MandyGrimm dzięukuję za pochlebną recenzję i liczę na kolejną! mam nadzieję, że rozdział Ci się spodoba! ;D
Miłego czytania
Charlotte~~
Na samym wejściu poczułem zapach zupy miso. Mmmm… Gaara pewnie przygotował nam obiad. Mam nadzieję, że pamiętał o Sasuke. Inaczej wszyscy obejdziemy się smakiem. Może i Sasuke jest podejrzany ale nie zwalnia to nikogo z bycia miłym wobec niego. Nie pozwolę jeść innym i sobie jeśli dla wszystkich nie będzie porcji. Zdjąłem szybko sandały i pobiegłem do kuchni z szerokim uśmiechem na ustach. Rzuciłem się na Gaarę od tyłu, zarzuciłem mu ramiona na szyję i zajrzałem przez ramię do garnka. Wyglądało jeszcze lepiej niż pachniało!
Wszedłem za tym młotem do środka i zaskoczył mnie tłusty zapach jego ulubionego dania. Podejrzewałem, że to ten rudowłosy kretyn. Zmrużyłem oczy, gdy zobaczyłem jak Usurantokachi radośnie podskoczył i pobiegł do kuchni. Od pojawienia się rudego w gabinecie wiedziałem, że coś jest grane, a upewnił mnie ten uścisk na korytarzu, gdy siedziałem za barierą. Dalej jestem wkurzony na Dobe za zamknięcie mnie tam! Niestety teraz musiałem pilnować, żeby no Sabaku za bardzo nie zbliżał się do Naruto. Już i tak martwi mnie ta nędzna podróba mnie z Korzenia. Nawet nie patrząc na moje durne sny, to nie pozwolę by ta podróbka zajęła moje miejsce gdziekolwiek! I wcale nie chodzi o to, że czuję jakiś fizyczny pociąg do młota! Podążyłem smętnie za blondynem do kuchni i zobaczyłem jak rzuca się na plecy Kazekage i wtula ten blond, pusty łeb w jego szyję obrośniętą rudymi kłakami. Zazgrzytałem zębami czułem jak krew się we mnie zagotowała. Czy on nie zdaje sobie sprawy, że taki gest dzieli się tylko z kochankiem i nawet nie z nim jeśli tym kochankiem nie jestem ja?! Kurw… CO?! Wróć! Tylko z kochankiem. Jak mówiłem Usuratonkachi nie pociąga mnie w żaden możliwy sposób! Podszedłem do nich i brutalnie odciągnąłem go od tego Kazekage od siedmiu boleści. Posadziłem go przy stole i sam usiadłem naprzeciwko odprowadzony wściekłym i zdziwionym spojrzeniem.
- Hej teme! Co ty, do diabła, wyprawiasz?- krzyczał na mnie wkurzony Naruto, podczas gdy ja tylko posłałem mu jedno z tych spojrzeń zamknij-się-do-cholery-i-siedź-na-miejscu.
- Nie mam ochoty patrzeć jak obściskujesz się z no Sabaku.
- A co zazdrosny?- uśmiechnął się bezczelnie.
- O ciebie czy o niego?
- HA! Czyli przyznajesz, że jesteś zazdrosny?
- Nie. Pytam, żeby odpowiedzieć ci dlaczego nie jestem zazdrosny o żadnego z was.- kłamałem. Ale oni nie muszą o ty wiedzieć.
- Głównym powodem jest chęć odbudowania klanu?
- Czyli jednak potrafisz myśleć bez pomocy Nary? To znacznie ułatwi sprawę.
- Teme! Pamiętaj, że to czy zostaniesz czy nie zależy głównie ode mnie!
Zignorowałem go i w ciszy czekałem na no Sabaku i obiad. A właściwie pierwszą rzecz, którą będę jeść od dwóch dni… W czasie posiłku obaj Kage raczyli się jeszcze ze mną pokłócić, a potem blondyn pokazał mi mój pokój. Przyzwoity. W ciemniejszej szacie kolorystycznej niż reszta domu. Zresztą, każdy kolor lepszy niż ten przeklęty pomarańcz! Rozebrałem się do bokserek i zasnąłem.
Kolejny tydzień minął szybko. Następnego dnia po mojej przeprowadzce, gdy zszedłem na dół, do kuchni, nie zastałem ani rudego ani blond łba. Za to na stole znalazłem kartkę informującą mnie, że pozostali Kage przybyli i obaj z „Gaarą" są na spotkaniu i nie wiadomo ile to potrwa. Tym lepiej dla mnie, miałem cały dom dla siebie i wszystkie małe, brudne sekreciki Rokudaime. W pierwszej chwili poszedłem do jego sypialni ale nie znalazłem nic interesującego poza stringami i tubką lubrykanta. Podobnie w pozostałych pomieszczeniach. Tak spędziłem tydzień- przeszukując dom Rokudaime, nawiasem mówiąc dziwi mnie, że żaden z ANBU strzegących domu nie zareagował na nukenina grzebiącego w osobistych rzeczach Szóstego, i czekaniu na powrót młotka. Taaa, Usuratonkach nie wracał przez cały tydzień i powoli zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem Raikage nie zrobił z jego twarzy jesieni średniowiecza. Tak to trwało, aż jedenastego dnia postanowiłem iść do biura blondyna. Oczywiście, właśnie wtedy ANBU musiało się mną zainteresować. Wychodziłem przez drzwi wejściowe, gdy jeden z nich zagrodził mi wyjście.
- Z drogi!- warknąłem.
- Do środka, Uchiha.- powiedział spokojnie, ale stanowczo.- Rozkaz Rokudaime.
- Jakbyś nie zauważył twojego Rokudaime nie ma w domu od ponad tygodnia.- zmroziłem go wzrokiem.
- Jest na spotkaniu z innymi Kage.
- Przez jedenaście dni?
- Były spotkania dłuższe niż to.- dłuższe?! Czy on sobie jaja ze mnie robi?! W tym momencie obok niego zmaterializował się inny członek drużyny ochraniającego Hokage. Zaczął szeptać coś na ucho temu pierwszemu, który zmrużył swe brązowe oczy ukryte pod maską. Następnie odsunął się gwałtownie.- Możesz iść. Hokage cię oczekuje.
Uśmiechnąłem się z wyższością i pobiegłem do budynku administracyjnego. Po drodze spotkałem Sakurę krzywiącą się na mnie, która wskazała mi drogę do pokoju konferencyjnego na drugim piętrze. Zapukałem, po czym wszedłem i ujrzałem trójkę Kage patrzącą na mnie z powątpieniem i niedowierzaniem. Kazekage przeszywał mnie spojrzeniem i uważnie obserwował. Tylko ten blond młot patrzył na mnie z ciepłem w błękitnych oczach.
- Wezwałem cię Sasuke, by powiadomić cię o terminie twojego testu. Nasza piątka zgodnie uzgodniła, że odbędzie się to za cztery dni od dzisiaj czyli we wtorek. W dalszym ciągu chcesz udowodnić swoją niewinność i lojalność i poddać się próbie?
- Nie zmieniam myśli, gdy robi się trudno.- odpowiedziałem chłodno.
- Świetnie. Na tą chwilę zostaniesz poddany aresztowi domowemu, a po rozpoczęciu testu zostaniesz przeniesiony gdzie indziej. Teraz proszę o opuszczenie zebrania i powiadomienie Sakury oraz Shikamaru, że mogą wejść.
Po wyjściu Sasuke, odwróciłem się tyłem do reszty Kage i spojrzałem przez okno. Taki mój zwyczaj. Po prostu lubię patrzeć na wioskę, na jej spokojnych mieszkańców i moich przyjaciół cieszących się życiem.
- Jesteś pewien swojego planu?
- Nie musisz się o to martwić Mizukage. Jest dopracowany w szczegółach i całkowicie bezpieczny.
- Uważam, że nie jest wystarczający dla wykazania lojalności zdrajcy.
- Zgadzam się ze staruchem! Żądam wykonania wyroku lub pozwolenia mi wymyślenia odpowiedniego testu!
- Raikage, Tsuchikage proszę o spokój! Zgodnie z naszą umową, ten kto złapie nukeniuna, ten może go ukarać nawet bez zebrania naszej piątki. Robię to tylko z szacunku do was.- zmarszczyłem brwi dalej odwrócony od wszystkich.
- Zgadzam się z przedmówcami. To zbyt niebezpieczne.
- Już podjąłem decyzję, Gaara. Nie zmienisz jej.
- Co jeśli Uchiha okaże się zdrajcą po raz kolejny?!
- Wtedy podacie mi antidotum, a nim zacznie działać złapiecie go i poczekacie na mój powrót do normalnośći. Wtedy będziemy głosować. Jednakże prosiłbym o nie zniszczenie wioski, Raikage.
- Mamy walczyć z Uchihą?
- Chyba jeden nukenin nie jest wyzwaniem dla czwórki Kage i byłej Hokage, jednej z Sanninów?- pytanie retoryczne. Jednak poskutkowało. Mogłem powiedzieć po ciszy, która zapanowała.
- Hokage ma rację, Mizukage. Uchiha nie powinien być żadnym wyzwaniem.- zamyślił się Tsuchikage.- Jednak jeśli będzie musimy zająć go przynajmniej godzinę zanim Hokage wrócą siły.
- Dlaczego dowiadujemy się teraz, że w akcji bierze udział Tsunade no Hime?!
- Spokojnie Raikage!- wtrącił Kazekage.
- Ona sama jeszcze tego nie wie. Czekamy właśnie na moją prawą i lewą rękę, których poproszę,by były tak uprzejme i stały się ustami na jedno popołudnie. Oni przekażą radosną nowinę babci.
- Nie powinieneś sam tego zrobić?- parsknąłem śmiechem i odwróciłem się w stronę Mizukage. Doprawdy, kobiety są takie naiwne.
- Nie mam życzenia śmierci, a wiem że Haruno i Nara wyjdą z tego cało.- w tym momencie usłyszałem pukanie do drzwi.- Wejść!
- Chciałeś nas widzieć Naruto.- powiedziała różowo włosa, lekko się kłaniając.
- Owszem. Proszę, powiedzcie co was tak długo zatrzymało.
- Shikamaru znalazł nowe miejsce na drzemkę.- powiedziała oskarżającym tonem.
- Ach, rozumiem.- zachichotałem.- Usiądźcie.
- O co chodzi?
- Test Sasuke odbędzie się za cztery dni, Taki za sześć. Mam nadzieję, że już wymyśliłeś odpowiednie zadania, Shikamaru.
- Owszem, Hokage.
- Świetnie. Nadzorować je będzie Raikage, Kazekage i Mizukage. Obawiam się, że staruszek Tsuchikage nie może z nami zostać jeśli się nie mylę, prawda?
- Owszem. Sprawy wioski wzywają mnie do natychmiastowego powrotu.
- Świetnie, dlatego przejdźmy do rzeczy.- odchrząknąłem.- Zaraz przedstawię wam plan testu, który mam dla Sasuke, jednak prosiłbym o nie przerywanie mi.
- Oczywiście.- powiedział znudzony Shikamaru.
- Postaram się.- odpowiedziała Sakura.
- Za cztery dni od teraz dokładnie o 10.00 wypiję zawartość tej butelki, w moim domu. –postawiłem przed nimi czarno-czerwoną butelkę, wielkości flakoniku perfum.- Tobie i Kibie, Shika, powierzam przygotowanie go odpowiednio do moich ówczesnych potrzeb. Sakura będzie odpowiedzialna za medyczne wsparcie oraz podanie kolejnej dawki mikstury.- tym razem na stole znalazł się ciemnozielony flakonik.- Ma zostać ona podana, jeśli wszyscy obecni w tym pokoju oraz przywódca korzenia, Sai, i Obaachan zgodzą się, że Sasuke przeszedł pomyślnie pierwszą część. Rozumiecie mnie?
- Hai.- odpowiedzieli razem.
- Świetnie. Teraz ta część to której Kage mają obiekcje. Test zostanie ogłoszony publicznie, wiec moje zniknięcie nikogo nie zdziwi. Shika będzie PO Hokage na czas testu.- zauważyłem nagły grymas na twarzy Nary, który zmarszczył brwi w zamyśleniu i zainteresowaniu.- Teraz część medyczna, Sakurcia.- wyszczerzyłem się do niej.- Czerwona butelka zmieni mnie w zaledwie trzymiesięczne dziecko.
- CO TY…
- Nie przerywaj, obiecałaś!- szybko powiedziałem, widząc jej wkurzony grymas na twarzy.- Z kolei zielona buteleczka zmienia trzymiesięcznego mnie w sześcioletniego mnie. Tak jak wcześniej powiedziałem, masz mi ją podać dopiero gdy reszta zaakceptuje opiekę i sposób w jaki zajmuje się mną Sasuke. Rozumiecie?
- Oczywiście.- Shikamaru odpowiedział za siebie i za Sakurę.- Kiedy Sasuke zda test?
Widziałem cień strachu i niepewności w oczach blondyna. Jeszcze bardziej zmarszczyłem czoło. W końcu odpowiedział patrząc wszędzie tylko nie na mnie.
- Wiesz, Shika, to działa na tych samych zasadach co pierwsza część testu.
- Mówisz? A jak zneutralizujemy miksturę?- zapytałem
- Antidotum.
- Skąd?
- Dam wam.- w końcu spojrzał na mnie, uśmiechnął się głupio i podrapał się po karku. Zdenerwowanie? Dlaczego, skoro był taki pewny swojego pomysłu? Spojrzałem na Kazekage. Też patrzył na niego z powątpieniem i zmarszczonymi brwiami.
- Oczywiście. Teraz, jeśli pozwolicie Kage, oboje z Sakurą się oddalimy.
- Jeszcze jedno. Przekażcie babuni, że będzie w tym uczestniczyć. Powiedzcie jej wszystko.
- Hai- odpowiedziałem i wyszedłem, ciągnąc Sakurę za sobą.
- Coś jest nie tak.- stwierdziła zaraz po zatrzaśnięciu się za nami drzwi. Usiadła na kanapę stojącą w korytarzu.
- Kłamie.- usiadłem obok niej
- Kłamie?- zdziwiła się.- Skąd wiesz?
- To oczywiste. Nie ma żadnego antidotum.
- O czym ty mówisz?!- poderwała się na nogi.- Jeśli to prawda, to on chyba nie oczekuje, że naprawdę podam mu tą miksturę?!
- Nie potrzebuje niczyjej zgody. Jest Hokage, poza tym jest w posiadaniu butelek.
- Zawsze można je mu wykraść!
- Jego dom jest strzeżony przez ANBU, nie tylko naszych znajomych. Poza tym powiedział nam, że sam zamierza zaaplikować sobie pierwszą miksturę, więc myślisz, że będzie je trzymał w domu?
- To Naruto!- wykrzyknęła, jakby to był argument na wszystko.
- Masz rację, ale nie jest ani tak głupi ani roztrzepany. Już nie. Nie zauważyłaś, że zmienił się od wojny?
- Jak zwykle racja, Shika.- uśmiechnęła się słabo i opadła zrezygnowana na wolne miejsce obok mnie na kanapie.- Co on sobie myślał?!
- Rozumiem go.
- CO?!
- W gruncie rzeczy jego myślenie jest dobre. Jak lepiej sprawdzić lojalność zdrajcy do wioski i jej przywódcy, jeśli nie dając bezbronnego przywódcę pod opiekę nukenina, który nie wie, że jest obserwowany? A pewnie tak będzie.
- Może i ma to głębszy sens. Zawsze mógłby go zabić i to będzie jawny dowód na jego nielojalność. Wtedy wkroczą Kage i go uratują. Dobrze, a druga faza?- zapytała, a ja uśmiechnąłem się.
- Myślę, że to bardziej dla rozrywki samego Naruto i to właśnie będzie karą dla Sasuke- sześcioletni Naruto.
- Pomału dostaję bólu głowy.- westchnęła i pomasowała skronie.- Wyjaśnij co masz na myśli.
- Nie pamiętasz jaki był nasz Hokage w wieku sześciu lat?
- Samotny, obrażony, psotny… Psotny! O to ci chodzi, prawda?
- Oczywiście. Jaka kara będzie dla niego najlepsza jeśli nie pilnowanie nadpobudliwego sześciolatka, żeby nie narobił szkód we wiosce i na około niej? Dodatkowo jeszcze musi uważać, by przypadkiem nie pozwolić mocy Kyuubiego się przebudzić.
- Myślałam, że Naruto ujarzmił tego lisa.
- Tak, ale na pewno będzie miał z nim na ten temat rozmowę, jeśli już nie miał.- odpowiedziałem i wstałem na nogi.- Chodź, musimy wypełnić kolejny kłopotliwy rozkaz.
