Historia oboczna – czyli co naprawdę zobaczył Yumichika w alejce...
Ikkaku jął pocieszać rozgoryczonego Hisagiego, Yumichika udał się zaś na inspekcję ustronnej alejki. Szedł cicho i szybko, stanął za plecami pary shinigamich nie zwracając na siebie uwagi – ale Kira i Matsumoto nie spostrzegliby go zapewne nawet, gdyby tupał głośno na obcasach z dzwoneczkami we włosach. Yumichika ogarnął sytuację bacznym spojrzeniem.
I trochę się jakby zrobiło smutniej na świecie. Troszeczkę.
Matsumoto miauknęła. Tylko raz. Takie jękliwe, rozpaczliwe piśnięcie – jedno jedyne i ostatnie w ogóle, wymknęło się spod serca i można o nim zapomnieć. Kobieta opierała czoło na piersi Kiry, dłońmi ściskając go za ramiona. Postała tak jeszcze chwilkę, chwileczkę. I wreszcie opuściła ręce. Westchnęła – tylko raz. Odetchnęła głęboko trawiasto-łagodnym zapachem Izuru, świeżym i kojąco obojętnym, który z niczym się jej nie kojarzył, niczego nie przywoływał, niczego nie przypominał. Potarła policzkiem o zdobioną rumiankami tkaninę haori, które przed chwilą zsunęła Kirze z ramienia, żeby odsłonić beztrosko kwieciste kosode pod spodem i shitagi jeszcze głębiej – niebieskie, w drobny kwiatuszkowy rzucik, wiosenne i niewinne.
I zupełnie bezksiężycowe.
Ayasegawa bezgłośnie odstąpił od całej sceny, przymykając niemal pokornie powieki. Przyglądał się tylko spod oka, jak Rangiku przesuwa jeszcze palcami po materiale kimona, jakby szukając srebrzystości i wspomnień, które Izuru mógł zapomnieć z siebie zmyć. Ale wiosna była młoda, kosode zupełnie nowe, a wspomnienia zostały już tylko tam, skąd ich nie można było i nie należało zmywać. Matsumoto odsunęła się wreszcie, nabierając powietrza, spojrzenie miała zbolałe, nadpęknięte – i już łagodniejące. Potrząsnęła gwałtownie lokami, zachichotała bezradnie. Poprawiła na Kirze jedwabne warstwy, patrząc na niego do góry z niemym błaganiem o wybaczenie.
Przebaczył, oczywiście.
Twarz pod opuszczoną grzywką miał wciąż napiętą jak świeżo zasklepiona rana. Ale objął Matsumoto ze szczerą sympatią. Z taką oczywistą, uczciwą czułością – jak kiedyś, jak dawniej. Fiołkowe spojrzenie Yumichiki prześliznęło się po cieniutkiej plecionce ze stokrotek w złocistych włosach Kiry. Był Dzień Kwiatów, bądź co bądź. Była wiosna. Rangiku poszła w swoją stronę, trochę sobą obrzydzona, z rękami w kieszeniach, trochę przygarbiona, spragniona sake. Kira Izuru patrzył w ziemię. Yumichika wrócił do swoich towarzyszy i bezceremonialnie stuknął Hisagiego w ramię.
- Idźże, przyprowadź Izuru, zaimprowizujemy może jakąś orgię.
Hisagi patrzył w ziemię.
- On nie lubi, jak na niego się mówi Izuru.
Ayasegawa wzruszył ramionami.
- Nie zawsze możemy mieć to, co lubimy.
