4.
Następnego dnia wychodząc z przyjaciółmi przez dziurę pod portretem o mało nie zaniemówiła. Stał przed nimi Draco Malfoy. Ron wyszedł na przód tak jakby chciał wziąć go na siebie. Wrogowie patrzyli na siebie ze złością. Nagle Malfoy przeniósł wzrok na Hermionę i uśmiechnął się. Rudzielec otworzył oczy ze zdumienia.
- Pomyślałem, że może wpadnę po ciebie przed patrolem, Hermiono – powiedział Ślizgon jak do starej przyjaciółki. Harry spojrzał na Hermionę badawczo, Ginny zrobiła to samo trzymając go za rękaw.
- Ja… Tak, oczywiście, Draco. To miłe – wybąkała szybko czerwieniąc się. Poczuła się dziwnie wymawiając jego imię. Ron patrzył na Malfoya z nienawiścią, a on nie zwracał na niego uwagi.
- W takim razie będę czekał na ciebie tutaj za piętnaście dziesiąta. – Ślizgon uśmiechnął się do niej po czym odszedł. Przez chwilę cała czwórka stała bez ruchu. Hermiona czuła, że czerwieni się jeszcze bardziej, w końcu wszyscy wpatrywali się na nią z ciekawością. Harry przerwał jednak milczenie:
- Hermiono? Chciałabyś nam coś powiedzieć? – zapytał swobodnym tonem, którym mówi się „Może przynieść ci bułki ze sklepu?" . Gdy schodzili po schodach Hermiona zebrała się w sobie i w końcu powiedziała:
- Wczoraj… No… Tak jakby pogodziłam się z Mal… Draco. – powiedziała szybko. Ron wpatrywał się w nią ze złością.
- Dlaczego nam nie powiedziałaś? Poza tym jak możesz teraz przyjaźnić się z Malfoyem? Przecież on zabił Dumbledora! On jest śmierciożercą, Hermiono. Śmierciożercą! Powinnaś to przedyskutować z nami, ale najwyraźniej masz więcej zaufania do tego śmiecia! – wykrzykiwał Ron. Spojrzał na Hermionę, której po policzkach pociekły łzy i odszedł. Ona jeszcze przez chwilę jeszcze wpatrywała się w odchodzącego przyjaciela, po czym pobiegła w stronę wieży Gryffindoru rzucając tylko szybko:
- Jeśli chcecie możecie przynieść mi coś do jedzenia…
Harry chciał za nią pobiec, lecz Ginny złapała go za rękaw.
- Teraz trzeba zająć się Ronem. Poza tym zobacz - powiedziała wskazując na Ślizgona idącego za Hermioną. - On ją pocieszy. – Harry kiwnął głową i razem poszli do Wielkiej Sali.
Tymczasem zrozpaczona Gryfonka stała już przed portretem Grubej Damy chcąc przypomnieć sobie hasło.
- Jak do cholery brzmiało to hasło? – powiedziała Gryfonka dławiąc się łzami. Usiadła na podłodze opierając się o ścianę i zaczęła szlochać. Nagle poczuła jak ktoś obejmuje ją ramieniem i podnosi. Był to Malfoy. Dziewczyna spojrzała na niego z rozpaczą, a on przytulił ją. Nagle poczuła się lepiej, chłonęła jego zapach i wtulała się w niego. On głaskał ją lekko po plecach. Stali tak parę minut. Po chwili jednak Gryfonka odsunęła się od niego i odezwała się już o wiele bardziej spokojna:
- Przepraszam. Masz… Przeze mnie masz mokrą szatę.
- Nieważne. Nie wiedziałem, że przeklinasz. – Uśmiechnął się do niej szarmancko. Parsknęła śmiechem. Ślizgon spojrzał w jej brązowe oczy i znowu przytulił widząc, że znów zacznie płakać. Dotykał jej miękkich, falowanych włosów.
- Chodźmy na śniadanie. Pokaż, że jesteś silna. – Dziewczyna spojrzała na niego. Już nie wyglądała tak jakby płakała. Kiwnęła głową i razem poszli do Wielkiej Sali.
Ron nadal zdenerwowany wyzywał Malfoya. Ginny i Harry próbowali go uspokoić.
- Znowu wyszedłeś na idiotę, Ron! Jeśli ci na niej zależy to najlepiej się nie odzywaj! – uciszał go Harry. Rudzielec wbił widelec w kiełbaskę i zaczął jeść. Ginny spojrzała na Harrego zaniepokojona.
- Myślisz, że się pogodzą?- wyszeptała mu do ucha. Chłopak pokiwał tylko głową po czym spojrzał na drzwi wejściowe. Ginny od razu zwróciła wzrok w to samo miejsce. Do Sali wchodził Draco obejmujący Hermionę. Pożegnali się, po czym Gryfonka usiadła przy stole obok Harrego. Spojrzała z pogardą na czerwonego ze złości Rona.
- Jak się czujesz? – zapytała Ginny Gryfonkę.
- O wiele lepiej. Dziękuję, że źle nie zareagowaliście – powiedziała uśmiechając się do dwójki przyjaciół. – Ymm… Harry? Moglibyśmy po lekcjach porozmawiać? – zapytała. Harry kiwnął tylko głową. – Przepraszam, że wam nie powiedziałam. Pogodziliśmy się wczoraj – uśmiechnęła się.
- Mogłaś powiedzieć nam rano – wybąkał pod nosem Ron.
- Mówiłeś coś? – zapytała bezbarwnym głosem Hermiona udając, że nie słyszała co powiedział. On nawet na nią nie spojrzał. Wlepiał tylko wzrok w stół Ślizgonów.
- Hermiono. Chyba się dzisiaj nie spotkamy… Mieliśmy iść do Hagrida się pożegnać – powiedział Harry. Dziwnie się czuł, gdy Ron i Hermiona byli ze sobą skłóceni.
- Przecież nie ma go na śniadaniu. Przyszedłby na nie, żeby się z wami pożegnać. Najwyraźniej już wyjechał – powiedziała dziewczyna. Harry nagle posmutniał.
Zajęcia w szkole minęły wyjątkowo szybko. Hermiona po lekcjach zaciągnęła Harrego na błonia. Miała w tym jeden konkretny cel.
- Harry? Co myślisz o Ginny? – zapytała kopiąc kamień. Harry zdziwił się lekko.
- Myślę, że jest miła… całkiem ładna… lubię ją… - powiedział lekko zakłopotany.
- Nic do niej nie czujesz? – zapytała dziewczyna jakby od niechcenia.
- Ja? No sam nie wiem. Może chyba… tak… – powiedział zawstydzony. Dziwnie było mu o tym mówić. Hermiona spojrzała na niego łobuzersko.
- Musisz jej o tym powiedzieć! Teraz! – zanim chłopak zdążył coś powiedzieć chwyciła go za rękę i pociągnęła do biblioteki. Gdy wpadli do niej wszyscy spojrzeli na nich ze zdziwieniem. Pewnie dlatego, że trzymali się za ręce. Szybko dosiedli się do rodzeństwa. Hermiona co chwilę zerkała na Harrego i kopała go lekko pod stołem. W końcu Harry odważył się odezwać.
- Ginny? Idziesz już? Bo… jeśli nie chcesz to nie musisz! – powiedział lekko się czerwieniąc. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego i wyszli razem. Hermiona odprowadziła ich wzrokiem. Przez chwilę wpatrywała się w regały książek rozmyślając o tym, co mogą robić teraz Ginny i Harry. Wyjęła pióro i pergamin. Zabrała się za pisanie eseju na eliksiry. Już prawie kończyła, gdy podniosła głowę i zobaczyła Rona wpatrującego się w nią z rozmarzoną miną. Zmierzyła go wzrokiem, lecz gdy zobaczyła, że posmutniał… Nie mogła mu tego robić. Dokończyła skrobać po pergaminie po czym schowała go razem z piórem do torby i uśmiechnęła się do rudzielca. Przez chwilę siedzieli wpatrzeni w siebie. Chłopak nad czymś intensywnie myślał marszcząc brwi. Najwyraźniej chciał jakoś zacząć rozmowę. Nie będę mu tego ułatwiać, powiedziała w myślach Hermiona nie zauważając, że całej scenie przygląda się Draco. Miał nadzieję, że mu nie wybaczy tak szybko, ale ona najwyraźniej czekała tylko na okazję, aby pogodzić się z tym idiotą.
- Hermiono – zaczął poważnie Ron. – Dzisiaj… - zawahał się. Przymknął lekko oczy, a gdy je otworzył z jego ust wyrwał się potok słów. – Źle zareagowałem na to, że nam nie powiedziałaś, ale to tylko dlatego, że nie ufam temu Ślizgonowi. Nie pozwolę, aby cię skrzywdził. Musisz mnie zrozumieć, Hermiono… – Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo dziewczyna uciszyła go ruchem ręki. Chwilę rozmyślała, lecz w końcu wydusiła z siebie to co od samego początku chciała mu powiedzieć.
- Ron. W pewnym sensie cię rozumiem. – Tutaj zrobiła przerwę, sprawdzając reakcję chłopca. Jego twarz trwała w skupieniu. – Musisz jednak zrozumieć, że potrafię o siebie zadbać. Poza tym, jeszcze nie ufam Draconowi tak… jak ufam wam. – Przy ostatnim zdaniu starała się mówić jak najspokojniej. Uśmiechnęła się do Rona i wyciągnęła dłoń w jego stroną, chcąc położyć ją na jego dłoni. Natychmiast rozluźnił się.
- Czy… - Przez chwilę wahał się. – …moglibyśmy resztę rozmowy przenieść gdzie indziej? Chciałbym z tobą poważnie porozmawiać.
Dziewczyna spojrzała na niego pytająco. On jednak spojrzał znacząco w stronę drzwi. Zabrali swoje torby, po czym wyszli na niemal pusty korytarz.
- A więc.. jeśli chodzi o Malfoya to chciałbym żebyś naprawdę uważała. Jeśli coś ci zrobi to ja zrobię wszystko, abyś poczuła się lepiej, bo wiesz ja… przemyślałem sobie to wszystko i już rozumiem to… że trochę rzeczywiście przesadziłem. Po prostu mi na tobie zależy. – Ostatnie słowa wypowiedział bardzo miękko patrząc dziewczynie w oczy. Najwyraźniej był trochę zażenowany tym wszystkim. Nagle jego oczy zrobiły się szkliste. Hermiona przystanęła, spojrzała na niego opiekuńczo i przytuliła go mocno. Chłopak odwzajemnił uścisk szepcząc jej do ucha bardzo ciche „Przepraszam". Gdy odsunęli się od siebie, skierowali się w stronę Wieży Gryffindoru bez słowa. Dopiero gdy przeszli przez portret Grubej Damy ujrzeli Harrego i Ginny wtulonych w siebie naprzeciwko kominka. Dwójka usiadła przy nich. Harry spojrzał z uśmiechem na Hermionę będąc jej dzisiaj wdzięczny za dwie rzeczy.
Zegar wskazywał pięćdziesiąt cztery minuty po dziewiątej. Hermiona leniwie wstała przeciągając się. Trójka przyjaciół spojrzała na nią pytająco.
- Patrolowanie korytarzy. Zapomnieliście? – Uśmiechnęła się do nich. Ron odwzajemnił go nieśmiało.
Wychodząc z dziury pod portretem zobaczyła Malfoy'a opartego o ścianę. Uśmiechnęła się do niego radośnie. On jednak uniósł tylko lekko kąciki ust po czym zapytał ją, czy mogą już iść. Ruszyli korytarzem w ciszy, którą po jakimś czasie przerwała Hermiona.
- Pogodziłam się z Ronem. – Uśmiechnęła się na samą myśl o tym. – On już przemyślał sobie to wszystko.
- Tak, wiem – powiedział szorstko Ślizgon.
- Jesteś na mnie zły? – zapytała niepewnie Gryfonka.
- Nie. Oczywiście, że nie. Martwi mnie tylko to z jaką szybkością mu wybaczasz. - Nawet na nią nie spojrzał. Szedł jedynie przed siebie rozglądając się.
- Ja… Jak to? Rozmawiałam z nim przecież, mówiłam ci o tym zresztą! On przemyślał to sobie i…
- Parę godzin nie mogło wystarczyć temu idiocie na zrozumienie tego, że źle postąpił – powiedział szybko Draco.
- On naprawdę... Nie nazywaj go idiotą! Nie znasz go – powiedziała stanowczo dziewczyna.
- Minus pięć punktów dla Ravenclav - powiedział bezbarwnym głosem. Zza posągu jednookiej wiedźmy wyskoczyło kilkoro trzeciorocznych – Czy to coś ma do rzeczy? – zapytał lekceważąco Hermionę.
- Oczywiście, że ma! Zawsze byłeś dla niego chamski, obrażałeś jego rodzinę choć nic o nim nie wiedziałeś i jak mniemam nadal nie wiesz! – powiedziała patrząc na jego profil, ponieważ nadal wpatrywał się przed siebie. – Jesteś tam? – zapytała machając mu ręką przed oczami.
- Tak, jestem – odpowiedział chłodnym głosem nadal nie patrząc na nią.
- O co ci chodzi, Draco? – zapytała zdenerwowana.
- A o to, że coś za szybko wybaczasz zawsze temu… Och przestań Granger… IDIOCIE! – powiedział zirytowany.
- Dlaczego musisz być taki… - nie zdążyła wypowiedzieć ostatniego słowa, ponieważ ku nim biegła właśnie profesor McGonagall. Zatrzymała się na chwilę łapiąc oddech, po czym zwróciła się do Draco.
- Panie Malfoy… Blaise Zabini jest w Skrzydle Szpitalnym – wydyszała szybko.
- Co z nim jest? – zapytał zaniepokojony chłopak. Hermiona jeszcze nigdy nie widziała go takiego.
- Został ugodzony trzema zaklęciami oszałamiającymi w podbrzusze. Leży teraz w skrzydle szpitalnym. Pani Pomfrey powinna mu pomóc, a jeśl nie uda jej się to… będzie musiał zostać przeniesiony do szpitala Świętego Munga – powiedziała lekko drżącym głosem. Draco miał szkliste oczy.
- Mogę iść do niego? – zapytał trochę nieśmiało.
- Oczywiście, że tak! Panna Granger też powinna iść. Nierozsądnie jest chodzić samemu po szkole o tak późnej porze – powiedziała z troską, patrząc na Hermionę. Ślizgon nie spojrzał na nią, aż do tej pory. Bał się. Bał się o swojego przyjaciela. Dziewczyna szybko odwróciła wzrok. Nie chciała patrzeć na niego w takim stanie. Czuła się winna.
Doszli do Skrzydła Szpitalnego. Podeszli do jedynego łóżka, które była zajęte. Draco stanął, nieruchomo wpatrując się w przyjaciela. Profesor McGonagall wskazała Hermionie krzesło szepcząc jej do ucha.
- Czy mogłabyś… Zostać tutaj z nim, panno Granger? – zapytała niepewnie. Dziewczyna skinęła głową i usiadła na krześle. Nauczycielka wyszła zostawiając ich samych. Gryfonka przez parę minut wpatrywała się w czarnoskórego mężczyznę. Blaise, który był bardzo przystojny, wyglądał teraz jak warzywo. Jego skóra była jakby sina, a choć spał wyglądał na bardzo zmęczonego. Chwyciła go za rękę. Była zimna, wręcz lodowata.
Draco nie wiedział co myśleć. Jego przyjaciel wrócił dzisiaj do szkoły i na powitanie dostał zaklęciem oszałamiającym? Jeszcze była z nim Hermiona. Właśnie. Spojrzał na nią. Trzymała chorego za rękę. Miała zatroskaną minę, choć go nie znała. Jak to jest możliwe? Nie znać kogoś, może nawet wręcz za bardzo kogoś nie lubić, lecz współczuć mu?
Podszedł do niej, a ona spojrzała się na niego. Przez chwilę wpatrywał się w nią. Był to wzrok przepełniony strachem. Mógł go stracić. Mógł, a nawet może właśnie w tym momencie, tu i teraz stracić najlepszego przyjaciela. Obszedł łóżko siadając na krześle. Nie patrzył Hermionie w oczy. Bał się, że zobaczy w nich współczucie i troskę. Nie wiedział nawet do końca dlaczego czuł przed tym lęk. Przez chwilę myślał o tych wszystkich chwilach spędzonych z Zabinim. O tym jak wieczorem, przed snem, rozmawiali o głupotach, bo byli zbyt zmęczeni, by wymyśleć coś ciekawszego. Śmiali się z byle czego. Tak po prostu. Byle spędzić czas razem. Jak razem się wspierali. Nieważne co, nieważne kiedy, zawsze starali się sobie pomóc. Miałby to teraz wszystko stracić? Nie, to niemożliwe, przywrócił się do porządku. On przeżyje.
Nawet nie zauważył, że Gryfonka podeszła do niego i przysunęła sobie krzesło. Spojrzał na nią. W jej oczach nie było uczuć, których obawiał się chłopak. To było zrozumienie. Oh, Merlinie, dziękuję ci! Położyła mu rękę na ramieniu nadal się w niego wpatrując. Wiedziała co musi teraz czuć. Sama wie jak to jest, gdy przyjaciół dzielą od śmierci zaledwie minuty, a nawet sekundy. Na szczęście troje jej najlepszych przyjaciół leżało teraz w ciepłych łóżkach. Nie wiedziała jak ma wesprzeć Malfoy'a. Dopiero teraz uświadomiła sobie to, że w ogóle go nie zna. Poznała jedynie stronę tego złego Ślizgona, który uprzykrzał jej życie przez ostatnie sześć lat. Co natomiast z dobrym Draconem? Co lubił? Na jakie tematy mogła z nim rozmawiać? Przez ostatnie parę dni ich relacje skupiały się tylko na tym, że on ją pocieszał. Ewidentne musi przystopować z rozwojem ich stosunku do siebie.
Prawie pół nocy spędzili na wpatrywanie się w zesztywniałego Zabiniego. Tylko pół nocy, ponieważ właśnie wtedy przyszła profesor McGonagall, wciąż ubrana w swoje szaty.
- Panno Granger, zaraz odprowadzę panią do Wieży Gryffindoru. Natomiast pan, panie Malfoy, może zostać z chłopakiem – spojrzała na niego z troską. – Nie może pan jednak cały czas tutaj przebywać. Mam nadzieję, że jutro wybierze się pan do Hogsmade.
Oboje kiwnęli głową. Hermiona szybko ruszyła w stronę nauczycielki po czym obie wyszły na korytarz. Gdy tylko zamknęły drzwi i odeszły parę metrów od Skrzydła Szpitalnego, Minerva zagadała:
- W tych specjalnych okolicznościach może się pani wybrać do Hogsmade o dowolnej godzinie. Nalegam jednak, aby nie szła pani sama.
- Oczywiście, pani profesor. Czy mogłabym o coś spytać? – Dyrektor wahała się przez chwilę po czym kiwnęła głową i spojrzała na nią z ciekawością. – Chodzi o Malfoy'a. Dlaczego pani… przyjęła go do Hogwartu? Po tym co…
- Nie zabił Albusa – powiedziała stanowczo – Zabił go Snape, ale… nie jest tak jak myślisz, Hermiono. Nie mogę powiedzieć ci nic więcej. Ten chłopak nic nie zrobił – zakończyła poważnym głosem. Dziewczyna przytaknęła jej tylko. Resztę drogi szły w ciszy. Gdy Hermiona weszła do Pokoju Wspólnego, wydawał się pusty. Weszła szybko po schodach do dormitorium dziewcząt, przebrała się w piżamę i poszła spać. Nie miała sił na to, aby myśleć o czymkolwiek.
Rano obudziła się z potwornym bólem głowy. Czuła się tak, jakby coś rozsadzało jej czaszkę. Spojrzała na mały zegarek stojący na jej szafce nocnej. Była szósta trzydzieści siedem. Spała więc zaledwie trzy godziny. Przez parę minut walczyła ze sobą, a raczej ze swoim zmęczeniem, po czym wstała z łóżka i skierowała się w stronę łazienki. Poczuła ulgę, gdy strumień ciepłej wody oblewał jej zmęczoną przeżyciami z wczorajszej, a także dzisiejszej nocy twarz. W łazience spędziła około czterdzieści minut. Dziewczyny, z którymi dzieliła pokój jeszcze spały. Cicho wymknęła się na korytarz, po czym zeszła na dół do pokoju wspólnego. W fotelu przy kominku siedział Neville czytając jakąś książkę. Przeszła cicho przez pomieszczenie.
- Późno się dzisiaj wróciło, co? – zapytał chłopak nie odrywając oczu od książki.
Hermiona przełknęła ślinę, po czym odwróciła się do niego.
- Byłeś tutaj przez całą noc? – zapytała lekko zażenowana.
Gryfon uśmiechnął się nieznacznie. Dziewczyna usiadła na fotelu naprzeciwko niego. Dopiero teraz na nią spojrzał. W jego oczach widać było rozbawienie. Przez te wakacje Neville zmienił się. Oczywiście na lepsze. Zrobił się bardziej odważny i przede wszystkim wyprzystojniał. Nie zabrakło również docinek z jego strony, lecz znał granice.
- Hermiono. Wyglądałaś na przerażoną, gdy wchodziłaś w nocy do Pokoju Wspólnego. Co się stało? – podniósł rękę, gdy zobaczył lekki protest w jej oczach. – Nie wywiniesz się. Gadaj.
- Ja… Tylko nie mów nikomu… - zawahała się. Zauważyła, że chłopak zaczął wzbudzać jej zaufanie. – Spędziłam tę noc w skrzydle szpitalnym – bąknęła szybko. Gryfon zmarszczył brwi wpatrując się w nią.
- Coś ci się stało? A może strzeliłaś Malfoy'a jakimś niezbyt przyjemnym urokiem? – spojrzał na nią tak jakby bardziej przekonywała go ta druga opcja.
- Nie zgadłeś. Przyjaciela Malfoy'a trafiły trzy zaklęcia oszałamiające. Musiałam tam być. McGonagall mnie o to prosiła. – Spojrzała na niego wyczekująco.
- No tak. Powinnaś uważać na niego, Hermiono. Wiem, że czasami może wyglądać na to, że się zmienił, ale… po prostu uważaj. Dobrze? – powiedział z troską. Ona kiwnęła tylko głową.
- Ty… Idziesz do Hogsmade? – mruknęła szybko, chcąc sprowadzić rozmowę na nieco lżejsze tematy.
- Nie. Ten dzień będę musiał niestety spędzić sam – powiedział z lekkim smutkiem.
- A może… Spędzimy ten czas razem? – zapytała nieśmiało. Neville spojrzał na nią uśmiechając się szarmancko. Dziewczyna czuła jak zaczyna się czerwienić. To rozbawiło go jeszcze bardziej.
- Oczywiście, że tak. Dawno razem nie rozmawialiśmy. Może spotkamy się o dwunastej w Sali Wejściowej? – zapytał nadal rozbawiony jej reakcją.
- Tak – odpowiedziała uśmiechając się do niego. – Ja już pójdę. Spotkamy się później.
Szybko wyszła nie chcąc pokazać Neville'owi, że czerwieni się jeszcze bardziej. Nie miała pojęcia dlaczego zaczął wzbudzać w niej takie emocje. Najwyraźniej nie była przyzwyczajona do tego jaki teraz jest.
Szybko skierowała się w stronę skrzydła szpitalnego. Chciała sprawdzić, czy Draco nadal tam był. Gdy tylko przeszła przez drzwi, zobaczyła Ślizgona opierającego głowę na łóżku Zabiniego. Podeszła do niego, aby obudzić go i zaproponować, a nawet kazać iść mu się przespać. Szturchnęła go lekko. Niestety to nic nie dało. Zaczął jedynie szeptać coś pod nosem. Śpiący Draco Malfoy wyglądał o wiele łagodniej niż ten, który nie spał. Dziewczyna zdecydowała się klepnąć go lekko w policzek. To na szczęście podziałało, bo szybko odskoczył nie wiedząc najwyraźniej gdzie jest. Hermiona wzięła go pod ramię mówiąc, że musi położyć się spać. On zbytnio nie protestował. Gdy doszli do miejsca, w którym trzeba było wypowiedzieć hasło, Hermiona zaczęła szturchać Draco.
- Draco? Draco! Ja nie znam hasła. Musisz je wypowiedzieć. Och, już dobrze. Możesz je powiedzieć kiedy będę na innym korytarzu? Potem wprowadzę cię do twojego dormitorium, dobrze? – zapytała szybko. On tylko kiwnął głową. Odeszła od niego dość daleko. Po paru minutach wróciła. Przytrzymując go weszli przez próg. Niezbyt interesował ją wystrój pokoju wspólnego, choć prawdę mówiąc rzucał się w oczy. Draco wskazał jej drzwi do swojego dormitorium. Położyła go na łóżku. Przez chwilę wpatrywała się w niego siedząc na krawędzi łóżka. Gdy spróbowała wstać on niespodziewanie złapał ją za nadgarstek szepcząc „Zostań". Patrzył na nią błagalnym wzrokiem, w którym widać było zmęczenie. „ Zostań tylko dopóki nie zasnę, proszę". Usiadła na rogu łóżka wpatrując się w zmęczonego Ślizgona. Draco nie zamykał oczu przez jakieś dziesięć minut. W końcu Hermionę dopadło zmęczenie. Podeszła do dwóch innych łóżek, znajdujących się w pokoju. Niestety, oba pachniały dziwnie i nie miała ochoty się na nich kłaść. Zrezygnowana podeszła do nadal nieśpiącego Malfoy'a i położyła się obok niego najdalej jak mogła. Nie było jednak żadnego problemu z miejscem, ponieważ łóżka w Slytherinie były o wiele szersze od tych w Gryffindorze. Zamknęła zmęczone oczy. Nie mogła jednak zasnąć, więc zdecydowała się po prostu czuwać. Nie miała siły się ruszyć. Nagle poczuła rękę na swojej tali. Była tak znużona, że nawet nie chciała otworzyć oczu, aby sprawdzić czy rzeczywiście ktoś ją dotknął. Leżała tak długo, aż zasnęła.
Draco nadal trzymał rękę na jej talii będąc zadowolony z siebie. Wtulał się w jej miękkie, falowane włosy. Szczerzę mówiąc nie wiedział za bardzo co właściwie teraz robi. Zasnął w mgnieniu oka.
Nagle ktoś zaczął krzyczeć i wydzierać się ze złością. Draco otworzył oczy widząc rozgniewaną Pansy Parkinson. Przez chwilę nie docierało do niego co mówi.
- CO TO JEST? CO TO MA DO CHOLERY BYĆ?!– krzyczała. – CO TU ROBI TA… TA WSTRĘTNA SZLAMA?
Dopiero teraz Ślizgon dostrzegł jak Hermiona siedzi skulona w kącie. Krew ściekała jej z ręki. Nagle w jej stronę poleciała jego zapalniczka uderzając Gryfonkę w głowę. Szybko zerwał się na nogi i wyrzucił Pansy za drzwi.
- Wynoś się stąd, Parkinson! – wykrzyczał do zamkniętych już drzwi.
Podszedł do łkającej Hermiony. Wokół niej leżało potłuczone szkło.
- Draco… Zabierz mnie stąd - powiedziała roztrzęsionym głosem. – O dwunastej jestem umówiona z Nevillem. Właśnie.
Wstała patrząc na swoje krwawiące ramie. Wyciągnęła różdżkę.
- Volnera Samantum! - wypowiedziała zaklęcie. Wszystkie rany, które były na jej ramieniu zniknęły. Rzuciła na siebie jeszcze tylko zaklęcie czyszczące. – Muszę iść – wycedziła szybko po czym wyszła przez drzwi.
Schodziła szybko po schodach prowadzących do Pokoju Wspólnego. Gdy przechodziła przez niego, spotkała się z wieloma drwiącymi uśmieszkami. Gdy tylko drzwi do lokum Slytherinu zniknęły zaczęła biec w stronę wieży Gryffindoru. Gdy tylko weszła dziurą pod portretem rzuciła się w stronę swojego dormitorium. Zatrzymał ją jednak Harry.
- Hermiono? Co ci się stało? – zapytał z troskę w głosie. Patrzył na nią tak, jakby właśnie zmarła cała jej rodzina, a on byłby jedyną osobą, która może jej pomóc.
- Nie wiem o co ci chodzi – powiedziała bezbarwnym głosem. Harry położył dłonie na jej ramionach i spojrzał jej głęboko w oczy.
- Ymm… Przecież… - powiedział niepewnie. – Chodzi o to, że zazwyczaj nie wracasz z poszarpanymi ubraniami do Wieży Gryffindoru – wyszeptał nadal patrząc na nią z troską.
Hermiona poczuła nagły przypływ emocji. „Zapomniałam o ubraniu", skarciła się w duchu. Nagle do oczu napłynęły jej łzy. Rzuciła się przyjacielowi na ramię. Harry zaczął głaskać ją po plecach nie pytając o nic. Wiedział, że była załamana.
- To nie moja wina… Byłam zmęczona… Nie chciałam tego – mówiła dławiąc się łzami.
Będzie musiała powiedzieć mu o tym. Jednak nie o wszystkim. O wszystkim mogła powiedzieć tylko jednej osobie.
