Witajcie z powrotem! Pamiętacie mnie jeszcze? Mam nadzieję, że tak bo ja Was oczywiście! Wracam z nową notką, krótką i skupiającą się głównie na relacji Naruto i Gaary ale nie tylko! :D Notka ma zapewne wiele błędów, ale musicie mi wybaczyć, ponieważ od trzech dni leżę w łóżku z gorączką. Oczywiście spadła na tyle by mnie natchnęło, ale i tak proszę o wyrozumiałość!
Charlotte~~
- Wiesz, że teraz jestem z Saiem?- zapytałem od razu, gdy zamknęły się drzwi.
-Dwa miesiące temu ci to nie przeszkadzało.- przybliżył się do mnie.
- Bo wtedy się pokłóciliśmy i myślałem, że między nami już koniec!- krzyknąłem, ale zaraz wziąłem głęboki wdech i wydech.- Gaara, wiesz że bardzo cię lubię i w łóżku jest po prostu super, ale tak jak mówiłem ci pierdylion razy: TO NAM SIĘ NIE UDA!
- Naprawdę nie rozumiem co mogłoby się udać w związku dwóch kochających się facetów. Przecież nie jesteśmy dziewczynami by tęsknić do siebie po dwóch godzinach.
- Może cię to zdziwi, ale ja tęsknie po dwóch godzinach jak kogoś kocham.- westchnąłem.- Poza tym, jak ty sobie to wyobrażasz? Jeszcze związek na odległość rozumiem, ale gdyby któryś z nas by się oświadczył temu drugiemu? Nie wyobrażam sobie opuścić Konohy i mam wrażenie, że i ty nie chcesz porzucać rodziny w Sunie ani pozycji Kazekage. Najlepiej będzie jeśli pozostaniemy przyjaciółmi.- podszedłem do niego i uścisnąłem- Przecież wiesz, że zawsze cię kochał, ale niestety nie w ten sposób.
- Naruto?
- No?
- Jesteś najgorszy… -powiedział wtulając nos w moją szyję.
- Jestem szczery i wiem, że podzielasz moje zdanie.- odpowiedziałem i odsunąłem się od rudowłosego. Spojrzałem w jego jasnoniebieskie oczy i uśmiechnąłem się.- Ale i tak śpicie u mnie.
- Tylko ja.- odwzajemnił uśmiech.
- No oczywiście, zapomniałem. Temari do Nary, a Kankuro do tej farmerki?
- Zgadza się.- odpowiedział, ale nagle posmutniał.- A Uchiha?
- Cóż, na jego nieszczęście trafi z tobą do mnie. Tylko się nie zabijcie, proszę…- zrobiłem słodkie oczka.
- Naru…- zmieszał się.- Wiem, że nie mieliśmy tego kontynuować ale nie będę mógł się powstrzymać , jeśli będziesz robił takie miny…- potarł twarz dłońmi i zakrył ją nimi.- Ale dobrze… zrobię to dla ciebie jeśli tego pragniesz.
- Dziękuje.- powiedziałem z wdzięcznością.- KAI!
Jutsu się zwolniło i wyszedłem z pomieszczenia, słysząc kroki podążającego za mną Gaary. Przed wyjściem z pokoju na korytarz, zatrzymałem się i uśmiechnąłem pod nosem. Mówiłem, żeby nie podsłuchiwać, a oni jak zwykle nie posłuchali. Otworzyłem zamaszyście drzwi i drwiąco uniosłem brew na widok przede mną. Na środku korytarza, związani przed niewidoczne linki czakry, siedziało rodzeństwo no Sabaku i, ku mojemu zdziwieniu, Sasuke. Uśmiechnąłem się wrednie.
- Jestem zdziwiony widząc cię pod tymi drzwiami, Sasuke. Może jednak przejmujesz się starym przyjacielem?
- Nie pochlebiaj sobie, Usuratonkachi. Po prostu ta kretynka od wiatru mnie tu zaciągnęła.
- Zważaj na słowa Uchiha!- krzyknęła Temari.- Po prostu Shika zasnął w środku rozmowy a samemu z Kankuro jest nudno. Ciągle opowiada o tych swoich laleczkach…- wydęła usta, a ja widząc szykującego ripostę najstarszego no Sabaku szybko odpowiedziałem.
- Jakbyś nie znała Shikamaru. Chciałem wam powiedzieć, że Gaara i Sasuke śpią dzisiaj u mnie, a wy macie wolny wybór. A skoro jeszcze jest…- spojrzałem na zegarek.- … wcześnie to sobie tutaj posiedzicie, aż skończę wypełniać papiery.- powiedziałem i rzuciłem szybkie jutsu bariery wokół nich, która całkiem przypadkiem była niewidzialna, niewykrywalna i dźwiękoszczelna.
- To ja pójdę już do domu. Coś przy okazji kupię, więc daj klucze.- powiedział Gaara, a ja prychnąłem.
- Naprawdę myślisz, że Hokage ma dom zabezpieczony tylko zamkiem na klucz?- zaśmiałem się.- Ale idź, Kiba cię wpuści.
- Kiba?
- Ostatnio wstąpił do ANBU, więc uczyniłem go moim osobistym ochroniarzem co, z niewiadomych mi powodów, bardzo go ucieszyło. Włóczy się za mną wszędzie, więc pewnie właśnie mnie słyszał i jest już w drodze, by wszystko przygotować.
- Hai, hai…- ustąpił.- Kiedy wrócisz?
- Gaara, odsuń się.- poprosiłem, bo objął mnie za szyję.- Pamiętaj co ci mówiłem, a poza tym mógłbyś pamiętać, że bariera jest niewidzialna dla nas, a oni w środku wszystko widzą.- popatrzyłem kątem oka w stronę uwięzionych shinobi.
- Znowu mnie odrzucasz…- powiedział smutno, ale odsunął się.
- Gaara…- dobra, teraz to zaczynałem czuć się winny.
- Nie przejmuj się.- uśmiechnął się smutno.- Przez Uchihę i tak by nic z tego dzisiaj nie wyszło.
- Masz rację.- odpowiedziałem zgodnie z prawdą i zaraz porem objąłem go ramieniem i wyszczerzyłem się.- Chodź, odprowadzę cię do końca korytarza, a potem ochrzanię Shikę za spanie.
- Wiem, że i tak tego nie zrobisz, więc nie ściemniaj.- rzekł kpiąco.
- Hmmm…- udałem zamyślonego.- No nie.
- Wiedziałem.- zaśmiał się. Szliśmy powoli, aż do schodów na niższe i wyższe piętro.- W każdym razie dziękuję. I za nocleg, i za szczerość, chociaż nie obiecuję że nie będę do ciebie startował jak zwolni się miejsce.- mrugnął do mnie, a ja roześmiałem się.
- Próbuj, skarbie, próbuj.- wytknąłem mu język i odwróciłem się na pięcie.
- Do zobaczenia w domu!- zawołał za mną. Tylko przewróciłem oczyma i nie odwracając się, podniosłem dłoń do góry w geście pożegnania.
Wróciłem do gabinetu i ku memu zdziwieniu Shikamaru nie spał tylko szukał czegoś zawzięcie w papierach. A właściwie moim prywatnym mini archiwum ukrytym za jedną ze ścian w wypadku najazdu. Tak był pochłonięty, że nawet nie zauważył mojego wejścia. Oparłem się o futrynę i postanowiłem czekać. W końcu po piętnastu minutach nie wytrzymałem i odchrząknąłem. Reakcja była natychmiastowa. Nara wyprostował się i stanął sztywno.
- Hokage- sama… znaczy Naruto…- poprawił się widząc moją minę.- Długo tam stoisz?
- Będzie z piętnaście minut. Czego tak szukałeś? Nie, żebym miał coś przeciwko, ale Temari była przekonana, że śpisz…
- Udawałem, żeby wypaść z tego durnego pomysłu podsłuchiwania. Za bardzo męczące…- skrzywił się, a ja zachichotałem.
- Tak, można się było tego spodziewać po tobie.- odpowiedziałem wciąż chichocząc.- Ale przerzucenie całego archiwum do góry nogami nie jest do ciebie podobne.
- Po ich wyjściu przypomniałem sobie, że mój ojciec kiedyś wspominał o karach w ramach amnestii dla więźniów skazanych na karę śmierci. Podobno to projekt Sandaime, który nigdy nie był zrealizowany.
- Mów dalej…
- Pomyślałem, żeby go przejrzeć i jeśli będzie to coś godnego uwagi, przedstawić tobie jako test lojalności dla Taki.
- Tak, to naprawdę świetny pomysł Shika i jeśli chcesz możesz go użyć.- pytająco uniósł brew.- Już tłumaczę.- powiedziałem i odchrząknąłem.- Szczerze mówiąc, chciałem tobie powierzyć wymyślenie testu dla Taki.
- Nie chcesz brać w tym udziału?- zapytał z powątpieniem.- Wydawało mi się, że chciałbyś uczestniczyć w sądzie twojego dawnego przyjaciela.
- Och?- zdziwiłem się.
- Sasuke.- wyjaśnił patrząc na mnie jak na kretyna.
- Ach, ale dla Sasuke mam swój własny test, który zacznie się dwa dni przed tym dla Taki a ty sam dowiesz się o jego szczegółach dopiero trzy dni przed terminem. Wybacz, ale muszę zachować wszelkie środki ostrożności, poza tym zdziwienie twoje i wszystkich pozostałych jest tego warte.
- Nie rób głupot. Pamiętaj o stanowisku.
- Pamiętam, pamiętam, ale każdemu należy się odrobina rozrywki. Zgadzasz się na taki układ?- zapytałem promiennie, a on westchnął cierpiętniczo.
- Jak dla mnie to nie jest układ tylko zwalanie czarnej roboty na mnie…
- Ale możesz się nie zgodzić.- uśmiechnąłem się pocieszająco.
- Nie mogę. Razem z tą pozycją wiążą się pewne obowiązki.
- Świetnie!
- Taa… wspaniale.- odpowiedział Shikamaru, ale nie podzielał mojego entuzjazmu.
- Zobacz jak to późno się zrobiło! Już prawie 23.00!- wykrzyknąłem zaskoczony.- Trzeba pójść po podsłuchiwaczy! Temari nocuje u ciebie, czy mam przygotować kolejny pokój?
- Nocuje u mnie.
Skinąłem głową i obaj wyszliśmy z gabinetu. Po chwili bariera była zdjęta, a linki rozwiązane. Sasuke na wejściu obdarzył mnie wiązanką soczystych „komplementów", a Kankuro i Temari też nie byli zadowoleni. Po ich wysłuchaniu, zgarnąłem Sasuke pod ramię i teleportowałem nas na maksymalną odległość, która była możliwa przy zwykłym jutsu teleportującym. Szliśmy jeszcze chwilę i stanęliśmy pod bramą mojego domu. Gdy wchodziłem do środka, pomyślałem jeszcze chwilę o Shikamaru, którego zrobiło mi się nagle żal. Martwi się, troszczy i pilnuje mnie a ja mu taki numer wytnę. Do tego wprowadzę chaos i bałagan, który z pewnością będzie dla niego „kłopotliwy". Lekko się uśmiechnąłem. Będę musiał później za wszystko przeprosić Shikamaru i innych. Ale to odbędzie się tylko wtedy, gdy Sasuke zda swój test…
