8. Czwartek – Siłownia dla prawdziwych mężczyzn
Sobota zbliżała się wielkimi krokami, a Lilia czuła w sobie coraz większą desperację. Nie było szans, by mogła przedstawić Jurija i Yakova koleżankom – nie bez najedzenia się wstydu tysiąclecia! Musiała szybko coś wymyślić.
Ostatecznie postanowiła postawić na klasykę. W końcu musiał być moment w historii ludzkości, kiedy przekleństwa jeszcze nie istniały, więc naładowani złością mężczyźni wynajdywali sobie inne sposoby na rozładowanie emocji. Niewątpliwie czynili to zabijając mamuty, przesuwając menhiry, albo robiąc coś jeszcze innego. Cóż, mamutów i menhirów w Petersburgu nie było, za to całkiem blisko kamienicy znajdywała się…
- Siłownia? – zdziwił się Yakov.
- Kurwa, nie wystarczy, że popierdalam na lodowisku i sali baletowej? – jęknął Jurij. – Na chuj mi siłownia?
- W domu mam takie same sztangi. Nie muszę wyłazić na miasto.
- Fakt, Yakovie Stanisławowiczku, jednak tym, czego NIE masz w domu, jest motywacja do ćwiczeń. A waszą dzisiejszą motywacją będzie NIE wykonywanie obowiązków domowych.
Na samo wspomnienie niedzielnego wywalenia z mieszkania, Feltsman i Plisetsky wzdrygnęli się.
- Idźcie ćwiczyć, a ja posiedzę w kawiarni – oświadczyła Lilia. – Po pół godzinie zadzwonię do właściciela siłowni i zapytam, jak sobie radzicie. Jeżeli powie, że dajecie z siebie wszystko, to po powrocie zastaniecie posprzątany dom i obiad na stole. Ale jeśli usłyszę, że się obijacie, znowu dam Yaneczce przymusowe wolne. Zrozumiano?
Energicznie pokiwali głowami. Modląc się, by ten nowy plan wypalił, Dawna Prima Balerina popchnęła ich w kierunku wejścia do budynku.
Będzie dobrze – powiedziała sobie. – Pobiegają, porobią brzuszki, pobawią się ciężarkami… pozbędą się nadmiaru złej energii i nie będą mieli siły przeklinać!
Naprawdę wierzyła, że tak będzie. Mimo to bardzo długo zwlekała z telefonem do siłowni. Gdyby usłyszała niedobre wieści, mogłaby zrobić coś nierozsądnego – na przykład cisnąć filiżanką przez połowę kawiarni. Dzisiaj naprawdę czuła się do tego zdolna.
W końcu minęło czterdzieści pięć minut i nie można było dłużej odwlekać nieuchronnego. Drżącą ze zdenerwowania ręką, Lilia wybrała numer.
- N-no więc? – zapytała z niepokojem. – Jak im idzie? Zaangażowali się?
- PANI! – okrzyk właściciela siłowni był tak radosny i tak głośny, że kobiecie prawie rozerwało bębenki. – Toż to swoje chłopaki są! Tak się wtopili się w otoczenie, jakby, kurde, przychodzili tutaj całe życie!
Baranowska przełknęła ślinę. Jak na jej przeczucia, to brzmiało trochę zbyt pięknie.
- Czyli że… ćwiczą, tak? Starają się?
- Oooo, i to jak się starają! Pani, takiej pasji to ja tutaj od lat nie widziałem! No po prostu coś fantastycznego! Jacy oni silni… jacy męscy… jacy jurni i pełni energii! Mówię pani, aż chce się na nich patrzeć!
- A spocili się chociaż?
- O, tak!
No to teraz Pytanie przez duże P.
- A czy… p-przeklinają? Wie pan, rzucają „kurwami" i takie tam…
- A gdzie tam! Pani, tutaj ludzie nie mają czasu na takie rzeczy! U nas trzeba skupić się walce, a nie zawracać sobie głowę pikantnymi słówkami!
- Na walce? Oczywiście ma pan na myśli walkę z samym sobą? Pokonywanie granic i tak dalej?
- No… tak. Między innymi.
„Między innymi"? Chyba nie kryło się pod tym nic dziwnego… prawda?
Och, na litość boską! – wstając od stolika, żachnęła się Lilia. – A co niby miałoby się pod tym kryć?
Wkrótce miała się przekonać, co.
Była już prawie pod siłownią, gdy natknęła się na grupę dresiarzy. Byli strasznie poturbowani, jakby wracali z ustawki, albo innej bijatyki. Tu siniak, tam śliwa pod okiem, jeden trzymał się pod bok, drugi kulał, trzeci szedł podtrzymywany przez czwartego i piątego – ogolnie obraz nędzy i rozpaczy.
- Kurde - z miną, jakby wspominał orgazm życia, wyszeptał jeden z młodziaków – ale ten stary to miał klasę, no nie?
Baranowska zamarła w miejscu. „Stary"?
- No, on to chyba całe życie uczył się tak napierdalać! Ja pierdolę… przecież to było zajebiste!
- Ten kop w jaja…
- Ten widowiskowy przerzut…
- Po prostu, kurwa, Mistrz! Ja pierdolę, chłopaki… myślicie, że jest jakaś szansa, by zapisać się do niego na jakieś korepetycje, czy coś?
- Chyba nie ma takiej opcji, ziom…mówił, że uczy tylko tych, co jeżdżą na łyżwach.
- No, ale przynajmniej zapowiedział, że znowu przyjdzie! Będzie szansa, by się podszkolić!
- Kurwa, chłopaki, nasze modły nareszcie zostały wysłuchane! Odkąd frajerzy z przeciwnej drużyny przenieśli się do innej pakerni, już straciłem nadzieję na zajebankę na poziomie…
- No dokładnie, kurwa, wyjąłeś mi to z ust! Ooooch, ale z tym starym to jest coś… normalnie, kurwa, nowy wymiar wpierdolu!
- Stary to jedno… - jedyny przedstawiciel grupki, który do tej pory się nie odezwał, a konkretniej ten najbardziej poobijany, wleczony ulicą przez kolegów, wreszcie przestał milczeć i powiedział z namaszczeniem. – Ale ten mały… chłopaki… Ten Mały!
- No, mały to zupełnie inna liga… po prostu, kurwa, zawodowstwo!
- Z nim to dopiero był kosmos!
- Jak on mi wpierdolił, to, kurwa, nie tylko zobaczyłem gwiazdy, ale i przeniosłem się do sąsiedniej galaktyki!
- A ten jego chujochwyt upierdalający…
- I terapia doodbytowa…
- Dlaczego nie znaliśmy tych zwrotów, chłopaki? Jak to możliwe, że jesteśmy tacy zacofani?!
- Trzeba sobie to wszystko pozapisywać i nauczyć chłopaków na osiedlu!
- No, a zwłaszcza kryptonim S.S.I.J.!
- Ooooo, tak, tak, tak! S.S.I.J. rozwala system!
- Seria Super Intensywnego Jebania… Jakim geniuszem trzeba być, żeby wymyślić coś takiego!
- Chłopaki, przecież to zarąbiste zaproszenie do ustawki! Możemy wykorzystać ten kryptonim, by wysyłać znaki przeciwnej drużynie!
- Kurwa ten mały to nawet nie jest kibol… To pierdolony wizjoner! Kurwa mać, wizjoner!
- No dobra, chłopaki! Chodźmy teraz do osiedlówki po wódkę do odkażenia ran!
- Nie czułem się taki spełniony, odkąd wynaleziono kij bejsbolowy…
Czy ktoś mógłby z łaski swojej wynaleźć maszynę umożliwiającą od-usłyszenie? Gdyby tylko Lilia mogła cofnąć czas… gdyby tylko mogła nie usłyszeć tych wszystkich… uuuuugh!
Zakrywszy twarz, zgięła się w pół i gniewnie tupiąc obcasami o chodnik zaczęła wrzeszczeć we własne dłonie. Sądziła, że pozbyła się części złości, ale zmieniła zdanie, gdy ujrzała Yakova i Jurija. Obaj byli w idealnym stanie – ani jednej ranki! Szli, leniwie naciągając sobie ręce. Wyglądali na tak nieprzyzwoicie z siebie zadowolonych, że aż chciało się czymś w nich rzucić.
- Ech, cholera, nareszcie jakaś jasna strona tego popapranego dnia – wymruczał Jurij.
- No – zgodził się Yakov. – Jak to miło wreszcie się odstresować!
- Człowiek myślał, że nie przydarzy mu się nic miłego, a tu, kurna, taka niespodzianka!
- Raju… dawno się tak dobrze nie bawiłem!
- Kurde, ty wiesz, że ja też? O, patrz: Lilia!
- Lilia, kochanie, z tą siłownią to był fantastyczny pomysł!
- Rewelacyjny!
- Pierwszorzędny!
- Serio, było ekstra! Od razu poczuliśmy się lep… eeee, Lilia?
- L-Lilia skarbeńku, wszystko dob…
- NIC NIE JEST DOBRZE! – Baranowska wydarła się na całą ulicę.
Yakov z Jurijem aż cofnęli się od paru kroków. Dawna Prima Balerina zawahała się – po najnowszych wypowiedziach tych dwóch wywnioskowała, że nieznacznie poprawili słownictwo. Nieznacznie, bo nieznacznie – ale to zawsze coś. Szkoda byłoby to zaprzepaścić…
W końcu Lilia odwróciła się na pięcie i pomaszerowała w stronę samochodu.
- Nie przyprowadziłam was tutaj, byście wdawali się bójki… - wymamrotała, a nieco głośniej dodała. – Widzę, że trochę wam lepiej, więc jutro pojedziemy do innej siłowni.
- CO?!
- Ale my lubimy tę siłownię…
- To jest fajna siłownia! Taka swojska…
- To miejsce spotkań przestępców! – syknęła Lilia. - Zabiorę was do Klubu Fitness w galerii handlowej…
- Po moim, KURWA, trupie! – odkrzyknął chórek głosów. .
To tyle jeśli chodzi o poprawę…
- Nie pójdę do pierdolonego Klubu Fintess – wydyszał rozzszłoszczony Jurij. – Prędzej cmoknę Prosiaka w ryj, niż pokażę się w miejscu, gdzie cycate krówska napierdalają o liczeniu kalorii!
- Dobrze gadasz, Jura! – zgodził się Yakov. – Posłuchaj, skarbie, do tej pory godziliśmy się na wszystkie twoje dziwne pomysły, ale nie możesz nas zmusić do zrobienia czegoś, co jest niemal równoznaczne z obcięciem kuśki i przyprawieniem sobie sztucznego biustu! Jak mamy iść do siłowni, czy jakiegoś, kurwa, innego przybytku poprawiania kondycji, to ma to być, kurwa, miejsce dla prawdziwych mężczyzn!
- NO! – dobitnie podkreślił Plisetsky.
Lilia zacisnęła zęby. Przybytek „dla prawdziwych mężczyzn", tak? Już ona im da przybytek dla prawdziwych mężczyzn… Jeszcze będą żałować, że nie woleli sztucznego biustu!
