I Looked At You

I looked at you

You looked at me

I smiled at you

You smiled at me

And we're on ourway

No, we can't turn back

Yeah, we're on our way

And we can't turn back


Truskawki zostały zmacerowane w cukrze i soku z granatów, podczas kiedy Hannibal kończył mieszać pokruszone bezy z bitą śmetaną. Przekłada truskawki do drugiej miski i chowa do lodówki a potem to samo robi ze śmietaną. Nie połączy ich ze sobą dopóki nie przyjdzie pora deseru.

Will pałęta się po kuchni odkładając na miejsce przyprawy i inne drobiazgi. Nauczył się gdzie są ich miejsca kiedy Hannibal poprosił go, żeby mu je przyniósł. Spogląda na zegarek.

-Musimy jechać po Abigail. - Znika w korytarzu aby zabrać swoją kurtkę z wieszaka w holu. Kiedy wraca. Hannibal wydyma usta na widok okropnego, zielonego marteriału. Ma na sobie zwykły biały fartuch kuchenny z idealnie zaprasowanymi brzegami. Z jakiegoś powodu na Hannibalu wcale nie wygląda on kobieco. Will bardzo chce kupić mu nowy fartuch, coś wściekle różowego z napisem Pocałuj kucharza wyhaftowanym z przodu. Chce to zrobić choćby po to by sprawdzić czy udałoby mu się namówić Hannibala do włożenia czegoś takiego, i czy Hannibal wyglądałby w nim tak samo dobrze jak w tym białym.

-Pojedziemy za dziesięć minut, kiedy wyjmę tartę z piekarnika.

Will opuszcza ramiona w poczuciu przegranej. Jego oczy migają od krawata Hannibala do drzwiczek piekarnika i z powrotem.

-Abigail nie zniknie tylko dlatego, że pojedziemy po nią dziesięć minut później. - Mówi dobrodusznie Hannibal sięgając za siebie aby rozwiązać fartuch. Składa go i chowa do szuflady.

Krzątał się po kuchni odkąd Will wyjechał odwiedzić Abigail po raz pierwszy. Kiedy wyjeżdżał, Hannibal grillował właśnie radicchio a w zamrażarce chłodziło się ciasto na tartę. Od tamtego czasu zdążył wymieszać czerwoną cykorię w dużej misce z parmezanem i pieprzem, wstawić tartę do piekarnika i przygotować cały półmisek plasterków ogórka ozdobionych twarożkiem i wędzonym łososiem. Will chce spróbować chociaż jednego, ale wie, że Hannibal to zauważy i nie będzie z tego zadowolony.

-Tak, wiem. Po prostu kiedy się z nią widziałem wydawała mi się...- Nie zdejmując kurtki Will siada na stołku przy kuchennej wyspie. Przypomina sobie ich kłótnię i drży.

-Wydawała ci się jaka, Williamie? - Hannibal siada obok niego.

-Ach...smutna.- Will przesuwa palcem po niewidzialnych liniach na powierzchni blatu. Przygląda im się jak gdyby były ważnym algorytmem, który musi rozwiązać. Nie może jednak odwrócić wzroku ponieważ spojrzenie Hannibala jest skupione na jego twarzy.

-Co ci powiedziała?

-Powiedziała, że nie chce tam wracać. - Mówienie o tym sprawia, że Will także czuje smutek.

-Któregoś dnia nie będzie musiała. - Hannibal wsuwa dłoń we włosy Willa i masuje jego kark. Will automatycznie przechyla się w stronę jego dotyku i zauważa jak całe jego ciało przechyliło się w kierunku Hannibala. Prostuje się i odkasłuje. Hannibal wygląda na niezadowolonego, ale jego palce nadal bawią się włosami Willa.

-Skąd wiesz? - Will nie zadaje tego pytania by sprowokować Hannibala. Pyta ponieważ musi znać odpowiedź jeżeli jakakolwiek istnieje. Musi wiedzieć jak mogą uwolnić swoją córkę i sprawić, że ich rodzina będzie cała.

-Wiem ponieważ teraz ma nas, a my jej tam nie zostawimy. _- Mówi Hannibal wyciągając drugą dłoń aby odgarnąć Willowi włosy z czoła. Jego palce zsuwają się ja ramię Willa i kreślą na przez kurtkę uspokajające kręgi. Hannibal całuje go delikatnie w policzek a Will zamyka oczy. - Nie możemy pozwolić na to aby tam utkwiła, więc do tego nie dopuścimy. Niedługo będzie nasza, Williamie.

-Ona w nas wierzy. - Wzdycha zaskoczony Will, ponieważ taka jest prawda.

Hannibal opiera się czołem o czoło Willa a jego oczy skierowane są na jego usta, więc Will widzi jedynie jego powieki. Przechyla głowę is odbiera pocałunek.

Trzymając go mocno za kark, Hannibal przesuwa językiem po jego dolnej wardze. Nagle Will siedzi Hannibalowi na kolanach na zalanym światłem księżyca tarasie jego domu. Hannibal szepcze mu coś do ucha delikatnie przesuwając po nim ustami: Jesteśmy sobie równi, Williamie.

Will otwiera oczy kiedy Hannibal gryzie go delikatnie pod brodą.

-O czym myślałeś? - Pyta łagodząc ugryzienie językiem.

-O pierwszej nocy kiedy...- Will dotyka ramienia Hannibala. Nie wie jakich powinien użyć słów. Kiedy uprawiali seks? Pieprzyli się ? Odbyli stosunek?

-Kiedy kochaliśmy się po raz pierwszy. - Will czuje na plecach przypływ gorąca. Wie, że jego szyja znowu się rumieni, widzi to po sposobie w jaki Hannibal wodzi oczami po jego ciele. Will zastanawia się czy to nabyta cecha kanibala, to zauroczenie jego krwią. Nie ważne czy chodzi o rumieniec, skaleczenie czy krwiak...jego krew zawsze przykuwa uwagę Hannibala. Will zastanawia się czy Hannibal w ogóle jest tego świadomy.

-O której części tamtego wieczoru? - Pyta Hannibal a Will krztusi się śliną. Oczy Hannibala lśnią, chociaż reszta jego twarzy nie zdradza jego radości.

Will nauczył się patrzeć dalej niż twarz Hannibala by odczytać jego emocje. Zwykle po prostu patrzy mu w oczy a Hannibal odpowiada mu tylko pozornie bezpretensjonalnym spojrzeniem. Czasami, jego oczy błyszczą, tak jak teraz. Hannibal cieszy się zażenowaniem Willa, jego skromność wydaje się Hannibalowi zabawna. Nic to jednak nie da.

-Siedziałem na twoich kolanach. - Mówi lekko zaniepokojonym tonem związanym z prawdziwym zażenowaniem które czuje. - A ty nie obchodziłeś się ze mną zbyt delikatnie ponieważ ugryzłem cię w język.- Will walczy ze sobą by powstrzymać uśmiech, chociaż czuje uderzenie gorąca tuż pod żuchwą, prawdopodobnie barwiące skórę jego szyi intensywną czerwienią i tylko czekające aby wspiąć się na jego policzki. Patrzy na oczy Hannibala, skupione na jego ciele a potem odwraca wzrok, przygryzając dolną wargę, nie na tyle mocno aby przebić skórę ale by stała się ona ciemnoczerwona.

-Przypomniałem sobie wtedy ten moment w Williamsport kiedy ugryzłem cię do krwi. Myślałem o tym, że przyjąłem wtedy od ciebie komunię. - Oddech Hannibala staje się lekko przyspieszony, na tyle by Will mógł usłyszeć jego szybkie wdechy i wydechy. Hannibal pochyla się nad nim gwałtownie, zaciskając pięść we włosach Willa tak że jego głowa odchyla się do tyłu odsłaniając jego szyję przed ustami, językiem i zębami Hannibala.

-Doskonale wiesz co robisz, prawda? - Hannibal warczy w jego Jabłko Adama. Will łapie Hannibala za ramiona i przechyla głowę w kierunku piekarnika. Idealnie.

-Tarta jest gotowa. - Zauważa Will starając się powstrzymać gwałtowne trzepotanie serca, które w jakiś sposób znalazło w jego gardle i odbierało oddech. Hannibal pokrywa szyję Willa wilgotnymi pocałunkami i rozpina jego kurtkę. Zaciska pięść na kołnierzyku jego koszuli i odsuwa ją na bok obnażając jego obojczyk. Wbija w niego zęby i ssie a Will wie, że gdyby nie to, że Hannibal trzyma go drugim ramieniem w pasie prawdopodobnie spadłby ze stołka.

Will wije się pod ustami Hannibala starając się przyciągnąć bliżej jego ciało co jednak mu się nie udaje. Hannibal wreszcie wypuszcza go; dyszącego ciężko i z malinką na skórze. Will widzi fragment śliwkowego siniaka między dwoma idealnymi odciskami zębów, kiedy tylko spojrzy w dół.

-Spodziewam się, że dokończymy to później, Williamie. - Włosy Hannibala odstają z jednej strony a jego policzki są zaróżowione ale nadal wygląda na gotowego by stawić czoło FBI albo komukolwiek innemu. Prostuje się, pełen elegancji a Will tępo zapina kurtkę chociaż w kuchni wydaje się być niesamowicie gorąco. Hannibal szybko wyjmuje tartę z piekarnika i odstawia go na blat do wystudzenia. Potem energicznym krokiem przechodzi obok Willa zmierzając w kierunku korytarza. - Idziesz, Williamie?

Hannibal jedzie w stronę Port Haven a Will podskakuje niecierpliwie na siedzeniu pasażera. O siódmej trzydzieści odbierają Abigail, która uśmiecha się szeroko i wsiada do samochodu podczas kiedy Hannibal podpisuje stosowne papiery.

Hannibal i Abigail rozmawiają o czymś zakłócając cichy szum radia. Will myśli, że kompozytorem muzyki mógł być Mahler. Piskliwe nawoływania i odpowiedzi różnych sekcji orkiestry wypełniają wnętrze samochodu niczym ciepło zimny pokój, lub chłodny wiatr przegrzane pomieszczenie; jednocześnie odżywcze i odświeżające. Oboje śpiewają wiolonczelom, które z kolei śpiewają rożkom francuskim. Nagle jednak słychać jednocześnie prawie wszystkie instrumenty.

Will słucha pilnego crescendo instrumentów smyczkowych w duecie z instrumentami dętymi blaszanymi i rozluźnia się w swoim fotelu. Hannibal rozmawia o czymś z Abigail zagłuszając tremolo skrzypiec a melodia robi się coraz głośniejsza a potem zmienia w coś cichszego i bardziej przyjemnego dla ucha. Will słucha cichego pizzicato kontrabasu i wiolonczeli, zamyka oczy i wyobraża sobie muzykę wyrażoną w obrazach i kolorach.

Dźwięk klarnetu wyraża Abigail z Hannibalem usianą kwiatami ścieżką. Jest dużo starsza i niewypowiedzianie piękna. Ma na sobie białą sukienkę a gdzieś w fantazji Willa jest mężczyzna na tyle odważny by odebrać ją Hannibalowi, na tyle namiętny by odebrać ją Willowi. Uderzające w siebie dźwięki najróżniejszych instrumentów zmieniają się w latające wokoło robaczki świętojańskie błyskające od czasu do czasu odwłokami.

Hannibal mówi coś do Abigail pośród otaczającej ich muzyki. Ona przytakuje i ciągnie go za rękę. Idą razem ścieżką a na niebie pokazują się chmury, barwiąc niebo niczym rozpuszczony w wodzie barwnik.

Tempo utworu zwalnia a niebo nad Hannibalem i Abigail robi się ciemne ale oni uśmiechają się i idą dalej. Budzące strach dźwięki harfy zmieniają się w padający na nich deszcz i cały krajobraz wydaje się niemal barokowy, kolory są jasne a ich granice wyraźnie zaznaczone. Garnitur Hannibala jest atramentowo czarny z wpiętą w klapę purpurową dalią. We włosy Abigail, wpięta jest czerwona róża oraz inne kwiaty. Padający wokół deszcz zdaje się ich nie dotykać.

Melodia nieco przyspiesza do delikatnego wesołego rytmu i Abigail zaczyna podskakiwać wśród padającego wokół deszczu. Hannibal uśmiecha się szeroko podążając za nią, tak samo piękny jak ona. Wyglądają jak król i księżniczka biegnący razem przez ogród.

Melodia unosi się gorączkowo i niebo rozbłyska. Tym razem są to bardziej fajerwerki iż prawdziwe płomienie. Wokoło rozlegają się eksplozje kolorów i ciepła a Will czuje iskry opadające na jego policzki. Abigail nagle się zatrzymuje. Kwiaty w jej włosach drżą od nagłego bezruchu. Will uświadamia sobie, że stanęła tuż przed nim. Hannibal nadal się uśmiecha chociaż brakuje mu tchu. Abigail śmieje się i splata jego dłoń z dłonią Willa. Na jej szyi nie ma śladu blizny.

Muzyka cichnie na jeden precyzyjny moment który sprawia że stoją w cichym miejscu pod niebem usianym konstelacjami które Fontaine Preston wycięła na ciałach wszystkich ofiar za wyjątkiem Cassona.

Hannibal spogląda na niebo i krzywi się ponieważ te gwiazdy nie pasują do raju, który właśnie odkryli. Przy dźwięku skrzypiec unosi dłoń do nieba tak łatwo jakby chciał zerwać jabłko z gałęzi. Palce Hannibala stają się rogami jelenia a gwiazdy zmieniają kształt pod ich dotykiem. Jego palce dają i odbierają. Mają moc tworzenia nowych ciał niebieskich i niszczenia starych galaktyk. Jedną dłonią maluje niebo a drugą wciąż trzyma rękę Willa. Abigail odwraca się od nich i maluje na niebie własne obrazki.

Po niebie przetacza się grzmot brzmiący jak timpani i kontrabasy. Hannibal pochyla się i całuje Abigail w czubek głowy a potem szepcze do niej coś czego Will nie powinien móc usłyszeć ale jednak słyszy: A teraz pocałuję twojego ojca, Abigail.

Całuje Willa a Abigail przygląda im się zakrywając uśmiech dłonią. Ostatnią rzeczą jaką zauważa Will kiedy zamyka oczy by oddać mu pocałunek, są łzy w jego oczach. Hannibal jest szczęśliwy. Oni wszyscy są szczęśliwi.

-Uwielbiam cię, Williamie. - Szepcze Hannibal przerywając pocałunek, ziemia na której stoją drży od skrzypiec i perkusji a Will nie jest pewien czy to jest też bicie jego serca. - Uwielbiam cię.- Powtarza Hannibal.

Williamie...

Will otwiera oczy czując na policzku dotyk Hannibala. Flet piccolo łączy się z poprzecznym i dźwiękiem rożka. Will odwraca się ale nigdzie nie widzi Abigail. Czuje nagły przypływ paniki ale potem orientuje się, że samochód stoi zaparkowany na podjeździe pod domem Hannibala.

-Abigail czeka na nas w środku. - Mówi Hannibal czytając w jego myślach. Will wzdycha wdzięczny, że jej obecność nie była wytworem jego wyobraźni.

-Czyżbym zasnął?

-Trudno powiedzieć, mówiłeś sam do siebie.

Chociaż silnik zgasł, radio nadal gra. Hannibal zostawił je dla Willa, wiedział, że było mu ono potrzebne. Do fletów dołączył klarnet uciszając inne dźwięki do równego adagio. Will uśmiecha się słysząc niski ton altówki. Hannibal także się uśmiecha przesuwając kciukiem po czole Willa. Will nalicza cztery luźne dźwięki harfy wśród wydłużającego się tonu fletów. Melodia dobiega końca i zapada cisza jak spokój po przejściu tornada.

Hannibal wyłącza radio i czekają. Will dotyka dłonią jego żuchwy. Poznaje linie i zagłębienia wzdłuż kości i patrzy na to jak jego palce przesuwające się po brodzie mężczyzny sprawiają, że jego usta lekko się otwierają.

-Co takiego powiedziałem?

-Powiedziałeś, tak. Will stara się zignorować rumieniec na swojej szyi chociaż Hannibal pochyla głowę aby dotknąć go ustami. - Co takiego ci się śniło?

Will wybucha śmiechem ponieważ nie ma powodu aby nie mógł podzielić się swoją wizją z Hannibalem. Nie ma żadnego powodu.

-Abigail prowadziła cię do ołtarza. - Hannibal opiera czoło w szczelinę między żuchwą a szyją Willa i wzdycha. Jego uśmiech jest niewielki ale Will i tak czuje go na swojej skórze.

-Czy to znaczy, że jestem twoją żoną? - Will uśmiecha się słysząc ten absurd. Hannibal nie mógłby być niczyją żoną.

-Na początku myślałem, że to jej ślub. Była ubrana na biało, jak panna młoda. - Will przechyla głowę dając Hannibalowi miejsce by mógł unieść swoją. Hannibal całuje delikatnie szyję Willa, jego ucho i skroń. W którymś momencie przyciągnął Willa bliżej i teraz są zaplątani wokół siebie w ciepłym uścisku. - Ale potem ona połączyła nas ze sobą i staliśmy się...staliśmy się cali. - Wzdycha Will, ta chwila sprawia, że kręci mu się w głowie i czuje się jakby za chwilę miał się rozpłynąć.

-Jesteśmy cali, Williamie. - Tego już za wiele. Will pochyla się i całuje Hannibala, oddycha jego oddechem, smakuje go językiem. Hannibal jęczy otwierając się dla niego. Will wie, że powinni przestać, wie, że w domu czeka na nich Abigail. Wzdycha i otwiera drzwiczki samochodu. Chłodne powietrze nie bardzo jednak otrzeźwia jego umysł. Hannibal wysiada z samochodu i idzie wraz z Willem do frontowych drzwi. Otwiera je przed Willem a potem wchodzi za nim do domu.

Hannibal i Will wieszają swoje okrycia obok wiszącej w holu kurtki Abigail. Znajdują ją w kuchni siedzącą na stołku przy wyspie i starającą się ukryć uśmiech. Z wyglądu Abigail jest podobna do Willa, ale jej kontrolowane a jednocześnie wymowne zachowanie bardziej przypomina Hannibala. Will nadal nie może uwierzyć w to jak zaskakujące i ujmująco idealne jest to, że odnaleźli siebie nawzajem. Hannibal, który zdaje się wyczuwa sentymentalną ścieżkę jego myśli, uprzejmie prosi Willa żeby zaniósł talerze i sztućce na stół w jadalni. Will spełnia jego prośbę i starannie nakrywa do stołu. Zanim udaje mu się wrócić do kuchni, przez próg jadalni przechodzi Hannibal z trzema półmiskami, dwoma ułożonymi na jednym ramieniu i trzecim, który ledwie trzyma za krawędź.

Will zamiera nie chcąc zrobić nic co mogłoby zakłócić idealną równowagę Hannibala. Za Hannibalem do jadalni wchodzi Abigail niosąca butelkę wina i trzy kieliszki.

-Ona też pije?

-Po twoim wyjeździe zrobiłem lemoniadę. - Mówi z krzywym uśmieszkiem Hannibal odstawiając półmiski na stół.

-Jest różowa ale nie ma w niej barwnika. - Abigail jest zdecydowanie pod wrażeniem.

-Użyłeś truskawek? - Will odsuwa Abigail krzesło a ona siada przy stole.

-Żurawin. - Woła z kuchni Hannibal. Will siada przy stole nalewa wino Hannibalowi i sobie. Hannibal wraca do stołu niosąc szklany dzbanek pełen ciemnoróżowej, niemal czerwonej, lemoniady. Napełnia nią kieliszek Abigail. Jasno różowy płyn wygląda w kieliszku prawie jak żywy organizm, jak jasnoczerwona róża wpięta w jej włosy albo jak ciemnoczerwone jabłko zerwane przez Hannibala.

Hannibal odstawia dzbanek na stół a potem staje u jego szczytu. Swoim starym zwyczajem przedstawia im potrawy które podał na kolację.

-Tarta lotaryńska z dodatkiem sałatki z grillowanego radicchio i ogórka nadziewanego twarożkiem i wędzonym łososiem. - Abigail uśmiecha się, czeka aż Hannibal usiądzie przy stole i unosi widelec.

-Co jest w tarcie lotaryńskiej? - Pyta Will, jest w tak dobrym nastroju, że pozwala sobie zapomnieć o tym, że za chwilę zje ludzkie mięso, jednak postanawia się upewnić. Pachnie całkiem nieźle. Hannibal wpatruje się w niego znad widelca zawierającego pierwszy kęs.

-Najczęściej tłuszcz wieprzowy. - Hannibal przeżuwa jedzenie, a Willowi zasycha w ustach. Upija odrobinę wina, żeby temu zapobiec. Czuje zapach przypominający tytoń i smak jeżyn i lukrecji. Pasuje idealnie do kremowego smaku szczypiorku w tarcie. Will ostrożnie przeżuwa pierwszy kęs.

Ta potrawa nie różni się niczym od tego co jadł wcześniej. Właściwie, można powiedzieć, że smakuje wybornie. Mięso jest delikatne ale smak pieprzu i soli kontrastuje całkiem nieźle ze smakiem sera. Smakuje jak boczek. Will przełyka bez najmniejszego problemu, a Hannibal przygląda mu się oczami, które zdradzają targające nim emocje. Will widzi w nich głód, radość, przyjemność i ulgę. Will popija wino i próbuje ogórka. Jest chłodny, chrupiący a twarożek, którym jest posmarowany łagodzi jego orzeźwiający smak na tyle by pasował do tarty.n

Abigail popija swoją lemoniadę i próbuje sałatki. Purpura grillowanego radicchio kontrastuje z jej bladą cerą.

-Jak się poznaliście? - Pyta z niewinną powagą dziecka. Przełyka kęs tarty i patrzy z wyczekiwaniem to na Willa to na Hannibala.

-Poproszono mnie o konsultację w sprawie twojego ojca. - Odpowiada Hannibal kiedy jedyną odpowiedzią Willa są jego zaparowane okulary. - Abigail spuszcza wzrok, kiwa głową i wraca do jedzenia. - Pewnie mi nie uwierzysz, ale to nie było zauroczenie od pierwszego wejrzenia.- Will krztusi się winem a z otwartych ust Abigail wydobywa się głęboki śmiech.

-Cóż miałeś wtedy na obrzydliwy garnitur. - Hannibal uśmiecha się wokół trzymanego w palcach plasterka ogórka, który właśnie gryzie. Ubywa tylko tego fragmentu, który ugryzł. Reszta pozostaje nienaruszona.

-Jak dawno temu zaczęliście się spotykać? - Abigail popija lemoniadę i zajada tartę.

-Spił mnie w wykwintnej restauracji w Williamsport. - Mruczy Will, rumieniąc się z powodu tych wszystkich pytań. - Zanim miałem napad. - Wyjaśnia, widząc ciekawe spojrzenie Abigail. Ona pierwsza odwraca wzrok.

-O przepraszam, to nie ja prosiłem Rudolfa żeby dwa razy napełnił twój kieliszek zanim cokolwiek zjadłeś. - Hannibal sztywno popija wino a Will walczy z pragnieniem zwieszenia głowy.

Nagle wybucha śmiechem i pociera twarz dłonią niemal popadając w apatię z zażenowania.

-Pamiętasz te kobiety, które przyglądały nam się na parkingu? - Brwi Abigail znikają w jej włosach. - Och, do niczego wtedy nie doszło. Po prostu rozmawialiśmy. - Uspokaja ją Will, wymawiając ostrożnie ostatnie słowo.

-Tak, po drugiej stronie ulicy. - Hannibal mówi niewzruszony. - Nie powinny były się tak w nas wpatrywać.- Potrząsa głową.

-Były zupełnie nieszkodliwe. - Karci go William popijając wino. - Zaraz, który z nas odwiezie Abigail do Port Haven? - Kątem oka zauważa przygnębioną minę Abigail ale nie patrzy na nią. Nie potrafi.

-Ja to zrobię. - Odpowiada Hannibal. Will zauważa, że zostało mu trochę więcej niż trzy-czwarte zawartości kieliszka. Kieliszek Willa jest niemal pusty. - Naprawdę musisz się nauczyć pić wino, Williamie. - Hannibal uśmiecha się widząc grymas Willa. Spogląda konspiracyjnie na Abigail, która najwyraźniej świetnie się bawi chociaż perspektywa powrotu do Port Haven zasmuciła ją bardziej niż jest skłonna się przyznać.

-I tak wolę szkocką. - Wzrusza ramionami Will. - Co to w ogóle jest? - Pyta obracając kieliszek.

-Vérité La Joie, rocznik 2002.

-Bordeaux? - Pyta ze zmarszczonymi brwiami Will. Jego żołądek z radością wykonuje lekkie salto na widok uśmiechu na twarzy Hannibala, który mówi mu, że dobrze zgadł. - Prawda i radość? - Stara się rozwiązać zagadkę znaczenia francuskich słówek. Wie, że veritas to po łacinie prawda, więc prawdopodobnie mu się udało.

-Prawda i radość, Williamie. - Odpowiada z uśmiechem Hannibal i unosi kieliszek. Po chwili do Willa dociera, że Hannibal wznosi toast.

-Prawda i radość. - Will uderza trochę być mocno swoim kieliszkiem w kieliszek Hannibala sprawiając, że trochę wina rozlewa się na boki. Hannibal uśmiecha się szerzej. Widać to w jego oczach i Will prawie upuszcza kieliszek. Abigail jest zaskoczona kiedy Hannibal unosi kieliszek także w jej kierunku. Will spogląda na nią kiedy Abigail umyka przed jego wzrokiem. Uśmiecha się nieśmiało dostosowując się do zwyczajów gospodarza. Will również stuka swoim kieliszkiem w jej kieliszek po czym dolewa sobie trochę więcej Bordeaux.

Może to skutek wina i wypełniającego jego żołądek jedzenia, ale Will czuje ciepło i spokój. Przygląda się temu jak Hannibal ostrożnie przekłada ostatni plasterek ogórka na talerz Abigail. Ona uśmiecha się, i okej, Will zaczyna rozumieć dlaczego Hannibal jest tak bardzo zafascynowany jego rumieńcem. Abigail wygląda młodo, ślicznie i niemal boleśnie niewinnie kiedy na jej policzkach pojawia się ciemny róż. Rzadko kiedy udaje im się widzieć ją tak szczęśliwą. Jest piękna, tak jak w jego śnie, kiedy stała pod poprzecinanym błyskawicami wieczornym niebem.

Will kończy swoją porcję tarty i sałatki zostawiając ogórki na sam koniec. Są pyszne i kremowe łagodząc inne smaki, które walczą o dominację na jego języku. Abigail wypija właśnie resztę lemoniady kiedy Hannibal wstaje i zabiera ze stołu puste talerze. Abigail czeka aż Will da jej znać, że może zabrać jego kieliszek i odnosi wszystkie kieliszki do kuchni, w której przed chwilą zniknął Hannibal. Will patrzy na pusty stół. Zostały na nim tylko butelka wina i do połowy pusty dzbanek z lemoniadą. Will zabiera je więc i dołącza do Hannibala i Abigail.

-Poczekaj, ja pozmywam. - Mówi, odstawiając butelkę i dzbanek na blat. Hannibal wyciera dłonie i całuje Willa w usta a potem znika z winem w korytarzu. Abigail się nie odzywa tylko nadal wyciera naczynia, które zmywa Will. Hannibal wraca do kuchni i wyjmuje z lodówki miskę z białym kremem, miskę truskawek, owoc granatu i dwa owoce kiwi i po schowaniu do niej dzbanka z lemoniadą zabiera się za obieranie owoców.

Will przygląda się przez ramię jego pracy. Talerz, który zmywa wyślizguje mu się z rąk. Hannibal spogląda na Willa nadal prowadząc kciukiem nóż po skórce włochatego owocu. Po dłoniach Hannibala spływa sok a Will odwraca się do zlewu i skupia z powrotem na naczyniach. Nie zostało ich już wiele. Jednak oczami umysłu Will widzi Hannibala odzierającego ze skóry nieżywego, lub umierającego, człowieka. Owocowy sok spływający po dłoniach Hannibala robi się ciemnoczerwony i lepki. Will pomaga Abigail wytrzeć kieliszki stanowczo nie pozwalając sobie spojrzeć na to jak Hannibal oblizuje z kciuka zielony sok. Odstawiają kieliszki do kredensu i kiedy się odwracają przed Hannibalem stoją trzy pucharki Eton Messi. Dno każdego pucharka wyłożone jest truskawkami i kawałkami owocu kiwi.

Hannibal kroi owoc granatu na pół i wyrzuca zawartość każdej połówki na deskę nadal lśniącą od soku z kiwi. To ta sama deska co ostatnio. Will przypomina sobie, jak Hannibal powiedział mu, że bambus jest mocniejszy od stali.

Abigail siada na stołku po przeciwnej stronie Hannibala a Will zajmuje miejsce obok niej. Obserwowanie Hannibala w kuchni to naprawdę niezwykłe zajęcie. Zbiera razem wszystkie pestki owocu i dzieli je między trzy pucharki z deserem. Odkłada drugą połówkę owocu na deskę, wkłada nóż do miski po truskawkach, którą wkłada do większej miski i wstawia wszystko do zlewu a potem zbiera trzy łyżeczki i wraca z nimi i pucharkami do Abigail i Willa, siadając obok Abigail.

-Jestem pod wrażeniem. - Mówi Abigail unosząc łyżeczkę do ust. Hannibal i Will patrzą. Obu zależy na jej reakcji. Ona uśmiecha się i zjada następny kęs. Will rzuca się na swój deser i słodki smak kiwi wybucha na jego języku wokół truskawek i ostrego smaku granatu. Śmietanka łagodzi smak owoców.

-Miałem przywilej korzystania z dużej kuchni i bycia otoczonym dużą grupą ludzi, którym nie przeszkadzały moje eksperymenty. - Wyjaśnia Hannibal wkładając do ust łyżeczkę śmietanki. Will spogląda na Hannibala. Na jego łyżeczce jest też kilka pestek granatu.

-W kuchni twojego Wuja Robertus'a? - Will przypomina sobie to imię z rozmowy o rodzicach Hannibala i o jego sieroctwie, które czyniło go podobnym do Abigail. Hannibal przytakuje skinieniem głowy. Miałem niezwykle traumatyczne dzieciństwo.

-Mieszkałeś z wujem? - Pyta Abigail szukając w pucharku kawałka kiwi.

-Do szesnastego roku życia.

-Czy to on nauczył cię gotować?

-Nauczyłem się tego od jego kucharza. - Mówi z uśmiecham Hannibal a Abigail odwzajemnia jego uśmiech. - Mój wuj i jego żona byli bardzo bogaci. - Oczy Hannibala zasnuwa mgła, Hannibal po chwili mruga i wraca do jedzenia deseru.

-Jak miała na imię?

-Lady Murasaki Shikibu, była Japońską szlachcianką. Była bardzo piękna i elegancka. - Hannibal milknie na chwilę zanim znowu spogląda na Abigail. - Minęło sporo czasu odkąd ostatni raz z nią rozmawiałem. Nie rozstaliśmy się w najlepszych stosunkach.

Will przygląda się reakcji Abigail i temu jak odrobinę opada jej szczęka. Ona spuszcza wzrok do pucharka i zjada ostatnie truskawki, pestki granatu i śmietankę.

Wszyscy troje kończą deser i Abigail odnosi ich pucharki do zlewu. Hannibal jej towarzyszy, wyciera naczynia, które podaje mu Abigail a potem pokazuje jej jak wypolerować bambusową deskę. Will uśmiecha się pod nosem słysząc jak Hannibal powtarza historyjkę o bambusie i stali. Oboje zatrzymują się po drugiej stronie kuchni. Abigail odwraca lekko głowę i spogląda na Willa. Potem kiwa głową w kierunku Hannibala. On mówi coś a Abigail uśmiecha się szeroko. Obejmuje Hannibala ramionami a on wybucha śmiechem i odwzajemnia jej uścisk.

Will bardzo chciałby dowiedzieć się co powiedział jej Hannibal ale czeka patrząc z uśmiechem na to jak się obejmują. Kiedy Hannibal wypuszcza ją z objęć Abigail podbiega do Willa i całuje go w policzek. Wybiega z kuchni zanim Will może o cokolwiek zapytać.

-Nie żebym narzekał, ale...? - Pyta Hannibala Will.

-Powiedziałem jej, że chcemy ją adoptować kiedy nadejdzie właściwy moment. - Odpowiada Hannibal podchodząc do niego i kładąc dłonie na jego dłoniach, zatrzymując go w miejscu, chociaż Will wie, że mógłby się wyrwać ale tego nie robi. Patrzy na Hannibala i nie chce się od niego odrywać, mimo tego co o nim wie.

-Kiedy nadejdzie właściwy moment. - Powtarza Will i Hannibal go całuje.

-Alana powiedziała, że nie powinniśmy tego robić. - Mówi Will. Słowa brzmią jakby droczył się z Hannibalem, są pełne podniecenia, adrenaliny, paniki i podenerwowania.

-Nadejdzie czas, kiedy Abigail zostanie uwolniona. - Mruczy Hannibal. - I kiedy to nastąpi, będzie mogła wykorzystać swoją wolność tak jak zechce.

-Nie był bym wolny. Tylko na dłuższej smyczy.

-Która alternatywa podoba ci się bardziej?

Will, oszołomiony i szczęśliwy, nieprzytomnie szczęśliwy, oddaje Hannibalowi pocałunek. Idzie z Hannibalem po swoją kurtkę i obaj dołączają do czekającej na nich w samochodzie Abigail. Kiedy Hannibal odpala silnik w samochodzie słychać dźwięki znanej fugi fortepianowej Schuberta. Will wtula się zasłuchany w siedzenie ale tym razem nie pozwala aby muzyka przejęła nad nim kontrolę. Pamięta swój poprzedni sen i zmienia w nim podkład muzyczny.

Hannibal i Abigail biegną razem przez łąkę a wiatr mierzwi włosy Hannibala, widzi jego szczery uśmiech kiedy Hannibal pochyla się by go pocałować. Wszystko widać tak jak w niemym filmie. Fuga nie niesie ze sobą żadnego dramatycznego Crescendo czy też huku perkusji. Wspomnienie jest spokojne, wolne od jakichkolwiek uczuć poza ciepłem uczuciem wypełniającego jego wnętrze spokoju. Co jak się okazuje, i ta myśl sprawia, że na ustach Willa pojawia się prawdziwy uśmiech, jest szczątkowe. Hannibal promienieje spokojem nawet w snach Willa. Jest niczym uspokajająca kotwica i światło rozpraszające brudny mrok okrutnego świata.

Hannibal potrafi odgrodzić go od reszty świata ponieważ jest uosobieniem brudnych, okropnych rzeczy, które kryje w sobie ciemność. W połowie drogi do Port Haven Will otwiera oczy. W ciemnym, rozświetlanym od czasu do czasu przez mijane światła uliczne, wnętrzu samochodu Will obserwuje Hannibala.

Will wie, że w jego wnętrzu płonie ogień. Już raz dorównał Hannibalowi. Teraz miał nadzieję,że nadejdzie moment w którym Hannibal nie będzie musiał zniżać się do jego poziomu. Hannibal powiedział mu, że są sobie równi. Powiedział, że Will może stać się kimś więcej, kim tylko zechce.

Hannibal rzuca okiem na Willa a potem znowu skupia się na drodze. Will wyciąga rękę i kładzie dłoń na jego kolanie. Hannibal się uśmiecha a Will odwzajemnia jego uśmiech. Opiera czoło o chłodną szybę samochodu i spogląda na Abigail przez boczne lusterko. Patrzy w dół a jej głowa jest odwrócona lekko w lewo a po jej ustach błąka się nieśmiały uśmiech. Dłoń Hannibala odnajduje dłoń Willa i splata ich palce między siedzeniami a Abigail patrzy. Potem odwraca się do okna i uśmiecha się szeroko.

Will zamyka oczy kiedy piosenka w radiu się zmienia. Myśli o ogniu i o tym, że nigdy tak naprawdę nie da nad nim zapanować. Myśli o tym, że najmniejsza iskra potrafi wzniecić pożar zdolny strawić las. Ogień stworzył świat ale może go także zniszczyć.

Ściska dłoń Hannibala i słucha muzyki. Hannibal odwzajemnia jego uścisk.


Eton Mess – deser angielski będący mieszanką truskawek, bitej śmietany i pokruszonej bezy tradycyjnie serwowany w dniu meczu krykieta rozgrywanego między uczniami szkoły w Eton i uczniami Harrow School. [przyp. tłum]

i