Dzięki za wszystkie recenzje i cieszę się, że podoba się Wam! ;D Niestety na małego Naru musicie poczekać do następnego rozdziału, bo wena to kapryśna przyjaciółka ;D Zapraszam!

Chalotte~~


- Odpierdzieliło ci zupełnie? Chcesz położyć na szali całe swoje zasrane życie jako Hokage na rzecz starego przyjaciela, którego lojalności nie jesteś pewien?

- Witaj, Kurama, też miło cię znowu widzieć.- odpowiedziałem i lekko się uśmiechnąłem, patrząc lisowi w ślepia.- Mylisz się. Jestem pewien jego lojalności. Prawie w stu procentach. Test jest tylko potwierdzeniem dla innych.

- Chcesz się zamienić w trzymiesięcznego siebie! Jak nie chcesz zrobić tego dla siebie to zrób to dla mnie i nie pij tego! Już w tym wieku byłeś wkurwiający.

- Wiesz, że to wypije. Nawet jeśli teraz jesteśmy przyjaciółmi i mnie o to prosisz.

- O nic nie proszę!- warknął, a ja uśmiechnąłem się szelmowsko.- Mówię tylko, że wkurwiającym jest ciągłe słuchanie twojego darcia mordy. Poza tym następny etap to sześć lat. Byłeś jeszcze bardziej wkurwiający niż jako trzymiesięczne dziecko i nic o mnie nie wiedziałeś. Wiesz, że znowu będziesz musiał się wszystkiego uczyć od nowa?

- Wiem, że taki byłem. W końcu to ma być nauczka dla Sasuke. A co do ciebie i mojego nieuświadomionego mózgu, to właśnie od tego jest to antidotum. Przywraca mi umysł i wiedzę, którą teraz posiadam, ale miesza się on z moim dziecinnym ja no i oczywiście zostaję w swoim młodszym ciele.

- Jesteś kretynem. W takich momentach chcę by zmienili mi Jinchuuriki. Jeśli już nie mogę być wolny.

- Spokojnie za jakieś 70 lat, jak umrę, dostaniesz kogoś nowego.

- Skaczę z radości...-burknął pod nosem.

- W każdym razie, w czasie testu, twoim zadaniem jest utrudnianie go. Jesteś bez klatki, masz uwolnioną moc dlatego zachowuj się jak dawny ty i próbuj się wydostać, opętuj mnie i rób mną dziwne rzeczy.

- Nie jestem takim młotem jak ty i nie musisz mi tego tłumaczyć...

- Nie nazywaj mnie młotkiem, głupi lisie! Tak tylko Sa...- przegryzłem wargę i zaczerwieniłem się, gdy doszło do mnie co właściwie chciałem powiedzieć.

- Tak tylko Sasuke może mnie nazywać...- skończył za mnie lis z dziwnym uśmiechem na pysku. Zaraz potem się roześmiał.- Macie dziwną tą waszą miłość. Zwykle jak ludzie się kochają to nazywają się słodko aż do porzygania jak „kwiatuszku czy „słoneczko", a wy się bijecie, kłócicie i wyzywacie. No i jeszcze testy robicie, by sprawdzić uczucia tego drugiego. Jesteście chorzy. – zakończył a ja byłem cały czerwony z oburzenia, wściekłości i zażenowania. Jak on w ogóle może coś takiego sugerować?! A test jest dla lojalności!

- Sam jesteś chory! Między mną a Sasuke nie ma nic! Jest tylko moim przyjacielem. Pierwszym jakiego miałem, dlatego jest wyjątkowy!

- Czyli przyznajesz, że jest dla ciebie wyjątkowy?

- Nie, w...

- Już się nie pogrążaj. Leć już do domu gdzie czeka na ciebie twój Romeo!

- NIE MAM ŻADNEGO PIEPRZONEGO ROMEO!- wydarłem się najgłośniej jak mogłem, mrużąc przy tym oczy.

Jak je otworzyłem, stałem na głównej ulicy wioski, a wszyscy ludzie patrzyli się na mnie z przerażeniem i politowaniem. Nosz cholera by wzięła tego demona! Moja dłoń znikąd znalazła się na karku, drapiąc jego delikatną skórę. To moje wrażliwe miejsce, dlatego drapanie zawsze mnie uspokaja. Wyjąkałem niezgrabnie przeprosiny, a gdy nadal patrzeli na mnie tak, jakby wątpili w moje zdrowie psychiczne, wyjaśniłem im, że Kyuubiemu zebrało się na pogawędki. Niektórzy starsi mieszkańcy jeszcze nie rozumieli mojej przyjaźni z nim i jej nie akceptowali ale na szczęście jest ich coraz mniej. Szybko złożyłem pieczęć do teleportacji i wylądowałem na środku swojej kuchni, gdzie oparłem czołem o zimą lodówkę i odetchnąłem.

- W końcu, Usuratonkachi. Już myślałem, że znowu gdzieś miziasz się z szanownym Kazekage.- usłyszałem za mną Sasuke i jego piękny, niski ton głosu w którym słyszałem drwinę i pogardę w trakcie wymawiania przez niego tytułu Gaary. Poderwałem głowę, w momencie gdy przeszedł mnie dreszcz.

- Sas...yyy... Sasuke! Co ty tu-tutaj robisz?- wyjąkałem niezgrabnie i zbyt szybko.

- Walnąłeś w coś głową jak tutaj szedłeś?- spojrzał na mnie jak na kretyna. I w sumie ma racje.- Sam kazałeś mi siedzieć w domu, aż do testu.

- No tak! Ech.. zapomniałem...- wymamrotałem i wybiegłem z pomieszczenia do swojego gabinetu.

Spojrzałem w lustro. Byłem cały zarumieniony i zlany potem. Moje oczy błyszczały tłumionym wstydem, a moje ciało płonęło od samego widoku Sasuke. Nie wiem dlaczego! Wiem tylko, że gdy go zobaczyłem, przypomniałem sobie absurdalne założenia Kuramy i po prostu nie mogłem spojrzeć mu w oczy a moje serce zaczęło pędzić mi w klatce piersiowej. Musiałem uciec, bo naprawdę nie mogłem na niego nawet spojrzeć! Potrząsnąłem mocno głową i opadłem na łóżko, czytając nowy zwój z pieczęciami.
Następne dwa dni wyglądały tak samo. Unikanie Sasuke, zjedzenie śniadania, unikanie Sasuke, wyjście do biura, obiad u Ichiraku, powrót, unikanie Sasuke, czytanie zwoju, unikanie Sasuke, prysznic i sen. W końcu trzeciego dnia i dzień przed testem, zszedłem na dół w szacie Hokage, wziąłem kanapkę i przysiadłem się do Sasuke przy stole w jadalni. Zauważył mnie, ale co dziwne, nic nie wspomniał o moim dziwnym zachowaniu.

- Jutro próba.- powiedziałem, próbując brzmieć nonszalancko.

- Hn.- mruknął, nawet nie udając, że go to w najmniejszym stopniu obchodzi. Zadziwiająca pewność siebie.

- Nie wracam dzisiaj, przenocuję u Saia. - w końcu jakaś reakcja! Nawet jeśli to zadrganie powieki.- Spotkamy się dopiero na teście, i proszę Sasuke, dla dobra mojego i twojego...- spojrzał na mnie.- ... zdaj ten test idealnie.

- Zamierzam.- odpowiedział, trzymając na mnie swój wzrok przez dłuższą chwilę, wstał i odszedł zostawiając mnie samego w przestronnej, jasnej, i teraz, pustej jadalni.

Tym razem postanowiłem nie przebijać się przez wioskę, ale użyć jutsu mojego ojca i spróbować wylądować w gabinecie. Prawie mi się udało, bo po otwarciu oczu zauważyłem że jestem w pomieszczeniu piętro nad gabinetem. Wreszcie dopracowuję tą technikę! Zszedłem szybko piętro niżej i rozsiadłem się w fotelu za biurkiem, odrzucając płaszcz Hokage. Spojrzałem na stos dokumentów piętrzący się ponuro przede mną i głośno jęknąłem. No nic. Praca to praca i trzeba brać się do roboty.
Taaa, po dwóch godzinach zamiast pracować, rysowałem podobizny znajomych na wniosku o dofinansowanie ANBU. Jako błogosławieństwo uznałem odwiedziny Hinaty. Na początku. Dopóki nie zaczęła się jąkać i życzyć mi powodzenia. Wiem, że jest we mnie zakochana, ale nie musi mdleć za każdym razem gdy mnie widzi, albo zmieniać kolor skóry na czerwony. Jak pomidor. Właśnie! Muszę dokupić dzisiaj pomidory. W końcu Sasuke je tak lubi... NIE! Cholera jasna! Znowu ON! Nic nie kupuje, niech drań sam o to zadba, a poza tym nie wracam do domu tylko idę do SAIA! Wracając do Hinaty... Życzyła mi powodzenia i wyraziła nadzieję, że teme okaże się lojalny i powiedziała, że mimo iż nie wie co dla niego przygotowałem, to myśli że na pewno będzie to coś genialnego. Wyszła. Kolejny w kolejce był mój ukochany i niezastąpiony doradca, który ratował mi dupę niezliczoną ilość razy, gdy musiałem się tłumaczyć z papierów, a nawet nie wiedziałem z czego i przed kim.

- Och, Shika! Jest prawie 12. Nie śpisz jeszcze?- spytałem jak położył się na kanapie.

- Baby...- odpowiedział jednym słowem i zasnął.

Chyba Temari spać mu dzisiaj w nocy nie dała... Na trzy godziny miałem spokój. Po 15 Shikamaru wstał, rozciągnął się i stanął przede mną ze swoją zwykłą znudzoną miną.

- Co zamierzasz?- spytał

- Odnośnie czego?- odpowiedziałem pytaniem, szczerze zdziwiony. Nie bardzo wiedziałem o co chodzi. Machnąłem szybki podpis na jakimś dokumencie, podbiłem pieczątką i odłożyłem na kupkę „ZROBIONE".

- Jutrzejszej próby. Wiem, że nie istnieje żadne antidotum.- powiedział spokojnie, a mnie zalała fala przerażenia.

- Skąd o ty-tym wiesz?- wyjąkałem.

- Obserwowałem twoje reakcje na zebraniu Kage trzy dni temu. Jesteś jak otwarta księga.

Poczułem strach i dumę z jego inteligencji. Oprócz mojej siły, to była nasza najpotężniejsza broń i tarcza. Opanowałem się i postanowiłem grac w otwarte karty.

- Nie masz racji.- powiedziałem, ale nie zaobserwowałem na jego twarzy żadnej reakcji.- Antidotum istnieje, ale przywraca moją teraźniejszą mentalność mojej sześcioletniej formie, gdzie miesza się z umysłem dziecka. Ten okres trwa pół roku, kiedy w końcu starsza mentalność pokonuje młodszą. Staję się sześciolatkiem z umysłem dziewiętnastolatka.

- Jak przywrócić ci dawny wzrost i formę? A właściwie, teraźniejszą?

- To jest kolejne zadanie dla Sasuke. Żeby moja postać powróciła, musi połączyć moją krew ze swoją w świątyni w zamku księżniczki Yuuki.

- W Krainie Śniegu?

- Dokładnie tam.- powiedziałem i zapadła chwilowa cisza.

- Nie powiem, że pochwalam twój plan, ale jest w pewien sposób sprytny. Aż dziw bierze, że wymyśliłeś go sam.- powiedział patrząc na mnie z niedowierzaniem, a ja wyszczerzyłem się do niego.- Wszystko na jutro już ustalone i przygotowane?

- Tak, tylko dopilnuj, by Gaara nałożył na was niewidzialną barierę jak zaczniecie. Gdy kazałem mu to zrobić, buntował się.

- To jasne. Nie chce cię zostawiać samego z innym mężczyzną.

- Będę niemowlęciem!- krzyknąłem oburzony i ciężko westchnąłem.- Nieważne. Skończmy temat Gaary i mojego romansu z nim, okay?

- Tak jest.

- Na dzisiaj jesteś wolny, ale pamiętaj, żeby stawić się jutro o 10 u mnie w domu.- powiedziałem, ale zanim dokończyłem zdanie, jego już nie było w gabinecie.

Wyszedłem zaraz za nim. Niewesoło i w ogóle nie żywotnie. Nie wiem dlaczego, ale o wiele bardziej wolałbym wrócić do domu i drażnić się z Sasuke-teme niż iść do mojego tak zwanego chłopaka. Nie widziałem go od incydentu z Gaarą. Martwi mnie to. Do „złapania" Sasuke, przez te trzy miesiące przez które jesteśmy razem, byliśmy nierozłączni. No, oczywiście nie licząc jego misji i moich zarwanych nocy w biurze Hokage. Nie mam pojęcia dlaczego teraz jest mi obojętne, czy go widzę czy nie.

- Oooo… Mój mały Naru tak szybko dorasta!

- O co ci chodzi?

- Ty się jeszcze pytasz? Muszę ci przypominać, że słyszę wszystkie twoje myśli? A te są wyjątkowo głośne, muszę dodać.

- Próbuję jakoś poukładać sobie sprawy z Saiem!

- Nic nie musisz układać! Przyznaj w końcu że zakochałeś się w Sasuke i wszyscy będą szczęśliwi. A najbardziej ja.

- Tak pragniesz mojego szczęścia?- zapytałem z uśmiechem.

- Nie, kretynie. Po prostu jak z nim będziesz, to skończą się twoje problemiki, poza tym nie wypijesz tego gówna i nie skończysz jako trzymiesięczny bachor.

- I tak bym to zrobił. Jestem Hokage i muszę sprawdzić jego lojalność. Najpierw wioska, potem ja i moje życie.- wypiąłem dumnie pierś.

- Tak dbasz o zdanie ludzi z wioski?- zapytał z lekkim warknięciem. Zdenerwował się.- W takim razie hajtnij się z Hinatą, bo to z nią widzą cię prawie wszyscy.

- Dbam o bezpieczeństwo wioski, a nie zdanie ludzi o moim życiu osobistym. A bezpieczeństwo wioski zależy od tego testu!

- Na pewno nie robiłbyś tego, gdybyś jakimś cudem był z Uchihą. Chociaż twój idiotyzm nie ma granic.

- Ale ty jesteś upierdliwy!- zaśmiałem się.- Nawet jeśli zakochałbym się w Sasuke, a tak nie jest, to nigdy nie bylibyśmy razem. Pan Doskonały chce odbudować klan, pamiętasz?!- pomachałem mu dłonią przed pyskiem, a w odpowiedzi prawie zgniótł mnie łapą.

- A kiedyś Uchiha robił cokolwiek czego od niego oczekiwano?

- Nie, ale na pewno nie porzuci celu wyznaczonego już dawno temu. Tak samo dawno, gdy ja postanowiłem zostać Hokage.

- Nigdy tego nie rozumiałem, ale ludzie z miłości robią różne rzeczy. Może i twojemu kochasiowi się odmieni.

- Sasuke?- zapytałem autentycznie zdziwiony, a po chwili się zaśmiałem.- Nigdy. Nie jemu.

- Jak dla mnie to już się to zaczęło.- powiedział tajemniczo.- Powiedz lepiej dlaczego przez ostatnie dni nie słyszałem Kazekage? Czyżby rozegrała się walka dwóch kochanków, którą przegrał i Sasuke posłał go do piachu?- zamrugałem i głośno się roześmiałem. Coś takiego! Kuramie zabrało się na ploty!

- Bardzo trafne stwierdzenie z tym piachem, mając na względzie o kim rozmawiamy oczywiście.- puściłem mu oczko.- Nie, żadnej walki nie było a Sasuke nie popełnił zbrodni, za którą zostałby natychmiast zabity. Gaara stwierdził, że to wystarczająco nieprofesjonalne, że ja mieszkam z oskarżonym, dlatego byłoby przegięciem gdyby jeszcze on tam był. Oczywiście wspomniał, że nie musiałby pomieszkiwać przez ten czas u Shiki, gdyby bylibyśmy kochankami, bo wtedy byłoby to na miejscu.

- Czy on nie da sobie spokoju? Przecież widzi, że go olewasz…

- Hej głupi lisie!- zawołałem oburzony.- To zabrzmiało tak, jakby to była moja wina!

- A nie jest? Wolisz być z durnym shinobi z Korzenia zamiast zabrać się za rudego, jeśli już koniecznie nie chcesz Uchihy.

- Nie kocham Gaary! I zejdź z Sasuke!

- Gówno prawda! A związek z nim zagwarantowałby ci jeszcze większą władzę!

- Nie chce władzy! Poza tym przestań grzebać mi w uczuciach! Nie kocham TAK Gaary!

- Wmawiaj sobie…

- Nie jesteś przypadkiem lisicą? Bo masz humory jak baba w TE dni.- wymamrotałem i usłyszałem głośne warknięcie. Gdy zachichotałem, wielka paszcza chłapnęła mi przed twarzą. Zaśmiałem się jeszcze głośniej.- Nie działa to na mnie już na na nanana!- zaintonowałem, tańcząc w kółko.

- Myśl sobie co chcesz. Pamiętaj tylko, że w każdej chwili może mi się znudzić twoje wnętrze i zamarzy mi się wolność.- powiedział, po czym ziewnął potężnie.- Na razie idę spać i nie waż się mnie budzić szybciej niż w naszym małym ciele sześciolatka.

- Nie będę mógł, głupi Kyuubi! Nie wiedziałem wtedy o tobie! Sam masz się obudzić!

- Ta, ta…- odpowiedział protekcjonalnie, ziewnął jeszcze raz i zasnął kładąc łeb na swoich wielkich łapskach. Westchnąłem.

- Ech… Dobranoc, Kyuubi.

Gdy „wróciłem" z powrotem do wioski, byłem w mieszkaniu Saia, stojąc na środku salonu. On siedział w wytartym, starym, zielonym fotelu najwyraźniej mnie rysując. Zamrugałem i dostrzegłem kubek kawy na stoliku w jadalni, gdzie oświetlała go pojedyncza, naga żarówka.

- W końcu się ocknąłeś?- zapytał.- Co tym razem chciał Kyuubi?

- Kurama.- odruchowo poprawiłem. Nie lubię, gdy ktoś oprócz mnie go tak nazywa. Poza tym on sam tylko z moich ust nie odbiera tego jako obelgi. Oczywiście nie powiedział mi tego, ale widziałem to w jego wielkich ślepiach, gdy dwa miesiąca temu rozmawialiśmy, a ja siedziałem mu na pysku. Nagle orientowałem się jakie właściwie było pytanie Saia i moja twarz gwałtownie oblała się szkarłatem.- A co słyszałeś?!

- A co powinienem słyszeć?- zmrużył podejrzliwie oczy i zaczął mi się przyglądać uważniej. Szlag by moją panikę!

- Nic przecież! Ha ha ha… takie Kyuubowe rzeczy…- zaśmiałem się sztucznie i próbowałem wybrnąć.

- Naruto…- powiedział ostrzegawczo, ale zaraz wzrok mu złagodniał i westchnął.- Jak uważasz. Najwyżej powiedz mi później, dobrze?

Przytaknąłem. Serio, teraz mi się aż głupio zrobiło za Kuramę. I za mnie też. Za to, że przejmuję się sugestiami lisa i przez to tak dziwnie reaguje w obecności Sasuke. Muszę pamiętać żeby go porządnie opierdzielić jak tylko wrócę do zmysłów! Zrobiłbym to już teraz ale śpi, więc nie chce go budzić, bo nie szczędziłby mi kolejnych teorii, przez które miałbym większe poczucie winy niż teraz. A nic przecież nie robię!

- Wiem dlaczego tu jesteś i nie powiem, ale cieszę się.- uśmiechnął się szczerze.- W ostatnich dniach nie mieliśmy za dużo czasu dla siebie.

Naprawdę jestem aż takim złym chłopakiem? On jest taki kochany, a ja tak go traktuje! Muszę to jakoś złagodzić!

- Przepraszam, Sai. Miałem dużo roboty przez powrót Sasuke.- widziałem jak jego powieka drgnęła.

- Możemy nie mówić o Uchiha? Nie teraz gdy jesteśmy tutaj sami, a ja tak mocno się za tobą stęskniłem.- złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Próbowałem się wyrwać, ale wtedy zaczął delikatnie kąsać mój kark, więc już nic nie mogłem zrobić. Mimo, że nie bardzo tego chciałem. Nagle przerwał i pochylił się nad moim uchem.- Musisz jutro to wypijać? Nie istnieje inny sposób?

Zamarłem i w tym momencie coś we mnie pękło! Nosz do cholery, co jest z nimi wszystkimi?! Czy ja nie mogę podejmować własnych decyzji?! Albo może uważają, że nie jestem zdolny wypełnić mojego obowiązku jako Hokage?! Szczęście, że przynajmniej udało mi się wyrwać z natrętnych ramion Saia.

- Czy ty może rozmawiałeś z Sakurą?

- Nie, czemu?- odpowiedział zdezorientowany.

- A z Shikamaru?

- Nie, al…

- A z jakimkolwiek Kage?

- Nie.

- A nie zdarzyło się, że Kyuubi mnie opętał i przyszedł do ciebie?

- Nie, nie zdarzyło, ale powiedz o co chodzi!

- Do cholery! Chodzi o to, że wszyscy się zmówiliście przeciwko mnie!- wydarłem się.- Tylko Sasuke nie jest przeciwko mojemu pomysłowi!

- Bo to nukenin i chce by coś ci się stało. Poza tym nic o tym nie wie.- zaczął tłumaczyć mi tak jakby tłumaczył dziecku.

- Nie, ale w ogóle nie jest przeciwko testowi! Poza tym uważaj! Mówisz o moim przyjacielu!

- Nukeninie!

- Wciąż przyjacielu!

- Czemu tak ci na nim zależy?! To poszukiwany przestępca!

- To mój przyjaciel!

- Skoro jest dla ciebie taki ważny, to czemu fatygowałeś się do mnie? Powinieneś zostać z nim!

- Tak, masz rację!- wykrzyczałem i jedną nogą stanąłem na parapecie.- Powinienem!

Zniknąłem z jego salonu, by znaleźć się za budynkiem po drugiej stronie ulicy. Przetarłem dłońmi twarz i westchnąłem. Zastanawiałem się czy to oznacza koniec między nami i gdzie powinienem pójść. Było jasne, że mój własny dom odpada, bo już powiedziałem Sasuke, że mnie nie będzie. Jeszcze zacząłby mnie wypytywać co się stało, choć to mało prawdopodobne, a ja na pewno nie chciałem, żeby wiedział co się stało. Jeszcze zacząłby jakieś dziwne docinki, a na to humoru nie mam. Sakura też odpada. Tak samo jak Kakashi, Kiba, Shino, Hinata, Ten Ten, Gai, Lee i inni. Jedyny zostaje… Ale nie, nie mogę, bo mnie zabije… chociaż w sumie nie będzie mu się chciało.
Złożyłem pieczęć i po sekundzie byłem pod jego drzwiami. Zapukałem i po chwili ukazał się strasznie niezadowolony Shikamaru. Gdy mnie zobaczył na swoim progu, w czasie gdy powinienem być z Saiem, jego mina zrobiła się jeszcze bardziej niezadowolona. O ile to możliwe…

- Domyślam się, że…

- Przenocuj kumpla, proszę!- przewałem mu, a moja ręka zawędrowała na kark.- Wiem, że masz na głowie 2/3 rodzeństwa z Suny i miałeś mieć wolne i tak dalej, ale zerwałem z Saiem i nie mam gdzie iść!

- A Iruka?- zapytał ze znudzoną miną, opierając się o framugę drzwi. Jak zwykle trafił.

- Nie pomyślałem o nim…- zaśmiałem się nerwowo i patrząc na niego zacząłem szybko pocierać kark. Nie odzywał się. Po chwili westchnął.

- Powinienem cię wywalić, bo i tak mam za dużo ludzi nawet jeśli to moja dziewczyna i jej brat, ale ta dwójka jest denerwująca i gada o jakiś sprawach Suny, więc się przydasz…

- Ignorują cię?- zapytałem zdziwiony. Wiem, że Gaara nie jest zbyt towarzyski, ale Temari powinna rozmawiać z oboma.

- Neh…- machnął ręką i wzruszył ramionami. – I tak nie chce mi się z nimi rozmawiać.

- Więc po co ci ja?- znowu zdziwienie.

- Bo tak ładnie policzyłeś ułamki i zasłużyłeś na nagrodę.- uśmiechnął się wrednie, a ja odpowiedziałem wyszczerzem.- Właź.