Hej, hej!
Wow- nie spodziewałam si, że już pierwszego dnia będzie komentarz.
Zgadzam się z Tobą, próby Hermiony w programowaniu nie są oszałamiające- jej „pierwszy program", zwłaszcza w języku C napisać bardzo łatwo. Chodziło mi raczej o nietypowe zainteresowanie jak dla siedmiolatki.
Przymiotnika „czarujący" musiałam użyć, ze względu na pasującą tu dwuznaczność- opisuje on Hermionę i w przenośni, i dosłownie. A Albert miał tak dużą rolę celowo. Nie będzie on głównym bohaterem, ale chciałam pokazać stosunek Hermiony do służących i zarysowujące się powoli różnice między nią a Draconem (on- poniża skrzaty, ona- traktuje służących jak ludzi. Jemu rodzice poświęcają czas, jej nie).
No i nieszczęsna zmiana nazwiska- z tym akurat większego problemu nie ma, zwłaszcza jak decyzja ta należy do rodziców osoby niepełnoletniej (nie ma dowodu ani kont w banku do zmiany).
Odpis zupełny aktu urodzenia wydawany jest w USC od ręki, potem wystarczy złożyć podanie. Wcale nie tak dużo pracy, wiem bo sama przez to przechodziłam :P)
xxxxxxxxxxxxxxxxxx
Hermiona siedziała na pobliskiej plaży z słuchawkami na uszach i nieruchomo utkwiła wzrok w bliżej nie sprecyzowanym punkcie na horyzoncie. Idealnie ubrana idealna nastolatka, z idealnym ipodem100, idealnie spędzająca swoje idealne wakacje. Każdemu, kto zatrzymałby wzrok na niedużej dziewczynie nad brzegiem morza niewątpliwie taka myśl chociażby przemknęła by przez głowę, a przynajmniej zrodziła się gdzieś w najgłębszych zakamarkach umysłu.
Ale prawda nie była idealna, i Hermiona o tym doskonale wiedziała. Wiele by dała, by wyjechać gdzieś na wakacje albo chociażby spędzić je w szarym blokowisku, gdzie po zmroku aż strach wychodzić samemu do sklepu po bułki. Nie musiałaby wcale wychodzić SAMA, mogłaby z mamą albo tatą...Niestety, odkąd skończyła dwa lata, nie było czasu na rodzinne wakacje. Nie było czasu na rodzinną rozmowę. Na nic nie było czasu, o ile nie miało to związku z firmą rodziców, komputerami lub tworzeniem interfejsów kreatywnych.
Tak, to wciąż pozostawało nieodgadnione, DLACZEGO jedni z czołowych partnerów wielkiej korporacji zajmującej się tworzeniem coraz to nowych aplikacji umożliwiających komunikację człowiek- program, w komunikacji rodzice-jedyna córka odnosili tak marne, by nie powiedzieć- zerowe- efekty?
Nagle rozległ się przenikliwy wrzask, a Hermiona dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że wydobywa się on z jej gardła. Zerwała z uszu słuchawki, w samą porę by usłyszeć...
xxxxxxxxxxxxxxxx
Draco Malfoy przetarł ze zdumienia oczy. Co ta mała szlama robiła w miejscu, które od dawna już było polecane jego rodzicom jako idealne na wakacje? Od początku nastawiony był do tego miejsca sceptycznie- nie obchodziły go zapierające dech w piersiach krajobrazy, dla niego było to tylko zupełne pustkowie Czy to możliwe, aby był skazany na możliwość natknięcia się na nią przez całe wakacje? Nie, przecież była tylko nic nie wartą szlamą, nie miała prawa mu przeszkadzać w wypoczynku. Postanowił raz na zawsze wyjaśnić całą sprawę i głośno wypowiedział jej nazwisko.
Nic.
Cholerna, głucha szlama.
Podszedł do niej, wołając ją cały czas. Zaklął pod nosem, jak i to nie przyniosło skutku. Zmuszony przez sytuację szturchnął gryfonkę w plecy. Dopiero wtedy, jakby wyrwana z głębokiego snu odwróciła się i wrzasnęła.
- Czego się drzesz, durna szlamo? - wycedził.
- Co ty tu robisz? - zignorowała jego pytanie i obelgę, którą obdarzył ją z widocznym uśmiechem wyższości.
- O to samo mógłbym zapytać ciebie.
- Wybacz, byłam pierwsza...
- Ale jesteś szlamą, więc nie masz prawa...
- A ty jesteś żałosnym arystokratą, więc też nie masz prawa- wpadła mu w słowo.
Draco poczerwieniał za złości. Nie był przyzwyczajony do takiego traktowania. Niewiele myśląc złapał dziewczynę za nadgarstki.
- Ałaaa! Puszczaj! To boli! - pisnęła, bezskutecznie próbując się wyrwać.
- Ma boleć- warknął, a potem zbliżył twarz niebezpiecznie blisko twarzy Hermiony. - Nie odzywaj się do mnie w taki sposób! Nigdy! Bo popamiętasz!
Hermiona naprawdę się przestraszyła, poza tym nie miała ochoty dłużej się kłócić, więc tylko wzruszyła ramionami. Mallfoy puścił ją i przyjrzał się uważnie słuchawkom przyczepionym do ipoda.
- Co to niby ma być? - warknął, starając się ukryć ciekawość.
- To jest ipod, czyli takie mugolskie... - zaczęła, ale w porę ugryzła się w język. - Nieważne i tak cię to nie zainteresuje. Przecież to MUGOLSKIE.
Prychnął, nie chcąc zaprotestować.
- Nieważne. Powiedz wreszcie co ty tu robisz? Przyjechałem sobie na wakacje, a tu jakaś szlama włóczy mi się przed oczami...
- Mieszkam tu, Malfoy. Jak ci coś przeszkadza, radzę dokładniej sprawdzać miejsca wypoczynku.
- Tutaj? - Zdziwienia w tym pytaniu już nie był w stanie pohamować.
- Tak, tutaj. I zamknij gębę, Malfoy, bo wyglądasz jeszcze bardziej głupio.
- Doigrasz się kiedyś, Granger. - mruknął.
- Jakoś nie specjalnie się tym przejęłam. Usiądziesz?
- Koło ciebie? Nie za dużo sobie wyobrażasz, szlamo?
- Z całym brakiem szacunku, Malfoy, ale jesteś teraz ostatnią osobą, którą teraz się przejmuję.
- A co? Czyżby Bliznowaty i Wiewiór zupełnie o tobie zapomnieli?
- Zamknij się, dobrze ci radzę...
Malfoy musiał przyznać, że całkiem przyjemnie mu się kłóciło z tą Granger. W życiu nie przyznałby się nawet przed sobą, że nawet mu się podobała. Była naturalna, nie podlizywała się mu, a do tego miała śliczne oczy. Gdyby nie to, że była szlamą...
- Dobra Granger, nie denerwuj się już tak. Niech raz będzie z ciebie pożytek- jak tu mieszkasz, to powiedz chociaż, czy jest tu cokolwiek do roboty...
