Dziękuję za recenzje i zapraszam!
nayakri założyłam, że skoro to Sasuke prowadził, to wspomoże Naruto w trudnej sztuce tańca ;) Co do klawiatury, to owszem, nie pasuje do tamtejszych czasów jeśli masz na myśli klawiaturę komputerową ;) Szczerze mówiąc ja myślałam o klawiaturze pianina tudzież fortepianu ;) Przepraszam za opóźnienie z rozdziałem, ale mam nadzieję na następną bardzo motywującą recenzję ;D
Charlotte~~
- Nie ma nic do wyjaśniania, Sasuke.- Odparłem buntowniczo.
Na pewno nie będę się tłumaczyć z mojego pochodzenia, które miało być tajemnicą jeszcze przez jakiś czas! Dzięki Iruka! Swoja droga Iruka w ludzkiej postaci jest całkiem przystojnym mężczyzną. Nie żebym myślał o nim w jakiś dziwny, seksualny sposób! Na Księżyc, nie! Fuj! Po prostu nigdy nie myślałem o nim inaczej niż o delfinie.
Tak samo Nami. Na razie jest dzieckiem, ale widać ze wyrośnie na piękną dziewczynę. Jeśli pozostanie człowiekiem. Jest zaledwie głowę niższa od brata mimo jej młodego wieku. Ma bladą, prawie mleczną cerę z rumianymi policzkami. Ma pełne, różowe usta, mały nos i piękne orzechowe oczy obramowane długimi rzęsami. Jej falowane, długie, brązowo - rude włosy są rozpuszczone i opadają lekko na drobne ciało. Okryte jakimiś łachmanami. Najwyraźniej wpadli na taki sam pomysł jak ja.
Bezsensu opisywać Kibę. Nic się nie zmienił, no za wyjątkiem braku ogona. Nawet dalej ma ten swój arogancki uśmieszek na gębie.
Spojrzałem na Sasuke. Jego wyraz twarzy jednoznacznie wskazywał na to, zażąda wyjaśnień w tej chwili. Po tym samym wyrazie twarzy wnioskuje, ze nie zabawię tu długo i brunet wyrzuci mnie z pałacu w trzy sekundy. Ale dalej nie chciałem się tłumaczyć. Nie chciałem, by Sasuke widział we mnie tylko księcia, ale osobę którą jestem. Myślicie, że dlaczego nie używałem Uroku?
- Naruto, powiedz mi natychmiast co tutaj się dzieje!- Krzyknął brunet, a ja lekko oniemiałem. Jeszcze nigdy na mnie nie krzyczał. Ale przecież nie będę z tego robić afery.
- Nie! Prędzej ludzie spotkają się z Czcigodnym Księżycem niż zanurzę się w te wszystkie pałacowe nonsensy!- Odkrzyknąłem i wybiegłem przez drzwi, wymijając wołającego mnie Irukę i próbującego mnie zatrzymać Kibe. To tyle w kwestii nie robienia afery.
Pobiegłem w stronę ogrodów. Nie wiem dlaczego, ale to miejsce jest magiczne. Uspokaja mnie. A przynajmniej czułem spokój za każdym razem kiedy tam byłem. Może to przez te wodo... kwiaty. Muszę zapamiętać tą nazwę. Spojrzałem w stronę morza. Iruka miał rację. Ojciec się wściekł i znów tworzy sztorm pochłaniający setki ludzkich istnień. Byłem samolubny, teraz to widzę. Przedkładałem własne zachcianki nad życie innych. Przecież wiedziałem co się stanie, gdy ojciec się dowie. Gwałtownie wstałem i ruszyłem w stronę oceanu. Chędożeni zdrajcy! Gdyby nie Kiba, Iruka i Nami, ojciec nigdy by się nie dowiedział! Wspiąłem się na wielką skałę przy brzegu. Na niej jako jedynej nie groziło mi zmycie przez fale. Sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem z niej mój pomniejszony diadem. Zanuciłem kilka nut kołysanki, którą zawsze śpiewała mi mama przed snem i diadem stał się normalnych rozmiarów. Nałożyłem go na głowę i zacząłem śpiewać tą samą kołysankę. Nigdy tego nie robiłem, ale miałem nadzieję że uspokoi ona fale tak samo jak kiedyś uspokajała i usypiała mnie. Poza tym jestem synem Wielkiego Minato. Jakąś władzę nad oceanem musze mieć, prawda?
Cały czas śpiewając zszedłem ze skały i wszedłem prosto w rozszalałe morze. Fale zaraz mnie pochłonęły, ale nie poddałem się. Mimo, że już nie mogę oddychać pod wodą śpiewałem dalej. W myślach. Szastany przez fale stwierdziłem, że musi być inny sposób na uspokojenie ich, dlatego zacząłem je głaskać. Głaszcząc fale i śpiewając czułem jak powoli morze staje się spokojne. Na tyle, by móc zacząć śpiewać na glos. Zamknąłem oczy i uwolniłem Urok. W tym przypadku dla dobra ludzi, a nie dla ich zguby. Wyszedłem z morza na oślep, pochłonięty muzyka, z wielkim uśmiechem na ustach. Już długo nie śpiewałem z całej piersi. To cudowne uczucie!
Nagle usłyszałem ironiczne klaskanie. Odwróciłem się gwałtownie i zobaczyłem Kibę opierającego się plecami o klif.
- Piękny pokaz, książę. Dobrze, ze nikogo nie było w pobliżu.
- Nie przesadzaj.- Powiedziałem lekkim tonem, podchodząc do niego.- Musiałem to zrobić.
- Taaak, dobrze wiedzieć, ze masz też inne talenty poza wkurzaniem wszystkich naokoło i uciekaniem.- Stwierdził ironicznie, a ja się roześmiałem i przytuliłem go.
- Mimo, że nie widziałem cię niewiele czasu to i tak tęskniłem!- Krzyknąłem mu prosto do ucha.
- No ja myślę! Któż by nie tęsknił za tak przystojnym syrenem jakim jestem ja?!- Wpiął dumnie pierś, uśmiechając się szelmowsko, a ja go odepchnąłem.
- Wszyscy, Kiba, wszyscy. Mamy zbyt rozdęte mniemanie o sobie co?- Zapytałem ze śmiechem, unosząc brew.
- I to właśnie w tobie lubię! Samokrytyka!- Zaśmiał się, a ja parsknąłem nie elegancko, znów lekko go popychając.- A tak na poważnie to musisz mi pomóc wrócić do zamku. Nie umiem używać tych szczudeł.
- W takim razie jak tu się znalazłeś?- Zapytałem zaskoczony.
- Ten siwowłosy był tak miły i odeskortował mnie tutaj. Kazałem mu wracać jak zacząłeś śpiewać.
- Kakashi?- Zdziwiłem się. Nie sadziłem, że Sasuke wyśle za nim jakiegoś sługę. A prropos...- Gdzie Iruka i Nami?
- W zamku. Opowiadają historię twojego życia przy herbatce z twoim kochasiem...
- Jakim kochasiem, głupiku jeden!- Wydarłem się na niego i spłonąłem rumieńcem. Kretyn. Sasuke to tylko przyjaciel.- Czemu mu opowiadają?! Miał się dowiedzieć ode mnie i kiedy indziej!
- Uciekłeś, a Jaśnie Pan żądał swoich odpowiedzi, dlatego ja poszedłem cię szukać, a Iruka i Nami zostali spełniając jego zadanie. W ten cudowny sposób on ci wybaczy i możliwe że nie będziemy musieli nocować na piasku, aż do zdjęcia umowy.
- Właśnie!- Nagle mnie olśniło.- Zdrajcy! Kto powiedział mojemu ojcu!
- Widzisz, Naru, to jest długa historia. Opowiem ci w drodze do zamku, zgoda?
Tymczasem w Oto
- Kabuto...- Wysyczał władca Oto, patrząc ze swojego tronu na oczko wodne na środku sali i swojego wiernego sługę w nim będącego.- Zawiodłeś mnie, Kabuto.
- Proszę o wybaczenie, panie.
- CISZA!- Krzyknął wężopodobny król.- Zaklęcie miało działać natychmiast, nie po jakimś czasie!
- Proszę nie zapominać o kim mówimy, królu.- Siwowłosy odparł mocnym głosem, poprawiając okulary na nosie.- Książę Naruto nie jest zbyt rozgarnięty. Uzna, że może skoro Syrenie Moce nie zostały mu odebrane to może z nich korzystać. Nie zdzwiłbym się by korzystał z nich nawet w kąpieli powodując bąbelki!- Uśmiechnął się ironicznie.
- Taaak. Dzieciak to kretyn i nie zdaje sobie sprawy z własnej mocy.- Wysyczał zadowolony Orochimaru.
- Właśnie dlatego zajmie to tak niewiele czasu.
- I wtedy, obejmę władzę nad światem!
Stałem przed komnatą Sasuke, gdzie Iruka powiedział mi że go znajdę. Owszem Kiba wszystko mi wyjaśnił, ale dalej uważam że więcej przyzwoitości miałby poławiacz ryb bez oka! Ale przecież nie będę robił im dalszych wyrzutów niż już zrobiłem. Ojciec użył Przymusu, to też zmienia sytuację. W każdym razie wysłuchałem jeszcze wyjaśnień Nami i jej brata, po czym do wiedziałem się od nich, że Sasuke chciał ze mną porozmawiać. I tak stoję tutaj, przed jego drzwiami, zawstydzony i pełen nadziei że nie zniszczy to naszej przyjaźni. Odetchnąłem głęboko i lekko zapukałem. Usłyszałem stanowcze "Wejść!" i powoli uchyliłem drzwi. Siedział na fotelu naprzeciwko drzwi, patrząc na mnie srogo, popijając jakiś dziwny brunatny płyn ze szklanki, którą miał w dłoni. Jego postawa była sztywna, stanowcza, z surowymi oczami odbijającymi promienie słońca nieśmiało przebijającego się przez chmury. Właśnie wtedy wyglądał jak prawdziwy władca.
Wszedłem do środka, zamykając za sobą drzwi pod którymi stanąłem, spoglądając na niego delikatnie spod rzęs przez całą długość komnaty. Zapanowała cisza. Długa, ciężka, nie komfortowa cisza. W końcu on odstawił opróżnioną szklankę na stolik stojący obok fotela i znów na mnie spojrzał.
- Słyszałem od Inuzuki, ze uspokoiłeś morze.- Jego głos brzmiał zbyt głośno i zbyt ostro. Brutalnie przeciął panującą ciszę.- Jestem wdzięczny. Tak samo jak całe królestwo i wiele matek oraz żon rybaków oraz marynarzy. Możesz być pewny ze spotka cię nagroda.
- Nie zrobiłem tego dla nagrody.- Odpowiedziałem cicho.
- Wiem.- Uciął krótko.- Nie zmienia to jednak faktu, ze należy ci się.
- Zrobisz jak chcesz. Nie potrzebuję tego.- No doprawdy! Za kogo on mnie ma?! Czy on naprawdę uważa że zrobiłem to dla złota czy klejnotów?!- Chciałbym za to byśmy wyjaśnili sprawę mojego pochodzenia.
- Moim zdaniem nie ma nic do wyjaśniania. Jesteś księciem wielkiego podwodnego państwa i cały czas mnie okłamywałeś.- Odpowiedział, a jego glos ociekał lodem.
- Nie kłamałem!- Zaprzeczyłem gwałtownie.- Po prostu nie powiedziałem ci wszystkiego.
- A nazywałeś się moim przyjacielem.- Parsknął ze sztucznym śmiechem.
- I jestem nim!- Potwierdziłem szybko i zrobiłem kilka kroków naprzód. Czułem się jakbym stał naprzeciwko Krakena.- Chcę nim dalej być! Jakie to ma znaczenie? Naprawdę obchodzi cię to czy jestem księciem czy zwykłym syrenem?
- Nie chodzi o to!- Zagrzmiał i zerwał się z fotela. Zaczął nerwowo chodzić po komnacie.- Nie miałoby znaczenia nawet gdybyś był zwykłym żebrakiem!
- To o co?- Zapytałem już lekko zniecierpliwiony.
- O fakt, że cały ten czas trzymałeś mnie w nieświadomości, a ja robiłem z siebie głupca!
- Sasuke...- Powiedziałem zmęczonym głosem i podszedłem do niego. Z drugiej strony to zabawne że w całej tej awanturze chodzi tylko o jego dumę. Położyłem mu dłoń na ramieniu i spojrzałem mu w oczy.- Nikt, powtarzam nikt, nie uważa cię za głupika. Jesteś wspaniałym władcą i lud cię kocha, sam to widziałem na festynie. Jeśli tak bardzo ci na tym zależy to sam wszystko wyjaśnię twojej rodzinie i doradcom, tylko proszę, nie niszcz tego co udało nam się zbudować mimo wielu przeszkód.- Mówiłem wyrozumiałym, ale jednocześnie stanowczym głosem dając mu do zrozumienia że nie ustąpię. Mam nadzieję że jego duma teraz nie da o sobie znać. Poznałem go już trochę i wiem że łatwo nie ustępuje.
Na szczęście tym razem westchnął i przetarł twarz dłońmi, co swoją droga jest bardzo nie królewskim gestem. Ja zaraz dostałbym linijką po łapach od Iruki za coś takiego.
- Nie chcę. Za długo cię szukałem, by teraz odpuścić.- Powiedział patrząc mi prosto w oczy i trzymając mocno za ramiona.- Podejrzewam, że masz rację i twoja tajemnica nie jest zbyt wielka. W końcu nie polubiłem cię z powodu statusu. Jednakże nie lubię być utrzymywany w nieświadomości.
- Dziękuje!- Uradowany mocno go uściskałem.
- No już dobrze.- Odparł z lekkim uśmiechem.- Według prognoz Shikamaru jutro ma być deszcz spadających gwiazd. Miałbyś ochotę mi towarzyszyć?
- Oczywiście!- Zgodziłem się od razu.
- Doskonale. Tak więc jutro punktualnie o 8, zaraz po kolacji, będę na ciebie czekał pod wierzbą płaczącą.
- Świetnie. Nie mogę się doczekać! Dobranoc!- Wykrzyknąłem i otworzyłem drzwi.
- Dobranoc.- Zanim zamknąłem za sobą ciężkie wrota, mogłem usłyszeć za sobą jego lekko rozbawiony głos.
