2
Wchodząc do Wielkiej Sali na śniadanie, Ron nagle stanął jak wryty i otworzył usta. Harry pomachał mu ręką przed oczami, a on powiedział:
- Patrzcie! Malfoy! Sam! Bez swoich ochroniarzy! – powiedział, a nawet był bliski wykrzyczenia tego.
- Wydaje mi się… - próbowała powiedzieć Hermiona, gdy usiedli i zaczęli nakładać sobie jedzenie, ale Ron jej przerwał.
- Teraz to my będziemy się z niego wyśmiewać!
- Ja…
- Ta cała Parkinson go przecież nie obroni!
- Wiesz…
- Ha! Ale mu będzie łyso!
- Ronaldzie Weasley! Czy mógłbyś z łaski swej nie wchodzić mi w słowo? - ryknęła na niego Hermiona czerwona ze złości.
- Spokojnie. Ja.. Cieszę się po prostu. – wycedził zawstydzony Ron.
- Hermiona ma rację. Gadasz tylko o Malfoyu! Może się w nim zakochałeś? - powiedział Harry próbując rozluźnić sytuacje. Niezbyt mu się to jednak udało.
- Ha, ha. Bardzo śmieszne, Harry - powiedział z sarkazmem. - A więc co chciałaś powiedzieć, Hermiono? - spytał speszony Ron.
- Nieważne - rzuciła tost na talerz i wstała. - Zobaczymy się potem, Harry. - Mówiąc to oddalała się od stołu Gryfonów i wyszła z Wielkiej Sali. Ron wlepił oczy w miejsce, które przed chwilą zajmowała Hermiona.
- Jestem idiotą - powiedział rudowłosy.
- I tu się muszę z tobą zgodzić - powiedział spokojnie Harry. - Musisz ją przeprosić i lepiej nie wspominaj więcej o Malfoyu. Za bardzo się wtedy napalasz. - Spojrzał na niego dwuznacznym wzrokiem. Chłopcy nie mieli już ochoty na jedzenie. Wstali więc i poszli na lekcje. Nie zauważyli jednak, że gdy wyszła Hermiona, Draco poszedł za nią.
Dziewczyna wychodząc do Sali Wejściowej skierowała się do sowiarni. Gdy weszła do środka, odetchnęła. Nareszcie sama. Podeszła do sowy płomykówki i pogłaskała ją po grzbiecie.
- Co tutaj robisz, Granger?- powiedział ktoś o dziwnie znajomym głosie- gdzie twoi przyjaciele? – powiedział chłopak szyderczym głosem. Hermiona stała przez chwilę wpatrując się w sowę. „Ten głos rozpoznam wszędzie. Malfoy… Co ja mam teraz niby zrobić?". Odwróciła się do niego i powiedziała:
- Nie powinno cię to interesować. Poza tym, twoich goryli też nie ma w Hogwarcie. Czyżby Czarny Pan ich wezwał? Czemu nie ma cię teraz z nimi? A może on już nie chce ciebie w swoich szeregach? - dziewczyna starała się mówić spokojnie. Ślizgon nie odpowiedział. Złośliwy uśmieszek spełzł z jego twarzy. Stał wpatrzony w ziemię. Tak po prostu. Wydawał się smutny, a zarazem wściekły. Hermiona spojrzała na niego badawczo.
- Malfoy? - zapytała. „ Świetnie! Jak teraz coś mu się stanie to będzie na mnie". Draco spojrzał na nią po czym odwrócił się i powiedział.
- Ja… muszę chyba już…- wyszedł z sowiarni. Dlaczego nie mógł nic powiedzieć? Przecież to tylko głupia szlama? Czas zrobić sobie przerwę od lekcji.
Hermiona stała jeszcze przez chwilę nie wiedząc co myśleć. Malfoy nic nie odpowiedział, nie odgryzł się. Może jest chory? Nie… Po co tutaj za nią przyszedł? Dziewczyna wróciła do zamku. Skierowała się do sali od transmutacji. W czasie wszystkich lekcji nie zamieniła z przyjaciółmi ani słowa. Zajęta była rozmyślaniem nad dziwnym zachowaniem Malfoya.
- Hermiona? Jak się czujesz? - zapytał Harry z zatroskaną miną. Dziewczyna nieczęsto się tak zachowywała. Na lekcjach była zamyślona, jakby nieobecna. - Ron powinien cię dzisiaj przeprosić. Wybacz mu. Wiesz jak nienawidzi Malfoya - wyszeptał jej do ucha.
- Już lepiej. Wiem dobrze o tym, że go nienawidzi, ale to nie jest powód do tego , aby nie dawać mi dojść do głosu – powiedziała dziewczyna bezbarwnym głosem.
- On strasznie przejął się tą całą sprawą, a teraz miałby okazję się odegrać - powiedział Harry ze spokojem w głosie. Ron był zakłopotany tym, że dwójka szepcze coś do siebie, więc zaczął rozmawiać z Nevillem o jakichś roślinach.
- Właśnie. Miałam wam o czymś powiedzieć. Wydaje mi się, że nie ma goryli Mafloya dlatego, że wezwał ich Czarny Pan. Myślę, że już nie wrócą do szkoły. A jak… - wyszeptała dziewczyna zastanawiając się chwilę, czy powiedzieć Harry'emu o tym, co zdarzyło się w sowiarni. Po chwili postanowiła, że musi komuś o tym powiedzieć. - Wtedy, jak wyszłam z Wielkiej Sali poszłam do sowiarni. Poszedł tam za mną Malfoy i…
- Śledził cię? - zapytał zaskoczony.
- Tak. Zapytał, czemu nie jestem z wami. Gdy wspomniałam o tym, że on też powinien być u Czarnego Pana to… przez chwilę wpatrywał się w ziemię, a po chwili powiedział, że musi już iść - powiedziała Hermiona.
- Dziwne. Nie mówmy o tym na razie Ronowi - powiedział Harry, po czym zabrał się za jedzenie ziemniaków. Gdy skończyli jeść, poszli do pokoju wspólnego Gryffindoru i usiedli w zacisznym miejscu. Przez dłuższą chwilę Ron wyglądał jakby dusił coś w sobie, po czym powiedział:
- Ja…- zawahał się. - Chciałbym cię przeprosić, Hermiono. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, zachowałem się jak idiota i… nie chcę, żebyś była na mnie zła - wyrzucił z siebie. Czekał z nadzieją na reakcję dziewczyny.
- No… Wybaczam ci, ale to ma się więcej nie powtórzyć! - powiedziała z ulgą. Nagle Ron przytulił ją. Gryfonka poczuła, że braknie jej oddechu. Harry patrzył na to ze zdziwieniem. Hermiona odepchnęła Rona:
- Ron! Spokojnie. Wybaczyłam ci już przecież - powiedziała Hermiona biorąc duże oddechy.
- Po prostu się cieszę. Nie lubię gdy się kłócimy. Harry'emu też wtedy jest głupio. Sama rozumiesz - powiedział Ron z wyrazem triumfu na twarzy. - A co wtedy chciałaś powiedzieć?
- To, że Crabble'a i Goyle'a nie ma zapewne dlatego, że wezwał ich Czarny Pan i że pewnie nie wrócą już do Hogwartu - powiedziała Hermiona jakby wyuczyła się tego na pamięć. Jak jakiejś formułki.
- Może masz rację…- powiedział Ron zastanawiając się chwilę. - Im mniej śmierciożerców w szkole tym lepiej, nie? - Harry i Hermiona pokiwali głowami.
Następne trzy dni nauki minęły bardzo szybko. Malfoya prawie nie było na lekcjach, więc nie było okazji, aby o nim rozmawiać. Nie było go także na posiłkach. Po lekcjach trójka Gryfonów zawsze wybierała się do biblioteki, aby mieć wolny weekend. W sobotę wszyscy pospali trochę dłużej. Gdy zeszli na śniadanie, jedzenie leżało już na stołach. Draco Malfoy tym razem był na posiłku. Oczywiście znowu sam. Hermiona zerkała czasami na niego. On natomiast wpatrywał się w swój talerz, więc dziewczyna szybko przestała na niego spoglądać.
- Wiecie co? Mam ochotę się przejść. Spotkamy się później w pokoju wspólnym - powiedziała Gryfonka wstając od stołu.
Harry spojrzał na stół Ślizgonów obserwując bacznie Malfoya. Zerkał on na Hermione, lecz nie wstał od stołu. Harry'emu ulżyło. Dziewczyna poszła do biblioteki. Siedziała nad książkami przez jakąś godzinę. Wtedy zorientowała się ile czasu już minęło i wróciła do pokoju wspólnego.
- Hermiona! Gdzie byłaś tak długo? - powiedział szczęśliwy Ron.
- Byłam w bibliotece. Musiałam coś sprawdzić - powiedziała szybko Hermiona.
- No tak. Dzisiaj jest impreza w pokoju wspólnym! Razem z Harrym przynieśliśmy trochę jedzenia z kuchni. Nie ma tylko jeszcze kremowego piwa. Dołączysz do nas? - zapytał chłopak z nadzieją w głosie.
- Nie. Nie mam nastroju. Źle się czuję. Chyba zjadłam coś niestrawnego - wycedziła dziewczyna. Szybko skierowała się w stronę dormitorium.
- Ale ty przecież… nic dzisiaj prawie nie zjadłaś… - powiedzieli równocześnie chłopcy.
- Co jej jest? - zapytał Ron. - Ostatnio dziwnie się zachowuje. A tak w ogóle to o czym dzisiaj tak szeptaliście?
- Mówiła mi o tym, o czym tobie powiedziała, gdy ja przeprosiłeś. O niczym więcej – powiedział, po czym wyszczerzył do niego zęby. Impreza trwała do trzeciej nad ranem.
Po ciężkiej nocy wielu Gryfonów nie przyszło na śniadanie. Draco Malfoy siedział przy stole wpatrując się w talerz, na którym leżał tost. Pansy Parkinson wtulała się w niego, mówiąc o czymś z przejęciem. Ślizgon tylko potakiwał. Nie mógł tego wytrzymać. Ta Granger siedziała tam, przy stole Gryfonów i rozmawiała sobie z tą Weasley. Tak sobie gawędziły i to pewnie o jakiś głupotach! Choć na pewno było to ciekawsze od tego co mówi ta Parkinson. Idiotka. Niech idzie do swoich żałosnych koleżaneczek. Dlaczego zachował się tak w sowiarni? Chyba chcę pomyśleć o tym w ciszy.
- Pansy. Pansy! Ja już idę. Spotkamy się później - wyszedł spoglądając na Hermionę. Wpadł przez to na jakiegoś masywnego Puchona.
- Gdzie leziesz, ty świnio!? – krzyknął ze złością. „ Tak. Może teraz się na mnie spojrzy." . Hermiona jednak starała się na niego nie patrzeć.
- Widzieliście to? Biedny Arnold. Pewnie teraz jest mu głupio. Ten głupi Ślizgon za wszystko zapłaci – Ron wstał i poszedł w jego stronę. Chciał zaimponować Hermionie. „Tak, to jest ten moment!" Dziewczyna nie zdążyła go zatrzymać. Wycelował różyczkę w Ślizgona, a on zrobił to samo.
- Po co to zrobiłeś? - zapytał rozwścieczony rudzielec. Hermiona szybko wbiegła pomiędzy dwójkę i próbowała ich uspokoić.
- Może lubię wpadać na grubasów? Nie pomyślałeś, Weasley? - odgryzł się szybko Malfoy.
- Odsuń się, Hermiono - powiedział z zacięciem rudzielec.
- Posłuchaj swojego chłopaka, Granger.
- Expelliarmus! - wykrzyczała Hermiona. Ślizgon wpadł na stół. Nauczyciele dopiero teraz zwrócili na to uwagę. Ron wytrzeszczył na nią oczy. Dlaczego ją to tak zdenerwowało?
- Panno Granger! Szlaban! Razem z panem Malfoyem! - wycedziła zdenerwowana McGonagall. Ron zdążył schować różdżkę.
- Ale… - spróbował bronić się Ślizgon, lecz dyrektor przerwała mu.
- Nie ma żadnego „ale", panie Malfoy! – powiedziała. - Przez tydzień będziecie patrolować korytarz od dwudziestej drugiej! Bez gadania! A teraz proszę zająć się sobą! Kara zaczyna się od poniedziałku. Jeśli któreś się nie stawi, odejmę punkty! - Minerva odwróciła się na pięcie i usiadła przy stole nauczycielskim nadal zdenerwowana. Ron i Harry wpatrywali się w rozwścieczoną Hermionę przez jakiś czas. Po chwilę poszli do pokoju wspólnego. Draco wybiegł z sali zaraz po nich.
- To niesprawiedliwe! - powiedziała teraz już wściekła Hermiona. - Mam patrolować korytarze przez tydzień i to razem z Malfoyem? – Ron i Harry kiwnęli tylko głowami.
- Hermiono? Dlaczego tak gwałtownie zareagowałaś? - zapytał Ron już nieco spokojniejszą dziewczynę. Harry widząc to podszedł do Deana i Semusa.
- Denerwuje mnie ten Ślizgon - wybąkała szybko Hermiona. Nie chcąc kontynuować rozmowy oparła głowę na ramieniu rudzielca. Ron automatycznie objął ją w pasie z uśmiechem na twarzy. Siedzieli tak przez chwilę. Harry jednak podszedł do nich i powiedział do Hermiony.
- Hermiona? Mogę cię prosić na słówko? - dziewczyna wstała i poszła za Gryfonem w jakiś kąt.
- Ty i Ron coś? No wiesz? - spytał Harry.
- Nie. To tylko przyjaciel… ja nigdy bym. A co się stało? - spytała lekko zakłopotana Hermiona.
- On chyba coś do ciebie czuje. Jeśli ty nie to… nie rób mu nadziei. No i… współczuje tego szlabanu. - Hermiona spojrzała na niego ze zrozumieniem, po czym szybko rozeszli się do dormitoriów kładąc się wcześnie spać. Całej trójce ciężko było jednak zasnąć. Hermiona rozmyślała nad tym o czym mówił jej Harry. „ A może Ron też się jej podoba? Dziwnie byłoby chodzić ze swoim przyjacielem, ale… nie. Tak nie będzie." . Jeszcze chwile myślała o tym, jak wytrzyma ze Ślizgonem szlaban, po czym zasnęła.
W tym samym czasie Ron rozmawiał z Harrym o dzisiejszym dniu.
- Jak myślisz, Harry? Hermiona coś do mnie czuje? - zapytał z przejęciem.
- Myślę, że to co was łączy to raczej tylko przyjaźń, ale… - sądząc po minie przyjaciela wiedział, że musi dodać mu otuchy - …możesz spróbować.
- Szkoda, że musi teraz patrolować korytarze, i to z Malfoyem. Tak w ogóle to ciekawe, dlaczego tak zareagowała? – zapytał chłopak z nutką triumfu w głosie. W końcu nie co dzień widzi się Hermionę rzucającą zaklęcie rozbrajające na Malfoya.
-Yyy… Nie mam pojęcia. Dziewczyny już tak mają, nie? - powiedział Harry, chcąc wybrnąć z sytuacji. - Dobranoc. Trzeba się wyspać, bo jutro mamy większość lekcji ze Ślizgonami - powiedział, po czym obaj chłopcy zasnęli.
