Witajcie! Wiem, wiem trochę mnie nie było i bardzo za to przepraszam! Ale wracam z nowym rozdziałem i nowym opowiadaniem pt "Historia pisana od nowa"! Jeśli chcecie to przeczytajcie takie tam opo zrodzone ze snu. Na początek dwa rozdziały i nie ukrywam, że liczę na Wasze komentarze i tam i tutaj ;D

Maximilian bardzo się cieszę, że ci się podoba. Na pewno będę kontynuować ;)

nika0645 uwierz, że Twoje powtarzanie się jest bardzo miłe i motywujące ;) Dobrze, że Ci się podoba i mam nadzieję, że tym razem wena mnie nie zawiedzie i przyjdzie szybciej ;D

MandyGrimm taaak... z tym "stanowczo" też później na to wpadłam, ale jestem za leniwa żeby to zmieniać. Przynajmniej na razie ;D Hahaha takie tam literówki i faktycznie trochę niepokojące, ale Sasek myśli o dziecku jak o dorosłym... Przynajmniej taki był zamysł ;) Co do dzieci nie wiem za bardzo, ale jak mówi Wujek Google to można podawać ;D Dzięki za ciepłe słowa!

Enjoy!

Charlotte~~


- Sasuke!- Ktoś krzyczał…- Sasuke!- Głośno krzyczał. Jak znajdę źródło tego krzyku to nawet sama Piąta go nie poskłada do kupy.

- Kto?!- Zawołałem zaspany.

- Mama!- Odpowiedział mi wesoły głos. Sakura…

- Co chcesz?!- Spytałem.

- Sasu… O! Tutaj jesteś!- Uśmiechnęła się, wystawiając głowę zza drzwi do mojej sypialni.- Co Naruto tu robi?

- Nie mógł spać i budził się co chwilę, więc go przeniosłem i położyłem u siebie. Mam za sobą nieprzespaną noc, więc streszczaj się.- Wyjaśniłem zaspany, przecierając dłońmi twarz.

- Mamy zgodę na drugi etap.- Powiedziała szeroko uśmiechnięta, podnosząc blondyna.

- Nareszcie. Wstrzykniesz mu teraz jakiś specyfik, żebyśmy szybciej skończyli tą farsę?- Spojrzała na mnie z oburzeniem i ramionami ochronnie objęła dziecko.

- Jak możesz?!- Krzyknęła, lekko kołysząc małego. Patrzyłem na niego z niepokojem. Jak tak dalej pójdzie, to będę musiał jej go odebrać zanim na nią zwymiotuje.- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!

- Nie bardzo. Nie interesuje mnie co masz do powiedzenia.- Odpowiedziałem spokojnie, wstałem z łóżka i odebrałem jej Naruto. Połaskotałem go po brzuszku i lekko uszczypnąłem w policzek, patrząc na jego uradowaną gębę. Po chwili znów przeniosłem wzrok na jej zszokowaną minę.- Jeszcze tu jesteś?

- Nie podskakuj Uchiha! To dzięki mnie Kage podjęli taką, a nie inną decyzję, dlatego zawsze mogę zmienić zdanie!- Zawołała, w sekundzie przechodząc z zaskoczenia we wściekłość.

Złapała nasadę nosa i odetchnęła głęboko. Ku mojemu zaskoczeniu potem nieświadomie położyła dłonie na podbrzuszu. Spojrzałem na nią z lekkim szokiem. Więc jako pierwsza z naszej trójki będzie miała dziecko. Nic nie widać, więc musi być to pierwszy trymestr. Dlatego tak mocno się przejęła młodym. Między innymi. W końcu to jej Hokage i przyjaciel. Spojrzałem na nią badawczo.

- Co?

- Dziecko.- Powiedziałem wprost. Spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczyma.

- Tak.

- Hn.

- Nie mów nikomu. Wszyscy dowiedzą się w odpowiednim czasie.- Poprosiła lekko zarumieniona. Skinąłem.- W każdym razie, popołudniu przyniosę ci przecier z jabłek dla Naruto. Będzie już wymieszany z eliksirem, więc młody powinien zaraz zmienić się w sześciolatka. W tym wieku powinny już się pojawiać oznaki aktywności Kyuubiego.

- On przypadkiem nie zaprzyjaźnił się z naszym drogim Hokage?- Zapytałem z rozdrażnieniem. Niech ta kobieta już idzie po te jabłka!

- Tak, ale mają jakąś umowę. Nieważne, nie mieszałam się w to.

- To znaczy, że specjalnie będzie mi utrudniał?

- Nie wiem. Nie naciskaj, powiedziałam tyle ile wiem.- Spojrzała na mnie i pomachała do Naruto.- Mam pełno roboty w szpitalu, wpadnę później.

Chwilę po tym znów byliśmy sami. Poszedłem do kuchni przygotować jedzenie dla siebie i małego. Po trzydziestu minutach męczarni karmienia go, sam zjadłem kanapkę ze świeżymi pomidorami. Jadłem je na całym świecie, ale najlepsze hodują w Konosze. Po śniadaniu poszliśmy do dziecinnego pokoju przebrać przyszłego Rokudaime. Potem usiadłem na fotelu i obserwowałem jak Naruto próbuje naśladować pieczęcie z bajki w telewizji.

Musiałem przysnąć, bo obudziło mnie szarpanie za nogawkę. Spojrzałem w dół i spojrzałem na umazanego czerwoną farbą małego. Podniosłem go i spojrzałem na jego zapłakaną twarz. Zaraz potem Naruto podstawił mi palec pod nos. Zraniony palec. Zerwałem się z fotela i pobiegłem po apteczkę i mokre chusteczki dla niemowląt. Nie mam pojęcia jako to zrobił, ale, na szczęście, jakieś dziesięć minut potem siedział wtulony w moją klatkę piersiową z plasterkiem w ropuchy przyklejonym na ranie. Zacząłem go głaskać po głowie i opowiadać różne historie. Tak zastała nas Sakura parę godzin później.

- No proszę! Czyli jednak wielki Uchiha Sasuke ma serce! To wielkie zaskoczenie!- Wykrzyknęła głosem przesączonym ironią.

- Masz?- Zapytałem zniecierpliwiony. Nie rozumiem jej zachwytu. Mały czy nie, Naruto to wciąż Naruto.

- A jak sądzisz? Przecież mówiłam, że będę miała. Trzymaj.- Podała mi talerzyk z białą paciają, opakowany w folię.- Daj mu to kiedy ci pasuje, ale tak by jabłka nie zdążyły się zepsuć.

- Hn.

- Idę, jesteś wkurzający.

- Hn.- Odpowiedziałem nie bardzo ciekawy jej powodów i zacząłem odpakowywać folię.

- Ach! Jeszcze jedno!- Ponownie odwróciła się w moją stronę.- Ściana za telewizorem, to tak naprawdę drzwi do pokoju dziecięcego. Nowy pokój Naruto, jak się domyślasz.- Powiedziawszy to, znikła.

Z entuzjazmem patrzyłem na jedzącego, z wyraźnym zadowoleniem, białą papkę Naruto. Gdy ostatnia łyżeczka znikła w jego ustach, czekałem na nagłą transformację, a zamiast tego miałem drzemiącego, dziesięciomiesięcznego dzieciaka na kolanach. Westchnąwszy, włożyłem go do łóżeczka i udałem się do salonu poczytać książkę.

Po kilku godzinach spojrzałem na zegarek i stwierdziłem, że pora udać się do łóżka. Jeśli do jutra Naruto się nie przemieni, Sakura wyjaśni mi dlaczego. Z lekkim poczuciem niepokoju ułożyłem się do snu.

Obudził mnie dźwięk tłuczonych naczyń. Wstałem szybko i w biegu złapałem mój miecz Kusanagi. Wbiegłem do kuchni, a tam zobaczyłem małą postać stojącą na dwóch ustanowionych na sobie, chwiejących się krzesłach, próbującą dostać się do górnej półki, gdzie były kubki. Nie zauważył mnie, więc chrząknąłem. Natychmiast odwrócił się w moją stronę, co spowodowało mocniejsze zachwianie się konstrukcji i jego szybki lot w stronę ziemi. Na jego szczęście złapałem go zanim walnął z impetem o podłogę. Spojrzał na mnie i wybuchnął śmiechem. Spojrzałem na niego podejrzliwie, a on dalej nie przestawał się śmiać. Już wkurzony, posadziłem go przy stole.

- Co jest takie zabawne, racz mi wytłumaczyć?- Zapytałem rozeźlony. Dalej chichotał i, pomiędzy napadami śmiechu, odpowiedział mi.

- Twoja twarz! Wyglądasz tak głupio i staro! Jak staruszek Trzeci!

- Naruto!- Podniosłem głos i spojrzałem na niego lodowatym wzrokiem, który mam zarezerwowany dla Karin i Suigetsu. Na jego szczęście, uspokoił się.- Sandaime Hokage, jak już! Miej szacunek dla starszych! I wytłumacz mi o co ci chodzi z moją twarzą?! Nie przypominam sobie, bym chodził do akademii razem z Trzecim.

- Ale tak wyglądasz!- Odburknął bezczelnie.

- Wyjaśnij!- Wysyczałem. Spiął się i spojrzał na mnie uważnie.

- Spójrz w lustro!- Wytknął mi język i, zanim zdążyłem go złapać, wyskoczył przez okno.

Pobiegłem do łazienki i to co zobaczyłem w lustrze dodatkowo rozpaliło moją wściekłość. Jest taki jak zapamiętałem! Mały idiota! Zmyłem z twarzy domalowane czarną farbą zmarszczki, czerwone usta w kształcie kwitnącego pąka, dokładnie takie jakie mają gejsze, i dorysowany jasnoniebieską farbą glut z nosa. Wytarłam się, ubrałem i wybiegłem z domu. W międzyczasie zauważyłem, że z drzwi wejściowych została zdjęta bariera.

Na początek postanowiłem sprawdzić nasze pierwsze pole treningowe. Przeszukałem każdy krzak i drzewo, a nawet zajrzałem pod wodospad, ale nigdzie go nie było. Potem pobiegłem do akademii, ale po krótkim przeszukaniu budynku i jego okolic, pobiegłem dalej. Dalej sprawdziłem cmentarz, szpital, jego stare mieszkanie, nowe mieszkanie, głowy Hokage i mieszkanie tej podróbki mnie, Saia. Nawet Ichiraku! Na koniec zostało ostatnie miejsce gdzie mógłby być, ale szczerze mówiąc wolałem tam nie wchodzić. Jeśli to Piąta przejęła rolę Hokage pod jego nieobecność i dowie się co zaszło, to zawisnę jeszcze przed zachodem słońca. A nie mogę! Nie, kiedy jestem tak blisko niego i rozwiązania zagadki tych chorych snów!

Szedłem schodami do gabinetu zajmowanego przez Rokudaime. Pewny siebie wszedłem do środka i spojrzałem zirytowany na leżącą na biurku postać. Tyle nerwów o Narę! Podszedłem do biurka i, tuż obok jego ucha, mocno uderzyłem w nie pięścią. Poderwał się gwałtownie do góry i pomasował sobie ucho. Spojrzał na mnie z irytacją i usiadł z powrotem.

- Czego chcesz, Uchiha?- Zapytał, jednocześnie ziewając.

- Był tu ten kretyn?- Spytałem wkurzony.

- Zgubiłeś Rukudaime Hokage?- Zapytał z niedowierzaniem.

- Uciekł. Był tu czy nie?

- A myślisz, że dałby mi spać, gdyby był?- Zapytał retorycznie, a ja warknąłem z frustracji.

- Sprawdzałem już każde miejsce, które przyszło mi do głowy. Masz jakieś sugestie?

- Głowy Hokage? Ichiraku?

- Sprawdzałem.

- To nie wiem. Radzę ci go znaleźć przez zachodem słońca.

- Szukam go od rana, a zaraz słońce będzie schodzić.

- Oszukany przez sześciolatka… lepiej by Kage się o tym nie dowiedzieli.

- To Naruto. W swoim czasie połowa Wioski Liścia, wliczając w to joninów nie mogła go złapać.

- Tak, ale teraz to ty jesteś za niego odpowiedzialny.

- Znajdę go!- Powiedziałem stanowczo, odwróciłem się i wyszedłem.

Wskoczyłem na dach budynku administracyjnego i spojrzałem na wioskę z góry. Szukałem w tłumie blond czupryny. Cholerny idiota! Nagle za moimi placami ktoś się zmaterializował. Odskoczyłem i wyjąłem Kusanagi. Odwróciłem się i nieufnie spojrzałem na maskę członka ANBU. Schowałem katanę i skrzyżowałem ramiona na piersi. Podniosłem pytająco brew.

- Czcigodny Kazekage chce wiedzieć, czy masz zamiar znaleźć Hokage, czy mają zakończyć twoją próbę tutaj.

- Znajdę.- Warknąłem. Cholerny no Sabaku! Nie myślałem, że posunie się do groźby.

- Świetnie. Masz trzy godziny.- Powiedziawszy to zniknął.

Kuso, przydałaby się Karin i jej zdolności sensoryczne. Trzy godziny… Akurat tyle, by słońce schowało się za horyzontem. Spojrzałem na kamienną głowę dziewiętnastoletniego Naruto i przekląłem w głowie jego figlarnego odpowiednika. Mimo wszystko przyjrzałem mu się. Bardzo podobny, chociaż nie tak przystojny. Obiektywna ocena i to wszystko. Żadnych podtekstów. Nagle koło kamiennego ucha mignął mi żółty błysk, Mam cię, Dobe! Obserwowałem go, jak wchodzi do punktu ewakuacyjnego. Teraz mam szansę! Usuratonkachi naprawdę myślał, że mi ucieknie? Z irytacją wypisaną na twarzy pobiegłem do punktu ewakuacyjnego.