12. Epilog pierwszy – Przeklinaniowa abstynencja
Otabek Altin miał ogromną słabość do ludzi, których nie można było jednoznacznie ocenić.
Zaczęło się w przedszkolu, od pięknej jasnowłosej nauczycielki, która w godzinach wolnych od pracy trenowała judo. Przy dzieciach słodka i łagodna. Na macie – skuteczna i bezlitosna. Otabek zakochał się na zabój. To była jego pierwsza miłość.
Jakieś trzy lata później zapałał cichą sympatią do kolegi z klasy. Śliczny rudzielec był największym kujonem w szkole. Jednak kiedy nie musiał się uczyć, szedł do salonu gier, gdzie bił rekordy we wszystkich brutalnych strzelankach. W ławce cichutki i grzeczny. Przed automatem – postrach wszystkich kryminalistów. Druga miłość Otabka. Jego urocza, druga miłość!
Natomiast trzecia…
Altin uśmiechnął się pod nosem. Jego miłość numer trzy była gwiazdą plakatu, w którego wgapiała się aktualnie połowa terminalu. Odziana w pamiętny srebrny strój (ten sam, w którym pobiła rekord świata w programie krótkim), z pięknymi blond włosami rozłożonymi wokół głowy jak wachlarz, cudowna istota leżała na lodzie, przyciskając do piersi butelkę pepsi.
Nieziemski widok. Wystarczająco zjawiskowy, by zafundować dwudziestu kobietom natychmiastowy orgazm (a co tu dopiero mówić o takim jednym Kazachstańskim łyżwiarzu, który wielbił Rosyjską Wróżkę nie tylko zawygląd).
Otabek nie miał bladego pojęcia, jakimi środkami fotograf zmusił Jurija do przybrania tej rozmarzono-anielskiej miny, ale jedno było pewne – gdy Plisetsky zobaczy ten plakat, z miejsca padnie na zawał. Albo coś rozwali. Prędzej to drugie.
Altin nie mógł się zdecydować, czy wyciągać apteczkę, czy szukać schronu.
- Beka, tutaj!
Wkrótce miał się o tym przekonać…
- Dzięki, że po mnie przyjechałeś – Kazach zarzucił torbę na ramię i ruszył przywitać się z przyjacielem.
Jura wyglądał nieziemsko. Miał czarną koszulkę z ryczącym tygrysem, okulary z pamiętnego pokazu „Welcome to the madness" i stare postrzępione dżinsy. Aż chciało się chwycić tę bestię w ramiona i ujarzmić za pomocą pocałunku. Najlepiej z piosenką Kiss „Heaven's on fire" w tle. Tak, to byłoby niezłe.
- Daj spokój, przecież to żaden pro… - dokładnie w tym momencie Plisetsky przyuważył reklamę Pepsi.
Oho? – pomyślał Otabek – Zaczyna się.
Za chwilę posypią się kurwy, od których zadrży podłoga. Sposób, w jaki Jurij przepalał plakat wzrokiem, sugerował, że już chyba wolałby widzieć samego siebie nago.
No bo golas to jeszcze nie aż taki wstyd – mówiła mina Rosyjskiego Tygrysa – Ale że w takiej pozie i to jeszcze ze wzrokiem pierdolonego aniołka?! O, NIE, kurwa! NIE ma opcji!
Proszę państwa, zaraz nastąpi wybuch. Trzy, dwa, jeden…
- NO JA PIER…
Wówczas stało się coś dziwnego. Jurij Plisetsky urwał w pół słowa i na moment zamarł w miejscu. Chyba toczył ze sobą wewnętrzną walkę.
Wreszcie odchrząknął i wyrwał przyjacielowi plecak.
- Dawaj to! – burknął – Chodźmy na autobus.
Otabek zamrugał. Czy to mu się przyśniło?
- Wszystko w porządku? – zagaił, gdy kilka minut później wychodzili z lotniska. – Wydajesz się jakiś… inny.
Nie przypominasz mojej wulgarnej rosyjskiej nimfy. A może jesteś tylko klonem? Czyżby cię podmienili?
Piętnastolatek przewrócił oczami.
- To nic takie…
Nie dokończył, gdyż nagle rzuciło się na niego stado napalonych aniołków. Piszczące fanki w opaskach z kocimi uszami pojawiły się dosłownie znikąd.
- Juraaaaaaczka! – jedna z nich wyciągnęła telefon i zaczęła cykać fotki.
- Wiedziałyśmy, że tu będziesz – druga uwiesiła się Plisetskyemu na szyi.
- Jak mógłbyś się nie zjawić?
- To takie słodkie, że przejechałeś taki kawał tylko po to, by powitać swojego Księcia na Motorze!
- Ooooch, tak słodko razem wyglądacie!
- Otayuri górą!
- Moja kuzynka ze Stanów też was szipuje! Kiedy się dowie, że was spotkałam, umrze z zazdrości!
Otabek przyglądał się rozwrzeszczanej bandzie samic z pozbawioną wyrazu miną.
Okej, a więc to prawdziwy Jurij. Tak zniesmaczonego i kipiącego od wkurwu wyrazu twarzy zwyczajnie nie dawało się podrobić. Zaraz poleci wiązanka!
- Zjeżdżajcie stąd, wy pier… - nastoletni zwycięzca Grand Prix ugryzł się w język – wy durne irytujące babska! Nie macie nic lepszego do roboty?!
Szok stulecia numer dwa.
„Durne irytujące babska"? – Otabek podrapał się po skroni – A nie „pierdolone dziwki"? To już jest CO NAJMNIEJ podejrzane.
Jakimś cudem zgubili ogarnięte fanowskim szałem stado i wskoczyli do autobusu. Kilkanaście damskich nosów przykleiło się do szyby. To cud, że kierowca nie przejechał żadnej po nogach.
Rozwścieczony Jurij opadł na jedno z plastikowych krzesełek. Jednak nawet nie zdążył porządnie odetchnąć, gdy ujrzał…
CO TO JEST?! – ryknął, celując palcem w coś za plecami przyjaciela.
Otabek powoli odwrócił się. Widząc kolejną reklamę pepsi, uśmiechnął się – rzecz jasna dyskretnie, tak by Plisetsky go na tym nie przyłapał.
- To jesteś ty – oznajmił rzeczowym tonem.
Bardzo niewinny i słodki ty – sprecyzował w myślach. – Chociaż w obecnej, wkurwionej wersji podniecasz mnie jeszcze bardziej. No cóż… jeśli mam być całkowicie szczery, podobasz mi się w KAŻDEJ możliwej wersji.
Szkoda, że nie byli jeszcze na etapie, by mógł powiedzieć te wszystkie rzeczy na głos.
- Dlaczego to paskudztwo wisi w autobusie? – wbijając paznokcie w oparcie fotela, wysyczał Jurij – Czemu muszę na nie patrzeć?!
- Nie musisz – Kazach zajął miejse obok nastoletniego przyjaciela – Możesz patrzeć na mnie.
Młody Rosjanin zaczerwienił się i ostatecznie spojrzał w okno.
XXX
Po zostawieniu bagaży w mieszkaniu Pani Baranowskiej, zrobili sobie kanapki i ruszyli na miasto. Ledwo postawili stopę na placu przed Pałacem Zimowym, a natrafili na Nikiforova i jego japońskiego narzeczonego.
Viktor i Yuuri siedzieli na murku, namiętnie się całując. Pudel Makkachin obserwował ich z wesoło merdającym ogonem, miętoląc w pysku resztki patyka.
No pięknie – Otabek pokręcił głową. – Zaraz będzie afera.
Jurij jeszcze nigdy nie odpuścił „Prosiakowi" i „Łysolowi", gdy w jego obecności pozwolili sobie na coś więcej niż przyjacielski uścisk dłoni. Nie było opcji, by rozgrzeszył ich z publicznej wymiany śliny.
Kazach już słyszał w wyobraźni te wszystkie kreatywne przekleństwa:
„Bezwstydni emerytowani zboczeńcy!"
„ Pierdolone wieprzowe porno!"
„Co wy, kurwa, jebane kloszardy jesteście?! Nie macie własnego mieszkania, by publicznie wpierdalać sobie języki do ust?!"
Ktoś nazwałby podobne zachowanie wulgarnym, jednak Otabek uznawał je za część uroku Jury. Bez swojego ognistego temperamentu, ten piękny młody wojownik byłby jak tygrys bez pazurów!
Tym dziwniejszym wydawał się fakt, że sam z siebie postanowił nie obnażać kłów. Po prostu złapał zaskoczonego Altina za nadgarstek i wszystko wskazywało na to, że zamierzał przemknąć obok Nikiforova i Katsukiego niepostrzeżenie. Od tak. Bez wywoływania afery!
I może by się udało, gdyby nie pudel. Na widok znajomego blondynka, Makkachin porzucił patyk i zaszczekał radośnie.
Viktor odkleił się od narzeczonego.
- Proszę, proszę! – z uśmiechem w kształcie serca zamachał do Jurija i Otabka. – A kogóż widzą moje piękne oczy?
- Y-Y-Yurio, przepraszam! – wybąkał zaczerwieniony Japończyk. – M-myślałem, że jesteśmy tu sami. W końcu taka fatalna pogoda i w ogóle… jeszcze chwilę temu na placu było zupełnie pusto.
- A cóż to za krzywa minka, Juraczka? Koteczek Huncwoteczek ma dzisiaj fatalny dzioneczek?
- Już ja ci k… - Plisetsky gotował się ze złości, ale jakimś cudem połknął brzydkie słowo. – Już ja ci dam „Koteczka Huncwoteczka"!
- Ach, ach, i jakie eleganckie słownictwo! Samokontrola godna pozazdroszczenia, Puszku Okruszku…
- Viktor, daj mu spokój – Yuuri trzepnął narzeczonego w ramię. – Nie widzisz, jak bardzo się stara?
„Stara się?" – zdzwił się Otabek – Ale po co? W jakim celu?
- Idziemy, Beka! – warknął Jurij.
- Do zobaczenia na treningu, Tygrysie Urwisie!
- VIKTOR! – Katsuki posłał ukochanemu rozzłoszczone spojrzenie. – Nie zachowuj się jak dziecko! Co żeś się tak na niego uwziął? Nigdy nie byłeś wobec niego aż tak złośliwy.
- To dlatego że kiedy byłeś w Japonii, Juraczka był dla mnie bardzo niemiły! - Viktor obrażalsko zadarł nos.
Trampek w panterkę zapodał stojącemu nieopodal koszowi na śmieci mściwego kopniaka. Ale przekleństwo w dalszym ciągu nie padło.
Co skłoniło Kazachskiego łyżwiarza, by już któryś z kolei raz tego dnia uniósł brew.
Cóż takiego wydarzyło się ostatnio w życiu Jury? Czy Otabek powinien zacząć się martwić?
XXX
TAK, Otabek DEFINITYWNIE powinien się martwić!
W przeciągu ostatnich dwunastu godzin wydarzyło się tak wiele głupich rzeczy, że spokojnie dałoby się to zmieścić w trzech piątkach trzynastego. Z tym że to był tylko jeden piątek. I w ten jeden jedyny piątek, Altin z Plisetskym zostali osaczeni przez Aniołki cztery razy („Te przeklęte fanki!" – warczał Jurij), spotkali Katsukiego z Nikiforovem na mieście trzy razy („Czy oni nie mają co robić? Śledzą nas, czy jak?!"), raz nawet wpadli na JJ'a („Skąd on się tutaj, do diabła, wziął?!"), kilka razy musieli przerwać rozmowę z powodu płaczliwych wiadomości głosowych od Georgija, którego rzuciła kolejna dziewczyna („Czemu dzwoni do mnie, a nie do Milki?!"), i zdecydowanie zbyt wiele razy odbierali telefony od dziadka Plisetskyego, który był wielce wzburzony faktem, że Yakov z Lilią zostawili Jurijowi wolną chatę, i to akurat w momencie, gdy w odwiedziny przyjechał „jakiś podejrzany chuligan z kolczykami w uszach" („nie, dziadku, to nie jest chuligan, to jest mój przyjaciel", „ale jak to, Juraczka, przecież on jeździ na motorze", „dziadku, na motorach jeżdżą nie tylko chuligani").
A najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że pomimo tych wszystkich zakłócaczy spotkania (randki?) Jurij ani razu nie zaklął.
Jurij Plisetsky.
Nie zaklął.
Ani razu.
Apokalipsa!
- No dobra – kiedy późnym wieczorem wrócili do domu, zagaił Otabek. – Mów, co się dzieje!
- Nic – nalewając wody do czajnika, bąknął Jurij – Nic się nie dzieje. Czemu sądzisz, że coś się dzieje?
- Gdy byliśmy w kinie, nie chcieli cię wpuścić na film od czternastego roku życia, a ty nie rzuciłeś ani jednej „kurwy".
Na samo wspomnienie, Plisetsky zacisnął zęby.
- T… to jeszcze nie powód, żeby się złościć – wycedził.
- Jakaś pani powiedziała do ciebie „załóż bluzę, bo zmarzniesz, dziewczynko." Wtedy również nie zakląłeś.
Dłoń nastolatka trzęsła się, jak u kogoś, kto bardzo chciał komuś przyłożyć.
- Mogła się pomylić – kipiącym od wkurwu tonem wyszeptał Jurij – Zdarza się.
- Jakiś dres dał ci klapsa w tyłek. To się raczej nie zdarza.
- I już się nie zdarzy, biorąc pod uwagę, że wykręciłem mu rękę.
I obiłeś mu twarz i trzasnąłeś go w jaja – w myślach westchnął Otabek – Trochę szkoda, bo to JA chciałem to zrobić.
- Ale nie zakląłeś – zwrócił przyjacielowi uwagę.
- A co to ja dostałem nakaz od lekarza, by kilka razy dziennie rzucać mięsem?
- Nieee… ale sądziłem, że wiesz, że przy mnie możesz być sobą. Przeklinasz. Taki już jesteś. Lubię cię takim.
Policzki Lodowego Tygrysa pokryły się warstwą czerwieni.
- M-mogę żyć bez przeklinania!
- Prawda. Ale czy to cię uszczęśliwia?
- A nawet jeśli nie, to co z tego?
- TO, że ja nie lubię, gdy jesteś nieszczęśliwy. Nie cierpię patrzeć na twoją niezadowoloną minę, gdy nie możesz rozładować emocji. Nie pozostawiasz mi wyboru, Jura. Będę musiał zastosować na tobie terapię szokową.
- Czyli, że niby co zamierzasz zrobić?
Nie mówiąc ani słowa, Otabek wyciągnął telefon i włączył piosenkę Kiss „Heaven's on fire". Następnie podszedł do przyjaciela i zrobił to, o czym marzył już na lotnisku. Nic nie sprawiło mu tak dzikiej satysfakcji, jak zaskoczenie w zielonych oczach Jurija, gdy ich usta połączyły się w pocałunku.
Duże dłonie Kazacha – zdecydowanie zbyt męskie, by należeć do osiemnastoletniego młodzieńca – chwyciły szczupłą talię i przyciągnęły do siebie drobne ciało. Z początku nastoletni Rosjanin całował jak wystraszona rusałeczka, zaskoczona przy jeziorku przez napalonego fauna. Ale po chwili przeszedł przemianę i zaczął pożerać usta Otabka z taką samą dzikością, z jaką Otabek pożerał jego.
Żaden z nich nie zamknął oczu.
Jednak tak właśnie miało być – całowali się, wymieniając się stalowymi spojrzeniami, jak para walczących o dominację drapieżników. Palce Jurija trzymały koszulkę na ramionach partnera jak szpony, czy raczej pazury – pazury jedynego prawdziwego Lodowego Tygrysa Rosji!
Otabek nie miał nic przeciwko rusałkom. Ale tylko pod warunkiem, że po północy zamieniały się w dzikie koty.
Czy to przypadek, że wskazówka właśnie pokazała dwunastą?
Kiedy wreszcie się od siebie oderwali, Plisetsky wytrzeszczył oczy i wyrzucił z siebie zdumione:
- O, KURWA!
A sekundę później, spanikowany, zatkał dłonią usta.
- Szlag – zgiął się pół i nie odrywając rąk od twarzy, zaczął tupać nogami o podłogę – Szlag, szlag, szlag! Ja pierdolę, Beka, przepraszam!
- Ale za co przepraszasz? – Otabek przekrzywił głowę – Przecież to ja cię pocałowałem.
- Nie o to chodzi – zbolałym tonem powiedział Jurij – Pocałunek był zajebisty, ale… O MATKO! Nie, nie mogę, znowu to zrobiłem! Teraz powiedziałem „zajebisty", a wcześniej powiedziałem „ja pierdolę"!
- A to źle, bo…?
- Ty nie rozumiesz!
- To mi wytłumacz.
- Kiedy to długa historia…
- Nie szkodzi. Posłucham.
- No dobra. Więc…
Plisetsky wziął głęboki oddech, po czym z zatrważającą prędkością wyrzucił z siebie:
- No więc, Prosiak wyjechał zostawiając Łysola samego, Łysol zwariował, zaczęło totalnie mu odwalać, ja i Yakov byliśmy wkurwieni na maksa, tak wkurwieni jak jeszcze nigdy, no to Lilia się na nas wkurwiła, stwierdziła, że mamy przestać przeklinać, więc najpierw kazała nam płacić za przekleństwa, potem próbowała wrobić nas w sprzątanie, ale nie posłuchaliśmy i narozrabialiśmy, i wywaliła nas z domu, i musiałem zamieszkać z Yakovem w pokoju, i, o kurwa, to była masakra, nawet sobie nie wyobrażasz, a potem jeszcze ten psycholog, i pop psychopata, później dowiedzieliśmy się, że niedaleko domu jest fajna siłka, ale Lilii zupełnie się nie spodobała, więc posłała nas na jogę, i omal nie zrobiliśmy sobie poważnej krzywdy, potem Lilia się upiła, i zaczęła przeklinać, i wylądowaliśmy w pierdlu, i stwierdziliśmy, że to rzucanie kurwami wcale nie jest takie fajne!
Dysząc, Jurij posłał przyjacielowi zdesperowane spojrzenie.
- Rozumiesz coś z tego?!
- Eee…
- No i wiesz, Lilia zgodziła się, żebyś przyjechał i został u mnie na noc – nastoletni Rosjanin odwrócił wzrok i nerwowo rozmasował kark – Chciałem jej pokazać, że to doceniam. Więc obiecałem sobie, że kiedy przyjedziesz, nie będę przeklinał przez caluteńki dzień. No bo wiesz, jesteś dla mnie bardzo ważny i za każdym razem, gdy próbuję zachowywać się dojrzale, to ty najbardziej mnie do tego motywujesz. Sądziłem, że pod koniec dnia spojrzę na ciebie i z dumą oznajmię: „A widzisz, Beka? Wytrwałem!" Została mi minuta… jedna cholerna minuta do cholernej północy, ale wtedy… ja pierdolę, co to było?! No po prostu kosmos, masakra, i, o kurwa, nigdy w życiu nie czułem się tak zajebiście, o Boże, co za hardkor, Jezu, to było debeściarskie, pierwszy raz kogoś całowałem, no nie mogę, zaraz, kurwa, zejdę z wrażenia, ale, cholera, było ekstra, i nawet te otwarte oczy za cholerę mi nie przeszkadzały!
Otabek zastanowił się chwilę.
- Czyli że… podobało ci się? Tak?
- No raczej, cholera, że mi się podobało! – prychnął Jurij.
Jednak po chwili wbił markotny wzrok w podłogę.
- Tyle że… no nie wytrwałem, no!
Kącik ust kazachskiego łyżwiarza nieznacznie uniósł się do góry.
- Może i nie wytrwałeś. Ale poczułem się zaszczycony, że dopiero mój pocałunek zmusił cię do złamania postanowienia. Sprawiłeś mi cholerną przyjemność, wiesz?
Lodowy Tygrys zaczerwienił się, po czym bez zastanowienia wbił usta w wargi przyjaciela. Kiedy skończyli całować, odwrócił się i dumnym krokiem odszedł w stronę łazienki.
- Żebyś sobie nie myślał, że tylko ty masz dość jaj, by cmoknąć kogoś w ryj! – warknął, pokazując Otabka palcem – Idę pod prysznic! Oficjalnie jesteśmy kwita!
Za Plisetskym zatrzasnęły się drzwi, a Kazach zaśmiał się pod nosem. Tak szczerze, nie do końca zrozumiał całą tę pokręconą opowieść o przeklinaniu, ale to nie miało znaczenia.
Liczyło się tylko to, że jego rusałczo-tygrysia miłość znów była sobą.
