Title:
Płomień
Author:
Aki
Rating:
G
Warnings:
Hm. Blame Elia for this one X3 Very light shonen-ai, drabble, 310
słów.
Parings:
RoyxEd
Jesień.
Potrafi być piękna, zachwycając burzą różnokolorowych liści, tańczących na ciepłym, orzeźwiającym wietrze. Może być ponura, zsyłająca smutek wraz z kroplami zimnego, nieustającego deszczu. Każdy patrzy nań inaczej, każdy kocha bądź nienawidzi, nikt nie pozostaje obojętnym. Tyle jest w stanie się wydarzyć, gdy lato pożegna już na dobre świat, przygotowując się na następny rok. Tysiące ludzi, tysiące wspomnień, zaplątanych w ostatnie nuty deszczowej piosenki, trwającej przed nastaniem zimy.
"To" także zdarzyło się, gdy królowała jesień.
Czerwień liści nigdy nie będzie dla niego pełna ciepła. Złociste plamki zdobiące drzewa nigdy nie będą przypomniać mu o słońcu. Nic nie jest w stanie sprawić, że zapomni. O tej porze roku króluje jedynie krew, zlewająca się z pięknem oświetlonego ciepłymi promieniami otoczenia.
Tamtego dnia, gdy kartka z kalendarza wskazywała na "dziesiąty październik" jesień zmieniła swe oblicze na zawsze.
Dom, w którym mógłby odnaleźć schronienie przed zimnym deszczem zniknął w pożodze ognia. Ciepło matczynego uśmiechu nie było już w stanie rozgrzać jego serca, zasmuconego jesienną pogodą. Pozostała po niej jedynie krew, krew grzechu, jaką przelał właśnie w tamten deszczowy, zimny dzień. Brat nie mógł już zająć go zabawą, podczas oczekiwania na nadejście słońca.
Piękne, jesienne słońce już nie istniało.
Edward Elric siedział przed ciepłymi płomieniami, jakie rozniecono w kominku, złote oczy utkwione w punkcie tuż obok żażącego się kawałka drewna. Strugi deszczu rozmazywały obraz, jaki ukrywał się za oknem, a nieliczni, ledwo widoczni przechodnie śpieszyli do domów, aby rozgrzać skostniałe z zimna dłonie. Edward poprawił koc, jaki narzucił na ramiona, a rozpuszczone swobodnie kosmyki niemal zakrywały mu oczy. Kubek z herbatą ogrzewał jego dłoń, a ręka, która obejmowała młodzieńca, zdawała się być cieplejsza od promieni letniego słońca. Na wargach Alchemika królował uśmiech.
"Jesteś ze mną, tutaj, prawda?", zapytał starszego mężczyznę siedzącego tuż obok, wpatrując się w jego roziskrzone, czarne niczym węgiel oczy.
Roy uśmiechnął się.
Może prawdziwe ciepło i piękno jesieni, tak naprawdę, jedynie zmieniło swą formę?
