Omi, Clay,
Rai i Kimoko zdążyli już zapomnieć o przygodzie w Anglii. Ot,
kolejne Sneh Gong Wu, tylko trochę inne zakończenie niż zwykle i
bez pojedynku. Nikt z nich nie przywiązywał do tego żadnej uwagi,
chyba że chodziło o to, jak Jack ich oszukał. Minął od tego
wydarzenia miesiąc.
Obecnie
mistrz Fung miał rozpocząć nową porcję treningów dla
Wybrańców, ale pojawił się Dojo.-Mamy
nowe Shen Gong Wu!- Powiedział i otworzył zwój.-Amulet
Złotego Smoka.
Mistrz
Fung podniósł brew. Spojrzał na zwój. Ruchomy obrazek
przedstawiał ludzika, który trzyma amulet, oświeca nim Pieść
Tebigonga, a następnie materializuje drugą pięść.-To
bardzo silne Shen Gong Wu.- Powiedział Fung.-Potrafi
skopiować moc innych Shen Gong Wu, by móc ją odtworzyć
później.
-Czyli
to jak mieć wszystkie Shen Gong Wu na raz?- Upewnił się Clay
-Tylko
trzy.- Odpowiedział Fung.-Więcej amulet nie pomieści w
sobie.
-Dojo,
gdzie jest amulet?- Zapytał Omi.
-W
Anglii, Stonehage.- Powiedziała Wuya.
Jack miał
pewne wątpliwości. Coś mu nie dawało spokoju od jakiegoś
tygodnia, ale nie wiedział co.
-Dobra.-
Powiedział obojętnie.
Nagle
pojawił się Tubimura. Jack spojrzał na niego zdziwiony.
-Co ty
tu robisz?- Zapytał ninje.
-Noo...-
Odpowiedział grubas-Mam małe problemy finansowe. Szukam
zlecenia.
Jack
przetrawił tą informację. W sumie był bliski rozwiązania zagadki
jego niepokoju. Tubimura mógłby sobie pracować, a Młody
Geniusz Zła myśleć.
-Dobra.
Stonehage.
Stary, kamienny krąg. Popularna atrakcja turystyczna dla mas. Ale
dziś nie było żadnego turysty.
Wybrańcy
przybyli na Dojo do tego miejsca chwilę po tym jak przybył Jack,
który już trzymał amulet.
-Jack-boty!Tubimura!- Wykrzyczał Spicer.
Pół
tuzina mechanicznych robotów bojowych i jeden gruby wojownik
ninja rzucili się w stronę Omiego i reszty. Clay szybko pozbył się
trzech robotów szarżując na nie, a reszta zniszczyła
pozostałe trzy. Z godnie z tradycją szybko z tym poszło, ale
został jeszcze Tubimura. Ten wyjął jakiś proszek i sypnął nim w
Wybrańców. Wszyscy zaczęli się krztusić, prócz
Raimondo, który w porę odskoczył.
-Pudło,
grubasku.- Powiedział Brazylijczyk.
-Wy
tutaj?- Powiedział nagle ktoś.
To był
Alexander. Miał na sobie swój biały garnitur. Był lekko
zdziwiony.
-O
świetnie, bezbronny zakładnik.- Powiedział Jack i wysłał
na niego ostatnie trzy roboty.
Alexander
podniósł brew. Nagle wyjął zza pasa krótki miecz i
szybko podskakując do każdego z trzech robotów przeciął je
na pół.
-Eee...-
Wymsknęło się Jackowi kiedy Anglik rzucił się na niego i
niechcący chwycił trzymany przez niego amulet.-Puszczaj to!
Rai
uśmiechnął się. Ominął Tubimurę i też chwycił Shen Gong Wu.
-Jack,
wyzywamy cię i Tubimurę na Pojedynek Mistrzów! Rozegramy
mecz piłki nożnej, moja Małpia Buława i Pajęczy Grzebień
kontra...
-Mój
Giętki Lotos i Opończa Cieni.- Powiedział Jack.-Przyjmuję
wyzwanie.
Nagle
amulet rozbłysnął. Dwie kamienne „bramki" Stonehage uformowały
się w kamienne bramki i odsunęły się. Pozostałe elementy
Stonehage zniknęły. Cała ziemia zatrzęsła i wszystko zapadło
pod ziemię.
Kiedy
stadion piłki nożnej zapadł się pod ziemię było widać
miejscami lawę. Było dość gorąco, ale jasno. Tubimura z opończą
cieni staną na bramce.
-Stoisz
na bramce.- Powiedział Alexander.
-Co?
-Odpowiedział Rai-To ty stań, jesteś tu przypadkiem.
Brazylijczycy są najlepsi w piłce nożnej.
-To się
nazywa football i wymyślili to Anglicy.- Powiedział
spokojnie Alexander.-Rzućmy monetą, orzeł.- I
rzucił-Przegrałeś.
Rai
stanął niechętnie na bramce. Alexander podszedł do środka
boiska. Uśmiechnął się lekko.
Wszystko
szło zgodnie z planem...
