trwa?- zdziwiłem się. Ostatni raz był w stolicy…

- Rok temu.- dokończył moje zdanie.- Dobrze myślisz. I nie rób takiej zaskoczonej miny. Jesteś jak księga, wiem dokładnie o czym myślisz. Cały rok temu kiedy cię nie było, bo postanowiłeś mieć taki kaprys. Dowiem się w końcu dlaczego NAPRAWDĘ zniknąłeś na dziesięć lat?- spytał. Nagle stał się zdenerwowany.- I nie wciskaj mi tych bzdur o treningu!

- Kiedy to prawda!- popatrzył na mnie sceptycznie.- Dobra, nie cała…

- Mów.

- Dekadę temu uratowałem księcia, który teraz jest królem, spotkałem się z nim w nocy i złożyłem mu obietnicę, że przyjdę go odwiedzić, do czego potrzebne mi są nogi, wspomniałem ojcu, ale prawie wyrzucił mnie z domu, a Nami ciągle mnie śledzi i chcę żebyś wziął ją na randkę żebym mógł spokojnie kupić nogi od Morskiego Czarnoksiężnika.

- Wow! Spokojnie, Naru!- wykrzyknął i przetarł twarz dłońmi. Popatrzył na mnie i roześmiał się.- Chcesz mi powiedzieć, że powodem twojej ucieczki był człowiek?!

- Przestań! Miałem dziesięć lat i ojciec ciągle wmawiał mi jacy ludzie są źli. Spytał mnie wtedy czy zobaczymy się jeszcze, a ja powiedziałem, że nie bo nie chciałem by spotkało mnie to co mamę. Ale ciągnęło mnie do niego, dlatego uciekłem. Wróciłem i dalej. Ale już sobie odpuściłem. Reszta jest moją prośbą.

- Nie wierzę po prostu! Niemożliwe, że ktokolwiek zmusił cię do ucieczki! Nikt cię nie mógł złamać!

- Nie złamał mnie! Chciałem tylko chronić królestwo!

- Uciekając.

- Nie spotykając się z nim więcej!- krzyknąłem, próbując mu coś wytłumaczyć. Niestety, jak planktonem w wieloryba.- Nieważne. Umówisz się z nią czy nie?

- Nie miej tego za złe ale nie jest w moim typie. Nie umawiam się z rybami.

- Delfiny są ssakami! Twój gatunek!- krzyknąłem zdesperowany. Przyjaciel od siedmiu boleści.- Nie musisz przecież jej przelecieć.

- Każda moja randka tak się kończy.

- To ta się skończy inaczej!- walnąłem książką w stół. Zagwizdał, na co zamrugałem.- Co?

- Serio wydzielasz tą „królewskość" jak się złościsz. A myślałem, że zakochane służące kłamią.

- KIBA!

- No już, spokojnie księciuniu.- zachichotał.- Co będę miał w zamian?- zapytał z przymrużonymi oczami. W końcu gada do rzeczy i mimo że się tego spodziewałem, to dalej jest z niego parszywy materialista. Przyjacielowi pomaga się chyba ot tak, prawda?

- Klucz do pałacowej piwniczki z sokiem z sinic lub mojej ze znalezionym alkoholem porzuconym przez ludzi.

- Masz sake?- zapytał z nadzieją. Hahaha mam go!

- Trenowałem głównie w okolicach Japonii.

- Stoi!

- Dziękuję bardz!- powiedziałem i mocno ścisnąłem jego dłoń.

- To jutro rano wybierzesz się do stolicy i poszukasz jej. Powiesz jej jakieś bzdury i umówisz się na południe. W tym czasie zamienię ogon na nogi.

- Na pewno tego chcesz?- zapytał z powątpieniem.

- Tak! Muszę iść do niego i sprawdzić dlaczego nie potrafię o nim zapomnieć!

- Rozumiem, serio, ale zobacz co spotkało Orochimaru. Oszalał gdy stracił ogon.

- Tak ale teraz może chodzić! Zresztą spójrz na Tsunade! Nie oszalała i gdzieś na lądzie leczy ludzi.

- Łut szczęścia.

- Nie przekonasz mnie… Poza tym nigdy nie widziałem prawdziwego koloru twojego ogona.- zmieniłem temat. Wkurzał mnie już.

- Nie?- zapytał zdziwiony.

- Nie. Tylko barwiony węglem. Naprawdę nie wiem dlaczego ANBU tego wymaga.

- Po kolorze ogona możesz być łatwo rozpoznany, dlatego oprócz twarzy i torsów mamy zakryty też ogon.

- Taak, ale nie ma już żadnych przestępców.

- Zdziwiłbyś się.- uśmiechnął się dziko.

- Będę się zbierał. W każdym razie piękna czerwień!- powiedziałem i wypłynąłem z jego domu. Teraz tylko trzeba poczekać do jutra.


- Ster lewo na burt!- słyszałem wydającego rozkazy Suia.

Znowu siedziałem na ławce, ale tym razem obserwowałem Konohę widoczną na horyzoncie. Około dwóch godzin i znowu zasiądę na tronie. Tym razem w oczekiwaniu na wizytę Naruto. Mam nadzieję, że nie za kolejne dziesięć lat. Wstałem i zacząłem chodzić po łajbie, obserwując majtków uwijających się przy pracy. Czemu zawsze jak wyruszamy z portu, albo do niego przypływamy muszą śpiewać? Jeszcze o morzu i syrenach.

- Jestem ciekawy czy nie mają innych pieśni.- powiedziałem do Kakashiego, który podszedł do mnie niespodziewanie.

- Pewnie, nie królu. W końcu serce ich raduje się myślą o legendarnych stworzeniach w głębinach oceanów.

- Znów myślisz o nich w kategorii legend?

- Nie. Jak zwykle miałeś rację, panie. Nie miałeś majaków.

- Cieszę się, że zmądrzałeś.

- Człowiek uczy się całe życie.- powiedział lekko się uśmiechając.- Jednak dalej nie rozumiem pańskiego zainteresowania osobą tego konkretnego syrena.

- Na początku myślałem, że dlatego, bo był moim pierwszym przyjacielem, ale po tym spotkaniu już sam nie wiem. To jest coś innego. Coś, co nie pozwala mi o nim zapomnieć.

- Mam nadzieję, że stanie to się wkrótce. Jeśli on będzie w myślach króla, nie będziesz w stanie się ożenić i spłodzić potomka.

- Zaprzestań natychmiast!- krzyknąłem.- Nie mam zamiaru się żenić ani nikogo płodzić!

- Panie, musisz przedłużyć ród!

- Skończ! Znowu wyciągasz ten sam argument, na który znasz doskonale moją odpowiedź!

- Tak panie.- powiedział i odszedł

Postanowiłem iść do Shikamaru. Wczoraj oddałem mu perły, by zrobił z nich naszyjnik. Nie jest jubilerem z zawodu, ale zna się na wielu rzeczach. Ufam mu bezgranicznie. Powinien już skończyć.

- Jak praca?- zapytałem retorycznie. Znałem odpowiedź.

- Skończona.- odpowiedział znużony.- Było za dużo pereł, dlatego z różowej postanowiłem zrobić pierścień dla księżniczki. Uznałem, że biel lepiej pasuje do królowej.

Zmarszczyłem czoło i na moim obliczu ukazał się mars. Nie chciałem nic dawać siostrze, szczególnie tak cennej rzeczy, ale jeśli Shikamaru już zrobił, to nie pozwolę, by taki piękny pierścień się zmarnował. Kiwnąłem w podzięce głową i odszedłem do kajuty zdrzemnąć się i przeczekać nadchodzący ból głowy.
Obudziłem się w mojej komnacie i czułem, że Sui zapłaci za to głową. Pewnie kretyn niósł mnie przez całe miasto na rękach. Co musieli pomyśleć sobie poddani? I delegaci z innych krajów?! Że król jest poważnie chory, umiera?! Poza tym taka skaza na honorze! Spojrzałem w dół. Na szczęście nie odważył się mnie przebrać. Wstałem z łóżka i zadzwoniłem dzwonkiem po służki. Muszę natychmiast wrócić do rządzenia i spotkać się z matką. Niekoniecznie w tej kolejności. Nie chce, żeby zmarła przez szok zaserwowany jej przez tego bezmózga. Przybyłe służki szybko wykąpały mnie w balii wypełnionej ciepłą, przegotowaną wodą i umyły. Lubiłem moją łaźnię. Była wyłożona najlepszym marmurem pochodzącym z Kraju Wiatru, mimo moich sporów z tamtejszym królem. Nie lubię go. Na środku stała wielka, również marmurowa balia, którą zajmowałem.
Wstałem, rozchlapując wszędzie wodę. Natychmiast podbiegła do mnie szatynka z ręcznikiem, którym zaczęła mnie wycierać. Po wysuszeniu włosów, udaliśmy się do garderoby, gdzie dziewki ubrały mnie w królewskie szaty i purpurowy płaszcz po czym szybko uciekły, zostawiając mnie w spokoju. Nałożyłem koronę i wezwałem guwernantkę Nami, również dzwonkiem. Po krótkiej chwili rozległo się pukanie do drzwi.

- Wejść!

- Wzywałeś, panie.- dygnęła, nie spuszczając ze mnie wzroku.

- Pójdziesz zawiadomić moją siostrę i matkę, że spotkam się z nimi w komnacie dziennej za kwadrans. Następnie poinformujesz Shikamaru, że ma ogłosić w mieście, że dzisiaj będę udzielać audiencji.

- Wedle życzenia, królu.- znów dygnęła, ale zamiast wyjść z mojej komnaty i przestać zatruwać mi powietrze swoją obecnością, dalej stała patrząc na mnie oczami płonącymi z ciekawości.

- Coś jeszcze?- zapytałem zirytowany.

- Czy coś się stało? Dlaczego nagle pragniesz udzielać audiencji, panie?

- Nie twoja sprawa Ino.- czemu wszystkie blondynki są denerwujące? Oprócz blondynów, rzecz jasna.- Jeśli wiesz co dla ciebie dobre, nie będziesz zadawać zbędnych pytań.

- Oczywiście, wasza wysokość.- odpowiedziała i w końcu zostawiła mnie samego, ale było widać, że taka odpowiedź jej nie zadowoliła i będzie węszyć. Nie zależy mi czy odkryją tożsamość Naruto czy nie, ale nie pozwolę służbie plotkować o sobie pod moim nosem!

Udałem się na umówione miejsce przechodząc przez długie korytarze i widząc kłaniająca się mi służbę i straż. Uwielbiałem to. Ta świadomość, że w jednej chwili mogę pozbawić każdego z nich majątku, rodziny lub życia… Zaczekałem, aż strażnicy otworzą przede mną ogromne drzwi i wszedłem do środka. Usiadłem na jednym z foteli i zacząłem czytać książkę o najnowszych wynalazkach. Podobno kiedyś ma powstać sposób na oświetlanie pomieszczeń inny niż świece i maszyna do latania. W świece jeszcze mogę uwierzyć, ale latanie? Kto śmie wciskać ludziom takie bzdury?! Niemożliwym jest, by człowiek wzniósł się kiedykolwiek do chmur. Czytając podobne owiane niemożliwością i przechodzące granice głupoty bzdury napisane przez człeka z chorobą szaleńczą, czekałem na mą rodzinę. Wreszcie przyszły. Damy ubrane w piękne, bogato zdobione suknie z najlepszych materiałów na świecie i od najlepszych krawców, jednak każda się różniła. Matka – spokojna matrona, opłakująca stratę męża dekadę temu, wciąż nosząca żałobę, i podobna do niej Nami, ale ubrana w o wiele żywsze kolory. Gdy matka mnie zobaczyła, w jej oczach zalśniły łzy. Podbiegła do mnie i mocno uścisnęła. Lekko ją odsunąłem.

- Witaj matko.

- Och, synku!- załkała.- Proszę, nie wypływaj już nigdy więcej! Nie mogę znieść tej niepewności!- znów mnie uścisnęła. Na moim ramieniu robiła się mokra plama od jej łez.

- Nie będzie już ku temu potrzeby. Oczywiście, nie licząc wyjazdów dyplomatycznych, ale nie mówmy teraz o nich. Usiądźmy, a ja poczekam aż się uspokoisz.- powiedziałem ciepło i zaprowadziłem ją na długą kanapę stojącą na środku.

- Sasuke, nawet nie możesz sobie wyobrazić jak wielka jest moja radość.- łkała dalej, ale teraz w bawełnianą chusteczkę.- Nami, kochanie, usiądź obok mnie, proszę.

- Tak matko.- powiedziała sztywno. Sam również usiadłem, ale na fotelu naprzeciwko nich.

- Matko.- zacząłem.- Jak powiedziałem nie będę już tak często wypływał, gdyż odnalazłem istotę, której szukałem cały ten czas. W najbliższym czasie mam nadzieję cię z nią zapoznać.

- Byłoby cudownie synu. Chętnie poznam osobę, która tak zmąciła ci w głowie.- uśmiechnęła się lekko, a ja zmarszczyłem czoło.

- Co masz na myśli?- zapytałem, jeszcze spokojnie.

- Och, nie bierz moich słów jako obrazę!- machnęła dłonią.- Po prostu zawsze jesteś taki poważny i opanowany dlatego miło było oglądać twoją troskę o kogoś innego niż siebie i mnie. Byłoby to jeszcze przyjemniejsze, gdyby poszukiwania jej nie wiązały się z morzem.

- Tak, to był minus.- przyznałem, chcąc ją, choć trochę, uspokoić.

- Dalej jednak nie rozumiem dlaczego nie mogłeś jej znaleźć tyle lat. Przez tą dekadę odwiedziłeś chyba wszystkie kraje świata, dlatego nie rozumiem dlaczego jej istnienie pozostawało w ukryciu.

- Nie masz racji matko. Nie odwiedziłem wszystkich krajów świata. Poza tym szukałem na morzu.- sprostowałem zamyślony.

- Co masz na myśli Sasuke?- zapytała zmieszana. Zapewne nie wiedziała o co mi chodzi.

- Nie ważne. Dowiesz się później. Gdy złoży nam wizytę.- wstałem z miejsca.- Mam dla ciebie naszyjnik matko.- powiedziałem i wręczyłem jej perły w ozdobnym pudełku.

Spojrzałem niechętnie na Nami, która patrzyła na naszyjnik ze smutkiem. Może faktycznie w tym względzie Sui miał rację. W końcu jest dziewczyną, a one wszystkie lubią dostawać prezenty.

- Są piękne Sasuke. Dziękuje.- uśmiechnęła się smutno i, tak jak zwykle, chciała zapiąć naszyjnik na szyi Nami.

- Nie rób tego.- odezwałem się trochę za ostro.- Został stworzony na moje życzenie specjalnie dla ciebie.

- Ale Sa.. Tak jest.- zaprzestała protestów, gdy zauważyła mój wyraz twarzy. Zapięła naszyjnik na swojej śnieżnobiałej szyi. Nara jak zwykle miał rację. Lepiej jej pasuje biel niż róż.

- Dla niej mam coś innego.- szybko podniosła głowę, wyraźnie zaskoczona.

Wyjąłem pudełeczko z torby i widziałem zachwyt w jej oczach, gdy zobaczyła jego zawartość. Białe złoto z różową perłą osadzoną w nim. Na pewno błyskotka, którą pragnie dostać każda dziewczyna. Szybko założyła pierścień na palec i podbiegła do mnie. Już chciałem przypomnieć jej gdzie jest jej miejsce, na jej szczęście w porę się opamiętała i stanęła w odległości metra ode mnie. Twarz jej promieniała szczęściem. Dygnęła i uśmiechnęła się do mnie.

- Dziękuje za prezent, bracie. Bardzo piękny pierścień.

- Noś go dumnie.- powiedziałem i wyszedłem z komnaty.

Pozostało mi udać się na zapowiedziane audiencje do sali tronowej.


Kiba jest jednak świetnym uwodzicielem. Nawet jeśli „ryby" nie są w jego typie. Do tego zwerbowałem kilku rekrutów akademii do narobieniu kłopotu Iruce i wyszło idealnie. Najlepszym dowodem jestem ja, stojący przed wejściem do pieczary Czarnoksiężnika bez żadnego „ogona". Wziąłem głęboki wdech i wpłynąłem do ciemnego korytarza. Po drodze widziałem dziwne, ruszające się i patrzące na mnie przerażonym wzrokiem glony. W środku zastałem eee… kogoś.

- Przepraszam!- krzyknąłem.- Szukam Czarnoksiężnika!

- Witaj zbłąkana duszo. Oto jestem!- odpowiedział mi niski syren w okrągłych, drucianych okularach i z szarymi włosami spiętymi w kitkę.

- Ja naprawdę szukam Czarnoksiężnika! Potrzebuję pomocy!- krzyknąłem oburzony. Nagle z jego dłoni buchnął płomień.- Sam potrafię coś takiego! Myślisz, że mnie tym przekonasz?!- krzyknąłem zdenerwowany. On westchnął.

- Dobrze, książę, pomyśl o czymś a ja zgadnę o czym, dobrze?- powiedział, a ja zamrugałem. - „Skąd on, do cholery, wie, że jestem księciem?!" to pomyślałeś prawda?

- Łaaaaa Czarnoksiężnik.- wydarłem się i wskazałem na niego palcem. Przewrócił oczami.

- Kabuto. Do usług.- przedstawił się i skłonił.- Wyjaw mi zatem swój problem książę.

- Chcę odwiedzić przyjaciela na lądzie. Potrzebne mi nogi.- skróciłem.

- Hmm… A kimże ten przyjaciel jest?

- Król Sasuke.

- Sasuke, mówisz?!- nagle stał się ożywiony. Czyżby nie tylko na mnie to imię dziwnie wpływało?- To zmienia postać rzeczy.

- Taaak…- odpowiedziałem niepewnie, nie do końca wiedząc co ma na myśli. Był jakiś dziwny. Nie polubiłem go.- Co chcesz za sprawne nogi?

- Oh, od księcia? Nic!- krzyknął.

- A kruczek?

- Brak takowych! W końcu jesteś naszym ukochanym księciem Naruto.

- Dobrze...

- Podpisz to.- rozkazał i przede mną jak na zawołanie pojawił się pergamin z jakąś umową.

Wiem, że powinienem ją przeczytać, ale po prostu mi się nie chciało. Machnąłem podpis i wypiłem miksturę, którą mi podawał.
Nagle w moim brzuchu zawirowało, cała klatka piersiowa mnie bolała i jakoś lekko zrobiło mi się w okolicach ogona. Spojrzałem w dół. Miałem dwie, piękne nogi. Chciałem podziękować, ale gdy tylko otworzyłem usta, woda mi się do nich nalała i nie mogłem oddychać. Zacząłem tonąć. Próbowałem szybko wydostać się na powierzchnię, ale prawie natychmiast zrozumiałem, że nogi nie są przystosowane do szybkiego pływania. Do pływania w ogóle. Zebrałem całą swoją silną wolę i przepłynąłem przez korytarz, a następnie przebiłem się przez silne prądy na powierzchnię. Odetchnąłem głęboko świeżym tlenem. Ujrzałem ląd na horyzoncie i mimo bólu mięśni zmusiłem się do pływania. Gdy w końcu pod palcami poczułem piach, zemdlałem.