3.
Lekcje mijały Hermionie bardzo , ale to bardzo wolno. Cały czas myślała o patrolowaniu korytarzy z jej ulubionym Ślizgonem. Dlaczego akurat ona? Szczerze mówiąc wolałaby już, aby Gryfindorowi odebrano sto punktów. Wytrzymałaby nawet przez cztery godziny z setką mandragor i to bez nauszników, chociaż zapewne zemdlałaby po dziesięciu sekundach. Myślała ona także o Ronie. Tak. Ewidentnie coś do niej czuł. Może by tak spróbować zbliżyć się do niego? Chociaż dziwnie czułaby się obściskując się z rudzielcem na oczach Harrego. Zaraz, zaraz. Przecież wcale nie musi tego robić! Nie myśl o tym Hermiono! Powiedziała do siebie w myślach. Skup się lepiej na tym, aby przeżyć cały wieczór z Malfoyem. Po kolacji trójka Gryfonów usiadła przy stoliku. Wszyscy zmęczeni byli dzisiejszym dniem. Żaden nauczyciel nie dawał im ani chwili wytchnienia. Nie było lekcji na której czegoś im nie zadano. Najbardziej ubolewali nad tym Harry i Ron. „Oni chcą żebyśmy się zachorowali na śmierć! "- mówił rudzielec po każdej lekcji. Cisze przy ich stoliku przerwała Ginny.
- Mogę się przysiąść?- zapytała nieśmiało. Hermiona machnęła zachęcająco ręką wskazując na miejsce obok Harrego. Wiedziała, że siostra Rona podkochiwała się w wybrańcu od dawna. Znowu zapadła cisza, którą przerwała Hermiona.
- Za piętnaście dziesiąta. Pora się zbierać. Nie chcę się narażać McGonagall.
- Zobaczymy się później tak?- zapytał z nadzieją Ron. Harry i Ginny spojrzeli na nią pytająco. Dziewczyna spojrzała na nich rozbawiona. Oczywiście najbardziej zwróciła uwagę na minę Rona. Aż tak mu na niej zależało?
- O tej godzinie będziecie już spać- wychodząc puściła rudzielcowi oko. Nie widziała jednak jego reakcji, gdyż wyszła przez dziurę pod portretem.
Szła dosyć szybkim krokiem. Nie chciała się spóźnić, ponieważ Malfoy doniósłby nawet o minucie jej spóźnienia dyrektorce. Idąc dosyć ciemnym już korytarzem starała się nie zwracać uwagi na obraźliwe pomruki postaci z obrazów. „O tej godzinie zachciało się chodzić po zamku tej dziewusze!". Gdy doszła na miejsce Ślizgon czekał już na nią z szyderczym uśmieszkiem.
- Spóźniłaś się pięć sekund Granger! To nie przystoi Gryfonce!- ostatnie słowa wypowiedział tak jakby powiedziała to profesor McGonagall.
- Musisz kupić sobie nowy zegarek Malfoy!- burknęła pod nosem- chodźmy już. Chcę, aby to jak najszybciej się skończyło- przez chwile mierzyli się wzrokiem po czym poszli wzdłuż korytarza.
- Widzę was! Minus pięć punktów dla Ravenclaw!- wykrzyknęła Hermiona. Banda drugorocznych wybiegła zza posągu starej wiedźmy chichocząc.
- Co tam Granger? Jak tam twój chłopak?- rzucił nagle Malfoy jakby od niechcenia.
- Nie powinno cię to interesować! Poza tym Ron nie jest moim chłopakiem- oburzyła się. Dlaczego on znowu to robi?- po tym jak zachowałeś się w sowiarni powinieneś być bardziej potulny Malfoy!- dodała po chwili namysłu. Zobaczyła jak złośliwy grymas spełzł z jego twarzy.
- Minus pięć punktów dla… Slytherinu!- powiedział. Z jego głosu ciężko było wywnioskować co teraz czuje. Musiała się dowiedzieć o co wtedy chodziło.
- Dra.. Malfoy? Dlaczego się wtedy tak zachowałeś?- zapytała Gryfonka. Na jego twarzy znowu pojawił się ten sam uśmieszek.
- Co Granger przejęłaś się mną?- powiedział z kpiną w głosie. Hermiona postanowiła już nigdy go o to nie pytać.
- Nie chciałam po prostu być zbyt blisko jakiegoś psychopaty. Jestem pewna, że w Mungu znajdą dla ciebie miejsce!- odgryzła się szybko. Nie mogła po prostu wytrzymać.
- Nie skorzystam. Za to dla ciebie pewnie już grzeją miejsce.- Hermiona aż poczerwieniała ze złości. Idiota! Zaraz to źle się dla niego skończy. Już otwierała usta aby coś powiedzieć, lecz z jakiejś dawno nie używanej klasy wybiegła dwójka uczniów i popchnęła ich. Hermiona czuła, że traci równowagę. Draco oczywiście też się zachwiał po czym runął z hukiem na Gryfonkę. Przez chwilę nie wiedzieli co się dzieje. Dopiero po paru minutach zauważył, że jego usta stykają się z ustami Granger. Ona najwyraźniej też to spostrzegła. Przez chwilę wpatrywała się w jego szare oczy. On też patrzał teraz w jej brązowe ślepia. Szybko jednak się ocknęli i odsunęli od siebie. Gdy obydwoje się ogarnęli spojrzeli na siebie.
- Chyba już koniec na dziś? - powiedziała dziewczyna lekko dysząc.
- Tak. Do jutra - Malfoy odpowiedział jej chłodno po czym odszedł. Dziewczyna bez namysłu rzuciła się w stronę wieży Gryfindoru. Jak to mogło się stać? Ach… Nieważne. To nie miało znaczenia. Uspokoiła się przed wejściem do pokoju wspólnego. Gdy weszła do niego z ulgą stwierdziła, że wszyscy już śpią. Szybko weszła po schodach do dormitorium, przebrała się w piżamę, położyła się do łóżka i zasunęła zasłony. Ciężko było jej jednak zasnąć. Myślała o tym co stało się podczas patrolowania korytarzy.
Ślizgon wchodził właśnie do pokoju wspólnego Slytherinu nie mogąc przestać myśleć o tym co się stało. W fotelu czekała na niego Pansy.
- Jak tam patrole ze szlamą?- zapytała po czym uśmiechnęła się do niego słodko. Nie odpowiedział jej jednak. Wyraził swoje obrzydzenie i po chwili oznajmił, że musi iść się umyć, bo „ chyba raz otarła się o niego ta szlama " . Nie kłamał. Przecież rzeczywiście się o niego otarła. No… Otarli się o siebie. Co to za różnica? Nie miało to najmniejszego znaczenia. Boże.. przypomniał sobie właśnie, że to był tak jakby przypadkowy, a w dodatku niechciany pocałunek! Wszedł do swojej sypialni. Stały tam trzy łóżka. Były zajmowane przez niego, Crabba i Goyla. Oczywiście teraz dwa z nich będą wolne do końca roku. Wziął zimny prysznic po czym położył się spać. Nadal myślał jednak o tej Granger. Powinien odjąć tym dzieciakom sześćset punktów. Długo tak rozmyślał po czym zasnął.
Rano gdy Hermiona schodziła do pokoju wspólnego czekali już na nią Harry i Ron. Gdy tylko podeszła do nich rudzielec zapytał ją o wczorajszy patrol. Musiał jej o tym przypomnieć?
- Odjęliśmy punkty paru domom i trochę sobie docinaliśmy- odpowiedziała mu bezbarwnym głosem Hermiona- to co? Idziemy? Umieram z głodu- dodała z uśmiechem do chłopców, którzy rozpromienili się. To znaczy Harry nie rozpromienił się tak bardzo jak Ron.
-Czekajcie na mnie!- zawołała ich Ginny gdy przechodzili przez dziurę pod portretem. Na śniadanie doszli w ciszy. Tym razem siostra Rona usiadła razem z nimi.
- Mogę iść dzisiaj z wami do biblioteki? Zauważyłam, że codziennie tam chodzicie. Znaczy po lekcjach- uśmiechnęła się do nich. Hermiona spojrzała na dziewczynę pytająco- mam lekkie trudności z nauką. Myślałam, że możesz mi pomóc!- powiedziała.
- Oczywiście, że tak. Z chęcią ci pomogę- Harry i Ron przytaknęli tylko. Gdy skończyli jeść Ron nagle zapytał Hermioną.
- Może odprowadzę cię dzisiaj na patrol? – dziewczyna zerknęła na niego z zakłopotaniem. Gdy tylko zobaczy Malfoya, żuci się na niego jak dzika bestia. Nie miała ochoty na kolejną konfrontacje z tym Ślizgonem.
- Trafie tam sama- powiedziała. Chłopak posmutniał trochę. Sytuacje spróbował rozluźnić Harry.
- Ron! Przecież mamy górę prac domowych! Chyba nie zostawisz mnie z tym samym? – spojrzał na niego z wyrzutem. Nie chciał , aby zbytnio się przejął tym co powiedziała Hermiona - poza tym. Ktoś musi pomóc Ginny!- uśmiechnął się do niej, a ona zaczerwieniła się. Lekcje jak zwykle ciągnęły się w nieskończoność. Oczywiście dużo im zadali. Gdy usiedli do stołu, aby zjeść obiad Ginny powiedziała uradowana do Harry'ego i Rona.
- Niedługo mecz Quidditcha! Trzeba będzie ćwiczyć w piątki co tydzień!- Harry i Ron zaczęli cieszyć się razem z nią, a Hermiona patrzała na nich szeroko uśmiechnięta. Draco przyglądał im się. Z czego mogą się cieszyć ci idioci? Po obiedzie Gryfoni poszli do biblioteki odrabiać zadania. Gdy Hermiona skończyła tłumaczyć Ginny coś z zakresu OPCM pomyślała, że warto byłoby powiedzieć jej o wczorajszym patrolu.
- Ginny? Przejdziesz się ze mną?- Ginny kiwnęła głową potwierdzając. Zbierając książki uśmiechnęła się do Harrego. Gdy wyszły na korytarz skierowały się w stronę sowiarni. Tam najłatwiej było rozmawiać. Gdy doszły na miejsce Ginny wpatrywała się przez chwilę w przyjaciółkę pytającym wzrokiem . Hermiona zebrała się w sobie i powiedziała o tym co się wczoraj stało. Dziewczyna wysłuchała jej ze spokojem po czym powiedziała:
- Nie przejmuj się. To był wypadek- spojrzała na zakłopotaną Hermione troskliwym wzrokiem – To nic nie znaczyło! Zapomnij o tym- przyjaciółki uśmiechnęły się do siebie.
- Ginny?- spojrzała na nią nie będąc pewną czy może się ją o to pytać- czy chciałabyś żebym.. No.. Podpytała się o ciebie Harry'ego? – dziewczyna spojrzała na nią zdziwiona.
- Zrobiłabyś to? A..Myślisz, że.. Nie domyśliłby się, że coś do niego czuję?- zapytała po czym zaczerwieniła się. Hermiona objęła jej ramię i spojrzała w oczy.
- Wiem, że ci na nim zależy. A co do Harrego to.. Jest więcej niż pewne, że się nigdy nie domyśli. Wiesz jacy są chłopcy!- zachichotały. Ginny spojrzała na nią z podziękowaniem. Wybiła już ósma. Wróciły do wieży Gryffindoru i usiadły z chłopakami, którzy męczyli się nad zadaniem z wróżbiarstwa. Co prawda dużo zmyślali, ale to już nie było takie łatwe gdy uczył ich także Firenzo. Ginny przyglądała się Harry'emu skrobiącego po pergaminie. Gdy Ron skończył pisać zaczął wypytywać Hermione czy na pewno nie chce aby ją odprowadził. Ona jednak nadal mówiła, że to nie jest dobry pomysł.
- Muszę już iść. Mam piętnaście minut- wstała z niechęcią. Gdy dotarła na miejsce Draco już tam był.
- Cześć Granger!- powiedział kpiąco Ślizgon. Ona spojrzała na niego tak jakby chciała go zabić. Po trzydziestu minutach nie odjęli jeszcze nikomu, ani jednego punktu.
- Przepraszam za wczoraj Granger- wycedził Draco. Hermione zamurowało. Słyszała wyraźnie jak Ślizgon ją przeprosił.
- Słucham?- zapytała z niedowierzeniem.
- Przecież słyszałaś Granger!- powiedział teraz już nieco głośniej.
- Nie mów do mnie po nazwisku!- powiedziała zdenerwowana. Nie lubiła, gdy mówił tak do niej.
- A jak mam do ciebie mówić? Może per szlama? Podobałoby ci się to?- powiedział zdenerwowanym tonem.
- Najlepiej się do mnie nie odzywaj. Ty… Ty…- Nie wiedziała co powiedzieć. Pierwszy raz w życiu nie wiedziała jak odgryźć się Ślizgonowi.
- Tak? O co chodzi szlamo?- zapytał drwiącym głosem.
- W takim razie wolę po nazwisku- powiedziała zażenowanym głosem.
- Jak sobie życzysz Granger!- powiedział nonszalanckim tonem w którym wyczuwała jednak nutkę sarkazmu- jeśli nie chcesz to nie muszę taki być- teraz zamurowało ją tak bardzo, że aż przystanęła.
- Owszem nie chcę, ale wydaje mi się, że jest to niemożliwe, a wręcz absurdalne!- powiedziała udając histeryczkę. On uśmiechnął się do niej szarmancko. Taka wersja Dracona Malfoya była dla niej o wiele bardziej pociągająca, choć nie dopuszczała tego do swoich myśli.
- Jeśli tak sądzisz. Jutro tez jest Dzień i masz czas na zmianę zdania! – powiedział Ślizgon. Zmianę zdania? To nie w jego stylu. A może by tak przystać na takie warunki?- Miłej nocy życzę- powiedział uśmiechając się do niej. Gdy odszedł stała jeszcze przez chwilę w korytarzu. „Nie wierzę." Powiedziała do siebie w myślach. Gdy wróciła do dormitorium położyła się do łóżka i od razu zasnęła. Tym razem nie rozmyślała o niczym przed snem. Była zbyt zmęczona.
Ślizgon szedł korytarzem szybkim krokiem. Rozmyślał nad tym, co powiedział do Gryfonki. Miał plan. Chciał ją pogrążyć. Nie dlatego, że wkurzała go w jakiś sposób bardziej niż inni. Chodziło o Weasleya. Widać przecież, że ona mu się podoba. Kiedy zacznie się „przyjaźnić" z tą Granger ten rudzielec będzie zazdrosny jak nigdy wcześniej. Gdy wszedł do pokoju wspólnego Slytherinu zobaczył Pansy siedzącą na fotelu, która wyglądała bardzo zachęcająco. Patrzyła się na niego tak jakby rozbierała go wzrokiem. On przeszedł jednak obok niej niewzruszony. Obróciła za nim głowę po czym głośno prychnęła i poszła do swojego pokoju z oburzoną miną. Jeśli jego plan ma się udać to musi być sam. Bez Pansy. Bez nikogo. Musi udawać, że się zmienił.
Gdy wszyscy Gryfoni siedzieli już przy swoim stole zajęci jedzeniem śniadania nagle do ich stołu podszedł Hagrid.
- Harry. Wpadniecie do mnie po lekcjach na herbatkę? – zapytał radośnie. Harry i Ron wymienili spojrzenia. Nie mogli przyjść do niego z powodu nawału prac domowych. Rudzielec już otwierał usta, aby coś powiedzieć, lecz Hermiona przerwała mu.
- Ja z chęcią do ciebie wpadnę. Nie wiem jak Ron i Harry. Oni nie są na bieżąco z pracami domowymi – powiedziała do olbrzyma z uśmiechem. On też się do niej uśmiechnął.
- My… Postaramy się wpaść do ciebie. Może jak Hermiona pomoże nam w lekcjach… - wycedził Ron. Hermiona w tym roku szkolnym jak na razie rzadko im pomagała. Chciała, aby sami się uczyli. W końcu w tym roku piszą owumenty. Hagrid odszedł z lekko smutną miną.
- Hermiono… My raczej z tobą nie pójdziemy, ale dzięki – powiedział Ron, który właśnie kończył jeść jajecznicę.
- Za co dziękujesz? – zapytała zdziwiona.
- No, gdyby nie ty, Hagrid chodziłby naburmuszony. No i niemielibyśmy czasu na prace domowe – odpowiedział szybko. Ona tylko się do niego uśmiechnęła. Wyszli z Wielkiej Sali i popędzili na lekcje. Na przerwach Hermiona myślała o tym co powiedział do niej Malfoy. „Jeśli nie chcesz to nie muszę taki być" rozbrzmiewało jej w głowie. O co może mu chodzić? Zapyta się go dzisiaj.
Po lekcjach trójka Gryfonów z radością stwierdziła, że dzisiaj zadano im mniej niż zwykle. Harry i Ron musieli nadrobić jednak lekcje z poprzedniego tygodnia. Po obiedzie wybrali się wiec do biblioteki. Hermiona natomiast wybrała się do Hagrida. Gdy wyszła na błonia, od razu się rozpromieniła. Ciepły wiatr rozwiewał jej włosy, a promienie słoneczne raziły ją w oczy. Tego właśnie jej brakowało. Chwili wytchnienia. Chciała, aby ta chwila trwała wiecznie. Nie musiałaby zastanawiać się nad niczym. Prze dość długi czas stała ogrzewając się w słońcu. Gdy stanęła przed chatką gajowego, zapukała mocno w duże drewniane drzwi. Olbrzym otworzył jej prawie natychmiast.
- Cześć Hermiono! – powiedział zamykając drzwi chatki. Jak zwykle roiło się w niej od dziwnych stworzeń – może herbatki? Zaraz przyniosę jakieś herbatniki! – powiedział z zapałem, a ona tylko pokiwała głową. Gdy postawił na stoliku dwa duże kubki herbaty i jakieś ciasteczka, spojrzał się na nią z nieco smutną miną.
- Myślałem, że jednak przyjdą. No, ale nauka jest najważniejsza teraz, nie?- powiedział swoim grubym głosem.
- Jestem pewna, że gdy nadrobią wszystko zajdą do ciebie. Właśnie. Chciałeś nam o czymś powiedzieć? Ja mogę wszystko przekazać.
Uśmiechnął się do niej. Przez chwilę nad czymś rozmyślał. W tym czasie Hermiona wzięła jednego herbatnika, którego prawie nie dało się pogryźć. Udała więc, że wzięła kawałek do ust i spojrzała się na niego pytająco.
- Będziesz musiała to powiedzieć chłopakom, bo już pojutrze mnie tutaj nie będzie. Znowu wyjeżdżam na pakty z olbrzymami, cholibka. Oczywiście z Olimpią – uśmiechnął się, gdy tylko wspomniał jej imię.
- Ale wrócisz na przerwę świąteczną, tak? - zapytała Hermiona. Nie lubiła kiedy Hagrid wyjeżdżał. Po prostu zawsze się wtedy martwiła.
- A czy ja wiem. Mam taką nadzieję – odpowiedział ze smutkiem.
- A jak tam Graup? Co z jego angielskim? – Hermiona zmieniła szybko temat, a widząc, że pół-olbrzym rozpogodził się wiedziała, że dobrze wybrała.
- Bardzo dobrze! Może… Odwiedzilibyście go jak mnie nie będzie, co? Bidak sam będzie się nudził. Poduczycie go troszkę.
- Wspaniały pomysł! Dawno go nie widzieliśmy! – powiedziała dziewczyna z lekko wymuszonym entuzjazmem.
- No. Już się robi ciemno trochę. Musisz już lecieć, no nie? Następnym razem przyjdź wcześniej – powiedział, po czym wstali, a Hermiona wyszła z chatki i pożegnała się z gajowym. Teraz było już o wiele chłodniej. Przez całą drogę pocierała sobie ramiona, aby chociaż trochę je rozgrzać. Gdy weszła do zamku szybko poszła do wieży Gryffindoru. Ginny, Ron i Harry siedzieli teraz przy kominku. Najwyraźniej chłopcy skończyli już esej na transmutacje, który mieli napisać na jutro.
- Nareszcie jesteś! – zawołał Ron bardziej szczęśliwy niż zwykle – Hagrid miał coś ważnego do przekazania? - zapytał z ciekawością. Harry i Ginny spojrzeli na nią pytająco.
- Tak. Pojutrze wyjeżdża. Znowu na pakty z olbrzymami. Najwyraźniej chciał się pożegnać – powiedziała bezbarwnym tonem. Wiedziała, że Hagridowi było bardzo smutno, dlatego że nie przyszli. – pod jego nieobecność odwiedzimy Graupa.
Usiadła w fotelu obok Rona.
- Wiesz, kiedy on wraca? – zapytał Harry. Jemu najbardziej zależało na przyjaźni z tym pół olbrzymem.
- Powinien wrócić przez przerwą świąteczna. Ma taką nadzieję - powiedziała z lekkim smutkiem w głosie.
- Jutro wpadniemy do niego i się pożegnamy. We czwórkę! – powiedział Harry, zerkając na Ginny. Ona się zaczerwieniła. Hermiona i Ron kiwnęli tylko głowami, po czym dziewczyna oznajmiła wszystkim, że musi iść na patrol. Rudzielec od razu zrobił złą minę. Zawsze był taki, gdy musiała tam iść i to jeszcze z Malfoyem!
Ślizgon jak zwykle czekał już na nią. Przez chwile patrzyli na siebie po czym ruszyli korytarzem. Przez dłuższy czas nie odzywali się do siebie. Odejmowali tylko punkty poszczególnym domom.
- Malfoy? – w końcu zaczęła Hermiona – ty mówiłeś wczoraj poważnie? – zapytała jakby od niechcenia. Było to dla niej jednak ważne.
- Ale o czym? - powiedział tak, jakby nic nie wiedział. Tak jakby nie pamiętał o czym wczoraj rozmawiali.
- No o tym, że nie musisz być taki. Mówiłeś poważnie? – zapytała nadal z niedowierzaniem. Spojrzał się na nią drwiąco.
- Nie rzucam słów na wiatr, Granger. O ile się nie mylę to miałaś czas do dzisiaj? – powiedział bez sarkazmu. Powiedział to całkiem normalnie tak jakby mówił do swojej starej przyjaciółki. Przez chwilę żadne z nich nic nie mówiło. Po czym Hermiona powiedziała:
- No bo wiesz. Ty… Zawsze byłeś taki… No wiesz. Chamski. Dla mnie. Dla Rona i Harrego. Skąd nagle taka zmiana? – spytała nieśmiało.
- Nie mówiłem, że mogę nie być taki dla Weasleya i Pottera – dziewczynę to nie zdziwiło. Przecież nie mogła dużo od niego oczekiwać.
- Dobrze. Możesz nie być dla mnie chamski, ale nie przesadzajmy z tą uprzejmością. Zawsze będziesz tym Malfoyem! – powiedziała Gryfonka jakby z oburzeniem. Nie chciała wyjść na idiotkę. Oczywiście dobrze byłoby, gdyby ten Ślizgon przestał się jej czepiać, ale w tym musiał być jakiś haczyk. Mógł też coś knuć.
- Oczywiście. Już po północy. Pozwolisz, że już cię opuszczę? – powiedział nonszalanckim głosem, po czym odszedł. Dziewczyna stała jeszcze chwilę na korytarzu. Nie mogła w to uwierzyć. Chyba właśnie pogodziła się z… Draco.
Dodawać będę coś co tydzień lub dwa. Mam nadzieje, że w końcu zaczniecie komentować, bo nie wiem czy komuś się podoba to co piszę. ;
