No dobra... Wróciłam! Wiem wiem, nie było mnie szmat czasu ale problemy rodzinne i na studiach mnie zatrzymały... Oto kolejna część historii. Miłej lektury! ;)
POV NARUTO
Obudziłem się dzisiaj we wspaniałym humorze. Wyśmienitym! Mimo, że wróciłem do zamku przemarznięty i nad ranem. Nie mam pojęcia, co wstąpiło w Sasuke ale jestem temu bardzo wdzięczny. Aż do wczoraj nie byłem pewny co dokładnie czuję do bruneta, ale teraz nie mam wątpliwości: ja po prostu jestem zakochany! To cudowne uczucie! Czuję jakby świat był od razu piękniejszy albo jakby wszyscy na świecie byli mili i uczciwi. A latające ryby chyba zaraz rozsadzą mi brzuch! I najważniejsze: chce zaraz iść do Sasuke i całować go do utraty tchu! Wiem, że to nie przystoi, że na naszych spotkaniach powinna być przyzwoitka, ale nie dbam o to co pomyślą inni! A może powinienem? Przecież on jest królem i musi być dobrze postrzegany… Co ze mnie za książę, skoro tego nie wiem?! Panikuję… muszę się z nim jak najszybciej spotkać i wszystko wyjaśnić.Szybko się ubrałem i wyszedłem z komnaty prosto do Iruki. Miałem nadzieję, że już wstał. Zapukałem głośno i usłyszałem ciche „proszę!". Wszedłem i ubrany Iruka siedział na łóżku.
- Coś się stało, Naruto?- Zapytał zaniepokojony.
- Właściwie to nic…- Odpowiedziałem lekko zakłopotany. Przecież nie powiem mu, że jego obecność mnie uspokaja!- Dlaczego bezczynnie siedzisz na łóżku?
- Akurat sekundę przed twoim przyjściem skończyłem zapinać buta.
- To dobrze…- Stwierdziłem i na moment zapadła cisza…- Więc... dobrze się tu czujesz?
- Od „więc" nie zaczynamy zdania! Powtórz pytanie poprawnie!- Świetnie, znowu włączył mu się tryb nauczyciela. Przewróciłem oczami ale posłusznie powtórzyłem.- Bardzo dobrze, ale nie do końca rozumiem o co pytasz.
- No ty i Kakashi…- Mimo woli, wyszczerzyłem się. On z drugiej strony szeroko otworzył ze zdziwienia oczy i gapił się na mnie jak jakiś gupik.
- Skąd wiesz?- Zapytał blady jak pąkle.
- Przecież nie jestem głupi! Wasz stan wczoraj na kolacji był raczej oczywisty…
- Wspaniale, skoro ty się domyśliłeś to król na pewno też . Kakashi pewnie ma teraz z nim rozmowę…- Powiedział załamany, chowając twarz w dłoniach. Tymczasem ja znów ukazałem klawiaturę swoich zębów.
- Pewnie tak… No! To ja idę do Kiby, a ty umyj twarz i idź się z nim spotkać. Do zobaczenia później!
Powiedziawszy to zniknąłem za drzwiami. Wiem, że było to dosyć niegrzeczne, ale nie mam siły słuchać problemów Iruki, gdy sam mam swoje… Poszedłem na koniec korytarza i stanąłem przed drzwiami komnaty Inuzuki. Usłyszałem dziecięcy, wysoki śmiech i długi, zbolały jęk mojego przyjaciela. Otworzyłem szybko drzwi, by zobaczyć co się dzieje. W końcu był ranek, a Kiba narzeka nawet jak budzę go popołudniu. To niemożliwe, żeby już wstał. Poza tym dziecko?! Kiba nie ma i nie lubi dzieci. Skąd u niego dziecko? Wszystkie pytania rozwiały się jak wszedłem do środka. A przynajmniej pytania o dziecko, gdyż owym dzieckiem była księżniczka. Siedząca na taborecie. Przed Kibą siedzącym na łóżku. Czeszącego jej długie, czarne pukle. Stałem tam ogłupiały, moja twarz na pewno wyrażała szok, który właśnie przeżyłem. Na dźwięk otwieranych drzwi odwrócili się w moją stronę i roześmiali się na mój widok. A przynajmniej Kiba bo Nami cicho chichotała. Otrząsnąłem się z tego dziwnego zawieszenia, którego doznałem kiedy ich zobaczyłem i usiadłem koło bruneta na łóżku. Westchnąłem i znów spojrzałem na tą dwójkę.
- Co robicie?- Zapytałem szczerze zaciekawiony.
- Nami poprosiła mnie o uczesanie.- Pogłaskał ją po włosach.- Usłyszała jak mówiłem królowej, że kiedyś czesałem ciebie i twoje koleżanki.
- Tak! Nie wiedziałam, że miałeś kiedyś długie włosy!- Podchwyciła zachwycona Nami. Boleśnie jęknąłem przypominając sobie moje długie złote pukle, które zapuszczała mi matka, bo mówiła że zawsze chciała mieć córkę. Spojrzałem wymownie na Kibę, a ten tylko uśmiechnął się szelmowsko.
- O tak, to były najpiękniejsze włosy w królestwie. Niestety później mu się coś odmieniło.
- Ty się odmieniłeś.- Warknąłem.- Zmień temat, Kiba, dobrze ci radzę.
- Dobra, dobra, po co te nerwy?- Zapytał retorycznie, wracając do szczotkowania włosów Nami. Dziwię się, że w ogóle zaczął ten temat. Dobrze wie, że nie lubię wspominać okresu, w którym umarła moja matka. Westchnąłem i przypomniałem sobie po co tutaj w ogóle przyszedłem.
- Nami, wybacz, ale muszę na chwilę zabrać od ciebie Kibę. Poczekaj na nas chwilę, dobrze?- Powiedziałem i pociągnąłem bruneta za sobą za drzwi, a potem do wolnej komnaty obok jego własnej.
- Oi, Naruto, co z tobą syreno?!- Wydarł się, gdy tylko drzwi się za nami zamknęły i go puściłem. Staliśmy w dobrze oświetlonej przez słońce komnacie, więc na pewno zobaczył rumieniec wpełzający mi na policzki.
- Pocałowałem Sasuke.- Wyrzuciłem z siebie. Już po wszystkim. I nawet czuję się lepiej. A raczej czułbym się gdyby Kiba nie patrzył na mnie takim niedowierzającym i zaskoczonym spojrzeniem.
- Powtórz, co zrobiłeś?!- Wybąkał, gdy w końcu otrząsnął się trochę z szoku.
- Pocałowałem.- Przyznałem nieśmiało i spuściłem wzrok. Nagle cała moja pewność siebie wyparowała. Spojrzałem na niego jeszcze raz i zobaczyłem otwarte w zdumieniu usta. Znów spłonąłem rumieńcem i zacząłem się tłumaczyć.- Znaczy on mnie pierwszy pocałował, a ja oddałem, ale później ja go pocałowałem i… i… ale było tak pięknie Kiba! Te świece dookoła nas i gwiazdy! I on był taki piękny oświetlony ich blaskiem! I dopiero wtedy uświadomiłem sobie co do niego czuję, wtedy gdy mnie pocałował..
Skończyłem, a Inuzuka patrzył na mnie tępo.
- Kiba, musisz mi powiedzieć co teraz?! Ja nie wiem co ja mam robić!- Zacząłem potrząsać go za ramiona, aż odepchnął mnie lekko od siebie.
- Spokojnie, raaaany!- Powiedział, patrząc mi prosto w oczy.- Wprawdzie przyznałem Mikoto, że do siebie pasujecie, ale co do cholery cię napadło Naruto?! Pamiętasz kim on jest? To człowiek. A pamiętasz kim ty jesteś? Syreną! To jest skazane na niepowodzenie od samego początku! Poza tym, ty możesz mieć każdego! Wszystkie panny w Uzu wzdychają do ciebie! Nawet na mnie nie zwracają uwagi! Już nie mówiąc o tym, że twój król to buc!
- Kiba!- Krzyknąłem z wyrzutem. Nie myślałem, że aż tak zareaguje. Szczerze mówiąc myślałem, że będzie zaskoczony ale mi pomoże.
- A czego oczekiwałeś? Wiesz, że nie lubię tego drania. Poza tym angażujesz się w coś, co będziesz musiał zerwać jak tylko umowa zostanie rozwiązana.
- Jak umowa, do cholery? Gadasz o niej od początku, a ja nie wiem nawet o co chodzi!- Krzyknąłem. Naprawdę zaczął mi już działać na nerwy. O czym on gada? Pierdolca można dostać z tym kretynem!
- Twoja umowa, idioto! Z czarnoksiężnikiem!- Wydarł się, a ja zamrugałem.
- Co z nią?
- Ty mi lepiej powiedz!- Znów krzyknął. Naprawdę miał paskudny wyraz twarzy, gdy się wściekał.- Na Księżyc, Naruto! Powiedz, że przeczytałeś ten świstek pergaminu!
- Oczywiście…- Dalej patrzył na mnie wściekle, a ja westchnąłem i spuściłem głowę ze wstydu i swojej głupoty.- … że nie…
- NARUTO!- Wrzasnął i rzucił się na mnie, powalając mnie na ziemię i siedząc na mnie.
W pewnym momencie jego pięść zderzyła się z moim nosem. Wystarczająco mocno, by chrupnęło. Zanim zdążyłem się zorientować, druga pięść z taką samą siłą wylądowała w tym samym miejscu co poprzednia. Przynajmniej naprostował mi nos… I nie powiem, należało mi się…
- Kiba, uspokój się, do cholery!- Powiedziałem w końcu i zepchnąłem go ze mnie. Obaj dyszeliśmy ciężko jak po wyścigach dookoła Uzu kilka lat temu. Wstaliśmy i brunet odwrócił się do ściany. W tym czasie ja użyłem moich mocy do uleczenia tego złamania. Należało mi się czy nie, ale kiedyś się odwdzięczę.
- KURWA!- Nagle krzyknął Inuzuka i z całej siły uderzył pięścią w kamienną ścianę. Zwiesił głowę i zacisnął oczy w bezsilnej wściekłości. Kretyn, najpierw mi łamie nos a potem sobie palce w prawej ręce… Podszedłem do niego i odwróciłem go do siebie biorąc jego dłoń między swoje i lecząc ją.
- Wybacz… Wiem, że postąpiłem głupio…- Przyznałem się i uwolniłem jego rękę, łapiąc go swoją za podbródek i zmuszając go by na mnie spojrzał.- … ale to jest jeden z wielu takich przypadków. Coś się wymyśli, zawsze tak było. Pamiętasz? Tylko ty i ja.
Wreszcie na mnie spojrzał pełnymi desperacji oczyma. Nigdy nie widziałem u niego takiego wyrazu twarzy. Wreszcie po kilku sekundach przerażającej ciszy, która wydawała się dla mnie godzinami, położył mi dłonie na ramionach, przyciągnął do siebie i oparł swoje czoło o moje.
- Tak, Naruto. Pamiętam…
Powiedziawszy to pocałował mnie w czoło i wyszedł. Skoro pocałował to wybaczył, prawda? Ale mimo to coś go gryzie i muszę dowiedzieć się czym to jest. Podążyłem za nim, ale zatrzymałem się na korytarzu. Postanowiłem iść nad morze, na skałę na której śpiewałem, by uspokoić wzburzoną taflę wody. Usiadłem i ukryłem twarz w dłoniach. Nagle poczułem wodę spływającą mi po policzkach, ale nie interesowało mnie to, zbyt okropnie się czułem. Parę godzin później, gdy słońce było już w zenicie, przyszedł Sasuke. Ku mojemu zaskoczeniu nie zaczął zadawać pytań tylko usiadł koło mnie obejmując mnie ramieniem. Przytuliłem się do niego mocniej i woda znów zaczęła płynąć po mojej twarzy, niknąc w jego kaftanie. Siedzieliśmy tak jakiś czas. W jego obecności wszystko było łatwiejsze. W jego obecności nie wstydziłem się swojego stanu. W jego obecności wszystkie moje obawy zniknęły. Starłem wodę z oczu i spojrzałem w górę, na niego. Patrzył na mnie z niepokojem i troską w tych swoich twardych, czarnych oczach. Pocałował mnie w czoło i przytulił mocniej. Siedzieliśmy tak do wieczora obserwując morze, horyzont, zachód słońca i wreszcie gwiazdy. Bardzo podobnie jak poprzedniej nocy, ale od tego czasu wszystko się zmieniło. Oprócz Sasuke, on wydaje się jedynym niezmiennym punktem przez ostatnie dziesięć lat. Najpierw w moim umyśle, a teraz tu, przy moim boku. W końcu wstał i pomógł mi się podnieść z ziemi. Królewskim gestem otrzepał się z ziemi, a potem popatrzył na mnie. Uśmiechnął się lekko na mój widok i wyjął chusteczkę zza kamizelki zarzuconej na kaftan.
- Jesteś cały umorusany ziemią- Powiedział podczas wycierania mojej twarzy kawałkiem bawełny.- I opuchnięty od płaczu.
- Więc ta woda ma nazwę, huh?- Zapytałem słabo, drżącym głosem.
- Owszem i nigdy więcej nie chcę jej widzieć na twojej pięknej twarzy, rozumiesz?- Odpowiedział, patrząc mi prosto w oczy.- Chcę cię widzieć szczęśliwego, śmiejącego się i mającego na twarzy głupkowaty uśmiech jak zwykle.
- Wybacz, Sasuke.- Zwiesiłem głowę. Brawo Naruto, teraz jeszcze jego zawiodłeś! O jednak roześmiał się cicho co sprawiło, że spojrzałem w jego oczy.
- Nie mam czego Naruto. Po prostu płacz do ciebie nie pasuje, nie mówiąc o tym że byłem dosyć… niespokojny, gdy zobaczyłem cię skulonego na klifie jak zbitego psiaka.
Nic nie odpowiedziałem, tylko złapałem jego dłoń. Po chwili zaczął nas prowadzić w stronę zamku. Weszliśmy do jego prywatnego salonu, gdzie czekała na nas kolacja postawiona na małym stole ustawionym pośrodku pomieszczenia. Zasiedliśmy do posiłku, gdzie zdecydowałem się powiedzieć Sasuke co się stało i podziękować za to, że przez cały dzień chociaż raz nie próbował na mnie wymusić tłumaczeń. Po całej historii odłożył sztućce, oparł głowę na dłoniach i spojrzał na mnie uważnie.
- Było to dosyć nierozsądne Naruto, nie będę się sprzeczać tym temacie. Jednakże Inuzuka nie miał prawa naskakiwać tak na ciebie i obrażać się jak panna!- Powiedział oburzony.
Nie wspomniałem o łamaniu nosa, gdyż mimo wszystko Kiba jest moim najlepszym przyjacielem i nie chcę go martwego. A z tego co Sasuke mówi i jak zachowuje się już od początku mojego pobytu wynika, że jest w stosunku do mnie trochę zbyt… opiekuńczy.
- Chociaż, mówiąc szczerze, już wiem dlaczego Inuzuka biegał po zamku i ogrodach jak opętany, krzycząc że nie może cię znaleźć i że cię zabił. Gdy to usłyszałem, natychmiast przyłączyłem się do jego poszukiwań. Oczywiście nic o tym nie wiedział.
- Oczywiście.- Uśmiechnąłem się lekko na jego arogancki wyraz twarzy. Sasuke patrzył na mnie z radością.- Co?
- Nic się nie stało. Po prostu podziwiam twój piękny uśmiech. Cieszę się, że wraca.- Powiedział, a ja spłonąłem rumieńcem.- Nie możesz tak robić, podstępna syreno. Nazbyt kusisz zwykłego śmiertelnika.
- Przestań.- Moje policzki stały się jeszcze bardziej gorące.
Czy on musiał mówić takie zawstydzające rzeczy, akurat gdy nie miałem siły się przed nimi bronić? Wstałem od stołu podszedłem do kominka. Stał na nim przeźroczysty wazon z kwiatami, więc zacząłem się bawić wodą. Po chwili, nie przerywając zabawy usłyszałem jak Sasuke wstaje. Podszedł do mnie i od tyłu objął mnie w pasie, całując w skroń.
- Pozwolisz mi skraść sobie jeszcze jeden pocałunek, zanim rozejdziemy się do komnat?- Zapytał, a ja tylko przytaknąłem ruchem głowy.
Całował mnie tak jakby miał mnie jutro stracić, a i ja w pocałunek przelałem całą swoją rozpacz, smutek i desperację. Chwilę później z żalem rozeszliśmy się do swoich sypialni.
Po spojrzeniu na zegar odczytałem, że została godzina do północy. Nie chcąc budzić służek, sam przebrałem się w koszulę nocną i położyłem się spać.
Pierwsze co zobaczyłem po przebudzeniu to brązowa czupryna. Przetarłem oczy myśląc, że sen jeszcze nie opuścił moich powiek, ale dalej były te same ciemne włosy przyczepione do tej samej głowy. Kiba leżał obok mnie na łóżku pochrapując i śliniąc mi poduszkę. Ze zniesmaczonym wyrazem twarzy dźgnąłem go dość mocno w ramię, na co natychmiast się poderwał i przybrał pozycję gotowości do ataku. Gdy zobaczył, że nic mu nie grozi spojrzał w bok, prosto na mnie.
- Naruto…- Wyszeptał w szoku jakby zobaczył ducha. Spojrzałem na niego z miną „A kto inny, kretynie?".- NARUTO!- Wydarł się w końcu i rzucił się na mnie tak, że z pozycji siedzącej znów znalazłem się w pozycji leżącej z jego wielkim, ciężkim cielskiem zgniatającym mi płuca i oczami wielkimi i niewinnymi jak u małej ośmiornicy.- Już nigdy mnie tak nie strasz i nie chowaj się nie wiadomo gdzie! Idioto, ja wczoraj cały dzień odchodziłem od zmysłów! Pokaż się!- Zaczął zaglądać mi pod koszulę i do uszu.
- Ej! Kiba, przestań.- Protestowałem, ale mnie nie słuchał.
- Na szczęście nie jesteś ranny! Stary, wybacz ten nos! Wkurzyłem się trochę za bardzo! Uleczyłeś go tak? I dzięki za rękę, chociaż wiem, że nie zasłużyłem. Stary, jak ja się martwiłem o moje małe książątko!- Zaczął paplać bez ładu i składu, nagle rzucając się na mnie jeszcze bardziej i miażdżąc mi płuca w morderczym uścisku. Najpierw chciałem go opieprzyć, ale zdałem sobie sprawę, że najwyraźniej on też miał ciężki dzień, skoro wlazł mi do łóżka. Oddałem uścisk i potargałem go po tych roztrzepanych włosach.
- Nie ma sprawy, Kiba. Jesteśmy kwita…- Odpowiedziałem i uśmiechnąłem się promiennie, czując jak ogarnia mnie wielka ulga.
Po chwili zepchnąłem go ze mnie śmiejąc się przy tam i wyzywając od grubasów. Naprawdę miło było być znowu sobą. Nagle spoważniałem i spojrzałem na niego.
- A teraz mów o co chodzi z tą umową.
- Dokładnie nie wiem, ale twój ojciec wspominał. Wygląda na to, że Czarnoksiężnik daje jakieś podstępne umowy do podpisania takim mało rozgarniętym duszyczkom jak ty, które ich nie czytają.- Powiedział ze śmiechem, a ja się skrzywiłem.- W każdym razie ojczulek dał nam twój zapasowy diadem i kazał ci go wsadzić na głowę jak wszystkie warunki w umowie będą spełnione lub wyeliminowane. Zmieni cię on z powrotem w syrenę, a razem z tobą my wrócimy do normalnej postaci. Tylko wydaje mi się, że Minato nie przewidział, że nie znasz tych warunków. Między innymi dlatego się zdenerwowałem.- Powiedział patrząc mi w oczy.- Brak wiadomości o misji oznacza dłuższą misję, a ja naprawdę tęsknię za oceanem. Nie jestem stworzony do życia tutaj, na lądzie.
- Przepraszam, Kiba.
- Nie musisz.- Odpowiedział z lekkim uśmiechem, ale zaraz potem wyszczerzył się i złapał moją dłoń w swoją, dalej patrząc mi prosto w oczy.- Coś się wymyśli, zawsze tak było. Tylko ty i ja.
Na te słowa znowu poczułem płacz w oczach. Muszę zapytać Sasuke, czy możliwe jest by płakać ze szczęścia i ulgi…
- Tylko ty i ja.- Odpowiedziałem, przytulając go mocno.
