6.

Słońce powoli zaczęło wychodzić zza horyzontu. Błyszczące promienie słoneczne wpadały do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Hermiona leżała na kanapie znajdującej się przy oknie. Obudził ją ból głowy. Pomasowała sobie skronie, po czym odwróciła się na drugi bok. Powoli otworzyła oczy i uniosła głowę. Zmarszczyła czoło, zastanawiając się nad tym, dlaczego leży na kanapie, a nie znajduje się w dormitorium dziewcząt. Przeciągnęła się leniwie wpatrując się w sufit. Wstała w celu odnalezienia kogoś, kto mógłby jej powiedzieć o co właściwie chodzi, lecz nagle przed oczami zobaczyła ciemne mroczki. Przez chwilę kiwała się na boki starając się utrzymać równowagę. Do ciemności przed oczami dochodziły bóle mięśni i mdłości. Rękoma wymacała jakiś fotel siadając na nim ostrożnie i zamknęła oczy. Po chwili otworzyła je, przypominając sobie, co się wczoraj działo, a raczej co z tego wszystkiego pamięta. Przez chwilę układała sobie wszystko w głowie.
- No tak! Wczoraj była impreza, a ja za dużo wypiłam… - przerwała na chwilę czując zażenowanie. – Potem Neville uświadomił mnie, że przesadzam… Ron… Ron zaniósł mnie na błonia, żebym trochę wytrzeźwiała! – wykrzyczała dumna z siebie. – Tam chyba… Coś… Ktoś… Malfoy! Ale co Malfoy? – zapytała samą siebie przerażona Gryfonka. – Chłopcy mi opowiedzą… Tak. Teraz muszę znaleźć jakiś eliksir na kaca.
Weszła chwiejnym krokiem do dormitorium dziewcząt, co chwilę mrużąc lekko oczy. Podeszła cicho do swojego kufra i zaczęła gorączkowo przerzucać rzeczy znajdujące się w nim. Po jakimś czasie znalazła to, czego szukała. Powoli rozwinęła skarpetkę, z której wyjęła małą fiolkę. Znajdował się w niej jasnoniebieski eliksir, który podarował jej Harry sądząc, że na wszelki wypadek dobrze jest go mieć pod ręką. Szybko wlała w siebie kwaśną ciecz, krzywiąc twarz z obrzydzeniem. Nie była to jednak duża zapłata za zniknięcie bólu głowy, mdłości i bólu mięśni. Opadła na łóżko czując wielką ulgę, którą jednak przerwało potworne uczucie suchości w gardle. Nalała sobie wodę i wypiła powoli, chcąc zgasić pragnienie. Nie zaprzestała na jednej szklance. Opróżniła cały dzbanek z wodą. Tego właśnie nie lubiła w tym eliksirze. Czując, że już nie zaśnie, poszła do łazienki umyć się i sprawić, aby jakoś dzisiaj wyglądać. Gdy minęło pół godziny, wyszła z Wieży Gryffindoru kierując Się do Wielkiej Sali. Przy stołach siedziało tylko parę uczniów Ravenclaw i Zabini. Gdy usiadła, pojawił się przed nią talerz z owsianką. Z niechęcią zaczęła jeść. Nagle usłyszała przed sobą chrząknięcie. Gdy podniosła głowę, jej oczom ukazał się czarnoskóry mężczyzna. Spojrzała się na niego z niedowierzaniem.
- Słyszałem, że trochę wczoraj popiłaś? – zapytał uśmiechając się do niej.
- Wiesz coś o tym? – powiedziała podniesionym głosem.
Otwierała usta, aby coś powiedzieć, lecz przerwała, ponieważ obok nich przechodzili uczniowie i patrzyli na nich znacząco. Gdy wyszli z Wielkiej Sali, Blaise podparł głowę ramieniem.
- Tak, wiem. Ktoś mi opowiedział – powiedział krótko, najwyraźniej chcąc wzbudzić jej ciekawość.
- Malfoy, tak? Ja… nie pamiętam, co się działo. Pamiętam tylko, że on był tam… na błoniach – powiedziała niepewnie. Dziwnie czuła się rozmawiając z Zabinim.
- Tak, Draco. To zrozumiałe, że niczego nie pamiętasz – widząc błagalny wzrok szatynki, postanowił powiedzieć jej, co się stało. – A więc… - przerwał nagle, bo usłyszał jakieś zaniepokojone szepty.
Hermiona też najwyraźniej to zauważyła. Od razu poznała głosy swoich przyjaciół. Jak im wytłumaczyć to, że rozmawia normalnie z Zabinim?
- Pamiętaj szlamo! Mnie się nie obraża! – wykrzyczał nagle Ślizgon, patrząc na nią niepewnie do chwili, gdy do Sali weszli Gryfoni.
- Tak, na pewno to sobie zapamiętam, Zabini! Mógłbyś już iść? Nie chcę przebywać w towarzystwie kogoś takiego jak ty! – odgryzła się szybko Hermiona.
Chłopak puścił jej oko, po czym wstał i wyszedł z Wielkiej Sali. Fred, Ron, Harry i Neville szybko się do niej dosiedli.
- Czego on od ciebie chciał? Nic ci nie jest, Hermiono? – zapytał młodszy rudzielec.
- Nie mam pojęcia czego chciał. Nic mi nie jest – nagle przypomniała jej się wczorajsza noc. – Możecie mi powiedzieć, co się wczoraj stało? – zapytała, chcąc brzmieć jak najbardziej obojętnie.
- Więc… Ron, powiedz jej – powiedział Harry, zwracając się do przyjaciela.
- No wypiłaś trochę, to cię zaniosłem na błonia, tam był Malfoy i zostawiłem was samych. Po dziesięciu minutach on mnie zawołał, a od ciebie śmierdziało alkoholem, bo niby zabrałaś mu piersiówkę – powiedział jednym tchem.
Dziewczyna zmrużyła oczy zastanawiając się nad tym, co powiedział.
- Mówiłam coś? – zapytała siląc się na spokojny ton.
- No… No tak – powiedział Ronald już bardziej spokojny. – Mówiłaś, że się o kogoś boisz i … tylko tyle zapamiętałem. Ja byłem głupi Hermiono, nie powinienem zostawiać cię z NIM - powiedział chowając twarz w dłoniach. Gryfonka położyła mu rękę na ramieniu, chcąc go pocieszyć. Spojrzała na resztę mężczyzn. Harry i Neville z niewiadomych powodów szczerzyli się do niej, a Fred patrzył z nienawiścią na brata. Zanim zdążyła coś mu powiedzieć, usłyszała jak Ron wydmuchuje nos w chusteczkę. Zrobiło jej się głupio. Przecież to nie była jego wina i nic się nie stało, a on tak się zamartwiał. Nie zastanawiając się dłużej przytuliła się do niego mocno. Łzy napłynęły jej do oczu.
- Przecież nic się nie stało, nie masz za co się winić – powiedziała cicho.
Rudzielec wtulił się w nią mocno. Gryfonka dała znać przyjaciołom, aby zostawili ich samych. Harry i Neville szybko wyszli. Fred wpatrywał się w nich dziwnie, po czym ruszył za przyjaciółmi.
Wtedy rudzielec zaczął płakać.
- Przecież on mógł cię wykorzystać. Wiesz jaki jest Malfoy. Ja bez zastanowienia zostawiłem was samych. A gdyby on zaprowadził cię do swojego dormitorium i… Nie wybaczyłbym sobie tego! – wybełkotał zalany łzami. Hermiona nagle zrozumiała o co mu chodzi. Pijana była przecież jak marionetka. Ron pewnie myśli, że może i tak ona coś z nim… Ona mu… On jej… Stop!, skarciła się w duchu, po czym też zaczęła płakać.
- Nic się nie stało, Ron, spokojnie. Jestem tutaj z tobą, on nic mi nie zrobił – wyszeptała mu do ucha. Wtulił się w nią mocniej.
Gdy się uspokoił i niechętnie od niej odsunął, spojrzał jej głęboko w oczy.
- Dopilnuję, żeby ci nigdy nic nie zrobił – powiedział spokojnym głosem. – Miona? O co chodziło z tym, że się o kogoś boisz?
- Ja… byłam pijana. Nie mam pojęcia, o co chodziło – powiedziała cicho.
Dziwnie czuła się okłamując swojego przyjaciela. Nie chciała mówić mu o tym, że boi się o swoich rodziców. Nie chciała dzielić się tym z nikim. Na Boże Narodzenie zaplanowała wykasować im siebie z pamięci i zmienić ich życiowe ambicje na jedną: podróż do Australii. Miała nadzieję, że tam Voldemort nigdy ich nie znajdzie.
Hermiona uśmiechnęła się do niego, a on od razu się rozpromienił. Nie wyglądali tak jakby płakali. Przyrzekli sobie, że nikt nigdy nie dowie się o tym, co zaszło rano w Wielkiej Sali.
Wielka Sala była teraz zapełniona głodnymi i zaspanymi uczniami. Każdy leniwie grzebał w misce swoich płatków czy powoli żuł tosty z dżemem. Harry był dręczony przez McLagena swoimi nudnymi wywodami o Quidditch'u. Bliźniacy rozmawiali o tym co wprowadzić do swojego sklepu. Ginny oparła głowę na ramieniu Harry'ego i zamknęła oczy. Ron siedział przed swoją miską owsianki i wpatrywał się w nią. Hermiona co chwilę szturchała go przypominając mu o tym, że musi przecież coś jeść. Było jej to jednak trochę na rękę, bo co chwilę wyszukiwała wzrokiem Zabini'ego, którego chciała zapytać, co się wczoraj stało. Najwyraźniej już nie zamierzał schodzić na śniadanie. Draco siedział wygodnie przy stole, czytając Proroka Codziennego i sącząc kawę. Pansy patrzyła na niego groźnie, co chwilę chrząkając. Blondyn uśmiechał się wtedy nie odrywając wzroku od lektury.
- Proszę o uwagę! – powiedziała profesor McGonagall. – Przykro mi, że nie powiadomiłam was wcześniej o tym, kto został prefektem naczelnym. Proszę, aby po śniadaniu do mojego gabinetu przyszli Zachariasz Smith, Padma Patil, Hermiona Granger i Draco Malfoy, aby odebrać odznaki. Dziękuję za uwagę. Możecie dokończyć śniadanie.
Hermiona jeszcze przez chwilę wpatrywała się w dyrektora, po czym przypomniała sobie o tym, że nie dostała w wakacje żadnej odznaki czy powiadomienia. Skarciła się w duchu, że zapomniała o tak istotnej sprawie.
- To było do przewidzenia, Hermiono. Gratulacje! – powiedział Neville ściskając jej dłoń. Chwilę później wrócił do rozmowy z Deanem.
Gdy Sala opróżniała się, Gryfonka ruszyła do gabinetu profesor McGonagall. Tam czekała już reszta przyszłych prefektów naczelnych. Dziewczyna zdziwiła się widząc, że Draco nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem. Drzwi otworzyły się, a oni weszli do środka. Każdy zajął fotel naprzeciwko biurka.
- Oto wasze odznaki i klucze – rozdała je pospiesznie. – Będziecie mieć własne dormitoria połączone jednym Pokojem Wspólnym. Znajduje się on na czwartym piętrze. Na tablicy ogłoszeń będzie widniał grafik patroli… To chyba już wszystko. Przepraszam, że powiadamiam was tak późno – uśmiechnęła się do nich blado.
- Pani profesor, dlaczego ON jest Prefektem Naczelnym? – zapytał Zachariasz, wskazując ręką na Malfoya. – Przecież zabił Dumbledora – powiedział spokojnym głosem.
Draco spojrzał z przerażeniem na starszą kobietę, a Padma spiorunowała Smith'a wzrokiem.
- Nie powinno to pana interesować – odpowiedziała, krótko karcąc go wzrokiem. – Żegnam – zakończyła, wskazując im wyjście. Czwórka szybko opuściła Gabinet, idąc w swoją stronę.
- Draco? Draco! – krzyknęła Gryfonka, biegnąc za zdenerwowanym mężczyzną. – Malfoy, poczekaj!
Złapała go za szatę pociągając mocno. Obydwoje przystanęli patrząc na siebie.
- Ty pewnie myślisz tak samo jak on – powiedział oschle.
- Jak możesz tak mówić? Ja wierzę w to, że się zmieniłeś, ja… - nie wiedziała jak dokończyć. Co miała mu powiedzieć? O tym, że myśli, że mogliby zostać dobrymi przyjaciółmi?
- Jesteś taka sama jak oni wszyscy, Granger! Teraz wiem, że tej nocy pokazałaś tylko to, że nie jesteś wyjątkiem! – powiedział podniesionym głosem.
Dziewczyna stała jak wryta. Parę dni temu rozmawiali normalnie, a teraz on się na nią wydziera. Wczoraj musiała zrobić lub powiedzieć coś naprawdę strasznego.
- Draco, ja nie… - nie zdążyła dokończyć zdania.
- Odczep się ode mnie, ty… szlamo – powiedział z pogardą, po czym odszedł.
Dziewczynie napłynęły łzy do oczu. Stała tak jeszcze dosyć długo. Nie poszła na pierwszą lekcję. Gdy zabrzmiał dzwonek na przerwę, ruszyła wzdłuż korytarza chcąc znaleźć Blaise'a, aby dowiedzieć się, co się stało. Znalazła go przy oknie. Rozmawiał o czymś z Pansy Parkinson, która wtulała się w Malfoy'a. On patrzył w przestrzeń. Hermiona zdecydowała się do niego podejść.
- Blaise? Ym… możemy pogadać? – zapytała niepewnie, starając się nie patrzeć na Pansy, która zabijała ją wzrokiem. Spojrzała na blondyna, który nawet jej nie zauważył. Parkinson widząc to, wpiła się w jego usta. On bez zastanowienia oddał pocałunek. Zabini spojrzał na nich z obrzydzeniem, po czym złapał Gryfonkę za rękę i zaciągnął ją do jakiegoś rzadko używanego przejścia.
- Naprawdę chcesz wiedzieć, co się stało? – zapytał niepewnie.
- Oczywiście, że tak! Draco zaczął się dziwnie zachowywać i… nazwał mnie szlamą – powiedziała cicho, patrząc na swoje buty.
- Dobrze. W skrócie to… - urwał wpatrując się w nią – ...po prostu dobierałaś się do Malfoya – powiedział szybko. Wpatrywał się w nią, oczekując jakiejś reakcji. Patrzenie na niego tępo nie wydawało mu się normalne.
- Ja byłam pijana… To nie moja wina… A on co zrobił? – zapytała, patrząc na niego przestraszona.
- Jeśli o to chodzi TO… on na nic nie pozwolił. Wspominał coś o tym, że się całowaliście…
- Co?! Ja i Malfoy? Przecież to nierealne! – krzyknęła zdenerwowana Gryfonka.
- Spokojnie. Dobrze, że zawołał Weasley'a – powiedział próbując opanować dziewczynę. – Nie chciał, aby twój pierwszy raz był po pijaku – tutaj Zabini uśmiechnął się.
- Skąd możesz wiedzieć to, że jestem dziewicą? – zapytała, unosząc brew.
- A jesteś? – zapytał z niedowierzaniem.
- To chyba powinnam zostawić dla siebie – powiedziała lekko się rumieniąc.
Skierowała się w stronę swojego pokoju do Pokoju Prefektów, będąc święcie przekonana, że właśnie tam znajdzie blondyna.
Gdy tylko przekroczyła próg Pokoju Wspólnego, zamurowało ją. Pomieszczenie było okrągłe. Były tam cztery okna, cztery fotele, cztery stoliki… Nad kominkiem wisiał herb Hogwartu. Wszystko było utrzymane w kremowych i beżowych barwach, co najbardziej zdziwiło dziewczynę. Sądziła, że będzie to mieszanka kolorów wszystkich domów.
Szybko weszła po schodach, które prawdopodobnie prowadziły do jej dormitorium. Nie myliła się. Przy wielkim łóżku z zasłonami stał już kufer z jej rzeczami. Nie rozglądała się długo po pokoju. Chciała znaleźć Draco i z nim porozmawiać. To, co zrobiła wczoraj, nie mogło być powodem jego zachowania.

Przeszukała prawie całą szkołę. Była w Pokoju Życzeń, na wieży astronomicznej, a nawet zaszła do kuchni, z której oczywiście zabrała parę „drobnych" kąsków. Gdzie mógł być Malfoy? To pytanie dręczyło ją, chyba po raz pierwszy w życiu. Może był w Pokoju Wspólnym Ślizgonów? To było jedyne miejsce, w którym mógł się teraz znajdować. Zrezygnowana dziewczyna postanowiła poszukać Harry'ego i Rona.
Siedzieli oni w Pokoju Wspólnym Gryfonów. Gdy tylko podeszła do nich, przestali rozmawiać i spojrzeli się na nią podejrzliwie.
- Hej – przywitała się niepewnie, nie wiedząc o czym z nimi rozmawiać. – Wiedzieliście gdzieś Gin? – zapytała po namyśle.
- Siedzi przy kominku. Hermiono, wszystko w porządku? – zapytał Harry, patrząc na nią dziwnie. Wydawałoby się, że obaj nie mają ochoty na jej towarzystwo.
- No tak – odpowiedziała lekko speszona.
- Gratulacje! –powiedział Fred podchodząc do niej i przytulając ją mocno. – Będę miał jakieś fory u naszej nowej Prefekt Naczelnej? – zapytał, pokazując jej wszystkie swoje zęby.
Gryfonka zaśmiała się perliście i posłała mu kuksańca w bok.
- Żadnych forów! – krzyknęła udając oburzenie.
Teraz Rudzielec wychylił trochę dolną wargę do przodu, robiąc minę aniołka. Hermiona popatrzyła na niego z rozbawieniem i zaczęła czochrać mu włosy. Mężczyzna zaczął się śmiać. Nie czekając na odwet, dziewczyna wybiegła z Pokoju Wspólnego kierując się do swojego dormitorium. Zbliżało się południe, a ona nie miała nic do roboty. Postanowiła więc poczytać w salonie mugolską książkę Władcę Pierścieni. Lubiła książki fantastyczne, można by nawet rzec, że je uwielbiała.
Usiadła na brązowym fotelu, który stał najbliżej kominka, zagłębiając się w lekturę. Skończyła czytać przed obiadem. Niestety nie mogła zacząć ostatniej części, ponieważ nie zabrała jej ze sobą do Hogwartu. Skierowała się do Wielkiej Sali. Zebrała się tam już większość uczniów, którzy zajadali się przeróżnymi potrawami. Usiadła obok Rona i Harry'ego, którzy nadal byli markotni. Nie licząc na jakąkolwiek wymianę zdań z przyjaciółmi, zabrała się za jedzenie. Na jej talerzu wylądowało udko z kurczaka, ziemniaki i sałatka. Inne dziewczęta wpatrywały się w nią z szeroko otwartymi oczyma.
- Hermiono – zaczęła nieśmiało Levander. – Czy ty… jesteś w ciąży? – zapytała ze zmartwieniem, na co dziewczyna parsknęła śmiechem.
Przez jaki czas miała atak szaleńczej głupawki, ale uratowała ją z tego stanu panna Brown, która była najwyraźniej oburzona.
- Ja… w ciąży? – zapytała nabierając powietrza. – Dlaczego tak sądzisz? – Teraz Gryfonka była już bardzo poważna, bo Levander nie wyglądała tak, jakby żartowała.
- Wiesz… Ostatnio dużo jesz – stwierdziła ze spokojem w głosie. – Oh. Kobiety w ciąży jedzą dużo – dodała, bo brązowooka zmarszczyła brwi. Przez chwilę wpatrywała się w nią. Zatkało ją. Sądziła, że to jakiś głupi żart. Czy ona rzeczywiście tyle je? Ile powinna jeść normalna dziewczyna? Może, gdy rozmawiała z Nevillem, wcale nie mieli racji co do sposobu żywienia ich koleżanek z roku? Rozejrzała się, dogłębnie badając zawartość talerzy płci pięknej. W dużej mierze ich zawartość stanowiły sałatki. Rzadziej natomiast można było zobaczyć w nich małe filety z ryby.
- Levander… Masz rację –powiedziała z powagą. Nie zdążyła jednak dokończyć, bo przerwał jej krzyk jej koleżanek, które najwyraźniej przysłuchiwały się całej rozmowie.
- Jesteś w ciąży?! – zapytała ją Parvati z szeroko otwartymi oczyma. Wszystkie twarze automatycznie zwróciły się w stronę grupki Gryfonek.
- Kto jest ojcem? – zapytała się z troską Levander.
Panna Wiem-To-Wszystko-Granger chyba pierwszy raz w życiu nie wiedziała, co ma powiedzieć. Czuła się zażenowana. Patrzyła na nią cała szkoła i, o zgrozo, całe ciało pedagogiczne!
- Jesteś w ciąży? – zapytał o wiele ciszej od swoich poprzedniczek Ron, który nie ukrywał zdziwienia.
- Nie jestem w żadnej ciąży! Ja… one to wymyśliły! – krzyknęła, wskazując na Brown i Patil. Obie Gryfonki zarumieniły się jak piwonie. Rozejrzały się po sali, po czym wybiegły z Wielkiej Sali, patrząc w podłogę. Neville poklepał ją po plecach.
- Wiesz, wyglądasz na zbyt chudą, żeby być w ciąży – powiedział, usiłując pocieszyć upokorzoną Gryfonkę.
- Chuda? – zapytała Hermiona, nieświadomie wychylając dolną wargę lekko do przodu. Do oczu napłynęły jej łzy. Nie wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć. Jest gruba czy chuda?
Nagle wszyscy zaczęli wypominać sobie, że są za grubi lub za chudzi. W tym szumie można było usłyszeć „Ty wyglądasz jakbyś była w dziesiątym miesiącu ciąży!" i „Może chcesz moją porcję sałatki?". Pannie Granger zawirowało w głowie. Oparła ją więc o ramię Neville'a, który nadal klepał ją po ramieniu.
- Cisza! – uciszyła wszystkich oburzona McGonagall. – Nie życzę sobie jakichkolwiek komentarzy na temat czyjejkolwiek tuszy! Wstydźcie się! Zachowujcie się tak jak na uczniów Hogwartu przystało! Chciałabym powiadomić was także o tym, że w szkole będą dostępne magtopy. Jest to coś w rodzaju mugolskich laptopów. Ministerstwo nalegało na to, aby w każdym Pokoju Wspólnym było ich osiem i po jednym w każdym dormitorium rocznika szóstego i siódmego. Jutro zostanie do nich podłączony magnet, który jest podobny do mugolskiego Internetu. Mam nadzieję, że nie będziecie się o niego kłócić. Uczeń może skorzystać z magtopu raz dziennie, oprócz tych, którzy mają je dormitoriach. Jest też możliwość zakupu owego sprzętu. – Spojrzała na uczniów, którzy wpatrywali się na nią jak w obrazek. – Używajcie ich do nauki, a nie do głupot! Ze względu na prywatność, nikt nie będzie kontrolował tego, na jakie wchodzicie strony. Ufamy wam. – Tak właśnie profesor zakończyła swoje przemówienie.
Hermiona siedziała już normalnie, zadowolona z błogiej ciszy, którą nie mogła się jednak długo napawać, ponieważ wszyscy zaczęli teraz rozmawiać o magtopach. Ponownie oparła głowę o ramię Neville'a. Chłopak objął ją ramieniem.
- Harry, teraz jest szansa – powiedział szeptem Ron. Hermiona zaczęła przysłuchiwać się rozmowie przyjaciół.
- Dobrze. To chyba najgorsza decyzja w moim życiu – wyszeptał ze smutkiem Harry.
Obydwoje szybko wyszli z Wielkiej Sali. Dziewczyna po raz pierwszy spojrzała na stół Slytherinu, szukając wzrokiem Malfoya. Siedział obok Zabini'ego, wpatrując się w swój talerz. Nie wyglądał na zainteresowanego tym, co się dzieje wokół niego. Pewnie miał już swojego prywatnego magtopa od początku roku.
- Co takiego interesującego widzisz w stole Ślizgonów, hm? – zapytał ją Fred, unosząc brew.
- Nic. Zapatrzyłam się. Głowa mi pęka – powiedziała, pocierając sobie skroń. Najwyraźniej wypiła za mało eliksiru na kaca. Będzie musiała trochę go dokupić.
- Pewnie po wczorajszej imprezie. Strasznie się spiłaś. Odprowadzić cię do twojego dormitorium? Nie wyglądasz za dobrze – zapytał z troską w głosie.
Miał rację. Hermiona czuła się okropnie. Kręciło jej się w głowie i było jej bardzo zimno. Skinęła głową, aby po chwili znaleźć się na korytarzu, krocząc niepewnie u boku rudzielca. Straciła na chwilę równowagę. Chłopak automatycznie ją przytrzymał, za co został obdarzony słabym uśmiechem. Nie zastanawiając się nad tym co robi, wziął Hermionę na ręce.
- Fred! Nie musisz. Poradzę sobie – powiedziała słabym głosem. On jednak nie odpowiedział. – Dobrze. Lojalność – wypowiedziała hasło, gdy przechodzili obok portretu pięknej kobiety o długich, brązowych włosach i niebieskich oczach. Obraz rozpłynął się w powietrzu, a na jego miejscu pojawiły się drewniane drzwi. Dziewczyna podała Fredowi klucz, którym otworzył drzwi. Bez problemu przeniósł ją do jej dormitorium i ułożył na łóżku, siadając na jego skrawku. Ona przewróciła się na bok, twarzą do niego i pociągnęła nosem. Rudzielec uśmiechnął się do niej i podał jej chusteczkę. Przez chwilę wpatrywali się w siebie w ciszy. Chłopak zaczął rozglądać się po pokoju. Jego wzrok zatrzymał się w jednym punkcie.
- Masz magtopa! Swoje prywatnego, osobistego magtopa! – powiedział z szeroko otwartymi oczyma. – Jesteś szczęściarą. Ja będę musiał dzielić jednego z sześcioma współlokatorami – powiedział ze smutkiem.
- Możecie się w siódemkę złożyć na jeszcze jednego – powiedziała Hermiona, która starała się go pocieszyć. Na te słowa chłopak zrobił minę typu „Na Merlina, jesteś genialna!".
- Idę powiedzieć o tym chłopakom! Leż tutaj i wypoczywaj. Widzimy się na kolacji! – powiedział wesoło. W podziękowaniu, a zarazem na pożegnanie pocałował ją lekko w policzek, po czym wybiegł z jej dormitorium. Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie. Zaczęła bardzo lubić tego rudzielca. Przykryła się kołdrą i zapadła w błogi sen.

Po parogodzinnej drzemce czuła się o wiele lepiej. Zastało jej pół godziny do kolacji. Postanowiła więc uruchomić swojego magtopa. Usiadła wygodnie przy biurku, na którym spoczywało owe urządzenie. Uniosła ostrożnie klapkę, nie chcąc jej uszkodzić. W domu miała swój mugolski stary laptop, nie musiała być z nim bardzo ostrożna. Gdy tylko uruchomił się system, zmieniła tapetę i przejrzała pliki znajdujące się we wszystkich folderach. Nie zabrakło tam różnych pomocy naukowych. Pobawiła się jeszcze chwilę różnymi funkcjami swojego magtopa. Stwierdziła, że nie jest on taki zły i będzie z niego często korzystać. Miała nadzieję, że będzie mogła pisać maile do rodziców, jak już podłączą magnet.
Na kolacji cały czas wypatrywała Dracona przy stole Ślizgonów. Rozmawiał o czymś z Pansy najwyraźniej znudzony. Nie spojrzał na nią ani razu. Nie umknęło również jej uwadze to, że na posiłku nie ma Harry'ego i Rona. Była pewna, że knują coś za jej plecami. Tylko dlaczego nie chcą jej o tym powiedzieć? Może przez to, że parę razy normalnie rozmawiała z Draco i wróciła raz do Pokoju Wspólnego z poszarpanymi ubraniami, przestali jej ufać? Nie. Są przecież przyjaciółmi, prawda?
- Hermiona! – krzyknął Fred, nawołując ją. – Posłuchaj. Musimy wymyślić ci jakieś przezwisko! – oznajmił, przysiadając się do niej. Chwilę później dołączył do niego George, uśmiechając się do niej szeroko.
- Nie będę miała żadnego przezwiska! – powiedziała lekko podniesionym głosem. Nie lubiła, kiedy ktoś ją przezywał. Miała zbyt bolesne doświadczenia ze słowem „szlama".
- Spokojnie, Herm. Postaramy się… - zaczął George.
- ...żeby twoje przezwisko… - dokończył za niego Fred.
- ...nie było w żadnym stopniu zbereźne czy obraźliwe! – wykrzyczeli jej do uszu obaj bliźniacy, na co Hermiona lekko się skrzywiła.
- Przepraszam! Zapomniałem, że głowa cię bolała – przeprosił Fred cicho.
- Fred jest Gryzoń, a ja Georgie! Ty możesz być… - zastanowił się George. – Wydra! – zawołał jakby w olśnieniu.
- Wydra – rzekł jego bliźniak bardziej do siebie niż do innych, zastanawiając się. – Wydra… Fajne! Pasuje do ciebie, Hermiono. Od teraj jesteś Wydrą, Wydro! – powiedział, uśmiechając się do niej.
W sumie to przezwisko nie było takie złe. Nawiązywało do jej patronusa…
- Wydra jest okej, Gryzoniu – powiedziała, uśmiechając się do niego szeroko. – Fred, George? Gdzie są Harry i Ron? – zapytała, ściszając głos do szeptu.
- Oni… nie mam pojęcia. Chyba nie byli głodni! – wypalił szybko Georgie. – Ale późno! Pora na mnie! – powiedział na odchodne i szybko ulotnił się z Wielkiej Sali.
- O co chodzi, Fred? – zapytała podejrzliwym głosem Hermiona. Zanim zdążył wstać, złapała go mocno za nadgarstek i lekko wykręciła mu rękę. On jęknął tylko cicho i usiadł zrezygnowany z miną zbitego psa.
- Herm. Nie wiem, dlaczego ich nie ma. Chciałem się teraz dowiedzieć czegoś od Georga – powiedział poważnym tonem, zupełnie nie pasującym do niego.
- Ale jeśli się czegoś dowiesz, to mi powiesz pierwszej, dobrze? – zapytała, uśmiechając się do niego lekko. Zachowanie jego bliźniaka było co najmniej dziwne.
- Ja… Obiecuję, że dowiesz się o tym, czego się dowiem pierwszy – przyrzekł, odwzajemniając uśmiech. Odszedł od stołu bez pożegnania.
Dziewczyna odruchowo spojrzała w stronę stołu Ślizgonów. Szokiem było dla niej to, że wzrokiem napotkała jego szare tęczówki. Wyglądał, jakby nad czymś rozmyślał. Przez chwilę wpatrywali się w siebie. Gdy tylko zauważył to, że wpatruje się w Hermionę, odwrócił głowę speszony i sięgnął po sok dyniowy. Dlaczego się tak zachowywał? Będzie musiała wyjaśnić tę sprawę jak najszybciej.
- Dlaczego siedzisz sama, Herm? – zapytała wesoło Ginny, przysiadając się do niej.
- Fred i George przed chwilą mnie opuścili. Wiesz, że od teraz jestem Wydra? – zapytała chichocząc cicho.
- Wydra? Ładnie! Wydra, Wyderka, Wydrunia, Wydrunieńka, Wydrunieniuńka – zaczęła wyliczać na palcach. - Wydrunieniuniezewe… Wymyślę jeszcze jakieś zdrobnienia! Zobaczysz! – powiedziała Ruda, uśmiechając się do niej szeroko.
- Nie rozpędzaj się tak! – powiedziała lekko oburzona dziewczyna. – Wyderka może być – dodała po chwili, lekko się czerwieniąc, na co ruda zareagowała donośnym śmiechem.
- Jak tam ciąża, Wydrunio? – zapytał Neville, przysiadając się do przyjaciółek i puszczając im oko.
- Świetnie, bo żadnej ciąży nie ma! – powiedziała wesoło, na co dwójka Gryfonów zareagowała śmiechem. Neville wyglądał jednak na lekko przybitego.
- Coś się stało, Nev? – zapytała, szepcząc mu do ucha. Chłopak zmarszczył czoło, zastanawiając się nad czymś gorączkowo.
- Nic się nie stało – powiedział z przesadnym opanowaniem. Hermiona spojrzała na niego podejrzliwie.
- Dobrze. Nie będę drążyć tematu. Jak będziesz chciał, to sam mi powiesz. – Uśmiechnęła się do niego chcąc poprawić atmosferę. – Wiesz, gdzie są Harry i Ron? – zapytała.
- Pewnie są w Pokoju Wspólnym. Mówili coś o pracach domowych i o tym, że bez ciebie nie będzie już tak łatwo – odpowiedział, kręcąc głową z uśmiechem.
- Bałam się o nich trochę, wiesz? Myślałam, że sobie nie poradzą z pracami domowymi – powiedziała, zamyślając się. Może tylko dlatego szeptali? Może chcieli wymyślić jakiś sposób na łatwiejsze odrabianie zadań? Oczywiście nie powiedzieliby jej o tym, bo by ich chyba zabiła.
- No coś ty. To lenie patentowane! Muszą wreszcie zacząć radzić sobie sami! – powiedział pokrzepiająco Neville.
- On ma rację. Rozpuściłaś ich, Hermiono. Musisz im powiedzieć, że nie pomożesz im w ani jednej pracy domowej! Nawet im nie sprawdzaj! Poza tym, teraz maja magtopy, więc nie będą musieli chodzić do biblioteki. Poradzą sobie! – powiedziała dziarsko Ginny, po czym zabrała się za kończenie swojego kisielu o smaku owoców leśnych. Gdy wszyscy rozeszli się do swoich Wież, Hermiona ruszyła w stronę swojej. Planowała położyć się dzisiaj wcześniej, aby się wykurować. Nadal czuła lekki ból głowy, do którego dochodziło lekkie drapanie w gardle za każdym razem, kiedy przełykała cokolwiek. Jutro porozmawia z Harrym i Ronem, i wszystko sobie wyjaśnią. Nie chciała mieć teraz żadnych wątpliwości co do nikogo. Postanowiła wyselekcjonować swoje towarzystwo. Wyjdzie jej to na dobre.