5. Poniedziałek – Współlokatorzy
Pomimo później godziny, Lilia nie opuszczała swojego miejsca na kanapie. Co jakiś czas zerkając na zegarek, głaskała leżącego na kolanach kota i czytała książkę. Jurij i Yakov zjawili się w domu równiutko minutę po północy, szczęśliwie dla siebie ze słowami przeprosin i gigantycznymi bukietami kwiatów. Co wcale nie oznaczało, że urażona dama zamierzała im odpuścić.
Póki co udawała udobruchaną. Rozkazała Yakovowi zrobić herbatę „na zgodę", a Jurijowi pozwoliła pójść do siebie. Była arcyciekawa reakcji tego dzieciaka na to, co zastanie w pokoju.
Po kilku minutach obaj panowie wrócili do salonu. Feltsman postawił na stoliku filiżanki z gorącym napojem, zaś Plisetsky zaczął nieśmiało wodzić stopą po dywanie.
- No więc… tego… po pierwsze chciałbym jeszcze raz przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie – z zaróżowionymi uszami burknął nastolatek. – A po drugie… no… tego… cholera… chciałbym podziękować. Wczoraj mówiłem, że Beka przyjedzie do mnie w sierpniu i prosiłem, by w związku z tym do mojego pokoju wniesiono materac, ale…tego… cholera… no, nie sądziłem, że moja prośba zostanie pozytywnie rozpatrzona. Czułem się cholernie zaniedbany i sądziłem, że tylko potrzeby tamtego cierpiącego z miłości chuja… znaczy, chciałem powiedzieć, Viktora… są brane pod uwagę. Nie sądziłem, że ktoś w tym domu zwraca jeszcze uwagę na to, co ja mówię. Dlatego też… no… cholera, dziękuję.
Kącik ust Lilii nieznacznie uniósł się do góry.
- Możesz być pewien, Juriju Michajłowiczu, że mieszkańcy tego domostwa zwracają ogromną uwagę na wszystko, co mówisz. W innym wypadku, materac nie znalazłby się w twoim pokoju. Aczkolwiek, młody człowieku, wychodzisz z mylnego założenia co do powodów, dla których przychyliłam się do twojej prośby. Bo widzisz, Juriju Michajłowiczu, to nie jest materac dla Otabka… tylko dla Yakova.
Feltsman, który zdążył już upić łyk swojej herbaty, widowiskowo zapluł blat stolika. Wzięty z zaskoczenia Plisetsky poślizgnął się i upadł na zadek.
- Że CO, kurwa?! – ryknęli obaj.
- Przeklinanie – z głośnym plaśnięciem zamykając książkę, wysyczała Lilia. – O TO cały czas chodzi! O wasze wulgarne i niewybaczalne słownictwo!
- Lileczka…
- OOOO, nie, Yakov, tylko nie Lileczka! Spróbuj jeszcze raz nazwać mnie Lileczką, gdy jestem na ciebie tak wściekła, a pożałujesz, że się urodziłeś!
- Lilia, kochanie, przecież…
- CISZA! Tylko nie „Lilia" i tylko nie „kochanie"!
Yakov wydał zrezygnowane parsknięcie.
- No dobrze… Kobieto, błagam! Ja jestem stary, do ciężkiej cholery! Nie mogę mieszkać w jednym pokoju z nastolatkiem! Przecież my się, kurwa, pozabijamy!
- Zwariujemy! – zawtórował mu Jurij.
- Nie będziemy mogli normalnie funkcjonować!
- Doprawdy? – zakpiła Lilia. – Bo moim zdaniem nie możecie normalnie funkcjonować, przeklinając jak miejscowi chuligani. Ja, w każdym razie, nie zamierzam spać w jednym łóżku z kimś, kto dziennie wymawia więcej „kurew" niż zaimków!
- Okej, to niech Yakov wypierdala na kanapę! – rzucił Jurij. A po chwili dodał: – I czym, do diabła, są zaimki?
- Sam sobie wypierdalaj na kanapę! – burknął Yakov. – Skoro Lilia nie chce już ze mną spać, to pójdę do ciebie do pokoju…
- Żaden z was NIE będzie spał na kanapie - lodowatym tonem podkreśliła Baranowska – bo kanapa to moje ulubione miejsce do czytania, a kto wie, czy w nocy nie najdzie mnie ochota na przeczytanie czegoś interesującego. Będziecie spać w jednym pokoju i to jest moje OSTANIE słowo! A jeżeli chcecie zmienić ten stan rzeczy, popracujcie nad słownictwem! Mam nadzieję, że pierwsza wspólna noc będzie dla was wystarczającą motywacją.
Tak naprawdę ich pierwsza wspólna noc była potworną ANTY-motywacją. Koszmarem. Tragedią. Jedną wielką pomyłką!
Jurij był tak podminowany wydarzeniami poprzedniego dnia, że do trzeciej w nocy bawił się telefonem. Bijące od ekranu światełko sprawiało, że Yakov nie mógł spać. Wybuchła kłótnia. Doszło do rękoczynów (i poduszko-czynów).
Po trzeciej Plisetsky wreszcie odłożył smartfona i zasnął. Poprawka - spróbował zasnąć, ale nie mógł, bo chrapanie Feltsmana mu to uniemożliwiło. Znowu wybuchła kłótnia. Znowu doszło do rękoczynów (i kapcio-czynów, i kołdro-czynów, i sztuczna-szczęka-czynów, w pewnym momencie nawet koto-czynów, biedny kot, podobnie jak biedny pokój, bo o czwartej rano pokój wyglądał jak po przejściu tornada).
Efekt mógł być tylko jeden: Yakov z Jurijem obudzili się nie jak nowo-narodzeni, ale jako od-nowa-wkurwieni. Cokolwiek przeszło im, gdy zostali poprzedniego dnia wygonieni z domu, teraz wróciło ze zdwojoną siłą! Na treningu puszczali takie wiązanki, że nawet Viktor zapomniał o swoim Weltschmerczymśtam i zaczął się zachowywać jak grzeczne dziecko.
Tak, tak, instynkt przetrwania żył w każdym człowieku! Można sobie być Mistrzuniem Nikiforovem Co To Ma Wszystko W Poważaniu, ale nawet Mistrzunio Nikiforov zorientuje się, że granica została przekroczona, gdy zagrozi mu się wepchnięciem rosołu do dupy, makaronik po makaroniku, a następnie zatkaniem otworu korkiem od wina, by wszystko kisiło się w odbycie. Niesmaczne, ale skuteczne.
Tamtego dnia padło więcej rekordów w kurwowaniu, niż wszystkich rekordów na Olimpiadzie! Mimo to Baranowska była pełna optymizmu. Po tym, co jej chłopcy przeżyli ubiegłej nocy, nie miała wątpliwości, że przed wieczorem przyjdą do niej, by na kolanach negocjować przywrócenie dawnego stanu rzeczy. Jak mogliby tego nie zrobić? Na pewno tak właśnie zrobią!
Ale tego nie zrobili.
Zamiast tego znaleźli zadziwiająco proste rozwiązanie problemu – Yakov kupił sobie opaskę na oczy, a Jurij korki do uszu. Zanim wybiła jedenasta, obaj spali jak niemowlaki w kołysce.
Niech cieszą się snem, póki jeszcze mogą! – ze z złością pomyślała Lilia. – Jutro już ja się za nich zabiorę!
Skoro zwyczajne środki zawodziły, nie było innego wyjścia – trzeba będzie sięgnąć po nadzwyczajne!
