Rozdział 272: Nauka
Greg westchnął, przymykając oczy i pochylając się w stronę pocieszająco ciepłego ciała Mycrofta. Gdyby mogli tak spędzać każdą noc, odpoczywając na kanapie po wspaniałym posiłku, nie poprosiłby o nic innego w swoim życiu. To by mu wystarczyło. Splótł dłonie i położył je na brzuchu, usadawiając się między nogami Mycrofta i uśmiechnął się, gdy mężczyzna go przytulił.
Byli cicho, żaden z mężczyzn nie spieszył się, by rozpocząć rozmowę, ale było to dobre. Cisza wcale nie była nieprzyjemna. Byli zadowoleni ze swojej obecności i… nie musieli wypełniać tego jakąś rozmową. Minęło trochę czasu, odkąd przytulali się w ten sposób. Greg siedział przed Mycroftem, gdy młodszy mężczyzna opierał się o poręcz kanapy. Zwykle kładli się lub siadali obok siebie, pochylając się w swoją stronę. Jednak cieszył się, że odpoczywali w ten sposób. Mógł dać się otoczyć miłością i ciepłem Mycrofta Holmesa i zapomnieć o wszystkim innym. To była doskonałość.
Po kilku chwilach smukłe dłonie spoczęły na jego. Greg otworzył na chwilę oko, żeby móc podziwiać kontakt, po czym lekko obrócił dłonie, gdy Mycroft zaczął nimi poruszać. Greg patrzył, jak jego ręce są lekko uniesione, a ich palce splatają się luźno na kilka chwil. Następnie jedna z jego rąk została opuszczona, a obie dłonie Mycrofta otoczyły drugą, przesuwając ją nieco bliżej ich twarzy.
Palce Mycrofta zaczęły przesuwać się wzdłuż krzywizny i kostek palców Grega. Dotyk był ledwo wyczuwalny, tylko muśnięcie skóry na skórze, co sprawiło, że starszy mężczyzna się uśmiechnął. Co robił Mycroft? Wydawało się, że wszystko było mieszanką czułości i wyrachowania, co tak naprawdę doskonale opisywało Mycrofta. Greg pragnął o to zapytać, ale nie chciał zepsuć tej chwili.
Dotyk trwał dalej, opuszki palców Mycrofta śledziły każdą linię na jego dłoni, zanim przeniosły się na jego nadgarstek. Tańczyły tam po wrażliwej skórze, śledząc każdą żyłę, która wystawała choćby nieznacznie. Greg zadrżał. Nie był to podniecający dotyk, ale był przyjemny i delikatnie go łaskotał, ale na tyle, aby jego ciało zareagowało. Palce Mycrofta zatrzymały się w tym momencie, tylko na moment, zanim zrobił to ponownie, otrzymując tę samą odpowiedź. To wzbudziło zainteresowanie młodszego mężczyzny i Greg roześmiał się cicho.
— Co robisz? — zapytał w końcu głosem ledwie głośniejszym od szeptu, prostując nieco ramię, gdy palce Mycrofta zaczęły przebiegać wzdłuż jego ramienia.
— Uczę się — odpowiedział Mycroft głosem równie cichym jak jego, a Greg wtulił się wygodniej w niego. Uśmiechnął się szerzej. Kochał to.
— Uczysz się mojego ciała? — zapytał, odwracając nieco głowę, by móc spojrzeć na Mycrofta.
Jasno niebieskie oczy przymknęły się lekko, gdy Mycroft badał przez kilka chwil wyraz twarzy Grega, zanim skinął głową.
— Oczywiście — powiedział, uśmiechając się lekko.
Greg znów się zaśmiał. Przechylił się nieco w bok, gdy ręce zaczęły odsuwać się od jego ramienia, wędrując w górę do jego szyi, śledząc obojczyk i okrążając zagłębienie w miejscu, gdzie szyja stykała się z barkiem. Greg zamruczał, ponownie zamykając oczy. Gdyby nie był ostrożny, to z łatwością mógłby zasnąć w ten sposób.
Mycroft zatrzymał się w miejscu punktu tętna, czego Greg się spodziewał. Było jasne, że mierzy mu puls. Po kilku chwilach zostawił to miejsca i poszedł dalej wzdłuż szyi Grega, śledząc linię jego szczęki, a następnie ust. Greg jeszcze bardziej odwrócił głowę, powodując, że jego ciało również się obróciło, aby Mycroft mógł łatwiej się poruszać. Ponownie otworzył oczy i zobaczył, że Mycroft wpatrywał się w niego z mieszaniną kalkulacji i podziwu. Był to jeden z najwspanialszych wyrazów twarzy, jakie Greg kiedykolwiek u niego widział.
W końcu, po prześledzeniu jego ucha (co łaskotało o wiele bardziej niż powinno) i przeczesaniu włosów, Greg uniósł dłoń do policzka Mycrofta. Pochylając się, przycisnął ich nosy i czoła do siebie. Uśmiechają się, starszy mężczyzna przymknął na chwilę oczy, po czym obniżając się, złożył serię powolnych pocałunków na ustach Mycrofta.
— Czego więc się nauczyłeś? — zapytał, sięgając po dłoń Mycrofta, ponownie splatając ich palce.
Uniósł ich złączone dłonie, całując delikatnie kostki Mycrofta, obserwując spod rzęs mężczyznę.
— W ten sposób udało mi się stworzyć własnego mentalnego człowieka witruwiańskiego* — szepnął Mycroft, bawiąc się włosami na karku Grega.
Starszy mężczyzna nie mógł powstrzymać się od prychnięcia, czując, jak jego twarz płonęła od tego okropnego absurdu, który był jednocześnie słodkim komplementem.
— Wątpię w to. Nie mam tak miłego dla oka brzucha. Ale… było to absurdalnie pochlebne, Myc.
— Pochlebstwo nie było celem, ale nie jest to niekoniecznie złym wynikiem.
— Cicho, znowu chcę cię pocałować.
— Dla ciebie wszystko, Gregory.
*Człowiek witruwiański – rysunek autorstwa Leonarda da Vinci, przedstawiający figurę nagiego mężczyzny w dwóch nałożonych na siebie pozycjach, wpisaną w okrąg i kwadrat. Ma obrazować idealne proporcje ludzkiego ciała.
