Hej! Tak jak obiecałam szybko nowy rozdział! Wena mnie dopadła. I wszystko przez jeden sen. Jeśli chcecie wiedzieć o czym był ten sen, zobaczcie moje nowe opowiadanie pt. "Historia pisana od nowa". Mam nadzieję, że przyjmiecie ją tak ciepło jak "Syreni Śpiew" i inne moje prace!
nayakri jak zywykle mogę liczyć na ocenę! Dziękuję! Nawet nie wiesz jak mnie to motywuję! :D Masz rację, może trochę udziwniłam z tym księżycem i mam nadzieję, że dzisiejszy rozdział ma mniej dziwnych epitetów ;D Dzięki za napisanie, po cichu liczę na kolejne komentarze :D
Enjoy!
Charlotte~~
Szliśmy po pałacowych korytarzach, co chwilę wchodząc do innych komnat. Pokazałem mu już kuchnię, salę balową, salę tronową, salon zimowy i letni, jadalnię, łaźnię i moje komnaty. Potem przeszliśmy do jego komnat, które chwilę temu zostały specjalnie przygotowane dla niego. Normalnie goście śpią w innej części zamku, ale nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności i umieściłem go w komnatach naprzeciwko moich własnych. W końcu nie wiadomo ile tu zabawi, a ja chcę z nim spędzać każdą wolną chwilę, nacieszyć się nim.
Poszliśmy do ogrodów. Pokazałem mu wszystkie rośliny, i tak jak myślałem, był zachwycony kwiatami. Trochę potrwało, zanim zrozumiał, że z wodorostami mają tyle wspólnego co ja i Iruka. Przeszliśmy do bardziej ocienionej części ogrodu, gdzie zamiast mojej matki i siostry, zastałem Kakashiego.
- Panie.- Skłonił się.
- Gdzie królowa?
- Zaczęła boleć ją głowa, dlatego razem z księżniczką wróciła do zamku.- Odpowiedział, a ja skinąłem.
- Przygotuj powóz. Mam zamiar pokazać Naruto stolicę.
- Czy to rozsądne?
- Co masz na myśli?- Zmarszczyłem brwi. Kakashi zaczynał działać mi na nerwy.- Jest moim gościem i zamierzam go traktować jako takiego.
- Żadnemu pana gościowi nie pokazywał król Konohy.
- Bo ją znają.- Wtrąciłem znudzony. Naprawdę, czy to tak trudno zrozumieć?- Naruto dopiero co opuścił ocean i nic nie wie o życiu na lądzie.
- Nie wie pan co pomyślą ludzie. Chcą cię zobaczyć u boku przyszłej królowej, a nie byłego syrena.
- Nie obchodzi mnie ich zdanie. Ja jestem królem. To oni mają obowiązek mnie słuchać, a nie ja ich.
- Umm…
- Wasza wysokość nie rozumie nastrojów panujących…
- Umm… Halo…
- O ile wiem, to nastroje są dobre.
- HALO!- Zdziwiony wybuchem, odwróciłem się do Naruto.- Mówisz, że jestem twoim gościem, a w ogóle mnie nie słuchasz!- Dalej zszokowany patrzyłem jak krzyżuje ręce na piersi. Czy właśnie go, w jakiś sposób, obraziłem?
- Słucham…- Zacząłem ostrożnie.
- Oczywiście!- Sarknął niedowierzająco.- Chciałem powiedzieć, że nie muszę zwiedzać Konohy, jeśli ma ci to zaszkodzić. Nie chcę, by poddani cię znienawidzili.
- Nie zrobią tego. Wszyscy nas kochają, a Kakashi plecie trzy po trzy. Po prostu jest do ciebie uprzedzony.
- Dlaczego? Zrobiłem ci coś?- Zapytał bezpośrednio srebrnowłosego.
- Po prostu obaliłeś cały jego światopogląd swoim istnieniem, ot co.- Parsknąłem śmiechem widząc zdziwiony wyraz twarzy doradcy ukryty pod maską.
- W takim razie był głupi skoro nie wierzył w syreny. To, że nie zadajemy się z ludźmi jest tylko i wyłącznie waszą wina! Przez to co zrobiliście mojej matce…- Zaczął krzyczeć, ale nagle umilkł. Przyjrzałem się mu badawczo. Z jego oczu znikła nagle cała radość.
- Co się stało?
- Nie chcę o tym rozmawiać!- Krzyknął, odsuwając się lekko.- Jedźmy już może na tą wycieczkę, dobrze?
- Oczywiście. Każ przygotować powóz, Kakashi.- Powiedziałem szybko, zastanawiając się co stało się z jego matką. Nie lubiłem patrzeć na jego smutną twarz. Zaraz miałem ochotę go przytulić i pocieszyć i nie rozumiałem tego uczucia. Przecież Uchiha nikogo nie pocieszają!
Po niedługim czasie jechaliśmy uliczkami Konohy, a jego twarz w końcu rozświetlił uśmiech. Wyglądał z zachwytem przez okno karocy, z entuzjazmem zadając setki pytań i pokazując palcem różne obiekty. Poddani patrzyli na nas rozbawieni, a ja starałem się zachować fason i swoją zwykłą, zimną postawę, równocześnie pilnując by blondyn nie wypadł z okna. Było to ciężkie zadanie, ale muszę przyznać, że ostatni raz byłem tak szczęśliwy w dniu moich feralnych urodzin. Nie wiem dlaczego, ale to właśnie temu młotkowi udało się ponownie wnieść radość w moje życie. I mimo wszystko, byłem mu za to bardzo wdzięczny. Tak dobrze było widzieć jego uradowaną buzię. Czułem przez to dziwne, narastające ciepło w okolicach żołądka. Mam nadzieję, ze to nie jego rozstrój. Nie miałem teraz czasu na choroby.
Wjeżdżaliśmy właśnie na rynek, gdy przypomniałem sobie że w królestwie odbywa się festyn. Nie obchodziło mnie wcześniej jego istnienie, bo przecież nigdy sam z siebie nie wyruszałem z zamku. I teraz też mało by mnie to obchodziło gdyby nie korek. Pełno powozów i karocy wstrzymują ruch na głównej brukowanej ulicy miasta. Zniecierpliwiony siedziałem z Naruto w środku wozu martwiąc się, że taka bezczynność znowu wywoła mars na jego twarzy.
- Co się dzieje?
- Festyn. Wszędzie ludzie i nie ma jak przejechać.
- Naprawdę? Możemy iść?- Zapytał z nadzieją.
- Nie sądzę żeby był to dobry pomysł…
- Proooszę!- Zrobił słodką minę niczym kot. I jak mam być asertywny stosunku do niego?- Nigdy nie byłem na festynie!
- Myślę, ze na chwilę możemy wyjść.
- Świetnie!
Złapał mnie za rękę i wyprowadził z powozu. Stanął na środku ulicy i rozejrzał się w skupieniu. W końcu, bardzo uradowany, pobiegł w kierunku, z którego dochodziła muzyka. Patrzył na tańczące pary i razem z nimi zaczął klaskać w rytm melodii nadawanej przez grajków. Nagle muzyka urwała się i wszyscy umilkli. Przeniosłem wzrok z Naruto na moich poddanych i zauważyłem, że wszyscy patrzą z szokiem właśnie na mnie i na niego. Lekko skinąłem głową, na co wszyscy obecni skłonili się w pas. Położyłem jedną dłoń na ramieniu Naruto, a drugą dałem znak muzykom, że mogą wznowić grę. Po chwili pary znów skocznym krokiem poruszały się po placu. Blondyn ujął moją dłoń ze swojego ramienia w swoją i lekko pociągnął mnie w stronę parkietu. Stanowczo odmówiłem, ale on nalegał. W końcu, dałem się wyciągnąć na środek. Złapałem go w pasie, a jemu kazałem położyć dłoń na moim barku. Wiedziałem, że nie umie tańczyć, przynajmniej bez ogona, a ja nie znałem tańców pospólstwa. Od małego uczono mnie wyszukanych rodzajów tańca, a nie jakiś głupich podskoków.
Zaczęliśmy tańczyć walca, pośrodku tłumu. Wszyscy zrobili nam miejsce i nikt nie ośmielił się tańczyć w tym samym czasie co my. Spojrzałem trochę w dół, na twarz blondyna, i zobaczyłem szeroki uśmiech i uroczo zaróżowione, z wysiłku, policzki. Odetchnąłem głęboko, zastanawiając się dlaczego moja choroba żołądkowa wzmaga się, gdy jestem blisko niego. Niemożliwym jest, by używał swojego syreniego uroku na mnie. Chociaż czasami się tak czuję… Widząc, że na niego patrzę, spojrzał mi prosto w oczy. Wszystko co widziałem to te dwa wielkie oceany wpatrujące się w moje. Jest zachwycający. Nie ma innego słowa na tak boską istotę. Widać, że zupełnie nie zna tego brudnego i fałszywego świata na lądzie. Tańczyliśmy dalej i, ku mojemu zdziwieniu, wychodziło nam to. Nie było perfekcyjnie, ale dzięki mojemu pewnemu prowadzeniu, Naruto szybko zaczął powtarzać kroki i czuł się coraz pewniej.
Po zakończonej piosence wypuściłem go z moich ramion i lekko się skłoniłem. Powtórzył gest i wszyscy ludzie zgromadzeni na placu i nas obserwujący, zaczęli klaskać. Dziękowali nam brawami, a blondyn z radością im pomachał. Lekko go pociągnąłem w swoją stronę, dając mu do zrozumienia, że takie zachowanie jest nie na miejscu.
Wróciliśmy do powozu i pojechaliśmy w stronę szpitala. Gdy z nim tańczyłem zauważyłem, że jest ciepły. Wręcz rozpalony i zaniepokoiło mnie to. Chciałem by zbadała go nasza najlepsza lekarka. Mimo że jest nadwornym lekarzem, to w wolnym czasie pracuje w szpitalu pomagając cywilom, a w czasie wojny – żołnierzom. Mimo że jest kobietą, to bardzo cenię jej pracę i umiejętności. Zajechaliśmy pod samo wejście i lekkim krokiem przebiliśmy się prosto do jej gabinetu. Zapukałem, ignorując pytający wzrok mojego towarzysza. Może i jestem królem, ale ta kobieta jest gorsza od Anko-sensei. O ile tamta była tylko szalona, to ta jest psychopatką. Usłyszałem mocne „Wejść" zza drzwi i dokładanie to zrobiliśmy. Puściłem przed sobą blondyna i wszedłem zaraz po nim odwracając się, by zamknąć drzwi. Gdy zobaczyłem blondyna stojącego na środku jak słup soli, ze zszokowaną miną, dokładnie taką jak u stojącej teraz Tsunade-sama, wiedziałem, że coś nie gra. W następnym momencie zobaczyłem blondyna biegnącego do blondynki i przytulającego ją. Zmrużyłem niebezpiecznie oczy i cały spięty obserwowałem scenę przede mną.
- Obaachan! Co ty tu robisz? Razem z Ero-Senninem szukaliśmy cię przez ostatnie dziesięć lat!- Zawołał podekscytowany, a ja nie wiedziałem o co chodzi. A nie lubię nie wiedzieć o co chodzi. Poza tym skąd oni się znają? I co ma oznaczać to „Obaacham"? To jego babka? Jak? I kto to, do ciężkiego pioruna, jest Ero-Sennin?!
- Mówiłam mu żeby dał mi spokój! I jeszcze ciebie w to wciągnął!
- Nah! Szukaliśmy cię przy okazji treningu!
- W końcu się wziął za ciebie?
- Nareszcie! Myślałem, że po tym jak go zostawiłaś nigdy się nie pozbiera!
- Sam był sobie winien!- Krzyknęła i odeszła od biurka. Żyła mi już zaczęła pulsować z coraz większej wściekłości. No do cholery! Co tu się dzieje?!
- Może mi ktoś powiedzieć, co tu się wyprawia?- Warknąłem. W końcu zwrócili na mnie uwagę.
- Ach, Sasuke. To co cię do mnie sprowadza?
- Chciałem, żebyś go zbadała. Nie wiem, czy jest zdrowy. Jego ciało jest nienaturalnie ciepłe.- Powiedziałem, a Naruto roześmiał się dźwięcznie. Nawet na JEJ twarzy widziałem wredny uśmieszek. Myślałem, że zaraz mnie krew zaleje.- I co jest takie zabawne?
- Ja nie choruję, Sasuke! Syreny naturalnie mają około czterdziestu stopni. Chroni nas to przed chłodem wody! Mogłeś zapytać, to bym ci wszystko wyjaśnił!
- Hn.- Byłem zły, że zrobiłem z siebie idiotę. Przybrałem surowy wyraz twarzy i założyłem ramiona na piersi.
- No Uchiha, wiem że zżera cię ciekawość. Zapytaj, nie wstydź się.- Głupia starucha! Wyraźnie dobrze się bawiła kpiąc ze mnie. Ona jedyna oprócz mojej matki i Naruto miała prawo, i odwagę, by mówić do mnie po imieniu, ale nie mogła ze mnie kpić!
- Pamiętaj do kogo mówisz!- Warknąłem, ale nie zrobiło to na niej większego wrażenia.
- Czego ciekawy?
- Skąd się znamy.- Odpowiedziała mu, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Och! Babcia była kiedyś syreną!- Powiedział tak, jakby była to najbardziej oczywista rzecz pod słońcem. Zacząłem zgrzytać zębami. Jeśli nie był najsłodszą istotą wśród gwiazd, to był z pewnością najbardziej irytującą. Uniosłem pytająco brew.
- Ma ponad pięć tysięcy lat i jest jedną z trójki legendarnych bohaterów Uzu. Została nim, kiedy walczyła przeciwko zbuntowanym krajom Morza Północnego wiele lat temu. Wtedy królem był Sarutobi Hiruzen, ale umarł bezdzietnie przekazując tron naszemu aktualnemu królowi. Nagle dwanaście lat temu Tsunade porzuciła swojego narzeczonego i znikła. Nikt nie wiedział gdzie. Wiadomo było tylko, że jest na lądzie. Jej narzeczony, razem ze mną, szukał jej przez ostatnich dziesięć lat.
- Nasz król?- Zapytała za zdziwieniem Tsunade. Wtedy Naruto poderwał gwałtownie głowę i z paniką spojrzał na mnie, a potem na nią. Zaraz się opanował, ale podszedł do blondynki i zaczął jej coś mówić do ucha, no co ta zgodnie pokiwała głową. Zmrużyłem oczy. Czyżby mój blondyn mi nie ufał?
- Tak, to cała historia. Wybacz, że cię okłamywałam tyle lat, królu.- Powiedziała, gdy Naruto się od niej odsunął i skłoniła się lekko.
- Miłościwie nam panujący Minato pozwolił jej odejść i nie miałem nadziei, że ją spotkam. Była dla mnie jak babka.
- No już, już, gaki! Nie jestem wystarczająco stara, byś nazywał mnie babcią!
- Mam inne zdanie, Obaachan!- Uśmiechnął się szeroko, pokazując całą klawiaturę zębów, na co mimowolnie moje kąciki ust powędrowały w górę i nie mogłem więcej czuć złości.
- Skoro już wszystko jest wyjaśnione, musimy wracać do zamku. Na pewno jeszcze nie raz spotkasz Tsunade-sama w pałacu. Jeśli zostaniesz dłużej oczywiście.
- Nie mógłbym cię tak szybko opuścić!- Krzyknął i chwilę potem znów znalazł się przy moim boku, biorąc moją dłoń w swoją.
Poczułem przyjemne ciepło i nie miałem ochoty wypuszczać tej dłoni już nigdy. Spojrzałem w górę i spotkałem badawcze spojrzenie Tsunade i rozradowane Naruto. Szybko pożegnaliśmy się i wyszliśmy. Nie czułem się komfortowo pod jej spojrzeniem. Ja nowy obiekt badań. Poczekaliśmy, aż powóz zajedzie i wróciliśmy spokojnie do zamku gawędząc po drodze. Przejazd był już lepszy, bo słońce zaczynało zachodzić. Coraz mniej ludzi bawiło się na festynie.
Już po półgodzinie dotarliśmy do bram pałacu gdzie kazałem służącym zaprowadzić Naruto do komnat i przebrać go na kolację. Sam zrobiłem to samo.
Niedługo potem wszedłem do jadalni gdzie czekały na mnie matka, siostra i jej guwernantka. Usiadłem na swoim zwyczajowym miejscu u szczytu stołu i spojrzałem na kobiety.
- Zanim zaczniemy jeść, chciałbym byście kogoś poznały. Jest to osoba o której rozmawialiśmy po mojej ostatniej wyprawie. W końcu mamy zaszczyt gościć ją w pałacu i proszę, żebyście traktowały ją z należytym szacunkiem
- To ktoś ważny? Książę, księżniczka?- Zapytała z podekscytowaniem matka.
- Nikt taki. Zapewne u siebie w kraju jest synem jakiegoś ważnego dygnitarza, ale nie wiem nic na ten temat. Jest za to moim przyjacielem. Najważniejszym.
- Jeśli tak, to z radością go poznam!- Klasnęła w dłonie matka.
- Cieszę się. Za chwilę powinien przybyć, by z nami zjeść.- Poprawiłem się na krześle i usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi.
Zobaczyłem blond czuprynę i natychmiast wstałem. W błękitnej koszuli Naruto wyglądał jak anioł. Piękna istota, która zstąpiła na ziemię specjalnie dla mnie. Podszedłem do wolnego krzesła po mojej prawicy i odsunąłem je. Skinąłem zapraszająco głową w stronę blondyna, na co ten podszedł i usiadł z szerokim uśmiechem. Przysunąłem jego krzesło do stołu i ponownie usiadłem. Spotkałem wzrokiem trzy zaszokowane twarze. Nawet Ino i Nami były zdziwione moim zachowaniem, za to w oczach matki widziałem radosne iskry, których już dawno tam nie dostrzegałem.
- Panie, przedstawiam wam mojego dobrego przyjaciela Uzumaki Naruto.- Przedstawiłem Naruto, który obdarzył uśmiechem wszystkie trzy damy.- Naruto, to moja matka i siostra. Obok niej siedzi jej guwernantka Ino.
- Dobry wieczór. Cieszę się, że mogę panie poznać, królowo, księżniczko.- Wstał i lekko się skłonił do każdej. Uśmiechnął się lekko.- Ciebie także pani Ino.
- Witaj.- Odpowiedziała Ino.
- Miło mi.- Nieśmiało dodała Nami.
- To my się cieszymy, że możemy cię poznać Naruto.- Powiedziała wesoło matka i podała mu rękę.- To przyjemność poznać jakiegoś przyjaciela Sasuke, który nie jest Suigetsu.- Spojrzała na mnie z dezaprobatą, a Naruto wyglądał jakby siłą powstrzymywał się od wybuchnięcia śmiechem.- Nazywają mnie królową matką, ale moje prawdziwe imię to Uchiha Mikoto. Byłabym zaszczycona, gdybyś zechciał zrezygnować z mojego tytułu zwracając się do mnie.
- Jeśli życzy sobie tego pani, Mikoto!- Odpowiedział entuzjastycznie.
- Ja też bym chciała!- Ku mojemu zdziwieniu odezwała się moja siostra.- Lubię cię, tak myślę.- Zarumieniła się i ze strachem spojrzała w moją stronę.
- To zaszczyt księżniczko.- Powiedział łagodnie Naruto i wstał od stołu. Podszedł do mojej siostry i wyciągnął do niej ręką, którą przyjęła.- Uzumaki Naruto.
- Uchiha Nami.- Gdy tylko mu odpowiedziała, głowa blondyna poderwała się do góry.
Nasze spojrzenia się spotkały; jego pytające z moim rozbawionym. Skinąłem lekko głową, dając mu do zrozumienia, że wytłumaczę mu później. Wstał i usiadł z powrotem do stołu, po drodze podając rękę Ino i witając się z nią. Zaczęliśmy jeść dania, które przed chwilą wniosła na stół służba. Przed wyśmienitym deserem, wniesiono trzydziestoletnie wino, które było przeznaczone tylko i wyłącznie do musu czekoladowego. Już chciałem zacząć jeść, gdy do jadalni wszedł mokry Kakashi. Miał podarte ubranie, wliczając maskę, i przerażenie widoczne w odsłoniętych oczach.
- Coś się stało?- Spytałem spokojnie.
- Wybacz, królu za przerwanie posiłku, ale to nagła sytuacja. Uznałem, że należy cię poinformować.
- Zapewne miałeś rację, ale wyjaśnij o co chodzi.
- Morze szaleje. Takiego sztormu nie było od szesnastu lat. Ostatnio pochłonął około 3 miliony ludzi na całym kontynencie. Trzeba ewakuować ludzi mieszkających przy brzegu.
- Tak, natychmiast przenieść ich do pustych domów w dzielnicy handlowej!- Wstałem gwałtownie. Jeśli to prawda, że sztorm jest taki jak lata temu, to woda podejdzie aż do zamkowych murów. Wyglądało na to, że Naruto też zdaje sobie z tego sprawę, bo strasznie zbladł. Może nawet wie coś o tym.
- To nie wszystko. Zatopiło już dziesięć statków, ale Suigetsu i reszta kapitanów stara się uratować pozostałe. Robią się wielkie fale. Niedaleko brzegu robią się wiry. Woda się wprost rozstępuje. Trzeba zabezpieczyć mury.
- Tak, zrób wszystko co konieczne! Zaraz wyślę służbę do dzielnicy handlowej, by przygotowała domy. Raportuj mi co się dzieję!
Kakashi wyszedł, a ja usiadłem. Przy stole panowała śmiertelna cisza. Naruto wyglądał jakby zżerało go poczucie winy, a ja muszę wiedzieć dlaczego!
Pół godziny wcześniej...
- Co to ma znaczyć?! Co ma znaczyć, że zniknął?!- Wrzasnąłem na całe gardło, powodując drżenie witraży w okiennicach.
- Nie ma go! Szukałem już wszędzie, wasza wysokość, ale po prostu zapadł się pod dno!- Tłumaczył roztrzęsiony Iruka. Miał go pilnować! Wiem, że musi nauczać w akademii, ale jest jeszcze przecież jego siostra!
- Masz go znaleźć!- Wrzasnąłem ponownie.
- Nigdzie go nie ma!- Odpowiedział histerycznie, a ja zmarszczyłem czoło. Na zbyt dużo sobie pozwala!- Ostatnią osobą, która go widziała był Inuzuka i mam wrażenie, że ma z tym coś wspólnego!
- No to czemu go nie przesłuchasz?! Przyprowadzić go do mnie! Natychmiast!- Wrzasnąłem i wysłałem w stronę delfina gorącą kulę plazmy.
Po dziesięciu minutach miałem Inuzukę Kibę przywiązanego do krzesła z licznymi poparzeniami, po metodach przesłuchania. Był ANBU, był odporny na ból i lojalny. Nie chciał zdradzić przyjaciela. Nie chciałem tego robić, ale nie pozostawił mi wyboru. Przystawiłem trójząb najpierw do jego czoła, a później do swojego gardła. Wiedział już, co chcę zrobić, bo patrzył na mnie przerażonymi oczyma. Wiedział, że zaraz zastosuję Przymus.
- JAKO TWÓJ KRÓL NAKAZUJĘ CI SIĘ PODDAĆ! JAKO KRÓL SIEDMIU MÓRZ I OCEANÓW CAŁEGO ŚWIATA NAKAZUJĘ CI UJAWNIĆ TAJEMNICĘ, KTÓRĄ SKRYWASZ!
Odstawiłem trójząb od gardła i spojrzałem na niego. Miał zamglone, rozmarzone oczy i był nieobecny. Przez to wiedziałem, że Przymus się udał. Dotknąłem ego czoła i powiedziałem stanowczo:
- MÓW!
- Naruto miał za złe królowi, że go nie wysłuchał i popłynął do Czarnoksiężnika. Miał dostać nogi i odwiedzić swojego człowieka na lądzie.
Zszokowany oderwałem dłoń od czoła i odsunąłem się gwałtownie, przerywając Przymus. Spojrzał na mnie zdradzonym wzrokiem, ale nie interesowało mnie to. Mimo że zwykle go nie używam, to są takie sytuacje, że trzeba. Jak ta. Spocząłem na swoim tronie i ukryłem twarz w dłoniach. Smarkacz!
- Płyń po Irukę i Nami.- Powiedziałem i za chwilę, cała trójka kłaniała mi się przed tronem.- Mam dla was zadanie.
- Hai!- Wyprostowali się.
- To jest diadem mojego nieznośnego syna.- Pokazałem im przedmiot, następnie dotknąłem go trójzębem.- Właśnie nałożyłem na niego czar cofający urok Czarnoksiężnika, pozwalający odzyskać Naruto ogon. Niestety, nie cofa innych skutków czaru, ponieważ ich nie znam. Waszym zadaniem będzie je poznać i wyeliminować. Dodatkowo, oczywiście, musicie nałożyć mu ten diadem na głowę. Chociażby siłą. Na czas misji, zmienię was w ludzi.- Dotknąłem głów całej trójki.- Jak tylko wyjdziecie na ląd, zmienicie się. Zmiana odwrotna nastąpi dopiero, gdy Naruto odzyska wolność i ogon. Nie szybciej. Zrozumieliście?
- Oczywiście!
- A teraz radzę wam jak najszybciej dopłynąć do brzegu, bo zamierzam zgotować ludziom kolejne piekło!
Roześmiałem się i przystąpiłem do dzieła zniszczenia. Ludzie zapłacą. Najpierw za odebranie mi żony, a teraz syna!
Chwilę później...
- Wiesz coś o tym sztormie?- Zapytałem Naruto, gdy siedzieliśmy w salonie.
- To może być moja wina.
- Wyjaśnij.
- Nooo... Tak jakby nie powiedziałem ojcu, że idę się z tobą spotkać…
- Naruto!
- No przepraszam! Naprawdę chciałem cię zobaczyć!- Wykrzyczał, patrząc na mnie tymi wielkim oczyma. Podszedłem do niego i objąłem.
- Już dobrze. Nic się nie stało. Jakoś to będzie.- Uspokoiłem go.- W każdym razie cieszę się, że uważasz mnie za wystarczająco ważnego, by dla mnie uciec z domu.
- Sasuke-teme! Robiłem to tylko dla siebie!
-Oczywiście…- Odpowiedziałem kpiąco, głaszcząc go po głowie.
- Teme!- Zaczął się wyrywać, a ja go gonić. W końcu opadliśmy zmęczeni na kanapę i roześmialiśmy się.- Łaj! Sasuke!
- Co się stało?- Zapytałem zaniepokojony.
- Z mojej skóry cieknie woda! Mam gdzieś przeciek?! Dlaczego to wypływa?! Jestem na coś chory?!- Zapytał w panice, a ja roześmiałem się widząc jego zdezorientowaną minę.
- Naruto, to zwykły pot. Nie ma się czym martwić.- Powiedziałem uspokajająco, łapiąc go za rękę.- Też tak mam, widzisz? To reakcja ludzi na przegrzanie. Ochładza ciało.
- O dzięki Księżycowi! Nic mi nie jest!- Rozluźnił się, a ja uśmiechnąłem się na pokaz jego niewiedzy. Nagle drzwi się otworzyły i do salonu wszedł jeden ze służących.
- Proszę o wybaczenie, królu.
- O co chodzi?- Zapytałem, modląc się by nie były to kolejne złe wieści.
- Przyszła trójka włóczęgów. Mówią, że znają Naruto-sama.
- Mnie?- Zdziwił się blondyn.
- Tak. Kazali przekazać, że pana ojciec się zdenerwował i mają cię odmienić z powrotem.
- Sasuke! Każ ich wpuścić, proszę!- Naskoczył na mnie blondyn, uczepiając się mojego ramienia.- To moi przyjaciele!
- Niech będzie.- Powiedziałem do niego i znów zwróciłem się do służącego.- Przyprowadzić ich!
- Wedle rozkazu!
Chwilę później w drzwiach stanęło dwóch mężczyzn i dziewczynka, na oko dwunastoletnia.
- Kiba!- Zawołał Naruto, rzucając się na szyję najstarszemu. W końcu się od niego odkleił i spojrzał badawczo na pozostałą dwójkę.- Iruka? Nami?
Oczywiście. To wyjaśniało szramę mężczyzny na nosie i bliznę w kształcie kości na ramieniu dziewczynki. Swoją drogą, to nie wiedziałem, że Nami jest taka młoda.
- Ty mi tu teraz nie Irukuj!- Krzyknął jego opiekun i uderzył Naruto po głowie.- Król dostał szału! Kazał ci założyć diadem, wyeliminować inne warunki umowy i wracać do pałacu! Zobacz co się dzieje z morzem!
- Chwilę!- Wrzasnąłem.- Jaki król i jaki pałac?
- Jak jaki? Jego! Ma się uczyć rządzić, a nie szlajać się po lądzie! W końcu…- Zobaczyłem jak Naruto w panice zatyka mu usta dłonią i patrzy na niego morderczym wzrokiem. Spiąłem się, gdy zauważyłem, że unika mojego spojrzenia. Chyba jednak miał tajemnice..
- Chyba musisz mi coś wyjaśnić Naruto…
