ROZDZIAŁ DRUGI

Leniwie wszedłem do Cain & Abel i zamówiłem z baru Heinekena, mrugając do słodkiej barmanki i przeszukując pomieszczenie w celu znalezienia potencjalnej znajomości. W rogu siedziała blondynka z rudą, ale nie. Cycki blondyny były za duże, a włosy rudej za bardzo kręcone. Przechodzimy dalej.

Siedząca samotnie, atrakcyjna brunetka przykuła moją uwagę. Czytała książkę i piła Blue Moon1. Zbyt odległa, zbyt dobra.

Stanąłem za nią, zaskakując ją swoją obecnością. – To może nie leży w moim interesie, ale ty poważnie czytasz? W barze? – Spytałem brunetki, która nawet na mnie nie spojrzała.

- Niezwykłe. Jesteś dobrym obserwatorem. Powiedz mi, widzisz też przyszłość?

Zacząłem się śmiać i usiadłem obok niej, wyciągając szyję, żeby zobaczyć, co czyta.

- Nie kłopocz się. Jestem mężatką – powiedziała.

Popatrzyłem na jej lewą rękę i nie zobaczyłem pierścionka. – To super. Ja też jestem żonaty. – Powiedziałem zbyt szybko, w pełni wiedząc, że ma mnie gdzieś.

- Gratulacje – powiedziała beznamiętnym tonem.

Po tym oboje zamilkliśmy.

Skupiłem się na ESPN2, kiedy ona schowała nos w książkę, ledwie zauważając moją obecność.

Kątem oka oceniłem jej wygląd; długie, faliste, brązowe włosy, które odgarnęła do tyłu. Naturalny kolor skóry, wnioskując z tego, co mogłem zobaczyć. Świetne cycki, dobra figura. Jeśli tylko chciałaby na mnie spojrzeć, mógłbym zobaczyć jej oczy. Zauważyłem, że ma tabliczkę z imieniem na koszulce i zmartwiłem się, że może tu pracować.

- Okey, czuję się okropnie, tak cię oszukując. – Mówiłem powoli, starając się zwrócić jej uwagę tylko na mnie. – Nie jestem żonaty; aktualnie rozwiedziony. – Pokazałem jej swój krzywy uśmieszek, ale ona wcale na mnie nie spojrzała ani nie zareagowała na mój żart. – Trudno. – Wymamrotałem, patrząc na bar w poszukiwaniu kogoś innego, ale ta brunetka miała najfajniejsze cycki. – Więc twoje imię to Isa?

Brunetka chwyciła książkę oraz swoje piwo i odeszła od stołu.

- Kurwa. – Westchnąłem i przejechałem ręką po moich włosach. Dobra, to nie był dobry początek. Siedziałem sam może przez trzy minuty, zanim pojawiła się inna brunetka i z całych sił próbowała zwrócić na siebie moją uwagę.

- Przepraszam? Czy to miejsce jest zajęte? – Próbowała zachichotać, ale wyszło z tego jakieś świszczenie.

- Och, nie. Możesz tu usiąść.

- Dzięki. Lubisz Cain & Abel? Te miejsce jest wspaniałe! Przychodzę tu cały czas.

- Taa. To świetnie. – Cicho się zaśmiałem i odwróciłem w poszukiwaniu Isy. Zauważyłem ją sekundę później, siedzącą przy barze, odwróconą tyłem do mnie i rozmawiającą z atrakcyjnym gościem, który miał na swoim ciele zbyt dużo dziecięcego olejku. – Przepraszam bardzo, ale muszę dokończyć rozmowę z tamtą dziewczyną. – Powiedziałem, zabierając swoje piwo i odchodząc od stolika.

- O, Boże. – Wymamrotała Isa, kiedy usiadłem na taborecie obok niej.

- Myślę, że to było nieuprzejme z mojej strony, że się nie przedstawiłem. Jestem Edward. Edward Cullen. – Wyciągnąłem rękę, a ona zwęziła oczy. Tak swoją drogą były ciemnobrązowe.

- Masz jakieś społeczne problemy? – Z gniewem w oczach ściągnęła swoją tabliczkę z imieniem i podała ją temu odpicowanemu gościowi, który również gniewnie się na mnie gapił.

Jak na początek było wokół mnie za dużo pieprzonego gniewu.

- Nie. Żadnych problemów. – Powiedziałem szczęśliwie. – Pracujesz tu?

- Tak jak powiedziałam wcześniej, jesteś dobrym obserwatorem. Dzięki za drinka, Jake. Do jutra. – Uśmiechnęła się do niego i zebrała się do wyjścia.

- Do zobaczenia później, Bells.

- Tak, dzięki za drinka, Jake. – Uśmiechnąłem się, rzucając kilka banknotów za mojego Heinekena i podążyłem za nią. – Czemu ten koleś nazwał cię Bells? Myślałem, że twoje imię to Isa. – Krzyknąłem, kiedy złapałem ją na parkingu.

- Boże. – Wrzasnęła Isa i odwróciła się do mnie przodem. – Czego, do cholery, ty ode mnie chcesz?

- Chcę z tobą tylko porozmawiać.

- Prawda. Jeśli tylko Edward Cullen chciałby jedynie porozmawiać z dziewczyną. Niejednokrotnie widziałam cię przy barze, wychodzącego każdej nocy z inną. Więc przepraszam, nie jestem zainteresowana byciem częścią twojego durnego, małego hobby. – Szyderczo się uśmiechnęła.

Stałem tam zmieszany i patrzyłem jak zgrabnie porusza się w stronę starej, gównianej, czerwonej ciężarówki, a potem usiłuje ruszyć.

- Cholera! – Usłyszałem krzyk, kiedy silnik ciężarówki zaalarmował o swojej śmierci.

Śmiejąc się, podszedłem do samochodu i zapukałem w okno. – Potrzebujesz pomocy?

- Nie, dzięki. Jake mi pomoże.

- Nie mam mowy, nie ma pieprzonej mowy. Ten koleś ma na ramionach zbyt dużo olejku dla dzieci. To nie może być bezpieczne, podczas zapalania kabli. Nie mogę narażać cię na takie niebezpieczeństwo.

To akurat spowodowało jej śmiech, który tak swoją drogą usłyszałem po raz pierwszy. I wreszcie zacząłem się zastanawiać, czy to nie dlatego jej przyjaciel nazwał ją Bells. Je śmiech jest cudowny.

- Nie bądź niegrzeczny. Mam w bagażniku kable, podstaw swój samochód. – Poinstruowała Isa, a ja to wykonałem. – Jesteś pewien, że wiesz jak podłączyć kabelki ciężarówki?

- Jestem pewny.

- Co, nie masz swojego własnego mechanika? Lub szofer wozi cię gdziekolwiek chcesz? – Parsknęła, a potem zorientowała się, że powiedziała za dużo i zaczęła unikać mojego spojrzenia.

- Och, więc widzę, że o mnie słyszałaś. To miłe. – Dociąłem jej i skupiłem się na uruchamianiu ciężarówki. Wyciągnąłem kable i spojrzałem pod maskę auta. – Wygląda na to, że masz złą baterię. Sugeruję nabycie nowej, ale jeśli po wymienieniu jej będzie się to nadal działo, wtedy może się okazać, że problem leży w alternatorze.

Jej usta nieco się zniżyły i powiedziała:

- Dzieje się to bardzo często, ale zazwyczaj Jake mi pomaga. Jest mechanikiem, kiedy nie pracuje jako barman.

- Więc powiedz mu, że jest gównianym mechanikiem i równie kiepskim barmanem. Po prostu oddaj go do naprawy, okey? – Powiedziałem oschle i zacząłem odchodzić w stronę swojego samochodu.

- Hej! Czekaj! – Krzyknęła. – Dzięki. I przepraszam, że byłam wcześniej taka niemiła.

- Żaden problem. Zazwyczaj ludzie myślą, że jestem zepsutym smarkaczem ze zbyt aktywnym życiem seksualnym. I z problemami społecznymi. – Dodałem.

Isa leciutko się do mnie uśmiechnęła i powiedziała:

– Tak jak mówiłam, przepraszam. Może jeszcze cię zobaczę. – Powiedziała, zanim pobiegła do swojej ciężarówki.

Po tym jak wróciłem do mieszkania Emmetta, pobiegłem do jego pokoju, włączyłem światło i wskoczyłem na jego łóżko.

- Myślę, że już ją znalazłem. – Emmett spojrzał na mnie zaspany, a w oczach widniało pytanie „o czym on, kurwa, gada". – Znajomość. Myślę, że już ją znalazłem, koleś. – Uśmiechnąłem się bardzo z siebie dumny.

- To gdzie on jest? – Spytał Emmett, siadając.

- Ona. Jest tylko jeden problem. Myślę, że ona mnie nienawidzi.

Emmett zaczął się tak donośnie śmiać, że aż łóżko się zatrzęsło. – Więc jest chyba jedną z tych mądrych. Dzięki Bogu.


1 Blue Moon – belgijskie, słodkie piwo. (przyp. tłum)

2 ESPN – Entertainment and Sports Programming Network (krócej ESPN) – amerykańska całodobowa stacja telewizyjna, poświęcona tematyce sportowej. (przyp. tłum)


Rozdział trzeci - 16.08

Zapraszam, Paulina.


Bardzo proszę o nieumieszczanie tego tłumaczenia na innych chomikach, forach, blogach, itp!