Przepraszam za to, że tak długo nie dodawałam rozdziału. Myślę, że wreszcie coś się stało i z tego powodu jestem bardzo zadowolona. Życzę miłego czytania.
Na zielonym dywanie leżał jasnowłosy mężczyzna. W ręku trzymał kryształową szklankę do połowy pełną. Wypełniała ją jasnobrązowa ciecz, Ognista Whisky. Ślizgon był jednak trzeźwy. Nie miał powodu do tego, aby się upić. Wystarczyło mu jedynie parę łyków, by ukoić nerwy. Nagle wstał zdając sobie sprawę z tego, że tkwi już tak parę godzin. Poszedł do łazienki i wziął zimny prysznic. Niczego nie pragnął bardziej niż chłodnej wody spływającej po jego zmęczonej twarzy. Gdy wyszedł owinął sobie biodra ręcznikiem. Oparł się o umywalkę wpatrując się w swoje odbicie. „Po co ja do cholery prosiłem ją, żeby została ze mną? Mogłem pozwolić jej iść. A teraz? Och… Będę musiał jej to wszystko wytłumaczyć". Umył zęby, aby pozbyć się nieprzyjemnego oddechu. Gdy tylko wyschły mu włosy, ułożył je w tak zwany niesforny nieład, po czym wszedł do sypialni, aby się ubrać. Przez chwilę wpatrywał się w ścianę siedząc na niepościelonym łóżku. Rozmyślał nad tym, jak załagodzić tę sprawę, ale teraz to nie było najważniejsze. Najważniejszy był Blaise, który leżał nieprzytomny w Skrzydle Szpitalnym. Na samą myśl o tym Draco wstał szybko i wyszedł z dormitorium pędząc, aby zobaczyć co dzieje się teraz z jego najlepszym przyjacielem. Gdy dotarł na miejsce i wszedł przez drzwi, pani Pomfrey zatrzymała go.
- Musi teraz odpoczywać, panie Malfoy – powiedziała cicho.
- Muszę zobaczyć, co się z nim dzieje! – powiedział podniesionym głosem. Zza kurtyny usłyszał swojego przyjaciela.
- Draco? To ty? – zapytał słabym głosem.
Draco szybko wyminął pielęgniarkę, błyskawicznie przechodząc przez kurtynę i siadając obok przyjaciela.
- Jak się czujesz? – zapytał próbując ukryć w głosie troskę. Zabini uśmiechnął się do niego słabo.
- Przeżyję. Poleżę tu jeszcze… jeden dzień i wracam na lekcje – powiedział lekko zanikającym głosem.
- Mam nadzieję! Nawet… Nawet nie wiesz ile się wydarzyło pod twoją nieobecność, ale… - uciszył ruchem ręki czarnoskórego mężczyznę, który najwyraźniej chciał dowiedzieć się o wszystkim jak najszybciej – opowiem ci wszystko jak nie będziesz musiał leżeć tutaj jak jakaś królewna!
Obaj roześmiali się. Tego właśnie mu brakowało. Blaise nie miał najwyraźniej siły, aby się odgryźć. Może to i nie za dobry znak, ale to, że z nim rozmawiał sprawiało, że czuł się tak jakby jego przyjaciel znowu był cały i zdrowy.
Hermiona leżała na łóżku wpatrując się w podłogę. W dormitorium nikogo nie było. Leżała tak od co najmniej godziny. Wszyscy oprócz Neville'a poszli do Hogsmade. Nawet Harry, który zdeklarował, że z nią zostanie, poszedł do miasteczka po długich namowach Hermiony. Bała się zejść na dół, aby porozmawiać z jedynym uczniem, który został. To, co się dzisiaj stało było dla niej szokiem, w końcu nie co dzień Pansy Parkinson rzuca w nią szklaną wazą powodując dość duże obrażenia. „Mogłam poczekać chwilę i szybko wymknąć się z jego dormitorium. Idiotka ze mnie". Wstała z łóżka i zbierając się w sobie postanowiła zejść na dół. Gdy tylko Neville zobaczył ją wkraczającą do Pokoju Wspólnego, spojrzał na nią. Nie patrzył na nią jednak ze współczuciem, raczej ze zdziwieniem. Usiadła na fotelu naprzeciwko niego.
- Nie myślałem, że zejdziesz tutaj tak szybko – powiedział Gryfon ze spokojem. Dziewczyna jednak nie odpowiedziała. Nie wiedziała co powiedzieć. – Hermiono? Co się stało?
Przez chwilę wpatrywał się w nią z oczekiwaniem w oczach.
- Więc… poszłam do Skrzydła Szpitalnego zobaczyć, czy Malfoy poszedł do swojego dormitorium… - zatrzymała się na chwilę wyczekując jakiejś reakcji. On jednaj nadal wpatrywał się w nią wyczekująco – on tam wciąż był, więc postanowiłam, że odprowadzę go do lochów. Gdy położył się na łóżko chciałam iść, ale on prosił mnie, żebym została do czasu gdy zaśnie. Był naprawdę załamany, więc… zgodziłam się. On jednak długo nie zasypiał i położyłam się na drugim końcu łóżka… obudził mnie krzyk Parkinson. Jak wstałam z łóżka… zaczęła rzucać we mnie różnymi rzeczami. W jej ręce wpadł jakiś szklany wazon i… no wiesz. Osłoniłam się rękoma. Gdy Malfoy się obudził, wygonił ją i chciał mi pomóc, ale ja wyszłam szybko przedtem jedynie lecząc rany i czyszcząc ubrania z krwi – opowiedziała mu niepewnym głosem. Jeszcze przez chwilę wpatrywał się w nią.
- Gdybyś nie została… nieważne. Dobrze, że nic ci nie jest – powiedział spokojnie uśmiechając się do niej. Ona odpowiedziała mu miną mówiącą „Dziękuję" po czym zgarnęła jakąś książkę ze stołu i oboje zaczęli czytać.
Przez jakąś godzinę siedzieli naprzeciwko siebie pochłonięci lekturą.
- Może poszłabyś zobaczyć, co z nim? – zapytał Neville. Dziewczyna spojrzała na niego ze zdziwioną miną.
- Myślisz? No nie wiem. Po co? – zapytała od niechcenia. Gryfon zmarszczył brwi.
- Wydawało mi się, że jest twoim, e… kolegą? Wydaje mi się, że on musi czuć się okropnie – powiedział spokojnie.
- No tak… chyba zaraz go poszukam. Pójdziesz ze mną? – zapytała nieśmiało. Wydawało jej się, że z nim będzie mu lepiej.
- Jeśli nie masz nic przeciwko temu - powiedział niepewnie. - Wiesz, że Fred i George będą z nami na roku? Postanowili ukończyć Hogwart. Prawdę mówiąc, George za bardzo nie chciał tutaj wracać, ale Fred go przekonał. Przyjadą dzisiaj wieczorem – powiedział podekscytowany chłopak, któremu dobrze udało się zmienić temat.
- To wspaniale! Nareszcie się wyedukują! Zawsze w nich wierzyłam – powiedziała z radością Hermiona.
- George chyba zrezygnuje, ale Fred na pewno zostanie. Zapewne z twojego powodu – powiedział lekko unosząc brew. - Może już pójdziemy?
Dziewczyna skinęła głową lekko zaczerwieniona, po czym oboje wstali i wyszli z wieży Gryffindoru. Przez chwilę szli przez korytarz nie wiedząc dokładnie gdzie zmierzają. Neville widząc, że Hermiona nie ma pojęcia gdzie iść powiedział:
- Może pójdziemy do Skrzydła Szpitalnego? Pewnie jest tam teraz z Zabinim.
- Masz racje. Ach… Neville? Jakby on coś mówił o tobie to… - nie zdążyła dokończyć, bo Gryfon wszedł jej w słowo.
- Najlepiej będzie jeśli obydwoje wyjdziemy, nie wyzywając się wzajemnie. Tak, wiem – powiedział szybko. Ona uśmiechnęła się tylko.
Resztę drogi szli w ciszy. Hermiona bała się reakcji Malfoy'a na przyjście Neville'a. Może wcale nie będzie tak źle? W końcu Gryfon nabrał pewności siebie. Może nawet się polubią? Gdy doszli na miejsce, chłopak otworzył Gryfonce drzwi zapraszając ją do środka. Od razu usłyszeli śmiech dwójki przyjaciół. Draco siedział na krześle, opierając brodę o jego oparcie , a Blaise leżał na boku. Nadal wyglądał słabo. Zauważyli ich dopiero, gdy podeszli bliżej. Nastała niezręczna cisza. Draco badał wzrokiem Neville'a.
- Jak się czujesz? – zapytał Malfoy teraz patrząc na Hermionę.
- Już lepiej. To był szok. Przepraszam, że wyszłam bez słowa – odpowiedziała starając się uśmiechnąć.
- To ja przepraszam. Nie powinienem prosić cię o to żebyś została. To było głupie – powiedział spuszczając na chwilę głowę w dół. Znowu nastała cisza.
- Może skończycie ten festiwal przepraszania, co? – powiedział Blaise próbując rozluźnić nieco atmosferę. Draco skarcił go wzrokiem. „No tak, on o niczym nie wiedział. Mogę się założyć, że Granger powiedziała o tym WSZYSTKIM co się działo przez miniony tydzień paru Gryfonom. Jak tylko zostanę sam na sam z Zabinim, wszystko mu opowiem", powiedział w duchu Malfoy.
- Jak się czujesz, Blaise? – zapytała dziewczyna uśmiechając się do mężczyzny.
- No… już coraz lepiej… - odpowiedział niepewnie spoglądając podejrzliwie to na nią, to na Draco.
- Hermiono? Ja będę się zbierał. Idziesz ze mną? – zapytał Neville uśmiechając się do niej szarmancko. Dziewczyna skinęła głową i odwzajemniła uśmiech.
- To do zobaczenia! – rzuciła tylko szybko wychodząc na korytarz. Gryfon spojrzał na dwójkę Ślizgonów po czym wyszedł za nią na korytarz.
Przez jakiś czas Draco wpatrywał się jeszcze w zamknięte drzwi. Blaise patrzył na niego z ciekawością.
- Chyba możesz mi już o wszystkim opowiedzieć, co? – zapytał czarnoskóry poważnym tonem. Malfoy spojrzał na niego ze zrezygnowaniem, po czym usiadł na krześle i opowiedział mu wszystko.
- … i wtedy wybiegła bez słowa z mojego dormitorium – zakończył lekko zażenowany tym jak postąpił. Jego przyjaciel wpatrywał się w niego najwyraźniej rozmyślając nad czymś.
- Kochasz ją? – zapytał bezpośrednio.
- Nie! – odpowiedział szybko Ślizgon.
- Podoba ci się, tak?
- Nie! Przestań! – krzyknął zdenerwowany Malfoy.
- W takim razie pewnie chcesz ją wykorzystać! – powiedział Blaise jakby w nagłym olśnieniu.
- NIE! N-I-E! Nie rozumiesz co się do ciebie mówi?! – wydarł się na całe gardło.
- Draco. Spokojnie. O co ci chodzi w takim razie? – zapytał chłopak unosząc lekko brew.
- W zasadzie to… chyba o nic, bo to szlama, no nie? – zapytał Draco niepewnym głosem. Nie mógł sobie pozwolić na to, aby szlama stała się obiektem jego pożądania.
- Malfoy… Ty chyba za bardzo przejmujesz się czystością krwi. Czasami zachowujesz się jakbyś miał jakąś obsesję – powiedział ostrożnie nie będąc pewien, czy Draco nie zrozumie go źle. On jednak patrzył się na niego z lekko zmarszczonym czołem.
- Ty… Myślisz… Naprawdę? – zapytał, a na jego twarzy pojawił się cień smutku.
- Tak. Mógłbyś czasem przystopować. Jeśli chodzi o Granger to wydaje mi się, że to nic wielkiego, przynajmniej na razie – powiedział naprawdę poważnie.
Draco przez chwile siedział wpatrując się w przestrzeń. „ Przynajmniej na razie…", te właśnie słowa odbijały się teraz echem w głowie. Tak naprawdę w głębi serca nie czuł takiej pogardy dla mugolaków i szlam. To, że był taki jaki był, było spowodowane wpijaniem mu nienawiści do czarodziejów nieczystej krwi. Tak naprawdę nigdy nie chciał tak myśleć, lecz po prostu się przyzwyczaił do tego, żeby obrażać i wyśmiewać się z innych. Nawet nie zauważył tego jakim się stał, aż do teraz.
- Ja… Masz rację – wydusił z siebie szybko. – Ale to nie jest takie łatwe jak się wydaje. Nadal oczywiście będę tym Malfoy'em, ale… postaram się – powiedział cicho.
Przez jakiś czas siedzieli patrząc w przestrzeń. Draco czuł, że potrzebował takiej rozmowy. Musiał przyznać się przed samym sobą. Nagle usłyszeli głośne kroki. Była to pielęgniarka wyganiająca blondyna, mówiąc, że jego przyjaciel potrzebuje odpoczynku. On bez słowa wyszedł ze Skrzydła Szpitalnego.
Dwójka Gryfonów siedziała na błoniach pod dużą wierzbą, śmiejąc się w najlepsze. Wpatrywali się w płynące po niebie chmury odgadując ich kształty i czasami kłócąc się o nie.
- To wygląda jak statek, widzisz? – zapytał Neville zakreślając w palcem w powietrzu jakiś dziwny kształt i wskazując na jeden z obłoków.
- Nie – odpowiedziała dziewczyna ze sztuczną stanowczością. – To jest troll – stwierdziła z przekonaniem. Oboje spojrzeli na siebie wybuchając śmiechem.
- Jestem już trochę głodny. Może masz ochotę na coś do jedzenia? Zajdziemy do kuchni? – zapytał chłopak. Hermiona spojrzała na niego badawczym wzrokiem. Nie wyglądał na takiego, który lubił jeść. Kiwnęła głową, po czym skierowali się w stronę kuchni. Tam skrzaty zaczęły proponować im najrozmaitsze desery i przekąski. Oni jednak woleli wziąć parę ciastek i sok dyniowy. Neville skusił się na ładnie pachnące nóżki kurczaka biorąc trzy sztuki. Zjeść postanowili w zamku przed Wielką Salą. Gryfonka z podziwem wpatrywała się w mężczyznę, który po zjedzeniu nóżek, zabrał się za ciastka z kawałkami czekolady.
- Jak to jest, że jesz tak dużo, a jesteś taki szczupły? – zapytała Gryfonka. Neville uśmiechnął się do niej przeżuwając resztkę tego co miał w buzi.
- Szczerze mówiąc to nie mam pojęcia, ale pasuje mi to! Ty też nie jesz tyle ile reszta dziewczyn z naszego roku. One wcinają tylko sałatę – powiedział ze zmartwioną miną. Rzeczywiście. Jej koleżanki jadły tylko warzywa, chcąc schudnąć, choć i tak były już bardzo chude.
- Ta, sałatę… Może się kiedyś opamiętają. Słuchaj! – powiedziała lekko podniesionym głosem słuchając jak zegar wybija czwartą. – Harry i Ron zaraz wracają z Hogsmade! – Mówiąc to wstała ciągnąc przyjaciela za rękę na błonia. Wychodząc z zamku zobaczyli grupkę uczniów, w której dostrzegli rudą czuprynę Weasleya i czarną należącą do Pottera. Hermiona szybko pobiegła w ich stronę, ściskając obu mężczyzn. Obaj natychmiast zaczęli opowiadać jej i Neville'owi o tym, że to była ostatnia okazja, aby kupić coś w sklepie bliźniaków.
- Dzisiaj wieczorem będzie impreza z powodu powrotu Freda i George'a! Załatwiliśmy trochę Ognistej Whisky i dużo butelek piwa kremowego. Nie mogę się doczekać – mówił z zapałem Ron, gdy wchodzili do Pokoju Wspólnego. – Możesz nawet zaprosić Malfoy'a! – powiedział do Hermiony nadal podekscytowany.
- Nie wiem czy będzie chciał spędzić wieczór z bandą Gryfonów - odpowiedziała śmiejąc się. Rudzielec odwzajemnił uśmiech siadając w jednym z czterech foteli stojących przy kominku.
Pokój Wspólny był zapełniony uczniami szóstego i siódmego roku. Wszystkich młodszych Ron i Hermiona wygonili do dormitoriów. Zegar wybił dziesiątą. Wszyscy ze zniecierpliwieniem oczekiwali bliźniaków. Harry opadł na fotel obok swoich przyjaciół.
- Coś długo nie przychodzą. Jak coś im się stanie, to… - Hermiona nie zdążyła dokończyć, bo przerwał jej Ron.
- Spokojnie. Jeśli nie przyjdą za dziesięć minut to pójdziemy ich szukać, dobrze? – powiedział uspokajając lekko podenerwowaną Gryfonkę. – Pewnie McGonagall ich zatrzymała – stwierdził z uśmiechem. Nagle ktoś wszedł przez dziurę pod portretem. Byli to bliźniacy. Trójka Gryfonów szybko ruszyła w ich stronę. Hermiona nie zdołała jednak przecisnąć się przez tłum, więc postanowiła poczekać, aż wszyscy inni skończą ich obściskiwać. Po paru minutach dojrzała dwie rude czupryny idące jakby slalomem w jej stronę. Gdy tylko udało im się namówić wszystkich do tego, aby zaczęli się bawić, usiedli obok Hermiony.
- Cześć Hermiono! – powiedzieli równocześnie uśmiechając się do niej.
- Hej! – wykrzyczała radośnie, po czym uściskała obu bliźniaków. George odszedł od nich w stronę Harry'ego i Rona – A więc… Wróciliście jednak na ten ostatni rok nauki. Dlaczego tak właściwie? Owumenty nie są wam chyba potrzebne do prowadzenia waszego sklepu? – zapytała nieśmiało. Nie wiedziała o czym może rozmawiać z Fredem. Nigdy szczególnie się nie kolegowali.
- George nie chciał wrócić… Wydaje mi się, że w najbliższym czasie zrezygnuje, ale… - powiedział niepewnym głosem – ja zostanę do końca.
Hermiona spojrzała na niego badawczo. On bez swojego bliźniaka u boku? To było dziwne. Za dziwne.
- Dlaczego? - zapytała jakby od niechcenia.
- On nie chciał od począ…
- Pytałam o to, dlaczego ty chcesz ukończyć ten rok. Nie myślałam, że zdecydujesz się na to bez George'a – przerwała mu. Fred spojrzał na swoje kolana najwyraźniej lekko zakłopotany.
- Mam powody. No, wydaje mi się, że to jednak tylko jeden powód i nim na pewno nie jest nauka – odpowiedział już bardziej dziarskim tonem. – Piwa kremowego? – zapytał wstając z fotela.
- Nie, ale… Nie zaszkodzi napić się trochę Ognistej Whisky – odpowiedziała nieśmiało. Chłopak spojrzał na nią z podziwem, po czym zniknął w tłumie Gryfonów. Co chwilę jakiś uczeń próbował podsiąść fotel Freda, ale Hermiona nie pozwalała na to. Jak tylko się napije zamierzała się przejść. Nie lubiła hucznych imprez.
- Ognista Whiskey dla Hermiony, raz! – powiedział Fred podając jej szklankę z alkoholem. Wzięła dość spory łyk. Gryfon wpatrywał się w nią ze zdziwieniem – Nie wiedziałem, że pijesz! – powiedział po chwili.
- Jest wiele rzeczy, których o mnie nie wiesz, Fred – odpowiedziała śmiejąc się.
Pół godziny później Hermiona szła chwiejnym krokiem w stronę stolika z Ognistą. Gdy nalewała sobie dość sporu płynu do szklanki, ktoś złapał ją za łokcie.
- Nie powinnaś tyle pić – powiedział mężczyzna stojący za nią. Odwróciła się, a jej oczom ukazał się Neville z zatroskaną miną. Przez chwilę wpatrywała się w niego oszołomiona. Dopiero po paru minutach uświadomiła sobie to, że przesadziła.
- Masz rację – powiedziała odstawiając szklankę. – Chyba pójdę do dormitoriom już, chyba – ominęła go prawie się przewracając. Niestety miała bardzo słabą głowę. Gdy złapała równowagę chciała ruszyć dalej, lecz znowu zachwiała się. Na szczęście Neville złapał ją i posadził na fotelu.
- Trzeba będzie zabrać ją na świeże powietrze – powiedział Harry trzymając w ręku butelkę piwa kremowego.
- Ja to zrobię! – powiedział dziarsko Ron. – Piłem tylko piwo kremowe – wyjaśnił szybko widząc niepewnie spojrzenia obu mężczyzn. Szybko uniósł Hermionę. Ona założyła mu ręce na szyje. Jej oczy przymykały się. Nie wiedziała co się dzieje. Rudzielec nie zastanawiając się dłużej wziął ją na ręce i wyszedł z pokoju wspólnego. Gdy tylko wyszli na błonia, Hermionę uderzyło przenikliwe zimno. Po skórze przeszły jej ciarki, a na ramionach dostała gęsiej skórki. Świeże powietrze szybką ją ocuciło. Przytuliła się do Rona. Od razu zrobiło jej się cieplej.
- Ron?
- Tak? Coś się stało? – zapytał zmartwiony. Nie co dzień musiał wynosić Hermionę na błonia, bo się upiła.
- Dziękuje, że mnie tutaj przyniosłeś. Fajna była ta impreza – powiedziała sennym głosem wtulając się mocniej w przyjaciela. Roz pogłaskał ją po głowie. Siedzieli tak długo w milczeniu.
- Co tam, gołąbeczki? – zapytał jakiś głos za nimi.
- Spadaj, Malfoy – powiedział cicho Ron odwracając głowę w jego stronę.
- Co jej się stało? – zapytał Ślizgon wskazując głową na Hermionę wpatrującą się w gwiazdy. Nie zauważyła tego, że rozmawiają. Prawdę mówiąc nie docierało do niej za wiele.
- Spiła się – odpowiedział rudzielec przez zęby. Draco zmrużył oczy. „Granger spita? Niemożliwe".
- Hermiona? Nie wierzę – powiedział patrząc podejrzliwie na Gryfona. – Hermiona, możemy pogadać? – zapytał dziewczynę.
- Tak. Mów szybko – odpowiedziała zachrypniętym głosem.
- W cztery oczy Weasley - powiedział zgryźliwie. Ron odszedł w stronę jeziora chcąc mieć ich na oku. Draco usiadł obok Hermiony obejmując ją.
- Blaise już wyszedł ze skrzydła szpitalnego – powiedział spokojnie.
- To świetnie – wymamrotała.
Draco wyciągnął z kieszeni piersiówkę w której była wódka, po czym wziął łyk. Nie mógł tak siedzieć ze świadomością, że Granger dzisiaj sobie popiła, a on siedzi tutaj całkiem trzeźwy.
- Mogę? – zapytała dziewczyna patrząc mu w oczy.
- No nie wiem. Dopiero co Weasley mówił, że się upiłaś i…
- On nie musi o tym wiedzieć – powiedziała uwodzicielsko. Chłopak zdziwił się, gdy wyrwała mu piersiówkę z ręki. Postanowił nie dać jej się napić za wiele. Zanim jednak zdążył zareagować, ona podniosła się wypijając duży łyk. Wstał chcąc powstrzymać ją.
- Och, przestań Draco… Tylko parę łyków – powiedziała niewinnym tonem.
- Oddaj mi to! – wyciągnął szybko rękę chcąc odebrać jej swoją własność. Ona jednak odskoczyła wlewając w siebie jej całą zawartość. Uśmiechnęła się oddając mu pustą butelkę. Nagle zachwiała się, on na szczęście szybko zareagował przytrzymując ją. Miała szczęście, że było tam mało alkoholu. Dziewczyna objęła go patrząc mu w oczy. Jej wzrok był rozbiegany. Nie wiedziała co robi.
- Masz ochotę się zabawić? – wyszeptała do jego ucha liżąc lekko jego płatek. Po ciele przeszły mu przyjemne ciarki.
- Nie wiesz co robisz Hermiono. Zaraz zawołam tego rudzielca i cię stąd zabierze.
- Proszę Draco. Nie rób mi tego – powiedziała błagalnym tonem przykładając mu palec do ust. – Przecież tego chcesz. Widzę przecież – uśmiechnęła się do niego łapiąc go za krocze. Jęknął cicho. Zalała go fala przyjemności. Chciał tego. Tak cholernie tego chciał. Tu i teraz nawet na oczach Weasleya. Pocałował ją w szyję, a ona cicho zachichotała. Jej skóra była taka miękka. Jedyna rzecz, która go od niej odrzucała był zapach alkoholu. Mieszanka wódki i whisky. W tym był właśnie problem. Chciał, żeby widziała co robi. Co będzie z tego miał jeśli ona nie będzie nic jutro pamiętać? Poza tym Granger jest pieprzoną dziewicą, więc zrobiłby jej krzywdę. Może i był zimnym draniem, dla którego nie liczyło się to czy dziewczyna z którą spał była dziewicą, ale ona była inna. Ich marzeniem było to, aby przespać się z tym Draconem Malfoyem. Granger, choć była pijana, nie myślała o nim tylko jak o jakimś łupie. Nigdy na pewno nie przeszło jej przez myśl to, aby mogli robić COKOLWIEK w jednym łóżku. Odsunął się od niej powoli chcąc zawołać Gryfona. Ona jednak nie dała za wygraną wpijając się w jego usta i łapiąc za włosy. On bez zastanowienia oddał pocałunek. Przez dłuższą chwilę nie zdawał sobie sprawy z tego co robi. Na chwilę przerwali patrząc na siebie w milczeniu. Jej oczy nadal były zamglone. Nagle popchnęła go w stronę ściany przywierając do niego całym ciałem. Ssała płatek jego ucha jednocześnie gładząc go ręką po szyi. On błądził natomiast rękoma po jej plecach, łapiąc ją co chwilę za pośladki. Pocałowała go wpychając język w jego usta. Masowała dosyć mocno jego podniebienie. Zaczęła powoli, lecz sprawnie rozpinać guziki jego koszuli. Nagle coś w nim drgnęło. Dlaczego to robił? Dlaczego chciał to robić ze szlamą?
- Stop! - krzyknął Draco odpychając ją i zapinając guziki koszuli. – Jesteś pijana, Granger! Nie zrobię ci tego! – zaczął wydzierać się na całe gardło.
- Przecież obydwoje tego chcemy – powiedziała chcąc brzmieć najwyraźniej jak najbardziej pociągająco. – Jestem trzeźwa. Udowodnię to! – powiedziała z entuzjazmem. Podeszła do niego chwiejnym krokiem, co chwilę przechylając się z jednej strony na drugą. Ślizgon nie mógł na nią patrzeć.
- Weasley! – krzyknął. Rudzielec biegł już w ich stronę najwyraźniej zaniepokojony krzykami Malfoya. Wchodząc po schodkach spojrzał na mężczyznę pytającym wzrokiem.
- Co się stało? Dlaczego… - zawahał się biorąc Hermionę na ręce. – Dlaczego do cholery wali od niej wódką?! - wykrzyczał mu prosto w twarz.
- Zabrała moją piersiówkę i wypiła wszystko… Weź ją stąd lepiej – powiedział cicho, po czym odszedł.
- Ron? Co jest? Przecież gramy w kalambury… - wymamrotała pod nosem dziewczyna. – Jak zwykle oszukujecie. Byłam dla was taka dobra, a wy zajmujecie się tylko sobą. Ja się o nich boję, rozumiesz?! Ty też byś się bał. Wiesz o co chodzi. Wyciągaj te karty – bąknęła, po czym zamknęła oczy zasypiając. Wyglądała teraz tak, jakby nic się nie stało. Jakby była po prostu zmęczona ciągłym siedzeniem w bibliotece i potrzebowała chwili odpoczynku. Miała zapuchnięte oczy i wyglądała jakby przeszła teraz jakiś tor przeszkód.
Gdy Ron wszedł do Pokoju Wspólnego były zajęte tylko trzy fotele. Było tam tak jak zwykle. Nie było śladów po imprezie.
- Coś się stało? Długo was nie było – powiedział z niepokojem Harry wpatrując się w Hermionę. Nie wyglądała ona najlepiej. Jej włosy sterczały na wszystkie strony, a ubranie było lekko poszarpane. Na lewej stopie nie miała buta.
- Malfoy... – zaczął zrezygnowany Ron kładąc zmarnowaną dziewczynę na kanapę i wyczarowując obok niej miskę. Fred szybko usiadł przy niej, głaszcząc ją po głowie. Neville przysłuchiwał się uważnie siedząc na fotelu. – Chciał z nią pogadać, to ich zostawiłem na chwilę. Ona zabrała mu piersiówkę, w której była wódka… więcej nie wiem. Coś więcej musiało się przez ten czas stać, ale nie jestem pewien. Hermiona wyglądała na zawiedzioną.
- Trzeba ją gdzieś położyć. Kto odda jej łóżko? – zapytał Neville tak jakby wiedział kto się zgłosi na ochotnika.
- Ja! – zgłosili się obaj Weasley'owie. Neville roześmiał się, ponieważ pewien był tego, że to właśnie oni się zgłoszą.
- Wydaje mi się, że lepiej byłoby gdybyśmy zostawili ją tutaj – zadecydował Harry wstając i idąc w stronę swojego dormitorium.
Trójka Gryfonów Pozostała siedziała jeszcze chwilę w ciszy.
- Ktoś będzie musiał jutro, a raczej dzisiaj rano powiedzieć jej co się działo dzisiejszej nocy. Ron? Ty chyba najlepiej wiesz co się stało? – powiedział teraz już z powagą Neville.
- Postaram się… - wybąkał ziewając, po czym cała trójka poszła spać po ciężkiej nocy.
