2. Warto mieć nadzieję
Molly wybiegła z pubu, przed którym tłoczyło się teraz mnóstwo nietrzeźwej młodzieży i rozejrzała się dookoła. Po Sherlocku ani Johnie nie było ani śladu. Kobieta wyszła z otaczającego ją tłumu i przygryzła nerwowo wargę. Po drugiej stronie ulicy usłyszała czyiś podniesiony głos i spojrzała tam szukając jego źródła. Jednocześnie poczuła ulgę i zaraz po tym uczucie lęku widząc detektywa walczącego ze swoim przyjacielem. Zmarszczyła brwi i prędko przebiegła przez jezdnię stając w bezpiecznej odległości od mężczyzn. Doktor próbował wcisnąć pijanego Sherlocka do taryfy nocnej, która zatrzymała się pod pubem, a tamten za wszelką cenę chciał mu się wyrwać. Żołnierz dostrzegł panią patolog i dał znak ręką, by ostrożnie się zbliżyła.
- Może ty coś zdziałasz! – rzekł głośno próbując przekrzyczeć detektywa.
Kobieta powoli podeszła do dwójki mężczyzn i delikatnie położyła dłoń na ramieniu bruneta. Nie miała pojęcia jakich słów mogłaby użyć, by go uspokoić, więc tylko mocniej zacisnęła dłoń. Poczuła rozluźniające się mięśnie, a sylwetka detektywa wyprostowała się i odwróciła ku niej z zaskoczeniem.
- Spokojnie – powiedziała cicho delikatnie unosząc kąciki ust.
Sherlock zmarszczył brwi i zerknął na zaciśniętą na jego ramieniu dłoń. Prędko strzepnął ją wzdrygając się i bez słowa wsiadł do taksówki. W ostatniej chwili John chwycił drzwi, które mężczyzna chciał za sobą zatrzasnąć.
- Biorę go do siebie – oznajmił i spojrzał na Molly, która spojrzała niepewnie na niego. – Wiem co mówię. Nie dałabyś rady zaciągnąć go sama do waszego mieszkania.
Lekarka spojrzała zdumiona na blondyna.
- To… - Kobieta zarumieniła się. – To nie jest nasze mieszkanie.
John spojrzał tylko na kobietę unosząc kącik ust i wsiadł do samochodu.
- Jedziesz z nami?
Pani patolog pokręciła przecząco głową i spojrzała za odjeżdżającą taksówką. W środku poczuła ukłucie lęku, ale uspokoiła siebie myślą, że Sherlock jest z Johnem i ten na pewno się nim zajmie. Zapewne lepiej niż ona sama. Westchnęła cicho i wsiadła do stojącej jedynej taryfy i podała adres swojego domu. Nie miała ochoty wracać z powrotem do pubu, gdzie zapewne czekał na nią Greg. Znów poczuła jego miękkie usta na swoich wargach i odwróciła głowę opierając ją o szybę. Dopiero teraz dotarło do niej co się stało. Greg ją pocałował. Mężczyzna, którego uważała za swojego przyjaciela przypieczętował słowa Sherlocka. Kobieta zacisnęła powieki i usta pragnąc… No właśnie czego? Czego chciała? Cofnąć czas? Zapomnieć? Nic z tych rzeczy nie wchodziło w rachubę. Dlaczego pozwoliła sobie na oddanie pocałunku? Przed oczyma widziała już wzrok policjanta pytający o jej uczucia względem niego. Wiedziała, że nie wszystko było winą alkoholu. Nie była na tyle pijana. Wypiła zaledwie dwa piwa, a jej głowa zawsze należała do mocnych. Zacisnęła dłonie w pięści i wypuściła powietrze przez zęby. Taksówka zatrzymała się, a ona wysiadła płacąc za jazdę. Wyjęła z torebki klucze i wsunęła jeden z nich do drzwi. Weszła do pustego mieszkania i nie zapalając w korytarzu światła skierowała się od razu do swojej sypialni. Ściągnęła z siebie płaszcz i rzuciła to wraz z torebką i kluczami na podłogę. Położyła się na łóżku nie przejmując się makijażem i sukienką. Objęła dłońmi poduszkę i przytuliła się do niej mimowolnie zasypiając.
x
Molly obudziło ciche pomrukiwanie blisko jej ucha i delikatne łaskotanie w policzek. Uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę, by podrapać kota po głowie. Odpowiedziało jej ciche miauknięcie, a lekarka roześmiała się cicho. Uniosła zaspane powieki i pocałowała zwierzę w rozgrzany nosek. Przeciągnęła się czując błogie uczucie rozchodzące się po ciele i ziewnęła głośno. Odwróciła się i niemalże spadła z łóżka.
- Chryste! – krzyknęła widząc po drugiej stronie łóżka burzę czarnych loków. Odruchowo zakryła się kołdrą, jednak przypomniała sobie, że poprzedniej nocy była zbyt leniwa by się rozebrać. Podniosła się więc do pozycji siedzącej i spojrzała na pogrążonego w śnie detektywa. Nie miała pojęcia jak mężczyzna dotarł do mieszkania i znalazł się w jej łóżku – oraz dlaczego. Uśmiechnęła się czując znane i przyjemne uczucie w brzuchu i uniosła dłoń chcąc odgarnąć kilka przylepionych do jego czoła loków. W ostatnim momencie powstrzymała się i odwróciła głowę. Zsunęła się z łóżka, gdy poczuła zaciskające się na jej nadgarstku palce.
- Molly – wychrypiał Sherlock.
Pani patolog poczuła przechodzący przez ciało dreszcz na dźwięk jej imienia. Spojrzała na mężczyznę pytającym wzrokiem, a ten nagle przysunął ją do siebie.
- Potrzebuję – szepnął.
Kobieta wystraszyła się, że jej dudniące serce za chwilę rozsadzi jej klatkę piersiową.
- Tak? – spytała cicho.
Sherlock skierował na nią swoje duże, niebieski oczy i puścił jej rękę.
- Wody.
Molly w jednej chwili poczuła jak zalała ja fala rozczarowania, a całe powietrze, które wezbrało się w niej w ciągu paru minut uleciało. Bez słowa wstała i poszła do kuchni, by spełnić zachciankę bruneta. Nalała do szklanki wodę i wróciła do sypialni. Detektyw uniósł rękę. Nie raczył nawet powiedzieć zwykłego proszę. Kobieta zacisnęła usta i zbliżyła się do mężczyzny wylewając mu na twarz wodę. Tamten poderwał się jak oparzony i spojrzał zaskoczony na kobietę.
- Woda – rzekła czując rosnącą w sobie złość i wyszła z sypialni kierując się prosto do łazienki. Zrzuciła z siebie rzeczy i weszła pod prysznic odkręcając ciepłą wodę. Strumienie spływały po jej ciele rozgrzewając ją i zmywając gotującą się w niej złość. Miała dosyć bycia tylko osobą na posyłki. Miała dosyć bycia lalką Sherlocka Holmesa, który pociągał za jej sznurki, gdy tylko czegoś potrzebował. Od pewnego czasu czuła się niemalże przez niego osaczona. Wpuściła go do swojej klatki, w której rozgościł się i za każdym razem, gdy próbowała wyjść on pojawiał się w zasięgu wzroku i zatrzymywał ją. Nigdy nie potrafiła nikomu odmówić. Nie potrafiła powiedzieć nie.
Kobieta zakręciła wodę i owinęła mokre ciało ręcznikiem. Postanowiła. Na zmiany nigdy nie jest za późno, a do końca życia nie miała zamiaru być wykorzystywana. Miała dosyć bycia osobą, z którą Sherlock rozmawiał tylko w chwilach, gdy się nudził, smsowania do niej, gdy czegoś potrzebował i wychodzenia z nią poza próg domu tylko jeśli w grę wchodziła jakaś sprawa do rozwiązania. Wymaszerowała z łazienki i usłyszała odgłosy w kuchni. Skierowała się tam szybkim krokiem i wparowała do środka krzyżując ramiona na piersi. Gdy tylko detektyw odwrócił głowę i skierował na nią swój wzrok poczuła jak zmiękły jej kolana. Dasz radę. Zacisnęła dłonie w pięści i spojrzała prosto w niebieskie oczy.
- Nie – powiedziała cicho, lecz stanowczo. Wbiła paznokcie w skórę, by utrzymać kontakt wzrokowy i nie dopuścić, by jej nieśmiała część niej znów wygrała.
Sherlock uniósł brwi zaciekawiony.
- Nie zrobię nic więcej – oznajmiła dobitniej. – Mam… dosyć.
- Dosyć czego? – spytał detektyw. – Prosiłem tylko o szklankę wody. To aż tak wiele?
- Ty nie prosiłeś, Sherlock. – Pani patolog oblizała usta i poczuła nagłą suchość w ustach. – Ty żądałeś. Przez cały czas wydajesz mi tylko rozkazy.
- A ty je wykonujesz – odparł brunet wzruszając ramionami. – Podoba ci się to, że tu mieszkam. Chcesz mnie. Robisz wszystko co tylko ci powiem, bo boisz się, że gdy choć raz mi się przeciwstawisz odejdę. Jestem twoim jedynym przyjacielem, z którym, według ciebie, odczuwasz nić porozumienia. Zapewne porównujesz moją osobę do siebie, ponieważ wiesz, że obaj jesteśmy samotni. Nie mamy nikogo oprócz jednej osoby. Ja mam Johna ty masz Lestrada. Uważasz, że dzięki temu jesteśmy do siebie podobni. Nie mylisz się, Molly. Jednak twoje przypuszczenia mają wiele luk, których nie dostrzegasz i przez to twój tok myślenia staje się absurdalny.
Lekarka z każdym kolejnym słowem czuła rosnące na twarzy wypieki. Znów poczuła się jak mała dziewczynka przyłapana przez kogoś na gorącym uczynku. Sherlock znów wyczytał z niej wszystko jak z otwartej książki i to jeszcze tak cholernie bezbarwnym tonem, którego kobieta miała już po dziurki w nosie.
- Niesamowite – odparła po długiej chwili milczenia. – To było niesamowite.
Detektyw zmarszczył brwi i spojrzał zdziwiony na lekarkę.
- Niesamowite jak mało dla ciebie znaczą uczucia innych. Jak bardzo bezdusznym człowiekiem potrafisz być – wycedziła przez zęby.
- Moja praca nie miała by sensu, gdybym przejmował się potrzebami innych.
- W takim razie jestem nikim, tak? Jestem nic nieznaczącą i naiwną dziewczyną, którą wielki Sherlock Holmes owinął sobie wokół palca?
Brunet podszedł bliżej do pani patolog i stanął patrząc na nią z góry.
- To nie ja owinąłem sobie ciebie wokół palca tylko ty wybrałaś niewłaściwego człowieka.
Molly podniosła głowę, by spojrzeć na mężczyznę. Nie zdziwiła się widząc jego twarz schowaną pod maską. Dlaczego zawsze za wszelką cenę chciał się pozbyć swoich emocji?
- Pozwól, że sama będę decydować o tym jakie osoby chcę wpuszczać do mojego życia, a jakie nie – odezwała się po chwili zaciskając jedną dłoń na oparciu krzesła.
Detektyw wywrócił oczami i westchnął głęboko.
- Zatem wpuszczaj do niego takich jak Lestrade, a twoje życie będzie niemal usychało z nudy i jego głupoty – warknął.
- Nie mieszaj do tego Grega – ostrzegła go kobieta i skrzyżowała ramiona na piersi. – Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo ci on przeszkadza. Pomaga ci dając coraz to nowe sprawy, żebyś nie zdychał z nudy, daje ci swoich ludzi, gdy ich potrzebujesz i zawsze cię słucha nawet jeśli powiesz coś tak absurdalnego, że jest to niemal niemożliwe! I robi to, ponieważ uważa cię za przyjaciela, więc odczep się w końcu i przyznaj, że jesteś o niego najnormalniej w świecie zazdrosny!
Lekarka przyłożyła dłoń do ust i spuściła głowę nie mogąc uwierzyć w to co powiedziała. Czuła jak policzki jej płoną, a oczy zaczynają szczypać od ciągłego zaciskania. Na ziemię sprowadził ją niski głos swojego współlokatora:
- Miałbym być zazdrosny o kogoś takiego jak Lestrade? – prychnął Sherlock uśmiechając się. -Wczorajszy alkohol nadal miesza w twojej głowie czy to wina niewyspania?
Pani patolog oddychała głęboko i wbiła paznokcie głęboko w skórę czując rosnący ból. Miała dosyć ciągłego dokuczania ze strony mężczyzny i w końcu dała upust swoim emocjom. Zamrugała kilka razy, lecz nie zdążyła powstrzymać łez, które poleciały po policzkach.
- Przestań – szepnęła i uniosła wzrok. – Proszę.
Detektyw ledwo powstrzymał się od wywrócenia oczami i zacisnął usta czując zażenowanie, jak zawsze, gdy ktoś w jego towarzystwie zaczynał płakać. Lekarka otarła wierzchem dłoni policzki i wzięła głęboki wdech na uspokojenie. Nagle poczuła zaciskające się na jej nadgarstkach dłonie i w jednej chwili potężne ramiona detektywa objęły jej mokre ciało owinięte tylko w ręcznik. Molly zamarła, a szok odebrał jej mowę. Przez moment stała nieruchomo i próbowała zrozumieć co właśnie się stało. Ostrożnie wsunęła nos w koszulę bruneta czując ostry zapach jego perfum pomieszany z miętowym płynem do kąpieli. Uwolniła jedną rękę i położyła ją na piersi Sherlocka zaciskając palce na materiale. Chciała wtulić się w mężczyznę bardziej, dotknąć go i objąć, ale bała się wykonać jakikolwiek ruch, by go nie spłoszyć. Jedyne czego teraz pragnęła to cieszyć się tą chwilą jak najdłużej.
- Przepraszam – mruknął nad nią głęboki głos mężczyzny, a ona poczuła delikatne wibracje na jego klatce, gdy się odezwał. Poczuła jak tamten rozluźnia uścisk, ale nie puścił jej jeszcze jakby chciał upewnić się, że kobieta nie ucieknie, gdy tylko się odsunie. Gdy stali tak przytuleni do siebie i sytuacja zaczęła się robić niekomfortowa Sherlock cofnął się spoglądając niepewnie na lekarkę, która odwzajemniła spojrzenie. Wybaczyła mu, gdy tylko spostrzegła, że tamten otworzył się przed nią. Ujrzała mnóstwo uczuć, które przebiegły przez jego twarz – zabijający go od środka smutek, który wybijał się ponad wszystko niemalże złamał jej serce. Jego oczy niczym dwa niebieski spodki – wyrażające tony bólu - wpatrywały się w nią tak niezwykle intensywnie, że miała ochotę raz jeszcze przytulić mężczyznę i pocieszyć najlepiej jak potrafiła. I zrobiła to. Nie zbliżyła się do Sherlocka, ale wystarczyło, że spojrzała głęboko w jego oczy i swoimi wyraziła wszystko co chciała powiedzieć. Od razu spostrzegła uczucie zrozumienia przebiegające przez jego twarz i uśmiechnęła się delikatnie.
Molly spuściła wzrok nadal się uśmiechając. Tym razem to ona miała rację i wiedziała, że detektyw również to zauważył. Istniała pomiędzy nimi nić porozumienia. Nie była ona widoczna na zewnątrz tylko ukryta głęboko w nich. Wystarczyła tylko chęć otwarcia się czyli wzajemne zaufanie i krótkie spojrzenie, po których oboje rozumieli się bez słów. Kobieta poczuła na sobie jego wzrok i uniosła głowę. Natychmiast uśmiechnęła się czując na policzkach rumieńce. Oczy Sherlocka krzyczały o choćby najmniejszy dotyk. Molly zrobiła niepewny krok do przodu i stanęła blisko detektywa. Wciąż wpatrując się w jego oczy dotknęła koniuszkami palców jego szyi. Detektyw zareagował na drobną pieszczotę lekkim drżeniem. Kobieta wsunęła swoją dłoń w burzę czarnych loków, a brunet wciągnął głęboko powietrze nosem. Przysunęła się bliżej stając na palcach i czekała.
Jedno spojrzenie w głąb jego oczu – pocałuj mnie.
Lekarka zacisnęła palce we włosach Sherlocka i przymykając powieki delikatnie musnęła jego wargi. Poczuła ciepły oddech na swoich ustach, a w jej brzuchu wystrzeliło tysiące motyli łaskoczących ją od środka. Ciepła dłoń mężczyzny dotknęła ją w talii i przyciągnęła tak, by ich ciała przylgnęły do siebie nie zostawiając ani odrobinę wolnej przestrzeni. Ich usta w końcu spotkały się w czułym pocałunku ucząc się i poznając na nowo siebie nawzajem. Brunet był bardzo wrażliwy na dotyk, a każda pieszczota wykonana przez kobietę wywoływała u niego kolejną falę dreszczy.
Molly śmielej zarzuciła ramiona na szyję bruneta i delikatnie rozsunęła językiem jego wargi, by pocałunek stał się bardziej intymny. Poczuła jak dłonie Sherlocka głaskały ją delikatnie wzdłuż kręgosłupa i zabłądziły do góry wsuwając palce w jej mokre od kąpieli włosy. Ich języki połączyły się w tańcu, do którego sami tworzyli drobne, niepewne kroki. Pocałunek przerodził się w namiętne pożądanie i już po chwili detektyw uniósł kobietę, a ona owinęła się nogami w jego pasie krzyżując stopy na plecach. Brunet wszedł do sypialni lekarki i położył ją ostrożnie na łóżku. Ona odsunęła głowę do tyłu i jęknęła cicho, gdy tamten przywarł do jej szyi wargami i złożył czuły pocałunek. Odsunął się na moment i ich wzrok znów się spotkał. Ich oczy błyszczały i oboje czuli gorące oddechy na swoich wargach. Molly zmarszczyła brwi widząc cień niepewności na twarzy mężczyzny.
- Nie musimy tego robić – odezwała się oddychając głęboko. Poczuła rozluźniające się nad nią mięśnie i ujrzała ulgę w oczach Sherlocka. Uśmiechnęła się i przyciągnęła go w namiętnym pocałunku do siebie. Ręcznik, który owinęła wokół ciała delikatnie zsunął się i teraz tylko ją przykrywał. Detektyw nachylił się nad nią i musnął wargami jej obojczyki.
Molly zamknęła oczy i z czułością pocałowała mężczyznę w czubek głowy, gdy ten oparł ją o jej nagie ramię. Mimo, że nie doszło pomiędzy nimi do stosunku ona poczuła się jak po długim, namiętnym seksie odpoczywając w łóżku z Sherlockiem w ramionach. Zaśmiała się cicho do siebie, a brunet uniósł zaskoczony wzrok. Spojrzała na niego i cmoknęła go w nos na co tamten zmarszczył brwi.
- O co chodzi? – zapytał unosząc się na łokciach.
- O to – odpowiedziała z uśmiechem kobieta wskazując na siebie, a potem na detektywa.
- Coś nie tak?
Pani patolog również uniosła się na łokciach i pokręciła głową splatając ich palce razem.
- Po prostu… Nie mogę w to uwierzyć. To takie nierealne… Nieprawdziwe – mruknęła unosząc kąciki ust.
- Kiedy wyeliminujesz nieprawdziwe, to co pozostanie, nawet najbardziej nieprawdopodobne pozostaje prawdą.
Molly spojrzała na niego nic nie rozumiejąc.
- Nie ma rzeczy nierealnych. Gdyby takie były nie mogłyby istnieć w naszym świecie, bo byłyby nieosiągalne. – Sherlock pogłaskał palcem nadgarstek lekarki.
Kobieta przysunęła się bliżej i wsunęła głowę pod ramię bruneta. On uniósł brwi, lecz nie odezwał się.
- Jeśli nie chcesz to mogę… - Molly mruknęła czując znów sztywniejące mięśnie nad sobą.
- Nie, jest… w porządku – odparł tamten będąc pozytywnie zaskoczony swoją pewnością w głosie. Objął ramieniem drobną istotę obok siebie i wziął głęboki wdech.
Ten pocałunek był zdecydowanie zwiastunem czegoś większego pomiędzy tą dwójką ludzi. Różnili się pod wieloma względami.
Ekscentryk i jedyny na świecie detektyw - konsultant.
Szara myszka i pani patolog.
Oboje tak bardzo różni i tak bardzo podobni. Kobieta, która czekała na niego przez wiele lat będąc zbyt nieśmiała, by w końcu wyznać swoje uczucia. Mężczyzna, który bał się otworzyć szufladki z napisem uczucia, by w końcu wyjąć z niej przedmiot zwany miłością i przekazać go niej.
Molly wiedziała jedno. Od dziś stała się cichym aniołem Sherlocka Holmesa.
6
