Hermiona siedziała na błoniach pod ogromną wierzbą obok jeziora. Wpatrywała się w innych uczniów. Kilkanaście metrów od niej siedział Draco w towarzystwie Blaise'a i Pansy. Ślizgonka patrzyła się z oczarowaniem na blondyna, który opowiadał im coś gestykulując zabawnie rękoma. Wyglądali jakby byli z jakiegoś obrazka. Nagle trójka Ślizgonów wybuchła niekontrolowanym śmiechem. Malfoy spojrzał na Gryfonkę puszczając jej oko i uśmiechnął się szeroko. Szybko jednak spuścił wzrok, ponieważ Parkinson próbowała dostrzec to, co tak bardzo zainteresowało chłopaka. Kiedy spostrzegła obiekt jego zainteresowania otworzyła szeroko oczy i spojrzała się na niego z nieukrywaną złością. Hermiona nerwowo ścisnęła, lekko już obumarłą, trawę. Pansy powiedziała podniesionym głosem coś, co brzmiało jak „ Spojrzałeś się na tę szlamę Draco!". Blaise jak zwykle załagodził sytuacje , poklepując ją po ramieniu i coś mówiąc. Jakby chciała usłyszeć teraz to, o czym rozmawiają.
- HERMIONA! – ktoś wydarł się na całe błonia, przez co wszystkie twarze zwróciły się w stronę rudowłosego mężczyzny, zmierzającego w jej stronę z jakąś kartką. – Hermiona – powiedział zdyszany Fred już o wiele ciszej, gdy doszedł pod wierzbę.
- Gryzoniu – zaczęła lekko zaczerwieniona z zażenowania dziewczyna. – Czy wziąłeś sobie za punkt honoru zakłócenie odpoczynku wszystkim znajdującym się tutaj uczniom? – zapytała rozglądając się. Draco patrzył z zaciekawieniem na nią i na Weasley'a. Pansy wzięła jego twarz obiema dłońmi i spojrzała się na niego rozeźlona. Chłopak wyglądał na przestraszonego jej bliskością. Nagle jej twarz zmieniła się na tą typu Kocham-Cię-Ty-Mój-Smoczusiu, na co Zabini patrzył z zaciekawieniem. Ślizgonka cmoknęła blondyna w usta i szybko się od niego odsunęła ze szczęśliwą minką. Gryfonka poczuła niemiłe ukłucie w sercu. On natomiast zaczął wycierać się z obrzydzeniem, po czym przytulił się do swojego przyjaciela unosząc sugestywnie brew.
- Przepraszam, ale miałem dać ci ten list – powiedział lekko urażony. – Chyba, że nie chcesz go czytać to…
- Oczywiście, że chcę! – powiedziała biorąc od niego list. – Całkiem o nim zapomniałam – zamyśliła się.
Jak mogła zapomnieć o czymś tak ważnym? Ostrożnie rozdarła pieczęć i wyciągnęła kartkę. Od razu rozpoznała wąskie pismo Harry'ego. Wpatrywała się w Freda z wyczekiwaniem. Chciała być teraz sama. Chłopak spojrzał się na nią błagająco, lecz Hermiona nie dawała za wygraną. W akcie kapitulacji uniósł dłonie odchodząc w stronę Lee. Jeszcze raz upewniła się, że nikt nie znajduje się w pobliżu i zaczęła czytać.
Droga Hermiono!
Nawet nie wiesz jak głupio czuję się z tym, że nie powiedziałem Ci o czymś takim osobiście. Napisałem więc list w akcie oczyszczenia sumienia. Na początku chciałbym Cię przeprosić. Jak wrócę to padnę przed tobą na kolana, tylko błagam, wybacz mi.
Domyśliłaś się już pewnie, że wyjechaliśmy w poszukiwaniu horkruksów. To prawda. To będzie długa i niebezpieczna podróż, którą musimy odbyć we dwójkę. Ja… nie mam jeszcze konkretnego planu, ale wydaje mi się, że poszukiwania musimy rozpocząć od medalionu. Nie wrócimy pewnie do końca roku. Musisz być silna.
Uważaj na rodzeństwo Carrow. Są niebezpieczni, pracują dla Voldemorta. Nie ufaj nikomu oprócz bliskich przyjaciół. Niebezpiecznie byłoby teraz przyjaźnić się z Malfoy'em. Mam nadzieję, że zrozumiesz moją troskę. Nie zabraliśmy Cię z Ronem, bo nie chcieliśmy narażać cię na niepotrzebnie niebezpieczeństwo. Więcej niestety nie mogę napisać, bo list mógłby zostać przez kogoś przechwycony. Jak tylko będziemy potrzebować twojej pomocy napiszemy.
Obiecuję Ci, że wrócimy.
P.S.
Przepraszam za to idiotyczne zachowanie przed wyjazdem.
Zależy nam na twoim bezpieczeństwie. Zawsze kochający
Harry
Miała łzy w oczach. Bali się o nią? Obiecuje, że wrócą? Czyli jest szansa, że mogą nie wrócić? Przycisnęła list do piersi. Poczuła jak łza ścieka jej po policzku. Szybko jednak otrząsnęła się i spaliła list zaklęciem. Wstała ocierając łzy. Teraz martwiła się o nich jeszcze bardziej. Poszła w stronę biblioteki chcąc stłumić smutek poszukiwaniem starych, opasłych tomisk, których jeszcze nie przeczytała. Niestety nie mogła nic takiego znaleźć, więc niechętnie przeszła do działu wróżbiarstwa, w którym jeszcze nigdy nie była. Wzięła pierwszą lepszą książkę i usiadła w bladoróżowym fotelu. Dopiero teraz spojrzała na tytuł, „ Wróżenie z rytmu burczenia brzucha". Zmarszczyła brwi czytając opis, „ Nigdy nie zastanawiałeś się nad tym dlaczego rytm burczenia twego brzucha często zmienia się i zawsze jest inny? Unikalny? Jeśli tak, to jest to książka dla ciebie! Zgłębiaj tajniki swego brzucha i wyczytaj z niego przyszłość!" . Hermiona prychnęła ze złości. Kto mógł wydać tak idiotyczną książkę? Przekartkowała ją szybko, a jej uwagę przykuła pożółkła karteczka. Wyciągnęła ja ostrożnie czytając napis „Michael, zeszła noc była naprawdę wspaniała". To wydawało jej się coraz bardziej dziwne. Na odwrocie kartki napisane było „Dziennik mugola" co zdziwiło Gryfonkę jeszcze bardziej. Odłożyła książkę na miejsce i poszła szybko w stronę pani Pince.
- Proszę pani, gdzie mogę znaleźć książkę pod tytułem Dziennik Mugola? – zapytała wpatrując się w bibliotekarkę z wyczekiwaniem.
- Nie wiem dlaczego interesują cię takie książki. Chodź za mną.
Poszły w stronę działu z mugoloznawstwa. Pani Pince zlustrowała dziewczynę wzrokiem, gdy wyciągała ostrożnie chudą książkę. Podała ją jej, patrząc na nią z zaciekawieniem.
- Proszę moje dziecko. Nie wiem, czy ta książka wniesie coś ciekawego lub interesującego do twojego życia, ale czytaj – wzruszyła ramionami i już jej nie było.
Panna Granger ostrożnie otworzyła książkę i zaczęła szukać w niej jakiejś wskazówki. Wiedziała, że to zapewne jakieś głupie rozmówki zakochanych w sobie uczniów, ale ciekawość wzięła górę. Nic. Żadnych zapisków, a nawet idiotycznych rysunków. Odłożyła książkę na półkę. Czuła pewien niedosyt. Przez dosyć długi czas stała między regałami, układając sobie rozmowę dwójki uczniów. Ocknęła się dopiero przed kolacją.
Hermiona grzebała leniwie w swojej sałatce. Jutro dostanie list od Rona. Może on napisał coś więcej? Może będzie im do czegoś potrzebna? Chociaż to minimalnie ją pocieszało. Siedziała samotnie. Nie sama. Obok niej żywo rozmawiali jej przyjaciele, lecz czy teraz jest czas na jakąś szczególną radość? Nawet Ginny już się otrząsnęła. Od początku roku była jakaś taka za wesoła.
- Co z tobą Herm? – zapytał troskliwie Neville. Jego oczy przepełnione były zmartwieniem.
- Martwię się o nich. Może potrzebują teraz mojej pomocy? – zapytała, nabijając na widelec kawałek grillowanego kurczaka.
- Na pewno są teraz bezpieczni i jakoś sobie radzą. Trochę wiary – odpowiedział gładząc ją lekko po plecach. Uśmiechnęła się do niego blado, wchłaniając całą zawartość talerza.
- Może i masz rację. Nie będę się zamartwiać, bo to i tak nic nie da – stwierdziła już o wiele weselsza.
- ŚLIZGONI! – ktoś wydarł się na cały głos. Wszystkie twarze zwróciły się w stronę stołu Gryffindoru. Panna Granger spojrzała na swego rozmówcę marszcząc brwi.
- Seamus i George. Prawda i wyzwanie – odpowiedział lakonicznie, zażenowanym głosem.
- MILICENTA OŻEŃ SIĘ ZE MNĄ! – teraz dziewczyna rozpoznała głosy swoich kolegów. – ZABINI PRAGNĘ CIĘ! DZISIAJ O PÓŁNOCY NA BŁONIACH! – znowu krzyk.
Uczniowie Slytherinu śmiali się z nich. Nie minął moment, a połowa grona pedagogicznego wstała z miejsca, patrząc z oburzeniem na tą dwójkę. Jedyne Slughorn i pani Hooch śmiali się pod nosem.
- Cóż to za karygodne zachowanie! – ryknęła profesor McGonagall – Gryffindor traci…
- Pięćdziesiąt punktów! – wcięła się Alecto Carrow. Wszyscy spojrzeli się na nią ze zdziwieniem.
- Alecto ma racje – stwierdziła nauczycielka transmutacji z dziwnie wymuszoną uprzejmością – Chciałam ogłosić, że Obrony Przed Czarną Magią będzie uczył was profesor Carrow.
Te dwa stwierdzenia spowodowały lekką wrzawę wśród uczniów. Wszyscy najwyraźniej zauważyli, że coś jest z nimi nie tak. Snape kazał się wszystkim uciszyć i wracać do dormitoriów. Ustalił też godzinę policyjną. O jedenastej wieczorem wszyscy oprócz patrolujących korytarze prefektów nie mogli przebywać poza swoimi wieżami. Hermiona idąc w stronę dormitorium wspomniała Ginny o tym, aby szła za nią.
Gdy już siedziały na łóżku, zaczęły snuć różne teorie na temat rodzeństwa Carrow i o dziwnej uległości reszty nauczycieli. Zdziwił je także fakt, iż profesor Snape oddał swe upragnione stanowisko.
Potem zaczęły rozmawiać o głupotach. Nie chciały zamartwiać się tym wszystkim. W końcu Ginny wyciągnęła ze swojej torby małą piersiówkę, która była w połowie zapełniona Ognistą Whiskey. Nie wypiły jednak dużo. Po ostatniej imprezie w Wieży Gryffindoru wolały ograniczyć alkohol do minimum. W ich ręce wpadł magtop, z którego zaczęły wypisywać różne głupoty do wielu osób.
- To teraz może napiszemy do… - powiedziała ruda zamyślając się filozoficznie – do… Może do kogoś ze Slytherinu, hm?
- Dobrze. Do kogo szanowna panienka ma ochotę napisać? – zapytała Hermiona nieświadomie chichocząc. Ginny zaczęła przeglądać listę dostępnych osób.
- Smok czy Diabeł? – zapytała zaczepnie.
- Co? Jakie smoki? Jakie diabły? Lisico, oświadczam, iż popierdoliło cię do końca – powiedziała poklepując przyjaciółkę po ramieniu.
- Wiesz co?! – zapytała z udawanym oburzeniem. – Smok to Malfoy, a Diabeł to Zabini! Cała szkoła wie o ich przezwiskach!
- Przepraszam, nie unoś się tak. Dlaczego tak na nich mówią? – zapytała z nieukrywaną ciekawością.
- Nie mam pojęcia. Słyszałam, że zaliczyli więcej niż połowę dziewczyn od piątego do siódmego roku, wiesz?– powiedziała niedbale.
- Połowę? To trochę dużo… Wybieraj do którego… - przerwała słysząc dosyć odległy brzęk tłuczonego szkła i wykrzykiwane przekleństwa. Gryfonki spojrzały się na siebie z przerażeniem. Zdecydowały się pójść do Pokoju Wspólnego i zobaczyć kto jest sprawcą tego hałasu. Szły cicho korytarzem. Ginny nie mając różdżki kroczyła za Hermioną, która unosiła ją teraz wysoko w górze. Gdy znalazły się już blisko celu szatynka dała znać przyjaciółce, że wyjdzie pierwsza. I tak zrobiła. Spodziewała się śmierciożerców, idiotycznych włamywaczy lub nawet tych niebezpiecznych. Byli to co prawda idioci, ale nie przestępcy, chociaż może… Jej oczom ukazali się Draco i Blaise sprzątający potłuczone szkło i plamy po alkoholu machając ostrożnie różdżkami.
- Mówiłem, żeby wziąć na to skrzynkę – powiedział z wyrzutem Zabin,i patrząc się groźnie na przyjaciela.
- Przestań pieprzyć bez sensu! To nie jest moja wina! – odpowiedział mu tym samym Draco. Dziewczyna odchrząknęła głośno chcąc zwrócić na siebie ich uwagę. Oni spojrzeli na nią z przerażeniem.
- Myślałem, że to McGonagall – powiedział z ulgą Zabini – jak ci idzie z Crabbem? – zapytał zaczepnie, otrzepując spodnie. Malfoy spojrzał na nią ze zdziwieniem próbując złożyć jakieś logiczne zdanie.
- Ty, Crabbe, idzie, że co? – zapytał zmieszany. Hermiona parsknęła śmiechem.
- Ty głuptasie! – powiedziała rozczulonym głosem. On miał jednak jeszcze dosyć dziwną minę – Ten ono pan – wskazała na Zabini'ego stojącego obok – robił sobie ze mnie żarty pisząc z konta Vincent'a.
- Na Merlina! - krzyknął łapiąc się za głowę – Chyba rzeczywiście mnie dzisiaj popierdoliło. Uwierzyłem w takie coś? – powiedział bardziej do siebie.
Nastała niezręczna cisza. Ginny nasłuchiwała z korytarza nie wiedząc najwyraźniej czy się ujawnić.
- Zapraszamy cię na nasz męski wieczór – zaproponował Blaise uśmiechając się do niej szeroko – Znaczy teraz to już chyba damsko- męski – dodał unosząc wysoko brew.
- Już mam zaplanowany babski wieczór. Przykro mi – odpowiedziała wzruszając ramionami.
- Chyba do takiego wieczoru potrzeba więcej niż jedną osobę, hm? – zapytał chłopak z wysoko uniesionymi brwiami.
Dziewczyna odwróciła się od nich i wyciągnęła Ginny z ukrycia, co spotkało się wyraźną aprobatą obu mężczyzn. Ruda splotła ręce na piersiach spoglądając na nich nieśmiało.
- W takim razie wieczór we czwórkę u nas! – wykrzyczał Diabeł – Draco, idź posprzątać.
- Dlaczego ja? Przecież to nie moje… No dobra. Przyjdźcie za pięć minut – powiedział idąc szybko w stronę swojego dormitorium. Zabini usiadł na kanapie poklepując dwa miejsca obok siebie. Dziewczyny oklapły tam, chodź Ginny zrobiła to bardzo niechętnie. Usiadła jak najdalej od mężczyzny co nie umknęło jego uwadze.
- Boisz się mnie? – zapytał ze zdziwieniem wpatrując się w nią.
- Nie! – broniła się – To znaczy, jesteś ze Slytherinu. Pomiędzy nami musi być jakiś dystans – powiedziała dobitnie.
Zabini spojrzał na nią lekko urażony, po czym odwrócił się od niej patrząc się w ogień.
- Przecież to, że Blaise jest Ślizgonem nie znaczy, że jest jakiś inny – obroniła go Hermiona.
- Nie mówię przecież, że jest jakiś inny. Wolę mieć dystans. Tyle – powiedziała chcąc zakończyć. Ślizgon nadal wpatrywał się w kominek.
- Dlaczego? – zapytała lakonicznie panna Granger.
- Co dlaczego? – odpowiedziała pytaniem marszcząc brwi.
- Dlaczego wolisz mieć dystans? Przecież to głupie. Nie ważne czy on jest ze Slytherinu. Popatrz na niego jak na normalnego ucznia – powiedziała chcąc przekonać przyjaciółkę o swej racji. Dlaczego miała takie zahamowania?
- Po prostu! Najlepiej zakończmy temat – rzekła lekko zdenerwowana Gryfonka.
- Nie, Ginny. To jest ważne. Dlaczego wolisz mieć dystans? Blaise jest normalnym prawie- mężczyzną, który był tak miły i zaprosił nas na wieczór, a ty mówisz, że wolisz mieć jakiś dystans? – zapytała poirytowana Hermiona.
- Nieważne – rzuciła Ruda jakby w przestrzeń.
- To jest bardzo ważne Ginervo! Przecież… - niedane jej było dokończyć. Ginny wstała i mierzyła ją wzrokiem.
- Ty nic nie zrozumiesz! Nie wiesz jak ja się czułam! Nic nie wiesz! Nie wiesz jak trudno było udawać, że nic się nie stało! – krzyknęła zapłakana, wybiegając z Pokoju Wspólnego do dormitorium Hermiony. Ona natomiast siedziała wpatrując się w korytarz z którego dochodził odgłos zamykanych głośno drzwi. Blaise pocierał gorączkowo czoło dłońmi wpatrując się w podłogę. O co chodziło Ginny? Udawać, że nic się nie stało? Co takiego mogło się jej stać.
- Mieliście przyjść dziesięć minut temu. Co się stało? – zapytał zdezorientowany Draco, który właśnie wszedł do pokoju.
- To była ona. To o niej mówił wtedy Jamie. To ona była tą dziewczyną Draco – powiedział cicho Blaise załamującym się głosem. Malfoy wytrzeszczył na niego oczy.
- Ona? Nie wierzę w to. Nie wierzę w to! – krzyknął rzucając o podłogę poduszkami, które jeszcze przed chwilą były poukładane na kanapie. Oklapł na miejsce obok swego przyjaciela próbując się uspokoić.
- O co chodzi? Jaką dziewczyna była? Co zrobił jej ten psychol?! – zapytała podniesionym głosem Hermiona. Zaczęła niespokojnie krążyć po pokoju.
- To się stało na początku roku – zaczął Zabini - Jamie chciał zaliczyć wszystkie dziewczyny, a jak on postawi sobie jakiś cel, dojdzie do niego kosztem innych ludzi. Ginny znalazła się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie - powiedział z przejęciem.
- Co on jej zrobił? – zapytała pozornie spokojna Gryfonka. Malfoy wstał z miejsca pocierając sobie czoło.
- Zagadał do niej wtedy. Rozmawiali trochę, a ona mu zaufała. Myślała w ten sam sposób co ty teraz. Zabrał ją wtedy w jakieś ustronne miejsce i chciał dojść do celu, rozumiesz? Gdy już prawie doszło do czegoś, do klasy wszedł jakiś Krukon i jej pomógł. Nie wiem dlaczego nic nikomu nie powiedział. Jamie nie mówił o kogo chodzi. Wspominał tylko, że ona daje wszystkim, więc nikt się tym nie przejął – zakończył bezbarwnym głosem.
Czuła jak po policzkach ściekają jej łzy. Ona przez cały czas musiała udawać, że nic się nie stało. Nie powiedziała o tym nikomu.
Chwilę później stała pod drzwiami swego dormitorium i mówiła cicho jakby w przestrzeń, chcąc przekonać Ginny, aby stamtąd wyszła.
- Przecież nic się nie stało. Przecież mogłaś mi powiedzieć – powiedziała już spokojna Gryfonka. Nie miała pojęcia jak przekonać dziewczynę do wyjścia z jej sypialni.
- To była moja wina – odezwał się zapłakany głos za drzwiami – Ja im nie zaufam.
- Ginny, proszę cię. Musisz jakoś przełamać ten strach przed Ślizgonami, poza tym będziemy tam razem – rzekła smutno. Drzwi otworzyły się. Stała w nich panna Weasley z oczami lekko zapuchniętymi od płaczu.
- Nawet nie wiesz jak się bałam komuś o tym powiedzieć. Wtedy, kiedy płakałam przed biblioteką chciałam ci powiedzieć, ale nie mogłam – wyszeptała wycierając sobie mokry policzek. Hermiona przytuliła ją mocno. Stały tak dosyć długo. Gdy wreszcie Ginny oderwała się od Hermiony spojrzała jej prosto w oczy.
- Teraz już wszystko będzie dobrze. McGonagall go ukarze, zobaczysz – powiedziała szatynka – nawet nie wiesz jak oni się tym wszystkim przejęli. Byli bardziej podenerwowani ode mnie. Może opowiesz im wszystko? – zapytała łagodnie. Była gotowa na odmowę, lecz Ginny kiwnęła lekko głową idąc w stronę Pokoju Wspólnego. Gdy tylko weszły do pomieszczenia obaj Ślizgoni podnieśli równocześnie głowy wpatrując się w Gryfonki.
- Ja… Przepraszam – mruknęła Ruda. Wszyscy spojrzeli się na nią ze zdziwieniem.
- Nie ma za co przepraszać. Nauczyciele się o tym dowiedzą i wywalą go na zbity pysk – rzekł Zabini spokojnie.
- Nie trzeba przecież – zaczęła, lecz niedane było jej dokończyć.
- Nie można tego tak zostawić – powiedział Malfoy wstając z miejsca. Podszedł do dziewczyny łapiąc ją za ramiona, – Dlaczego ten Krukon tego nie zgłosił? – zapytał patrząc jej głęboko w oczy. Czuł się winy. Jamie powinien siedzieć teraz w psychiatryku, a oni pozwalali mu robić takie rzeczy.
- Ja, usunęłam mu pamięć. Nie chciałam żeby ktoś się o tym dowiedział. Czułam się jak… - do oczu napłynęły jej łzy. Choć wszystkim wydawało się to dziwne, Ginny przytuliła się do Dracona.
- Wszystko dobrze. Nawet tak nie myśl. Nie jesteś taka – wszeptał jej do ucha.
- Skąd możesz to wiedzieć? Nie wiesz jaka jestem – powiedziała dobitnie dziewczyna.
- Przecież to widać – rzekł spokojnie.
Odsunęli się od siebie powoli. Ginny uśmiechnęła się do wszystkich lekko.
- Czuję się o niebo lepiej – stwierdziła – Propozycja nadal aktualna? – zapytała nagle.
- Po tym wszystkim chcesz tak nagle spędzić z nami wieczór? – zapytał z niedowierzaniem Zabini.
- Nie chcę o tym myśleć. Wywalimy Deal'a na zbity pysk! – powiedziała wesoło łapiąc Hermionę za rękę i ciągnąc ją w stronę dormitorium Ślizgona.
Nie było tam jakiegoś przesadnego porządku, było po prostu znośnie i nie pachniało niczym dziwnym. Dziewczyny usiadły na zaścielonym łóżku nadal trzymając się za ręce. Gospodarze wieczoru zamknęli cicho drzwi i zaczęli patrzeć podejrzliwie na Ginny.
- Nie jesteś na nas zła czy coś? – zapytał nagle Draco.
- To nie wasza wina. Byłam taka dziwna, bo dusiłam to w sobie. Jak już ktoś się dowiedział to wybuchłam. Teraz jest dobrze – odpowiedziała uprzejmie.
Blondyn kiwnął głową przyznając jej rację i podszedł do niezbyt małego barku, z którego wyciągnął Ognistą Whiskey. Nalał trochę do czterech szklanek i podał każdemu. Wszyscy bez słowa pili trunek pogrążeni we własnych myślach. Obaj Ślizgoni skupieni byli na wydarzeniach, które miały miejsce w ciągu ostatniej godziny. Draco nie wiedział dlaczego przejął się tą Weasley. Może dlatego, że była przyjaciółką Hermiony? Przez nią trochę zmiękł. To wszystko tylko przez te trzy dni.
- To może… Zagramy w coś? – zaproponowała panna Granger. Wszyscy spojrzeli się na nią z entuzjazmem w oczach.
- Ale w co konkretnie? – zapytał Zabini – jest taka gra… Prawda i Wyzwanie! Ta przez którą ten rudzielec… y, znaczy brat Ginny musiał przyznać się, że mnie pragnie.
Za swoje stwierdzenie dostał od dziewczyny mocnego kuksańca w bok.
- Jeśli masz zapasy Veritaserum to proszę bardzo – powiedziała Hermiona patrząc się na niego pobłażliwie. Ślizgoni uśmiechnęli się do siebie porozumiewawczo. Draco wyciągnął z szafki nocnej fiolkę z eliksirem. Nalał parę kropel do szklanek swoich towarzyszy i zalał to Ognistą.
- Każdy to wypije. Można cztery razy odmówić wykonania zadania lub odpowiedzi na pytanie – powiedział spokojnie – Wchodzicie w to?
Wszyscy kiwnęli głowami i wypili zawartość swoich szklanek.
- Polej jeszcze Draco. Chyba nie zrobię tego na trzeźwo – powiedziała Hermiona wyciągając do chłopaka rękę ze szklanką. Wysłuchał jej. Wszyscy usiedli w okręgu przyglądając się sobie uważnie. Trwało to dosyć długo.
- Ktoś chyba musi zacząć – stwierdził nieśmiało Zabini.
Hermiona zakręciła różdżką. Każdy z niecierpliwością czekał na to, aż ktoś zostanie wytypowany. W końcu zatrzymała się.
- Prawda czy wyzwanie? – zapytała brązowooka Blaise'a.
- Prawda – odpowiedział chłopak.
Właśnie w tym momencie dziewczyna przypomniała sobie, dlaczego nigdy nie lubiła w to grać. O co ma się go zapytać? Ulubiona piosenka, kolor, pora roku? Miliony pytań kotłowało się w jej głowie. Jej towarzysze wpatrywali się w nią z zaciekawieniem. Nagle ją olśniło.
- Czy orientujesz się w świecie mugoli? – zapytała unosząc lekko brew.
- W jakim sensie orientuję się? – zapytał zmieszany.
- Czy znasz jakieś mugolskie piosenki, filmy, przedmioty i takie tam – odpowiedziała.
Chłopak lekko przygryzł wargę. Draco popatrzył się na Gryfonkę spojrzeniem typu „Głupszego pytania nie było?". Ginny zmrużyła lekko oczy zauważając wewnętrzne rozdarcie towarzysza.
- Tak, orientuję się – odpowiedział spuszczając wzrok w dół.
- Nie wierze! Ty orientujesz się w mugolskich sprawach? Jakim cudem? – zapytał Malfoy z niedowierzeniem.
- Nie Draco. Teraz Blaise będzie zadawał pytania czy co tam – powiedziała Hermiona, która była już lekko wstawiona. Diabeł zakręcił różdżką, która wytypowała Dracona.
- Wyzwanie – powiedział dziarsko blondyn.
Brunet zatarł ręce i uśmiechnął się chytrze.
- Jutro – zaczął pewnie – na lekcji Eliksirów zaczniesz podrywać – tutaj zawiesił teatralnie głos. – Slughorna. Będziesz wyznawał mu miłość i takie tam.
Blondynowi spełzł uśmieszek z twarzy. Ginny popatrzała się na Zabini'ego z aprobatą, a Hermiona zaczęła klepać blondyna po ramieniu.
- Zemszczę się – powiedział cicho.
- W to akurat nie wątpię. Nie ociągaj się – zawołał podając przyjacielowi różdżkę.
Zakręcił nią. Wypadła kolej Hermiony.
- Prawda – powiedziała przeczesując nerwowo włosy. Bała się, że Draco zapyta ją o Harry'ego i Rona.
On natomiast wpatrywał się w szatynkę próbując wymyśleć jakieś sensowne pytanie.
- Twoja pierwsza miłość? – zapytał spokojnie.
Wszyscy wlepili w nią spojrzenie. Nigdy nikomu nie mówiła o swojej pierwszej miłości. Nawet Ginny.
Podrapała się nerwowo po karku.
- No… Moją pierwszą miłością…. To chyba będzie Jack – powiedziała niepewnie.
Blaise i Ruda zmarszczyli brwi. Tylko Draco patrzał na nią ze zdziwieniem.
- Ten Jack? Ten o którym mi opowiadałaś? – zapytał.
W odpowiedzi kiwnęła lekko głową.
- Był mugolem? – wypaliła Ginny.
- Tak był. Teraz ja tutaj pytam! – powiedziała sztucznie oburzona Hermiona.
Wypadła kolej Draco. Panna Granger wiedziała, że chłopak nie wybierze już wyzwania, więc patrząc na niego uniosła wysoko brew i uśmiechnęła się ironicznie.
- Ten uśmiech wychodzi ci całkiem nieźle Miona – rzekł lekko podenerwowany. – Zadasz w końcu to pytanie czy nie?
- Dlaczego mówią na ciebie Smok? – zapytała spokojnie. To pytanie dręczyło ją już od paru godzin.
- Bałem się, że wymyślisz coś gorszego – powiedział z ulgą. – Gdyby przetłumaczyć imię Draco na nasz język to oznacza ono właśnie słowo „smok". Chyba tylko dlatego – powiedział wzruszając ramionami.
Hermiona przeanalizowała powoli to co powiedział i przypomniała sobie, że w motcie Hogwartu, które jest po łacinie, występuję słowo „Draco".
Po około pół godziny prawie nikt nie miał już szansy na odmowę, oprócz Hermiony, która zachowała sobie jedną. Malfoy wykorzystywał je na idiotycznych pytaniach. Wyszło ta to, że Ginny miała jutro wpaść do Wielkiej Sali podczas śniadania krzycząc „ Troll! Troll jest w lochach, a ja kocham Zachariasza Smitha! Dajcie mi wody, bo zaraz zemdleje! Zach, wczorajsza noc była niesamowita! O Merlinie!" i inne głupoty, które przyjdą jej do głowy. Zabini dostał zadanie, aby chodzić w dziwny sposób udając zombie przez cały dzień. Hermiona, ku uciesze Dracona, musiała udawać, że jest w owym zombie szaleńczo zakochana.
Teraz różdżką kręciła Ginny. Wytypowała ona Blaise'a.
- Wyzwanie, wyzwanie, wyzwanie, weź wyzwanie, błagam! – powiedział Draco na jednym oddechu. Następnie nachylił się nad głową Ginny i wyszeptał jej coś do ucha. Ona natomiast zaśmiała się cicho.
- Dobra… - Blaise'owi oczywiście niedane było dokończyć.
- Pocałuj Hermionę w usta – powiedziała Ruda. Spojrzała się przepraszająco na Hermionę, która zdawała się być bardzo oburzona tym co właśnie usłyszała.
- Wykorzystuję swoją odmowę – powiedziała niczym małe dziecko niechcące iść spać.
- To tak nie działa Miona – powiedział rozczulony jej zachowaniem Draco. Pijany Ślizgon zachowywał się niezwykle spokojnie. Na każdego patrzył się jak na starego przyjaciela.
- To nie wiem, przekaże swoją szanse Zabini'emu! – wykrzyczała. W akcie desperacji chwyciła szklaną butelkę z Ognistą i wzięła z niej solidny łyk.
- Chyba nie jestem aż taki obrzydliwy co? – powiedział oburzony chłopak. – Tak swoją drogą, to gdybym miał szansę, to rzeczywiście był ją wykorzystał!
- Co?! Nie odważyłbyś się! – krzyknęła na niego szatynka, która chwilę potem stała naprzeciwko niego, mierząc go wzrokiem. Ginny chciała interweniować, ale blondyn ją powstrzymał, prosząc, aby poczekali na dalszy rozwój sytuacji.
- Odważyłbym się! Poza tym, pewnie nie jesteś dobra w całowaniu. Pani Wszystko-Wiem-Granger nie jest taka idealna co? – zapytał z kpiną w głosie.
Gryfonka otworzyła szeroko oczy. Draco przypomniał sobie, tę noc podczas której ona go pocałowała. Nie była wtedy taka zła.
- Zaraz się przekonasz ty, ty… Uh – nie dokończyła. Zabini wpił się w jej usta. Hermiona nieśmiało oddała pocałunek. Trwał on może cztery sekundy, lecz dla niej była to wieczność. Było niesamowicie przyjemnie. Gdy tylko oderwali się od siebie, dziewczyna zaczerwieniła się lekko spuszczając wzrok w dół.
- Chyba nie było tak źle, co? –zapytał półżartem.
- To było takie słodkie – powiedziała Ruda. Jej głos przesycony był słodkością.
- Wracamy do gry – rzekła Hermiona nadal lekko zawstydzona.
- Tak szczerze mówiąc to już nie mam ochoty – powiedział blondyn ziewając głośno. – która to godzina?
- Już po drugiej – odpowiedział mu Blaise.
- Naprawdę ładnie razem wyglądacie. Co o tym sądzisz Draco? – zapytała Ginny lekko sennym głosem.
- Diabeł wygląda 'ładnie' z każdą dziewczyną, Ginny. Nie napalaj się zbytnio – odrzekł uśmiechając się do niej łobuzersko. Posłał Hermionie dosyć sugestywne spojrzenie, za co oberwał od niej poduszką trzy razy. O trzy razy za dużo. Chwilę później panna Granger leżała pod kołdrą przygnieciona i gilgotana przez Malfoy'a. Ginny okładała oby dwóch panów poduszkami chcąc uwolnić przyjaciółkę. Blaise natomiast próbował pomóc kumplowi, ale niezbyt mu to wychodziło. Ruda była naprawdę bardzo dobra w dwuręcznej walce na poduszki.
- Przeproś za to Granger! – wykrzykiwał Draco, równocześnie śmiejąc się i odpierając atak Gryfonki.
- Nie będę cię za nic… przepraszać… Malfoy, przestań, bo się zaraz uduszę! - krzyknęła Hermiona zaczynając lekko kaszleć. Szczerze mówiąc, przestraszyło go to trochę, bo brzmiało bardzo realistycznie, więc pospiesznie zdjął z dziewczyny wymiętą kołdrę krzycząc głośno „ Tymczasowe zawieszenie broni!". Brunetka nie przestawała kaszleć, a w dodatku z każdą chwilą robiła to coraz głośniej.
- Woydo… - wykrztusiła ledwo, zamykając oczy.
Cala trójka doskoczyła szybko do barku w poszukiwaniu czegoś zdatnego do picia. Niestety asortyment Malfoy'ów nie zawierał wody, a nawet zwykłego soku pomarańczowego.
- Słyszycie? – zapytał właściciel pokoju nasłuchując czegoś. Nastała przenikliwa cisza. Spojrzał na swych towarzyszy z przerażeniem, lecz nim zdołał się odwrócić został owinięty kołdrą i rzucony nieco zbyt brutalnie na łóżko. Okazało się, że Hermiona udawała nagły atak kaszlu, aby zmylić przeciwników. Giny szybko wkroczyła do akcji robiąc to samo Blaise'owi, który nawet nie próbował się zbytnio bronić. Dziewczyny szybko zawiesiły broń stwierdzając, że w tym towarzystwie tylko one mają tutaj gilgotki. Właśnie wtedy wszyscy położyli się na łóżku Malfoy'a próbując zasnąć. Dziewczyny leżały po środku, Hermiona obok Zabini'ego, Ginny obok Dracona.
- Nadal uważam, że ładnie razem wyglądacie. Jeśli powiem coś dziwnego to nie przejmujcie się, w większości nie będzie to prawda. Dobranoc dzięki za wszystko – powiedziała Ginny zwieńczając swoją wypowiedź głośnym i długim ziewnięciem. Przytuliła się do Hermiony, która była bliska zaśnięcia i zasnęła.
