A oto dodatkowy rozdział! Rozmowa pomiędzy Naruto oraz Kibą z Mikoto i Nami!
Charlotte~~
- Gdzie my w ogóle idziemy, Naruto?- Zapytał zaspany Kiba, gdy siłą ciągnąłem go w stronę sali tronowej.
- Mówiłem ci, że szukać Mikoto i Nami.- Odpowiedziałem, lekko zirytowany. Może faktycznie budzenie Inuzuki o tak wczesnej porze nie było dobrym pomysłem? Trudno, nie będę sam chodził po zamku. Tym bardziej, że Iruka gdzieś przepadł.
- Na Księżyc! Musiałeś mnie budzić w takim razie? Wydawało mi się, że Wielki Książę Naruto potrafi się sam obronić.
- Owszem, ale jesteś tutaj jako potwierdzenie mojej opowieści, żebym nie wyszedł na chorego człowieka.
- Jestem pewien, że cokolwiek powiesz, oni ci uwierzą.- Powiedział, ziewając potężnie i odwracając się na pięcie z zamiarem odejścia.
- Chcę im powiedzieć o Uzu…- Stwierdziłem cicho i czekałem na jego reakcję, dalej idąc i nie odwracając się na niego. Nagle poczułem jak cały zesztywniał i zatrzymał się.
- Zwariowałeś? Wystarczająco złe jest to, że wie o nas twój król! Wiesz przecież, że jest to traktowane jako zdrada!- Zaczął szeptać, po tym jak zaciągnął mnie w jakąś wnękę w ścianie.
- I co z tego? Jestem im winien wyjaśnienia! A Sasuke wie, bo uratowałem go lata temu.
- I zgodnie z polityką króla nie powinieneś! Musiał wtedy zginąć i ty to wiesz! Nie możemy ratować rozbitków!
- Byłem dzieckiem!- Lekko krzyknąłem, zdenerwowany.- Zresztą to jest nieważne. Teraz zrobiłbym to samo!
- A prawo?- Zapytał retorycznie. Dziwne, że to on jest głosem rozsądku.- Prawo, które ustanowił TWÓJ ojciec!
- Właśnie, MÓJ ojciec. A, że jestem księciem, mogę sobie to prawo łamać.
- Twoja matka t…- Nie dokończył, bo porządnie walnąłem go pięścią w twarz.
- Nie. Waż. Się. Mówić. O. Mojej. Matce!- Wycedziłem przez zęby, patrząc z satysfakcją na jego zakrwawioną twarz. W takich chwilach Kyuubi był bardzo zadowolony, aż mogłem poczuć jego mruczenie.- Moją ostateczną decyzją jest, że powiemy o wszystkim rodzinie Sasuke. Jak je poznasz, sam uznasz, że są godne zaufania i nigdy nie zdradziłyby naszych tajemnic.
- Jeśli taka jest twoja wola…- Stwierdził w końcu z grymasem.- Żebyś tylko tego nie żałował.
- Nie będę.- Uśmiechnąłem się i przyłożyłem dłoń do miejsca gdzie go uderzyłem, lecząc pojawiającego się siniaka i pękniętą wargę. Uśmiechnąłem się, patrząc mu w oczy.- Wybacz, poniosło mnie.
- Nah, nie ma sprawy. Miło wiedzieć, że twój król nie wytępił jeszcze twojego charakterku.- Zażartował, rozciągając szczękę jednocześnie klepiąc mnie w ramię.- To idziemy?
- No.
- A gdzie?
- Do sali tronowej. Mam nadzieję, że tam będą.
Niestety, sala tronowa świeciła pustkami, ale jeden ze strażników poinformował nas, że królowa i księżniczka piją herbatę w salonie zimowym. Natychmiast się tam skierowaliśmy, a gdy doszliśmy, zostaliśmy wpuszczeni do środka przez miłych odźwiernych. Natychmiast zauważyłyśmy pijące przy stole damy i zastałyśmy powitane przez nie wspaniałymi uśmiechami.
- Witaj Mikoto, Nami.- Powiedziałem i ucałowałem dłoń każdej z nich.- To jest mój przyjaciel, Kiba.
- Drogie panie.- Ukłonił się i ucałował ich dłonie. Jednak czasami umie się zachować.
- Ależ, po co formalności! Proszę, nazywaj mnie Mikoto.
- A mnie Nami.- odezwała się młodsza brunetka.
- To będzie zaszczyt.
- Nonsens!- Żachnęła się królowa i zachichotała. Wskazała nam miejsca przy stole.- Proszę, usiądźcie.
- Przyszliśmy tutaj, by opowiedzieć wam kim dokładnie jestem i skąd pochodzimy.- Oznajmiłem po zajęciu miejsca.
- Słuchamy. Muszę przyznać, że ciekawiło mnie to od samego początku. Chciałabym dowiedzieć się wszystkiego o człowieku, który przywrócił uśmiech na twarz mojego syna.
- No i tutaj zaczynają się schody, co nie Naruto?- Zachichotał Kiba.
- Hush!- Uciszyłem go i kopnąłem pod stołem. Oddał mi, a ja lekko zirytowany znów zwróciłem się do kobiet, patrzących na nas bardzo zaciekawionym wzrokiem.
- Może zacznij od tych super książęcych rzeczy.- Powiedział Kiba.
- Masz rację.- Odpowiedziałem mu i odchrząknąłem.- Na początek chciałbym przeprosić za ukrywanie prawdy, ale gdy dowiecie się o wszystkim same stwierdzicie, iż było to konieczne. Na początek: jestem księciem. Synem króla bardzo potężnego i wspaniale prosperującego państwa i jedynym spadkobiercą. Iruka to mój nauczyciel i opiekun, podobnie Nami. Kiba za to jest moim ochroniarzem i członkiem sił szpiegowskich mojego państwa. Ja mam dwadzieścia lat, Iruka dwadzieścia cztery, Nami dziesięć, a Kiba ponad dwa tysiące.- Powiedziałem i zobaczyłem jak szeroko otwierają ze zdziwienia oczy.
-Nie jest to pomyłka, drogie panie, a ten tutaj jest całkowicie zdrowy na umyśle.- Poparł mnie Kiba.
- Ale… Ale jak to możliwe?
- Jest to związane z naszym pochodzeniem. Wiesz, że Sasuke mnie szukał przez ostatnie lata, prawda? Nie zastanawiało cię, Mikoto, że to zawsze było morze?- Zapytał, a ona skinęła.- Właśnie. Okoliczności mojego pierwszego spotkania z Sasuke nie były fortunne. Szczerze mówiąc były tragiczne. Było to w dzień katastrofy dziesięć lat temu, kiedy uratowałem go od utonięcia. Spytacie jak? Jest to bardzo proste – akurat tam w pobliżu bawiłem się tego dnia. Widząc tonącego chłopca musiałem mu pomóc. Popłynąłem z nim na brzeg, a gdy się obudził, ujrzał mnie i już wiedział to co wam próbuję teraz powiedzieć. Jestem syreną. Tak samo jak Kiba, a Nami i Iruka to delfiny. Jeszcze kilka dni temu, zamiast nóg miałem błękitny ogon i bawiłem się z rybami na rafie koralowej.
Na moje oświadczenie Mikoto się roześmiała, a Nami lekko zachichotała. I było tak chwilę. Dopóki królewna nie zauważyła, że nie śmiejemy się razem z nią.
- Naruto?
-To nie żart Mikoto. Spójrz.- Powiedziałem i uniosłem dłoń, a woda z pobliskiego dzbana uniosła się i przelewitowała do najbliższego glinianego czegoś z ziemią, gdzie było miniaturowa drzewo. Obie patrzyły na to zachwycone, a w oczach Mikoto pojawiły się łzy.
- Ale to… to musi znaczyć, że…
- Że Itachi miał cały czas rację? Owszem, miał.
- Skąd wiesz?- Zapytała zaskoczona.
- Sasukie mi powiedział.- Odpowiedziałem spokojnie. Na chwilę zapadła cisza.
- To było niezwykłe Naruto!- cicho przyznała Nami. Wyszczerzyłem się do niej.
- Dziękuję, księżniczko.- Powiedziałem do mniej i puściłem oczko.- Możemy za chwilę pójść się pobawić jeśli chcesz. Pokażę ci jeszcze więcej.
- Oczywiście!
- To świetnie!- Odpowiedziałem jej z równym entuzjazmem i ponownie zwróciłem się do Mikoto.- Mam nadzieje, że nie masz mi za złe trzymanie tego wszystkiego w tajemnicy i nasza relacja nie ucierpi.
- Nie martw się o to, Naruto. Rozumiem doskonale.- Uśmiechnęła się do mnie.
- Ulżyło mi! Pozwól, że teraz razem z Nami się oddalimy do ogrodu. Do zobaczenia!- Powiedziawszy to, wybiegłem z salonu, ścigając Nami.
- Pasują do siebie nie uważasz?- Zapytała znienacka królowa, patrząc w stronę drzwi za którymi zniknęli Naruto i Nami.
- Kto? Blondi i twoja córka?- Zapytałem ogłupiały. Na moje stwierdzenie, całe pomieszczenie wypełnił jej dźwięczny śmiech.
- Oczywiście, że nie! Miałam na myśli Naruto i Sasuke.- Powiedziała, dalej się śmiejąc.
- Ach! Jak tak, to tak! Oni się doskonale uzupełniają. Nawet jeśli on jest człowiekiem i palantem.
- Kiba!- Krzyknęła Mikoto i znów się roześmiała.
- A może nie mam racji? Sama mówisz przyznać, że twój synek do najprzyjemniejszych nie należy.
- Masz, masz, ale on nie był taki zawsze. Kiedyś było to bardzo radosne dziecko.- Powiedziała ze smutnym uśmiechem.- Tak się cieszył na nowe rodzeństwo. Pamiętam jak głaskał mój brzuch przed wypłynięciem te feralne dziesięć lat temu. A potem wszystko się zmieniło.- Bezradnie zwiesiła ramiona.- Dlatego tak bardzo ucieszyłam się, gdy zobaczyłam Naruto. Wiem, że to właśnie on może przywrócić mojemu synowi światło. Poza tym to taki rozkoszny młodzieniec!
Roześmiałem się na to stwierdzenie.
- Jeszcze nie znasz Naruto!- Przyznałem.- On ma temperamencik. Nie dalej jak godzinę temu uderzył mnie pięścią w twarz!
- Kami-sama! Za cóż!
- Ach, nic poważnego. Po prostu różnica poglądów i w Nauto obudziły się książęce instynkty. Chociaż szczerze mówiąc teraz widzę, że należało mi się.
- Dobrze, że nikomu się nic nie stało.
- Tak. Uleczył mnie i było po sprawie.- Zaśmiałem się.- A wracając do sprawy Naruto i Sasuke, to mam wrażenie że obaj to koniki morskie. Nie zdają sobie sprawy, że coś jest między nimi. Nie wiem jak to jest u Uchihy, ale odkąd tu jestem zauważyłem, że Naruto cały czas szuka wzrokiem właśnie jego. A gdy pokłócił się z nim z naszego powodu, to myślałem że sobie coś zrobi. Był na granicy łez. On nigdy nie płacze, więc możesz sobie wyobrazić jak wielki to dla mnie był szok.
- Rzeczywiście. Sasuke także inaczej się zachowuje, odkąd jest tutaj Naruto. Jest o wiele bardziej… przystępny.
- Powiadasz?- Zapytałem sceptycznie pod nosem. Jakoś nie zauważyłem i nie polubiłem człowieka. Za to matkę i siostrę ma świetne.
- O wiele inaczej… Usiądźmy na ławkę, a ja naleję nam herbaty, dobrze?- Nie czekając na odpowiedź zrobiła to co zamierzała, a ja przeniosłem się na miękką ławkę. Po chwili dołączyła do mnie.- Opowiedz, bo jestem niezmiernie ciekawa, jak żyje się w morzu?
- Wspaniale, zupełnie inaczej niż tutaj.- Odpowiedziałem zgodnie z prawdą.- Chociaż, życie tutaj jest nowe, ciekawe. Odpowiada mi. Mimo to, tęsknię za moim silnym ogonem. I szpiegostwem.
- Musi być ci ciężko.
- Nie bardzo. Jestem zadowolony, poza tym skończy się to tak szybko jak szybko Naruto odzyska ogon… A propos Naruto! Mówił ci jak siedemnaście lat temu spowodował zamarznięcie wszystkich mórz i oceanów?- Zapytałem z wyszczerzem.
- Nie, ale jestem pewna, że zaraz ty mi opowiesz.
- Masz rację!- Zawołałem odstawiając filiżankę po herbacie na stolik.- Ja wspomniałem było to siedemnaście lat temu, więc Naruto miał trzy lata. Jego rodzice byli zaproszeni na jakiś bal u rodziny, która mieszkała w Morzu Kaspjskim, a mnie polecili się nim zajmować. Nie bardzo chciałem, więc wymyśliłem grę w „Schowaj się!". On miał się schować a ja go szukać, ale zamiast to robić chciałem pograć w piłkę z kumplami z oddziału. Niestety nie przewidziałem, że Naruto postanowi wykorzystać trójząb ojca by przeszkodzić mi w znalezieniu go. Miał już swój mini diadem, by nauczył się używać mocy, ale nie pozwalał mu na uwolnienie całego jej potencjału, co robił trójząb. Nie przyzwyczajony, zażyczył sobie lodowych przeszkód dla mnie, a rezultatem było to, że zamroził wszystkie morze i oceany na świecie. A był lipiec! Ale jeszcze nie to było najgorsze! Gdy zamroził powierzchnię, zaczęła zaparzać woda pod taflą. Zanim się zorientowałem co jest grane, warstwa lodu od powierzchni sięgała trzydzieści metrów, cały pałac był pokryty lodem, a temperatura u nas na dnie spadła do minus dziesięciu! Zaraz pospieszyłem z powrotem do zamku i zobaczyłem Naruto siedzącego na tronie ojca z trójzębem w łapach, śmiejącego się w głos. Ale największy szok przeżyłem, gdy zobaczyłem zamrożonych w wielkich blokach lodu służących, którzy najwyraźniej próbowali go zatrzymać. Normalne syreny nie mają tak dużo mocy, jak rodzina królewska, ale trochę jednak, więc użyłem jej by z bąbelków zrobić rybkę, którą Naruto dawniej lubił gonić, by go rozproszyć. Zaiste tak się stało, a ja w tym czasie zdążyłem zabrać mu trójząb. Nie dalej godzinę od tego wydarzenia do zamku przybyli zaalarmowani król i królowa. Gdy mnie wysłuchali, królowa zrobiła niezły raban swojemu książątku, a król tylko próbował ją bezskutecznie uspokajać.
Zakończyłem opowieść śmiejąc się razem z Mikoto tak głośno, że przeoczyliśmy otwarcie drzwi. Dopiero po chwili usłyszeliśmy szelest szat gościa. Mikoto spojrzała w górę i wstała.
- Witaj Sasuke, proszę usiądź z nami…
