10. Sobota – Kolacja przy wódce i świecach
Dzień Spotkania przez wielkie S nareszcie nadszedł, a w domu było nienaturalnie cicho. Przez moment Lilia przeraziła się, żę Yakov z Jurijem spakowali walizki i uciekli. Kiedy zastała ich siedzących w kuchni i jedzących śniadanie, wydała westchnienie ulgi. Czuła, że wszystko będzie dobrze… dopóki nie zobaczyła ich min.
Wytrzeszczone, postawione w słup oczy, zezujące w bliżej nieokreślonym kierunku. Lekko zgarbione plecy. Włosy w nieładzie. Dłonie zaciskające się na sztućcach tak mocno, jakby była to sprawa życia i śmierci.
Upuszczony przez Jurija widelec z cichym brzdękiem spadł na ziemię.
- Noż k… ! – Plisetsky zaciął się w połowie słowa. Przerażony, chwycił się za gardło.
Yakov spojrzał na niego jak na mordercę.
- Oszalałeś?! – wyszeptał nerwowo. – Ty weź k… Ty weź nad sobą panuj!
- Przecież wiem, k… ! Mnie nie musisz mi tego ch… tego mówić!
Wyglądało to trochę jak kabaret. Coś w stylu tego, który niedawno leciał w telewizji – „dławienie się wyrazami", czy jakoś tak. Lilia bała się wejść do kuchni.
- Słuchajcie…
Na dźwięk jej głosu aż podskoczyli na krzesłach. Skręcili głowy w jej stronę tak szybko, że chyba tylko cudem ich sobie nie urwali.
- Wychodzę po…
Zastanowiła się chwilę. Po jaki produkt mogłaby pójść do sklepu?
- … mleko. Idę po mleko!
Jakaś część niej śmiała się do rozpuku z ironii tej sytuacji. Inna część miała ochotę podbiec do ucznia i byłego męża, by ich przytulić. Rozsądek sugerował wyjście z domu celem ochłonięcia.
Gdy tylko znalazła się na klatce schodowej, uświadomiła sobie, że zapomniała portfela. Cichutko otworzyła drzwi i weszła z powrotem do mieszkania.
- … i uważaj, kretynie! – padło z kuchni. – A co jeśli założyła podsłuch?!
- Tylko spokojnie, Juraczka, nie zakładajmy najgorszych scenariuszy…
- Ale jak, k… jak mamy nie zakładać najgorszych scenariuszy po tym wszystkim, co nas cho… co nas, kurde, spotkało! A co jeśli będzie gorzej?
- Wypluj to słowo!
- To samo mówiłeś przedwczoraj, i co?! Skończyłeś z jeb… z durną nogą na głowie!
- Uuuugh, nie mówmy już o tym! O Boże, a co jeśli następnym razem zaciągnie nas na sesję medytacyjną?!
- I to z tym pier… i to z tym dziwnym kijkiem, co się nim wali… BIJE! Chciałem powiedzieć „bije" po ramionach!
- Żeby to był tylko kijek, Juraczka… a co jeśli kupi sobie szpicrutę?!
- Albo bicz!
- Albo sprzęt do lewatywy… O Jezu, ale ona chyba nie wie, gdzie można to kupić?!
- Jak nie wie, to spyta Viktora…
- Nie wypowiadaj przy mnie imienienia tego pier… JEEEEZUUUUS MAAARIA! Ja zwariuję z tego stresu!
Czując się jak najgorsza swołocz, Lilia spuściła głowę i wyszła z domu.
XXX
A tak na poważnie – to, co oni sobie, u licha wyobrażali? Cholerni pozerzy… przez cały dzień snuli się po domu jak jakieś, za przeproszeniem… ofiary przemocy domowej! Dąsali się gorzej od nastolatek, które dostały szlaban od mamusi! Można było zwariować od tych wszystkich smętnych spojrzeń, westchnień i wyzutych z jakichkolwiek emocji wypowiedzi. Nikt nie krzyczał, nikt nie rzucał po domu urządzeniami elektronicznymi, nikt nie przeklinał… Znaczy, jasne, o to właśnie Baranowskiej chodziło, ale czy na pewno? Cóż, na pewno nie chodziło jej o to, by Yakov z Jurijem użalali się nad sobą gorzej niż Georgi Popovich na etapie post-zerwaniowym!
- To ma być jakaś demonstracja? – spytała przy obiedzie. – Sądzicie, że jeśli zrobicie z siebie parę skrzywdzonych dzieci, tak po prostu zapomnę o waszym skandalicznym zachowanu?
W odpowiedzi jedynie wzruszyli ramionami. Lilia zdała sobie sprawę, że od kilku minut nawleka na widelec ten sam sznureczek spagetti. Wydawszy zrezygnowane westchnienie, odłożyła sztućce.
- Cóż… - splotła dłonie i wbiła wzrok w blat stołu. – Przyznaję, że z tą jogą to była lekka przesada. Oczywiście mam na myśli tę część, gdy groziłam wam różnymi rzeczami, w sytuacji gdybyście nie wykonali jakiegoś ćwiczenia, bądź wiercili się… To jednak nie zwalnia was z obowiązku używania mózgu!
Kolejne wzruszenie ramionami.
- Powinniście byli sami wpaść na to, że połykanie tabletki nasennej albo wykonywanie elementów nieadekwatnych do umiejętności to fatalny pomysł! Nie jesteście dziećmi. Takie rzeczy powinny być dla was oczywiste!
Zero odezwu.
- Przepraszam, że przyczyniłam się do sytuacji, w której omal nie zrobiliście sobie poważnej krzywdy, a Ilia na was nawrzeszczał. Mimo to nie żałuję posłania was na jogę. Chciałam, żebyście nauczyli się kontrolować emocje… żebyście trochę nad sobą zapanowali, zamiast iść na łatwiznę i rozwiązywać każdy problem za pomocą kurwowania. Przecież to jest niepojęte! Nie można cały czas funkcjonować w taki sposób! No dobrze, może byłam dla was trochę za ostra, ale postawcie się w mojej sytuacji! To prawda, że jestem wymagająca, ale to nie znaczy, że nie potrafię być wyrozumiała. W końcu przez te wszystkie miesiące akceptowałam wasze wuglarne wyrażanie się… Nigdy nie poprosiłam, byście przestali być sobą. Zachowujecie się, jakbym robiła wam pranie mózgów, a chciałam jedynie, byście ograniczyli użycie brzydkich słów, bo ostatnio mocno z tym przesadziliście.
Yakov z Jurijem w milczeniu konsumowali posiłek. Lilia zacisnęła zęby. W końcu wytarła usta, wstała od stołu i cisnąwszy brudną serwetkę pomiędzy Panów Obrażalskich, energicznym krokiem opuściła kuchnię.
- I żeby była jasność! – rzuciła przez ramię. – Jak narobicie mi dzisiaj wstydu, to naprawdę pójdę do Nikiforova i zapytam o przeklętą lewatywę!
Wtedy jeszcze nie wiedziała, że pożałuje tych słów już na samym początku uroczystej kolacji.
XXX
Na pozór wszystko było tak, jak zwykle – rozlano wódkę, zapalono świece. Szczęki kieliszków mieszały się z rozmowami pozostałych gości restauracji. Niegdysiejsze królowe sceny z nostalgią wspominały lata dawnej świetności. Mimo to, w powietrzu wisiało coś niedobrego. I miało to związek nie tylko z faktem, że Yakov z Jurijem mieli miny, jakby brali udział w stypie…
Poza swoimi dobrymi koleżankami, Evgenią i Danutą, oraz kilkoma innymi kobietami, z którymi zwykła kiedyś spędzać czas w sali baletowej, Baranowska dostrzegała przy stoliku sporo nowych twarzy. Głównie młodych pannic, które – jak się wkrótce dowiedziała – rozpoczynały właśnie taneczną karierę. To właśnie za ich sprawą atmosfera na spotkaniu nie była tak przyjemna jak w zeszłym roku.
- Jesteś łyżwiarzem figurowym? – jedna z dziewuszek zaszczebiotała w stronę Jurija. – A występujesz w kategorii babek czy facetów?
Pozostałe młódki wybuchły śmiechem. Natomiast Lilia odruchowo odsunęła się, na wypadek gdyby jej wychowanek postanowił przewrócić stół. Z tego, co pamiętała, podobny komentarz ze strony Jean-Jacquesa skończył się dość ostrą wymianą zdań w szatni (na szczęście JJ nie zrozumiał obelg, a Katsuki z Nikiforovem w porę poskromili „kociaczka").
Jednak tym razem nastąpił cud – zamiast odszczeknąć coś wulgarnego, Plisetsky przewrócił stronę karty i rzucił krótkie „facetów". Zaś jego mistrzyni ze zdumieniem uświadomiła sobie, że jest tego typu zachowaniem… rozczarowana.
Dziwne – pomyślała, opróżniając szot wódki. – Powinnam skakać z radości, że tak ładnie nad sobą zapanował.
Owszem, powinna. Lecz jakoś nie mogła się na to zdobyć – komentarz dziewuchy wydał jej się dość niegrzeczny, wiec miała nadzieję, że spotka się z adekwatną ripostą. Szkoda, że smarkula nie dostała po uszach…
- Yakov, chcesz wódki? – z uśmiechem zapytała Danuta.
Ponuro pokręcił głową.
- To może wina? – zaproponowała Evgenia. – I tak miałam zamówić butelkę…
Odpowiedź negatywna.
- Ale chyba nie dałaś mu szlabanu na alkohol, co, Lileczka? – Baranowska została zaczepnie szturchnięta w bok. – Na jeden wieczór mogłabyś mu odpuścić.
- Nie dałam mu szlabanu.
- Facet, a z własnej woli nie pije? – dziwiła się jedna z młodych dziewcząt. – Pewnie z innymi mężczyznami czuje się jak straszny cienias! Okropnie jest mieszkać w Rosji i nie pić… To spora presja ze strony społeczeństwa.
- A może problemem jest starość? – zastanowiła się jej koleżanka. – W pewnym wieku jest się już strasznie zniedołężniałym…
- Starość albo dawne uzależnienia. Był pan alkoholikiem?
Lilia posłała byłemu małżonkowi wymowne spojrzenie.
No dalej, Yakov, daj tym gówniarom lekcję dobrego wychowania! – pomyślała ze złością. – Powiedz im, co myślisz o takich odzywkach, ale tak, żeby im, kurwa, w pięty poszło!
Doczekawszy się ze strony Feltsman jedynie krótkiego „nie", wściekłym ruchem nadgarstka opróżniła kolejny kieliszek.
- Yakov nigdy nie był alkoholikiem – karcącym tonem odezwała się Danuta. – A poza tym niegrzecznie jest o coś takiego pytać.
- Przepraszamy…
- Lepiej przestańcie już pić, dziewczęta. Sądzę, że osiągnęłyście limit i to odbija się na waszym zachowaniu. Niech duże dziewczynki dla odmiany mają radochę.
Po tych słowach, dawna baletnica uśmiechnęła się do Baranowskiej. Nie czekając na zaproszenie Lilia pochłonęła kolejną porcję wódki. A kiedy przyniesiono wino, podstawiła Evgenii kieliszek do napełnienia.
- Słyszałam, że wygrałeś Grand Prix – jedna z młódek ponownie zagadała Jurija. – Twoi rodzice pewnie byli dumni?
- Ano – znudzonym tonem odparł Plisetsky. - Dziadek powiedział mi, że zawody bardzo mu się podobały.
- Dziadek? To twoi rodzice cię nie oglądają?
- Nie…
- Raju. Pewnie nie chcą się do ciebie przyznać, bo głupio im, że występujesz w babskich strojach?
- Nie…
- O matko! Ale chyba cię nie biją, co?
- Nie…
- Och, daj spokój, nie musisz udawać. Od razu widać, że jesteś „chłopcem z problemami"! Masz to wypisane na twarzy.
Jak ktoś zaraz nie zajebie tych pannic, to Lilia rzuci kieliszkiem o ścianę! Chciała coś powiedzieć, lecz odruchowo powstrzymała się – wszak mieszanie ludzi z błotem zawsze było domeną Jurija i Yakova. Ona miała tylko pilnować, by w swoim kurwoszale nie zrobili komuś poważnej krzywdy. Tak wyglądał podział obowiązków w ich „stadzie" – samce wściekle ryczały, a samica dawała im za to po uszach. Baranowska nie była przyzwyczajona do sytuacji, w której jej lwy o kurwiennych temperamentach nagle zachowywały się jak parka przestraszonych kociaków.
Rozzłoszczona, wypiła kolejny kieliszek wódki, a kilka sekund później pociągnęła solidny łyk wina. Obserwująca to wszystko Evgenia uniosła brwi.
- Swoją drogą, nie jest ci źle, trenując pod okiem takiego starucha? – jedna z młodych dziewcząt pokazała Yakova palcem.
- W jakim sensie? – spytał Plisetsky.
- No wiesz… w pewnym wieku człowiek przestaje iść z duchem czasu. Często jest tak, że staromodne metody nauczania przegrywają z nowoczesnymi.
- Nie bardzo kumam, o co ci chodzi.
- Och, już nie udawaj! Jak inaczej wyjaśnić fakt, że ten młody trener, Viktor Nikiforov osiąga tak znakomite wyniki?
Jeśli Yakov i Jurij usłyszeli nazwisko srebrnowłosego źródła chaosu i z miejsca nie dostali wścieklizny, to naprawdę brakowało już tylko niebios, które zwaliłyby się ludziom na głowę…
- Sądzi pan, że Viktor Nikiforov jest dobrym trenerem? – młódka spytała Feltsmana.
- Nie wiem – odpowiedział, wzruszając ramionami.
- Myśli pan, że jest lepszy od pana?
- Nie wiem.
- A pana zdaniem, jak to się stało, że nagle zrobił z tamtego Japończyka tak świetnego łyżwiarza i ciacho?
- Nie wiem.
- Och, wiem, o co chodzi! Tak strasznie panu współczuję… wie pan, że uczeń dawno pana przerósł, ale wstydzi się pan to przyznać.
Do kurwy nędzy, Yakov - Lilia obdarzyła byłego małżonka morderczym spojrzeniem – jak zaraz nie odszczekniesz solidnej pizdozjebki, to, kurwa, wyrzucę cię przez okno!
Dłoń dawnej Primy dotknęła kieliszka z wódką i niemal natychmiast została przykryta przez dłoń Evgenii.
- Lileczka, wystarczy. To już twój dwunasty…
Baranowska wyszarpnęła trunek i pochłonęła go jednym łykiem. Uświadomiła sobie, że dziwnie się czuje – jakby jej głowa miała za chwilę zająć się ogniem. Jakby sam Szatan z „Mistrza i Małgorzaty" urządzał sobie w jej umyśle piekielną imprezkę. Nie było to takie do końca złe. Właściwie to… było dziwnie orzeźwiające. Czy to tak czuli się Yakov i Jurij, gdy puszczali te swoje kurwowiązanki? Jeśli tak, to wcale im się nie dziwiła.
- Sądzę, że powinien pan przejść na emeryturę – westchnęła jedna z dziewcząt. – Odpocząłby pan sobie od młodych trenerów, którzy pokonują pana w…
JEBUT!
Trzymany przez Lilię kieliszek z głośnym trzaskiem przygrzmocił w stół. Nie potłukł się, lecz przykuł uwagę całego towarzystwa.
- Zaczynam mieć już dosyć tej pierdolonej pizdoanalizy… - wybełkotała Baranowska.
Szczęki wszystkich uczestników kolacji poleciały w dół. Feltsman i Plisetsky mieli oczy wielkości medali olimpijskich.
-S-słucham? – wydukała ferelna młódka.
- Powiedziałam - nieznacznie się chwiejąc, dawna Prima Balerina wycelowała w nią palcem – że limit pizdogennych tekstów został przekroczony. Twoje wnioski mają taką samą wartość odżywczą jak nasienie hipopotama, więc skończ z wysublimowanymi kurwotekstami i zatrzaśnij wrota chujoryja. Jak śmiesz mieszać z błotem mężczyzn mojego życia?!
Yakov, który akurat nalewał Evgenii wina, przestał zwracać uwagę na to, co robi – czerwony płyn dotarł do brzegów kieliszka i zaczął kapać na stół. Jurij miał łokieć w sałatce, lecz zdawał się tego nie zauważać. A Lilia nic sobie z tego wszystkiego nie robiła, bo było jej zajebiście dobrze, a właściwie to lepiej niż kiedykolwiek w życiu, i w ogóle cała ta idea powstrzymywania się od przeklinania wydawała się nagle zupełnie absurdalna.
- P-przepraszam! – pisnęła nastoletnia winowajczyni. – J-ja tylko…
- Nie wcinaj mi się, kurwa, w wykład, którego nie skończyłam, bo wyjebie ci w zapizdne i perspektywa spłodzenia puszystych bachorów z zajebistymi buźkami już na zawsze pójdzie się pierdolić!
- L-Lileczka…
- Morda w kubeł, Yakov!
- J-Jezu… L-Lilia, no co ty…
- Zamknij, kurwa, ryj, Juriju Michajebłowiczu, bo… ik! - z ust Lilii wyszło niespodziewane czknięcie - …bo kurwnę ci… ik! … jeb!
Nieszczęsna smarkula wciąż próbowała się wytłumaczyć. Była absolutnie przerażona. Wyglądała jakby miała za chwilę paść przed Lilią na kolana.
- P-pani Baranowska, ja przepraszam… bo ja za dużo wypiłam i naprawdę…
- A co mnie to… ik!... kurwa cię jebła mać, obchodzi! Mam już was, kurwa, dosyć, wy… ik! … pozbawione pierdolonego szacunku pizdy, co nawet nie ćwiczą w jebaletkach i pierdopuentach, tylko w jakiś… ik! … plaskaczach i drewjebakach, czy jak wy to, kurwa, nazywacie…
- L-Lileczka, kochanie, już wystarczy, przecież nic takiego się nie stało…
- Mówiłam ci, byś się nie wpierdalał, Yakov! Jeszcze raz się, kurwa … ik! ... odezwij, a wbiję ci szpilkę w dupę i będziesz miał… ik! … Nikiforova w pigułce! Teraz to się, kurwa, odzywasz, ale kiedy trzeba było… ik! … wyciągnąć fiuta i być facetem, to siedziałeś z zasznurowanym ryjem i pozwalałeś, by jakieś… ik! … pizdogówniary mieszały cię z błotem!
- N-no bo zagroziłaś nam… - nieśmiało wtrącił Plisetsky – p-powiedziałaś, żebyśmy nie przynieśli ci wstydu, bo…
- Robicie mi na złość, co? – niebezpiecznie się kołysząc, Lilia wstała z miejsca. – Kiedy zabraniałam, to się, kurwa … ik! …. przeklinało, ale gdy trzeba być prawdziwym facetem i pokazać, że ma się jaja, to… ik! … udajecie, że nie znacie słowa „chuj" i siedzicie jak stare pizdy w kościele, pozwalając, by baba odpierdalała za was całą robotę.
- Niech ktoś ją złapie, bo się przewróci! – ostrzegawczo krzyknęła Danuta.
Feltsman w ostatniej chwili chwycił byłą żonę w ramiona.
- Coś taki napalony, Yakov? – uśmiechając się jak narkomanka, zarzuciła mu ręce na szyję. – Juraczka nie pozwolił ci oglądać pornoli, gdy zamieszkaliście razem w pokoju?
- Eee… my chyba już pójdziemy – niepewnie oznajmił Jurij. – Przepraszam za…
- Och, nie, nic nie szkodzi! – Danuta wyszczerzyła zęby. – Od dawna z Evgenią modliłyśmy się o coś takiego. Zawsze chciałyśmy, by Lileczka trochę wyluzowała i chociaż raz zrobiła coś szalonego. Tylko przypilnujcie, by ze wstudu nie strzeliła sobie w łeb, gdy jutro rano się obudzi.
- Yyy… jasne, spoko. Przypilnujemy.
- Chodź, kochanie, jedziemy do domku… - zaczerwieniony jak prawiczek na studniówce, Feltsman poprowadził pijaną kobietę do wyjścia.
- Domek – przytępionym tonem powtórzyła Lilia. – A co będziemy tam robić? Jeśli liczysz na lodzika, to od razu zapomnij, bo nie jestem dzisiaj w formie…
- BYŁO NAM BARDZO MIŁO, DZIĘKUJEMY, DO WIDZENIA! – jęknęli jednocześnie Yakov i Jurij.
Cała trójka skierowała do wyjścia.
- Jesteś pierdolonym despotą, Juraczka – przytępionym tonem zaburczała Lilia. – Przez ciebie Yakov nie może oglądać pornoli. Pornole życiem!
- Ale ja mu niczego…
- Jesteś takim cholernym niewiniątkiem! Nie kumasz, chłopie, że jesteś już za stary na pierdolone agape? Już dawno powinieneś przerzucić się na erosa! Weź przykład z Katsukiego i puść się z cudzoziemcem!
- Kiedy ja…
- Seks jest kluczem do wszystkiego! Odkąd pierdoli się z Nifiutorovem, Japończyk wciąż z tobą wygrywa! Z Yakovem było tak samo, wiesz? Ach, żebyś tylko wiedział, Juraczka! Na początku jeździł na łyżwach jak skończona pierdoła. Dopiero kiedy go rozdziewiczyłam, zaczął się ruchać… znaczy się ruszać jak facet i pokazał tym wszystkim małym chujkom, kto rządzi na lodowisku!
- NIE MUSIAŁEM TEGO WIEDZIEĆ! – zawył Plisetsky.
I o co on się tak wydziera? – dziwiła się Lilia. – Chce być śpiewakiem operowym, czy jak…
- Przestań chujsteryzować! – zganiła nastolatka. – Na twoim miejscu miejscu zaczęłabym oglądać pornole. Bo jak Otabek przyjedzie w sierpniu i wyjdzie, że nie umiesz obchodzić się z parówką, to zrobisz z siebie obciach roku. Dałabym ci jakąś radę, ale niestety jestem obrażona na Yakova, więc nie mogę ci niczego zademonstrować…
- YAKOV, ZRÓB COŚ!
- A n-niby co mam zrobić? TY coś zrób!
- Boże, co za masakra…
- Może przed powrotem do domu zaśnie i nie będziemy museli nić robić?
Naiwniacy! – Lilia prychnęła w myślach. – Wcale nie chce mi się spać!
Zresztą, wszystko wskazywało na to, że szybko nie pojadą do domu. Obok samochodu Yakova stało dwóch policjantów – chyba wypisywali mandat…
- Co pisze na tablicy rejestracyjnej? – zawołał jeden z nich.
Baranowska poczuła w sobie żądzę mordu.
- Te, psie! – zamachała do strażnika prawa. – Co ty odpierdalasz? Jak w ogóle, kurwa, śmiesz mówić „pisze"? Nie uczyli cię w szkole dla pałojebów, że poprawna forma to „jest napisane"?!
Z wrażenia facet upuścił kajecik.
- Co do…?! Kto, u licha…?!
- Nie wiem, stary – jego kolega podrapał się pogłowie. – Chyba jakaś pijana kobita.
- O żesz ty, kurwa…! – Baranowska podciągnęła rękawy. – Robisz to specjalnie! „KobiEta", a nie „ko-bita", klawiszojebcu! Chodź tutaj, pierdolony psi nieuku, bez szacunku dla rodzimego języka… Już ja cię nauczę, jak się mówi po rosjebacku!
Bez ostrzeżenia zdzieliła najbliższego policjanta torebką w ryj.
- Lilia, nie! Co ty robisz, przecież…
- Yakov… S.S.I.J!
- ŻE CO?!
- No przecież, kurwa, mówię! S.S.I.J! Seria Super Intensywnego Jebania! Sam to wymyśliłeś, Juriju Michajebłowiczu, więc nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi!
- Lilia, błagam, uspokój się…
- Czy wam wszystko trzeba tłumaczyć dosłownie, tępaki? Wy ich przytrzymajcie, a ja będę napierdalać! Czego tu nie rozumieć? Pokażmy tym analfabetom nowy wymiar wpierdolu! Trzeba się potem będzie z tego spowiadać, ale chuj, bo i tak wszyscy pójdziemy do piekła…
Lilia zamachnęła się ponownie, lecz tym razem stróż prawa się uchylił i w efekcie zdzieliła w głowę samą siebie. W tym momencie urwał jej się film…
