Witajcie! jestem z nowym rozdziałem! Może być trochę dziwny, bo jego końcówkę pisałam jak byłam wściekła i to przejawia się w zachowaniu Naruto ;D Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie ;D Proszę dać znać, czy się podobało ;D

nika0645 dziękuję za podtrzymanie weny ;D Cieszę się, że uważasz iż rozmowa Naru z Kuramą wyszła ok. Ja osobiście bałam się, że jest trochę sztywna. Czekam na komentarz pod tym rozdziałem :D

MandyGrimm uśmiałam się czytając twoje komentarze do niektórych fragmentów z rozdziału. Ale to dobrze ;D Naprawdę cieszę się, że podoba ci się moja praca. Fakt faktem, że rozwiązanie testu wyszło takie trochę "z dupy" ;D ale postaram się coś z tym zrobić :D

Miłego czytania!

Charlotte~~


Była noc. Hmm, to jest oczywiste, ale tylko ja z gości Shiki siedziałem na dachu kontemplując gwiazdy. Szukałem w nich odpowiedzi. Szczerze powiedziawszy byłem na 90% pewny, że Sasuke nie zdradzi. Niestety, pozostałe 10% mówiło mi, że jestem takim dobe jak twierdzi teme i wszyscy wokół. Najgorsze jest to, że nie będę niczego pamiętać. To najbardziej mnie przeraża.
Usłyszałem świst za mną i niemal niepostrzeżenie wstałem. Rozejrzałem się po dachu skąpanym w bezkresnej ciemności. Nagle zauważyłem cień, dlatego rzuciłem w niego kunaiem. Wiem, że to poziom Gennina, ale miałem nadzieję, że nie będę musiał wdawać się w walkę. Ku mojemu zdziwieniu kunie odbiły się od napastnika i teraz leciały w moją stronę. To mnie zastanowiło. Tylko jedna osoba potrafi odwrócić kierunek lotu sztyletów w ten sposób. Ułożyłem dłonie w jedną z wielu moich autorskich wodnych technik i wycelowałem w napastnika. Jak się spodziewałem. Usłyszałem jęk i westchnienie.

- Nudzi ci się Gaara?- zapytałem rozbawiony i z powrotem usiadłem na dawnym miejscu.

- Muszę zaprzeczyć. Obudziłem się niedawno i zauważyłem, że cię nie ma, więc postanowiłem poszukać.

- Przy okazji próbując mnie zabić? Ale dobra dedukcja, ne?- zaśmiałem się i znów spojrzałem w gwiazdy.- Piękne.

- Tak. Ich piękno polega na tym, że wszędzie są takie same. Czy w Sunie, czy tutaj w Konosze.- powiedział i zamilkł. Ja też nic nie mówiłem. Nie chciałem złamać magii tego czasu, tego miejsca.- Jesteś piękny.

- Gaara…- Chciałem dać mu kolejny wykład, ale odpuściłem, gdy zobaczyłem zachwyt na jego twarzy . Rumieniec wpełzł mi na policzki niczym podstępna żmija mogąca zabić w każdej sekundzie. Spuściłem wzrok, ale on natychmiast złapał mój podbródek i poczekał, aż na niego nie spojrzę.

-Nie, Naruto.- Powiedział stanowczo.- Jesteś piękny i byłem kretynem, że od razu o ciebie nie walczyłem. Wkurwia mnie świadomość, że jeżeli wtedy postąpiłbym inaczej, teraz byłbyś mój.- Warknął.

- Mówiłem ci, że to nie ma sensu. Poza tym wtedy już byłem z Saiem.

- Tak, ale mnie kochałeś i zerwałbyś z nim dla mnie. Czyż nie?

- Dalej cię kocham…

- Czyż nie?

- Ale po prostu…

- Naruto, odpowiedz!

- Tak! Tak, masz rację, zadowolony?!

- A żebyś wiedział.- Odpowiedział i przytulił mnie do siebie.- Wolałbym, żeby nie wracał.

- Kto?- Zdziwiłem się. Co on tak jak Filip z konopi z tym?- Sasuke? Dlaczego?

- Bo miałbym szanse. Przynajmniej najmniejsze.- Wyszeptał, a ja odsunąłem go na odległość ramion i zmrużyłem oczy.

- Co ty sugerujesz?

- Nie udawaj. Może inni tego nie widzą, ale zawsze to na nim zależało ci najbardziej. Zawsze on, zawsze Sasuke. Gdyby nie jego powrót, mógłbym dalej się łudzić, ale z nim nikt nie ma szans.- Potrząsnął głową i spojrzał na mnie. Jego oczy płonęły żywym ogniem, co było dla niego rzadkie, dlatego pozwoliłem mu pleść bzdury o moim wyimaginowanym uczuciu do Sasuke. Poza tym, co oni mają do teme i moich, niby, ukrytych uczuć do niego?! Najpierw Kurama, a teraz ten!- Wiem, że nie wygram Naruto, ale chcę cię prosić o jedną rzecz. Ostatni raz cię o to poproszę.

- Oczywiście! Wiesz, że do mnie jak w dym!- Zaśmiałem się sztucznie, jednak szczerze ofiarując swoją pomoc.

- Pocałunek. Ostatni pocałunek, Naruto.

- Ech…- Potarłem dłonią kark. Wiem, że nie powinienem, ale skoro teoretycznie nie jestem z Saiem, to chyba mogę się zgodzić na nasz ostatni pocałunek. Nawet jeśli odbędzie się on w tak romantycznej scenerii jak ta.- Jeden, jedyny!- zastrzegłem i czekałem na jego usta.

Natychmiast wpił się w moje wargi, miażdżąc je swoimi. Jednak takich rzeczy się nie zapomina. Mój mózg pamiętał wszystko. Jego smak, jego zapach, jego dotyk. To było jak zjedzenie malinowego tortu, ale fajerwerków nie było. Czułem jego język pieszczący moje podniebienie i wnętrza policzków. Czułem jego palce wplatające się w moje włosy i moje robiące dokładnie to samo. Czułem nasze torsy ocierające się o siebie. I czułem jego erekcję. W tym momencie postanowiłem przerwać.
Odsunąłem go od siebie, dysząc ciężko.

- Wow, to było coś.- Wyszeptałem.

- Tak, wspaniały ostatni pocałunek.- Potwierdził i uśmiechnął się słabo. Wstał. – Na zachodnim krańcu wioski postawiłem ci dom. Sakura go urządzała.

- Dom? Po co?- Zapytałem zaskoczony.

- Do testu. Wszyscy Kage i reszta komisji uznała, że twój dom byłby nieadekwatny do jego przeprowadzenia.

- Co?! Dlaczego?! Co ci się nie podoba w moim domu?!- Wykrzyczałem i poderwałem się na nogi.

- Wszystko jest śliczne, Naru, ale brakuje tam pokoju dla dziecka, a raczej wolałbyś nie pozbywać się gabinetu, prawda?

- No racja. Nigdy nie będę go potrzebował, więc go nie urządzałem.

- Dokładnie.- Przyznał z lekkim uśmiechem i odszedł zostawiając mnie samego.

Następnego ranka obudziłem się niewypoczęty i z bolącym karkiem. Okazało się, że spanie na dachu domu Shikamaru nie było najlepszym pomysłem. Ziewnąłem i przeciągnąłem się. Spojrzałem na zegarek. W mordę jeża! W pół do dziesiątej! Miałem pół godziny na wzięcie prysznica, zmienienie ciuchów, zjedzenie śniadania i zabranie fiolek. Prawie niewykonalne! Złożyłem szybko znaki do Hiraishin no Jutsu i mgnieniu oka znalazłem się w mojej sypialni. Wreszcie mi się udało! Zabrałem ciuchy i wpadłem pod prysznic, zastanawiając się czy Kiba i jego drużyna poszli już z Sasuke na miejsce testu. Wyrobiłem się w dziesięć minut, dlatego szybko wrzuciłem fiolki do kieszeni mojego płaszcza i złapałem jedną z kanapek, której Sasuke najwyraźniej nie zjadł. Jego strata, ja przynajmniej zaoszczędziłem czas na śniadaniu. Znowu pieczęć i byłem na miejscu. Jakimś cudem ciągle zostało dziesięć minut. Rozejrzałem się i … Tak! Znalazłem ich! Podbiegłem do nich.

- Jednak jesteś.- Stwierdził Shikamaru.

- Tak! Na szczęście!- Zawołałem i spiorunowałem ich wzrokiem.- Mogliście mnie obudzić!

- Żaden z nas nie jest twoją matką, żeby to robić, ani… chłopakiem…- Uśmiechnął się z satysfakcją, ale chwilę potem westchnął ciężko.- A teraz, dlatego, że jesteś i się nie spóźniłeś muszę płacić Narze.

- Ha! Dobrze ci tak!- Wykrzyknąłem radośnie i wskazałem na niego palcem. Dopiero jak zauważyłem twarz Shikamaru, wyrażającą politowanie, zdałem sobie sprawę z czego tak właściwie się cieszę. Znów się zdenerwowałem. Mogę przysiąc, że miałem kurwiki w oczach.-Nie dość, że mnie nie budzicie, to jeszcze obstawiacie zakłady?!

- Wow! Naru, weź się ogarnij, ne? Jeszcze namówisz Kuramę na zniszczenie wioski.

- Nie ma szans. Ten wyliniały lis śpi. Powiedział, że jak go obudzę wcześniej niż po pierwszej fazie, to zabawi się w uwolnienie. Akurat teraz, jakby się przydał…- Dodałem cicho i usłyszałem chichot Gaary. Zmrużyłem oczy i nadąłem policzki obrażony. Nie wiem dlaczego, ale tak już po prostu mam. Taki nawyk.- Poza tym powiedział, że nie da się wytrzymać na jawie, bo wali od ciebie szopem!

- Tak, na pewno to powiedział.- Powiedział, starając się nie roześmiać tak jak jego rodzeństwo stojące obok.- Poza tym, Naruto, to nie ma żadnego sensu, bo już od dawna nie jestem Jinchuuriki.

- Jemu to powiedz! To on ma wrażliwy nos!- Wykrzyczałem mu prosto w twarz i, dalej obrażony, odszedłem od nich z założonymi rękami na piersi.- I ktoś taki ma oceniać czy Sasuke ma zostać…- Powiedziałem do siebie cicho.

Spojrzałem na zegarek. Pora zaczynać. Rozejrzałem się się dookoła. Brakowało Kakashiego i Sakury. I o ile do niego to podobne, to ona nigdy się nie spóźnia. Szczególnie przy tak ważnych okazjach. Zmarszczyłem brwi i w jednej sekundzie zapomniałem o kłótni sprzed chwili. Coś się musiało stać. Niespodziewanego. Inaczej, wysłałaby klona, albo notkę. Znów się rozejrzałem i gdy mój wzrok padł na Sasuke i pilnujących go ANBU, skinąłem na nich dłonią. Natychmiast przy mnie pojawił się Kiba. Kazałem mu sprawdzić o co chodzi. Usiadłem pod drzewem i w spokoju postanowiłem poczekać na powrót Inuzuki. To nic, że pół godziny temu się obudziłem. Dalej byłem zmęczony. Nie trwało to długo, ale zawsze. Poza tym okazało się, że nie musiałem nawet wstawać, bo oboje zaspali i będą dopiero za dwadzieścia minut. Nie chciałem zaczynać bez nich, dlatego kazałem Kibie powiedzieć wszystkim, że jest lekkie opóźnienie. Nasunąłem kapelusz na twarz i oparłem się o drzewo, ignorując spojrzenia pozostałych Kage. Szkoda, że Jiraiya nie może tu być. Mogę się założyć, że walnąłby mnie w łeb za głupie pomysły, ale też pochwalił i wspierał. Muszę odwiedzić jego grób. Nie byłem tam już od miesiąca…

- Naruto.- Usłyszałem nagle znajomy głos. Westchnąłem i przekląłem jego właściciela za przerwanie mi odpoczynku. Mimo wszystko, nie zdjąłem kapelusza i nie spojrzałem na niego.

- Czego chcesz?

- To chyba jasne. Porozmawiać.- Taaa, jeszcze czego dupku! Kolejna osoba, która bardzo pragnie popsuć mi dzień. W ogóle powinienem odwołać ten test, bo ten konkretny dzień zaczął się chujowo. To zła wróżba.

- Nie mamy o czym.

- Nie wydaje mi się.- Powiedział zimno.

- A mi tak. Daj mi spokój.-Odpowiedziałem spokojnie i ziewnąłem. Nagle poczułem szarpnięcie i w jednej chwili mój kapelusz został zerwany, a ja sam obezwładniony. Zobaczyłem jak ANBU i pozostali na polanie reagują i krzyknąłem.- STAĆ! Nie ważcie się podchodzić bliżej! Sam to załatwię…

- Jak niby?- Zapytał drwiąco Sai. Kaaami… I ja się z takim gościem pokazywałem publicznie?- Jesteś skrępowany. Nie wyrwiesz się, dopóki nie porozmawiamy.

- Mówiłem, że nie ma o czym. Wczoraj powiedziałeś wystarczająco. I nawet jestem za to wdzięczny. Przynajmniej wiem, z kim byłem… Dla mnie sprawa jest jasna. Zerwaliśmy!- Powiedziałem dosadnie i widząc jego wściekłą ekspresję, uśmiechnąłem się kpiąco. Chociaż miałem do niego jedno pytanie.- Tak poza tym Sai, czy ty jesteś głupi?

- CO?!- Zawołał i wycelował pięścią i moją twarz, ale zręcznie się uchyliłem.

- No bo wiesz, jakby ci to… a tak! Już wiem! Jestem Hokage, kretynie.- Powiedziałem i już dzieliłem z nim jego ból jeśli nie puści mnie w tracie dziesięciu sekund.

- Nic nie zrobisz. Jesteś unieruchomiony.- Zawołał pewnie. 10…

- Tak, ale to nie zmienia faktu, że na tej polanie są wyjątkowo silni ninja, którzy zrobią ci z mózgu papkę jak coś mi się stanie.- 9…

- Sam kazałeś im się zatrzymać, więc nic mi nie będzie.- 8…

- Taa, teraz może, ale pomyślałeś co będzie jak już się uwolnię?- 7…

- Nie ma takiej opcji!- 6…

- Nie byłbym tego taki pewien na twoim miejscu, ale dobrze. Jak sam mnie uwolnisz, po rozmowie.- 5…

- Nic nie będzie. Wrócimy do siebie, dlatego nic mi się nie stanie.- 4…

- Nic takiego nie będzie!- Wykrzyczałem zdenerwowany i szarpnąłem się. Kurwa, znam ten chwyt, ale jakoś zastosowany na biodrach miej bolał niż na nadgarstku. Może to też wina sytuacji… 3…

- Będzie, będzie, Naru. Albo twój Sasuke zostanie unicestwiony.- Powiedział z przekonaniem, a ja wybuchnąłem mu śmiechem w twarz.- Szybciej świnie zaczną latać, niż ty go zdejmiesz! A nawet jeśli będziesz próbował, to nie pozwolę ci na to! To ty wtedy zginiesz, nie Sasuke! Poza tym skończ z tym „twój"!- 2…

- Zamknij się!- Wzmocnił chwyt.- Znów gadasz o nim! Skup się na mnie!- 1…

- Tak… Masz rację…- Usłyszałem niedowierzające szepty i szaleńczy chichot Kiby. Kretyn. Wie co zamierzam, ale jak Sai się czegoś domyśli to będzie sprzątał kible w siedzibie Jonninów! Zrobiłem słodkie oczka i zmusiłem oczy do uronienia kilku łez. - Przepraszam! Masz rację! Jesteś dla mnie najlepszy, przepraszam za tą akcję! Chciałem, żebyś był zazdrosny!

- Wiedziałem, że się opamiętasz!- Wykrzyknął, ale nagle stał się podejrzliwy.- Pocałuj mnie.

- To się pochyl, bo dalej nie mogę się ruszyć!- Zawołałem, udając zniecierpliwionego i spróbowałem wyrwać dłonie.

Niestety, dalej trzymał je mocno. Wolałem tego uniknąć, ale nie zwalniał uścisku, dlatego oddałem pocałunek. Kurwa, co z nim?! Dalej nie poluźnił, a mnie się zbiera na wymioty! Nie chcę, by moja kanapeczka wylądowała na trawie!
Ugryzłem go w język, który próbował pchać mi do buzi i właśnie w tej chwili ucisk na nadgarstkach zelżał, a dzięki temu, że było pochylony, mogłem stanąć na nogi. W sekundzie przycisnąłem jego plecy do ziemi i skrępowałem, tak jak on mnie. Ku mojemu zdziwieniu dalej bezczelnie się uśmiechał.

- Nie znałem cię od tej strony, Naru. Trzeba było wcześniej mówić, że lubisz na ostro.

W tej chwili pulsująca mi na czole od jakiegoś czasu pękła i nie zastanawiając się dużo, zebrałem w dłoni czakrę i z całej siły wpakowałem mu Rasengana w brzuch. Odkąd nauczyłem się to robić bez klona jest to o wiele bardziej zabawne. Chciałem obić mu mordę, ale uznałem że lepiej, żeby zapamiętał, że nie zadziera się z Uzumakim – Hokage Konohy! Spokojnie usiadłem koło niego i nie ruszałem się. Czułem wzbierającą we mnie energię, która po minucie była gotowa do uwolnienia. Zastanawiałem się co podarować Saiowi. Przejrzałem mentalnie katalog moich technik i uznałem, że oprócz Rasengana i Kuli Ognia, wszystko inne go zabije, a tego nie chcę. Poza tym będzie miał o wiele bardziej przesrane jak zostawię go żywego. Te wszystkie rzeczy, które zrobią mu Kage i ANBU… Ah! Aż żałuję, że tego nie zobaczę! Wiem, że to okrutne, ale jakoś teraz mi go nie żal. Spojrzałem na niego. Właśnie usiadł.

- Masz trzy sekundy, by uciec.- Powiedziałem spokojnie. Był zdezorientowany i na początku nie zrozumiał, ale gdy zobaczył moje oczy natychmiast poderwał się do ucieczki do lasu. Zaśmiałem się okrutnie.- Czas minął! Idę!

Chyba za dużo czasu spędzam z Kuramą, skoro bawią mnie takie polowania. Ale później się będę tym martwił. Teraz, dwa metry przede mną znajdował się bardzo poobijany przywódca Korzenia, który później będzie mnie przepraszał na kolanach. Złożyłem pieczęć i z moich ust wydostała się wielka kula ognia, która, oprócz niego, spaliła las naokoło i bardzo dobrze mogłem zobaczyć polanę z której przyszedłem. Przynajmniej jest miejsce na nowe osiedle…
Widziałem również zszokowane miny wszystkich tam obecnych. Nawet Sakurka już dołączyła. Pomachałem jej wesoło, a ona tylko podniosła niepewnie rękę w górę i patrzyła na mnie z szokiem i niedowierzaniem. Jej zielone oczy były szeroko otwarte. Zobaczyłem również podniesione w zdziwieniu brwi u jej narzeczonego.
Nagle usłyszałem jęk przed sobą. na co natychmiast odwróciłem głowę w stronę jego źródła. Czas na ostatnią fazę! Dalej korzystając z Trybu Mędrca, stworzyłem kolejnego Rasengana i znów wpakowałem mu go w brzuch. Jak nic pół roku w szpitalu. Jak nie dłużej, jeśli ładnie poproszę babcię albo Sakurkę. No, w każdym razie teraz Sai już się nie ruszał, więc podniosłem jego zwłoki (chciałbym) i szybciutko pobiegłem z nim do różowowłosej i Obaasan. Niezbyt delikatnie odłożyłem go na ziemi, pod ich nogi.

- Jest wasz.-powiedziałem i natychmiast obie kunoichi uklęknęły i zaczęły go łatać.- No, to teraz test!

Spojrzenia wszystkich powędrowały w moją stronę. Jakby widzieli wariata. Tylko na twarzy Sasuke widniał pełen satysfakcji uśmieszek. Wyszczerzyłem się do niego i wyjąłem buteleczki z kieszeni. Naprawdę, dobrze, że kiedyś ktoś mądry wymyślił jutsu, by naczynia nigdy się nie tłukły i naprawdę dobrze, że nałożyłem je na nie. Podszedłem do Shikamaru, który przyglądał mi się uważnie. Jego twarz też nie wyrażała szoku. Był jak zwykle opanowany i zapewne kalkulował coś, od czego pewnie rozbolałaby mnie głowa.

- Trzy butelki.- Powiedziałem.- Czarno-czerwoną za chwilę wypiję, a te dwie przekazuję tobie, na razie, gdy Sakura jest zajęta. Zielona do następnego etapu i niebieska- antidotum.- spojrzałem mu głęboko w oczy. Wiedział wszystko. Uśmiechnąłem się szeroko i położyłem mu dłoń na ramieniu.- Wiem, że będziesz świetnym PO Hokage, tylko nie nawalaj z papierkami, żebym nie miał zawalonego nimi całego gabinetu jak wrócę, ok?

- Nie zmieniłeś zdania?- Upewnił się.

- Wiesz, że nie.- Uśmiechnąłem się smutno. Wiedział. Rozumiał.- Chcę mieć natychmiast założoną pieluchę! Żebym nie leżał z odsłoniętymi klejnotami nie wiadomo ile!

- Hai!

Usiadłem na ziemi i odkorkowałem butelkę. Jeszcze raz spojrzałem na wszystkich. Na ich zaniepokojone twarze. Odwróciłem się do drania.

- Ej, teme.- Zagaiłem do niego patrząc prosto w jego głębokie, czarne oczy.- Lepiej się postaraj i załatw to szybko!- Rozkazałem mu, śmiejąc się i przytknąłem flakonik do ust.- Wiesz, co? Nawet ci współczuję…- Dodałem i wypiłem miksturę.

Czułem, że moje ciało wrze, źródłem tego jest moja pieczęć. Po chwili odpłynąłem w przyjemny niebyt…