KOCHANI!

Serdecznie Wam dziękuję za wszystkie komentarze! Staram się również odwiedzać jak najwięcej Waszych blogów Dramione i zostawić opinię

Nadal nie przyjęto mnie do Stowarzyszenia DHL- nie wiem czemu, no cóż, takie życie- to, że opowiadanie nie jest blogiem najwyraźniej stanowi istotną przeszkodę.

Rozdział dedykuję Wam wszystkim, moi drodzy- nielicznym, którym te moje wypociny chce się czytać.

Pozdrwienia. Wam też jest tak gorąco, prawda? :D

xxxxx

Od ostatniego spotkania z Draconem minęły dwa dni. Hermiona nawet byłaby w stanie uwierzyć, że był to tylko nie przyjemny sen, gdyby nie jej cholernie rozsądny i trzeźwo myślący umysł. Osoba posiadająca najlepsze wyniki w szkole czarodziejów, umiejąca bez mrugnięcia oka napisać sprytny programik wykorzystywany potem przez rodziców do tworzenia nowych, na skalę światową, a ponadto dość łatwo radząca sobie w sprawach związanych z neuromarketingiem i zaklęciami niewerbalnymi po prostu nie mogła uwierzyć w coś tak naciąganego. Ot i szczęśliwy zbieg okoliczności- udało jej się unikać go czterdzieści osiem godzin. Miała z resztą nadzieję, że dobra passa potrwa dłużej, następnego wieczora wracali bowiem jej rodzice Zapowiedzieli już, że uda im sie wyjść z córką na kolację do jakiegoś przyjemnego lokalu, może i spędzić resztę wieczoru w salonie. Będzie okazja, by porozmawiać. Ona opowie im o roku w Hogwarcie i przyjaciołach, oni jej o nowinkach w firmie. Ona im o nauce do egzaminu, oni jej o prezentowanych przetargach. Ona zapyta ich o zdanie w kwestii wyboru przedmiotów, wytłumaczywszy uprzednio czym zajmują się poszczgólne dziedziny wiedzy magicznej, oni poradzą się jej w kwestii wyboru zwycięskiego projektu przetargowego. Może pożartują. Może nawet zrobią sobie wspólne zdjęcie. Może nawet się pośmieją.

Tak, Hermiona Granger niewątpliwie nie mogła się już doczekać na spotkanie z rodzicami. Wreszcie jakaś alternatywa od samotnego włóczenia się po okolicy.

Z jej torebki rozległ się dzwonek. Jedna z jej ulubionych melodii. Z pewną obawą zdała sobie sprawę, że dzwoni jej mama. Czyżby jakieś zmiany? Nie, akurat tego nie można było Vennetom odmówić- jak coś obiecali,, zwykle dotrzymywali słowa.

- Hermione, bonjour, ma chère! – usłyszała zabiegany, ale zawsze spokojny głos matki.

- Salut, maman! – odrzekła od razu z uśmiechem.

Od urodzenia rodzice mówili do niej po angielsku, ale i po francusku i hiszpańsku, tak więc teraz biegle posługiwała się tymi językami. Często rozmawiała w nich z rodzicami ot tak po prostu, często też podczas rozmowy naturalnie przechodzili z jednego na drugi. Było to - trzeba też przyznać- niezwykle udanym pomysłem.

Dla kilkuletniej dziewczynki zwyczajny był fakt, iż zwierzątko, z którym tak bardzo lubi się bawić to „piesek", „chien" czy „perro", a śmieszne stworzenie z garbami w zoo to „wielbłąd", „chameau" czy też „camello". Dzieci uczą się każdego języka z niepowtarzalną łatwością. Miała szczęście, iż Vinnetowie o tym wiedzieli i mądrze wykorzystali.1

- Kochanie, tak się cieszymy, że wkrótce cię zobaczymy! – odezwała się w słuchawce

pani Vinnet. – Ale pragniemy prosić cię o przysługę.

- Il n'ya pas de problème- zapewniła. – Nie ma problemu. Jaką przysługę?

- Pamiętasz program, który pisałaś w Boże Narodzenie? Opowiadałaś nam jak w zamyśle ma działać i powiem ci, że akurat bardzo by się nam przydał. 2

- Rozumiem. Mogę skończyć go w parę godzin i od razu wam przesłać?

- Och, to wspaniale kochanie, ale widzisz- dobrze by było, gdybyś wprowadziła tam parę zmian.

- Pewnie w środowisku, czyż nie?- zgadywała.

Czuła swoisty sentyment do języka C i zwykle dla przyjemności pisała właśnie w nim, ale zdawała sobie , że w branży częściej sprawdza się Java, czy chociażby C++.

- Jakbyś wiedziała- zaśmiała się mama. – Dasz radę w Javie?

- Pewnie- uśmiechnęła się. – Przepiszę go do Javy i poprawię tak, by wszystko się kompilowało.

- Jesteś kochana! Jednak to nie koniec.

- Co więc jeszcze?

- Dałabyś radę dostosować go od razu do systemu Mac?

- Mac? No proszę, czyżby nowy wspólnik? – Hermiona była pod wrażeniem.

- Coś w ten deseń. Poza tym Mac jest kompatybilny z przeważającą większością aplikacji i programów, nie powinno więc cię to przerosnąć. – dodała żartobliwie.

- Nie przerośnie. System Maca podobny jest do Linuxa, czyż nie?

- Ma z nim więcej wspólnego niż z Windows, ale przede wszystkim jest to autorski system.

- Oczywiście. Spróbuję co da się zrobić.

Naturalnie, wiedziała, iż napisanie programu było dla rodziców dziecięcą igraszką. Wiedziała jednak, że sytuacja w której proszą ją o pomoc oznacza, że wszyscy mają na głowie masę spraw znacznie bardziej skomplikowanych, o których nie miaa pojęcia. Napięty plan Vinnetów nie pozwalał najwyraźniej i tym razem na, czasochłonne, proste zajęcia, jeśli rzeczywiście chcieli wrócić do domu w umówionym czasie. Prawdopodobnie już powiadomili pilota, kiedy oczekują samolotu, na dodatek, jak wspomniano wcześniej, byli bardzo słownymi ludźmi. Poprosili więc córkę o pomoc. Logiczne.

Nagle zamarła. Zupełnie nie wiedziała kiedy, pięćdziesiąt metrów dalej zmaterializował się Draco Malfoy i to w towarzystwie rodziców. Lucjusz, jak zwykle elegancki, trzymał pod rękę nie mniej piękną i dostojną Narcyzę. Draco natomiast szedł z drugiej strony, żywo o czymś opowiadając. Idealny obraz idealnego rodu czarodziejów.

Hermiona nie miala pojęcia, kiedy rodzina arystokratów pojawiła się na horyzoncie, najprawdopodobniej jednak wszystko słyszeli. Boże, oni przecież nie znają technologii! Uznają ją za wariatkę, skoro mówi do siebie, i to o tak abstrakcyjnych rzeczach...

Z resztą, co ją to obchodzi? Przecież to Malfoyowie! I tak traktują ją jak nic nie wartą szlamę! Przy odrobinie szczęścia nie zaszczycą jej nawet spojrzeniem! I dobrze! Ona- Hermiona- nie zamierza sie tym przejmowac. Nie będą jej psuć i tak nieudanych wakacji...

W pewnym momencie naszła ją bardzo dziecięca pokusa, była ona jednak nie do odrzucenia. Cóż to jest, jeden niewinny, głupi wybryk! Fred i Gregore płatają codziennie tysiące psikusów i jakoś żyją! Co prawda, ich dowcipy są na poziomie, ale na Boga- były wakacje! Mogła chyba sobie pozwolić na objaw młodzieńczej głupoty...

- Hermionko, slyszysz mnie? – dobieglł ją głos matki. Podkręciła głośność iphona tak, by z zewnątrz można było słyszeć dźwięk, ale nie rozpoznawać konkretnych słów.

- Tak, tak mamo. Przepraszam, zamyśliłam sie- wytlumaczyla szybko, dla pewnosci przechodząc na angielski. – Tak więc napiszę program kompatybilny z Macami, w języku Java. Myśle, że najlepszy będzie do tego Netbeanss. Zależy wam na rozmiarze pliku czy jakiś programu komendach? Będziecie potem rozbudowywać całość?

- Och, programik potrzebn jest wyłącznie jako narzędzie. Pracujemy nad tym projektem, o ktorym ci mówiliśmy.

- Może więc również przyda wam się jakaś aplikacja mobilna? Mogę posiedzieć nad tym jak skończę z Javą.

- Och, skarbie, jesteś kochana! Ostatnia promocja Blackberry była przecież inspirowana twoim autorskim pomysłem...

- Och, nie przesadzaj, podrzuciłam wam tylko to i owo. Mogę pomyśleć nad interfejsem, któryby działał w interakcji z odbiorcą. Pozatym...

- Granger!

Jeden rzut oka na Dracona wystarczył, aby Hermiona wiedziała, że dopięła swego.

Dracon nie mógł ukryć pożerającej go ciekawości. Nawet pogarda usunęła się z twarzy Lucjusza, nie znikając rzecz jasna, tylko robiąc miejscę chłodnemu oczekiwaniu na dalszy ciąg zdarzeń. Narcyza natomiast obdarzała ją nieodgadnionym wzrokiem. Bardziej dedukując niż wnioskując z obserwacji, Hermiona stwierdziła, że kobieta zaintrygowana jest okolicznościami, w których jej syn zwrócił uwagę na szlamę, o której z pewnością już zdołał obowiedzieć- zarówno matce, jak i ojcu.

- Muszę kończyć, mamo- powiedziała szybko. – Skompilowany program prześlę przez Iclouda, mac więc będzie musił sobie z nim radzić. Wydaje mi się, że nie zainstalowałam jeszcze Netbeansa XXL2013, ale spokojnie powinien współpracować ze starszą wersją, a nad interfejsem pomyślę w międzyczasie. Do zobaczenia! – zdobyła się na miły ton, powiedziała jeszcze kilka zwykłych, używanych w rozmowie z rodzicami czułostek, po czym rozłączyła się i skomplikowanym gestem zablokowała iphona, który natychmiast zgasł.

- Cześć- rzuciła grzecznie, śmiało patrząc Ślizgonowi w oczy. – Dzień dobry! – przeniosla wzrok na jego rodziców. – Co tam słychać, Draco?

xxx

1 Znam ludzi, stosujących tę metodę. Uwierzcie mi- genialna!

2 Cała rozmowa prowadzona była po francusku- przetłumaczyłam ją dla łatwiejszego odbioru