4. Niedziela – Prace domowe
Kiedy Yakov i Jurij wrócili z kolejnej „eskapady" po drobniaki i przyszli rano do kuchni, nie zastali już na stole Słoika przez duże „S". Podobnie jak nie zastali kilku innych rzeczy. Na przykład śniadania. Albo herbaty. Albo czystych naczyń na suszarce. Za to całkiem sporo brudnych naczyń znajdowało się w zlewie. Hę? A od kiedy to naczynia były myte w zlewie? Przecież mieli zmywarkę… ale zaraz!
- Gdzie, do cholery, podziała się zmywarka? – zdziwił się Plisetsky.
Wodził wzrokiem po pomieszczeniu, w nadziei, że wspomniany element wyposażenia wcale nie zniknął, lecz został przeniesiony w inne miejsce.
- Pierdolić zmywarkę – rzucił Yakov. – Gdzie, kurwa, śniadanie?
- Gdzie, kurwa, Yanka?
- Lilia, skarbie, widziałaś Yaneczkę? Dlaczego jej tu nie ma?
Ani trochę się nie śpiesząc, Baranowska odstawiła kawę na spodeczek. Dawno już była po śniadaniu, więc w przeciwieństwie do wychowanka i byłego męża nie musiała się martwić wydawaniem żadnych… hmm… ordynarnych dźwięków.
Brzuszki Yakova i Jurija zaburczały smętnie.
- Yaneczka dostała dzisiaj rano wolne – oznajmiła Lilia. – Rzecz jasna płatne. Nie powiecie mi, że nie zasłużyła.
- Nie no… zasłużyła, ale…
- Ale wróci, żeby zrobić obiad… prawda?
„Zrobić obiad, a także pomyć naczynia, wynieść śmieci, posprzątać kuwetę, a także zrobić wszystkie inne rzeczy, których MY nigdy nie musimy robić" – zawisło w powietrzu.
Kącik ust dawnej Prima Baleriny kpiąco uniósł się do góry.
- Tak, Juriju Michajłowiczu, Yaneczka wróci, by zrobić dla nas obiad.
Para choleryków odetchnęła z ulgą.
- JEŚLI - Lilia dodała po chwili – jeden z was wykona następujące obowiązki: umycie naczyń, umycie podłogi w kuchni, wyniesienie śmieci oraz posprzątanie kuwety. Jeżeli do godziny piętnastej żaden z was tego nie zrobi, to Yana nie zrobi obiadu. Jednak lepiej dla was, by mimo wszystko do tego nie doszło. Kiedy spaliście, skonfiskowałam wasze pieniądze i karty kredytowe, zatem nie stać was na zjedzenie czegoś na mieście.
- Że CO, kurwa?! – wydarli się jednocześnie.
W ułamku sekundy spokojny poranek przemienił się w typowy początek dnia na poligonie. Jurij z Yakovem zaczęli na przemian wrzeszczeć:
- Jak to „jeden z nas" ma, kurwa, pomyć naczynia?!
- I, kurwa, podłogę!
- I, kurwa, śmieci wynieść!
- I, kurwa, posprzątać kuwetę pierdolonego sierściucha!
- Ale jak to, kurwa?!
- Jakim cudem, kurwa?!
- Jeden z nas ma to wszystko zrobić…?!
- Tylko, kurwa, który?!
- O nie, kurwa… nie ma, KURWA, mowy! Reprezentuję Rosję w pierdolonym łyżwiarstwie figurowym! Codziennie wypruwam sobie żyły na treningach! Nie będę po kilku godzinach ćwiczeń popierdalał ze ścierką i mopem!
- A ja mam, kurwa, siedemdziesiąt lat! Wystarczająco się w życiu nasprzątałem! Nie po to, kurwa, stać mnie na zapłacenie miłej dziewczynie, żeby robiła to, do czego ja jestem za stary!
Dwóm krzykaczom wreszcie zabrakło powietrza w płucach. Dysząc, skierowali wytrzeszczone oczy na Lilię. Ona zaś bez pośpiechu dopiła kawę.
- Po pierwsze, Yakovie Stanisławowiczu - zaczęła surowo – nie TY płacisz Yaneczce, tylko JA. Po drugie, mamy szczęście, że Yaneczka wciąż chce tu pracować, biorąc pod uwagę, jakiego słownictwa nasłuchała się ze strony twojej i Jurija Michajłowicza.
- Ej, żeby, kurwa, nie było, ja jej nigdy złego słowa nie powiedziałem! – oburzył się Plisetsky.
- Ja też nie przypominam sobie, bym pierdolnął w jej kierunku coś nieuprzejmego – Feltsman podrapał się po głowie. – O ile na wszystkich wrzeszczę, do niej zawsze jestem kurewsko uprzejmy.
- Twoja tak zwana „kurewska uprzejmość" to nieustane rzucanie kurwami, Yakovie Stanisławowiczu! – warknęła Lilia. – Przedwczoraj dałam tobie i Jurijowi do zrozumienia, że nie będę tolerować takiego zachowania. Zapomnieliście już?
Wymowne spojrzenie w stronę reklamówki i sportowej torby (z czego obie uginały się pod ciężarem drobniaków) pokazało, że – nie, nie zapomnieli. Zawstydzeni otworzyli usta, by coś powiedzieć, lecz Baranowska nie dopuściła ich do słowa.
- Jak mówiłam, jeżeli chcecie dzisiaj coś zjeść, to jeden z was będzie musiał wykonać obowiązki Yaneczki. I będzie to TEN, który więcej razy przeklnie. Mam nadzieję, że to was przekona, żebyście wreszcie się opamiętali.
HA! Gdyby wtedy wiedziała, do CZEGO to ich przekona, czym prędzej zrezygnowałaby z tego pomysłu.
Jurij i Yakov poszli na trening z pustymi brzuchami, więc byli wkurwieni jak nigdy i w efekcie klęli jeszcze bardziej niż zwykle. A słuchanie westchnień Viktora, który szczebiotał, „jaka to pyszna była ta potrawka z wieprzowinki", którą przed wyjazdem zamroził dla niego Katsuki, bynajmniej nie zachęcała ich do powstrzymania wylewającego się skurwisłowotoku. Mało tego…
- Kurwa mać! – po bolesnym upadku na biodro zaklął Plisetsky.
Obserwujący go zza bandy Yakov sięgnął po notesik i coś w nim zapisał.
- Do pierdolonej cholery, Vitya! – kilka minut później wydarł się na Nikiforova. – Twoje nogi nie pojechały do Japonii razem z dupą narzeczonego! Zacznij normalnie skakać!
Wówczas Jurij wziął nową komórkę i zerkając w stronę trenera, dyskretnie coś do niej wstukał. Już wkrótce Caryca Rosyjskiego Baletu miała przekonać się, po co mu to było…
Około czternastej podjechali z powrotem po kamienicę. Lilia musiała jeszcze odebrać buty od szewca, więc puściła Plisetskiego z Feltsmanem pierwszych do domu. Kiedy jakiś czas później weszła na klatkę schodową, musiała od razu zatkać sobie uszy. Po chwili minął ją rozjuszony sąsiad.
- To już jest szczyt wszystkiego, Pani Baranowska! – syknął, przyciskając sobie dłonie do głowy. – Rozumiem, że pani mąż i syn mają trudny okres, ale, do diabła, są jakieś granice!
Trudno się z nim nie zgodzić. Wrzaski, które roznosiły się echem po budynku sugerowały, że ktoś urządził sobie „konkurs w bluzganiu". W jak najgłośniejszym i jak najwulgarniejszym bluzganiu.
Kiedy Lilia otworzyła drzwi do mieszkania, zastała Yakova i Jurija drących się na siebie, z minami walczących o terytorium tygrysów.
- … więcej razy, pierdolony staruchu, i nawet, kurwa, nie próbuj się wypierać!
- Ja ci zaraz, kurwa, pokażę pierdolonego starucha, Juraczka! To TY przekląłeś więcej razy!
- Akurat, kurwa! Chyba w twojej pojebanej wyobraźni!
- Nie w mojej, kurwa, wyobraźni, tylko, kurwa, na papierze! – palec Feltsmana gniewnie uderzał w okładkę notesu. – Mam tu, kurwa, wszystko udokumentowane! Zapisałem sobie każdą zajebankę słowną, jaką dzisiaj pierdolnąłeś!
- No to wiesz, kurwa, że moich pojebanek było mniej niż twoich! – Plisetsky wydarł się, triumfalnie wyciągając telefon. – A widzisz? Widzisz, kurwa? Ja TEŻ wszystko kontrolowałem! Co, niby myślałeś, że dam się wydymać w dupę i pozwolę, byś wrobił mnie w jakieś pojebane prace domowe?! NIEDOCZEKANIE! Zapisałem sobie każde skurwipojęcie, które dzisiaj pierdolnąłeś, łącznie z tym, jak nazwałeś Viktora „pizdusiowatym chujoholikiem"! Nie ma opcji, bym…
- JURIJU MICHAJŁOWICZU, YAKOVIE STANISŁAWOWICZU!
Zaskoczeni cholerycy zaprzestali przepychanki słownej i spojrzeli w stronę Lilii, która wyglądała jak jednoosobowe wcielenie wszystkich Jeźdźców Apokalipsy.
- Wynocha - wyszeptała.
- L-Lileczka…
- POSZLI MI STĄD! ALE JUŻ! Macie tutaj karty kredytowe na jedzenie. Weźcie je i wynoście się! Muszę ochłonąć, więc przed północą macie mi się tutaj NIE POKAZYWAĆ! ZROZUMIANO?!
Sądząc po prędkości, z jaką Jurij i Yakov opuścili mieszkanie (zanim im się to udało, zostali trafieni różnymi przedmiotami, między innymi parasolem oraz łyżką do butów) – jak najbardziej zrozumiano.
Gniewnie wypuszczając powietrze przez szparkę między zaciśniętymi zębami, Lilia przysiadła na kanapie.
Ja im jeszcze pokażę! – poprzysięgła sobie, zaciskając piękną dłoń w pięść. – Kiedy wreszcie wrócą, pożałują, że się urodzili!
