You Make Me Real
I really want you, really do
Really need ya baby, God knows I do
'Cause I'm not real enough without you
Oh, what can I do?
You make me real
You make me feel like lovers feel
You make me throw away mistaken misery
Make me free, love, make me free
Abigail powinna wrócić do Port Haven przed dziesiątą. O dziewiątej trzydzieści dojeżdżają na miejsce. Will zostaje w samochodzie a Hannibal odprowadza ją do środka. Abigail ściska go raz jeszcze u podnóża schodów, dziękuje mu i mówi, że chętnie jeszcze raz zjadłaby z nim kolację.
Słowa Alany o tym, że ich opieka tylko przeszkodziłyby Abigail w terapii mają w sobie trochę prawdy. Wkrótce Abigail stanie się tak samo zależna od opieki, którą roztaczali nad nią Will z Hannibalem, tak jak Will związał się z Hannibalem dzięki jego opiece i wsparciu. Wkrótce, ich obecność stanie się konieczna w jej życiu, jeśli już taka nie była, do utrzymania jej w stanie szczęścia i zdrowia psychicznego. Hannibal ma zamiar dopilnować,żeby tak właśnie się stało.
-Niedługo znowu się zobaczymy. - Mówi Hannibal odsuwając jej włosy z twarzy. - Dobranoc, Abigail.
Abigail uśmiecha się i rozluźnia uścisk. Życzy Hannibalowi dobrej nocy, odwraca się i wbiega po schodach do swojego pokoju. Hannibal wraca do samochodu i odkrywa, że Will po raz kolejny zapadł w drzemkę. Muzyka cichnie kiedy Hannibal odpala silnik i Will porusza się we śnie ale się nie budzi. Hannibal patrzy na pogrążonego we śnie Willa Grahama i przesuwa palcem po jego porośniętym zarostem policzku. Will golił się prawdopodobnie kilka dni wcześniej.
Hannibal wyjeżdża z parkingu na ulicę przy dźwiękach Zimy z Czterech Pór Roku Vivaldiego a Will śpi spokojnie u jego boku.
Will już raz śnił przy muzyce. Co ciekawe, śniło mu się wtedy, że wziął Hannibala za męża. To może być coś czego Will naprawdę pragnie, chociaż nie okazał nieśmiałości kiedy Hannibal spytał go o to. Podzielił się z nim myślami wypełniającymi jego piękny umysł, bez obaw o to, że zostanie osądzony lub źle zrozumiany przez Hannibala. Jednak to miało jakieś głębsze znaczenie, i nie chodziło tutaj tylko o instytucję małżeństwa. Była z nimi Abigail. To ona oddała Hannibala Willowi.
We śnie zdecydowanie chodziło o rodzinę jaką stworzyli. Will pytał już wcześniej czy to, by stała się częścią ich rodziny było w ogóle możliwe. Czy udałoby im się naprawdę uzyskać dowód prawdziwości ich związku, więzi łączącej ich ze sobą nawzajem i z Abigail.
Will pragnie zobowiązań i korzeni. Ma zamiar zostać przy Hannibalu.
Piosenka zmienia się we włoski utwór. Jest znany a Hannibal rozpoznaje głos piosenkarza. Hannibal słucha piosenki i myśli o Willu. Myśli o tym jak szybko Will stał się nierozerwalną częścią jego życia. Will złapał go w momencie kiedy po raz pierwszy spojrzeli na siebie w biurze Jacka Crawforda. Nie wiedział, nie zdawał sobie sprawy z powagi swojego czynu. Hannibal stał się zakładnikiem jego empatii. Muzyka dalej gra a Hannibal tłumaczy ją sobie w myślach:
„Si lo so che non c'è luce in una stanza quando manca il sole, se non ci sei tu con me, con me."
Tak, wiem to, że nie ma światła w pokoju gdzie nieobecne jest słońce jeżeli nie ma Ciebie ze mną, ze mną.
Hannibal nie czuł potrzeby związku podobnego do tego jaki zawarł z Willem od pierwszego roku studiów: związał się wtedy z blond zawodniczką żeńskiej drużyny lacrosse. Była tak pełna życia i wigoru, że Hannibal nie potrafił się jej oprzeć i nie przymknąć oka na jej niedopasowane chłopięce ubrania i brudne paznokcie. Potrafiła być prostacka, specjalnie zatajać coś przed nim i była po prostu niegrzeczna w najprostszym tego słowa znaczeniu. Potrafiła być, i często bywała taka jaki czasami bywał i jest Will. Ludzie, którzy obcowali z Hannibalem w tych samych kręgach towarzyskich nie rozumieli jak ktoś tak brzydki może być jednocześnie tak pociągający, nie rozumieli starego powiedzonka o wspaniałych, choć z pozoru nic nie znaczących ludziach. Lucinda była kawałkiem kwarcu. Will jest diamentem.
„Quando sei lontana sogno all'orizzonte e mancan le parole."
Kiedy jesteś daleko marzę o horyzoncie a słowa mnie zawodzą.
"E io sì lo so che sei con me"
Tak wiem, że jesteś ze mną.
Jego rówieśnicy nie rozumieli jego gustu ani jego dziwnej, brudnej przeszłości. Nikt tak naprawdę nie wiedział czym się interesuje ani jak zinterpretować te informacje jakimi się dzielił. Jego przeszłość była większą zagadką niż ktokolwiek był w stanie zrozumieć. Nikt tego nie wie, nikt poza Willem, ale nawet on zna tylko najmniej bolesne szczegóły. Od epizodu na schodach nie zadał Hannibalowi żadnych nowych pytań. Hannibal przypuszcza, że jeszcze nie potrafi.
Jeżeli istnieje ktoś kto potrafi zrozumieć dlaczego Hannibal zabija, i dlaczego tak bardzo to lubi, to tą osobą jest właśnie Will. Hannibal wie, że Will go zrozumie jeśli się do tego zmusi. Jeszcze tego nie zrobił, ale wpływ jaki Hannibal wywiera na jego życie wzrasta z każdą spędzoną wspólnie nocą. Ta noc nie będzie się różniła od poprzednich.
Hannibal postanawia pozwolić Willowi na ignorancję. Ta rozkoszne chwile nie mogą jednak trwać długo. Wkrótce Will będzie potrzebował kolejnych zapewnień. Będzie chciał usłyszeć prawdę. Będzie pragnął wszystkiego czym jest Hannibal. Kiedy ta chwila nadejdzie nie da się zrobić nic aby odwieść go od otrzymania tego czego sobie życzy.
"Tu, mia luna, tu sei qui con me; mio sole, tu sei qui con me."
Ty, mój księżycu, jesteś tutaj ze mną, moje słońce, jesteś tutaj ze mną.
To piękna piosenka. Piękna i gorzka. To pieśń o śmierci i o umocnionym i znalezionym w niej związku. To pieśń o Willu i Hannibalu.
Kiedy Hannibal wsłuchuje się w jej słowa zaczyna do niego docierać, że ta piosenka pasuje do niego i Willa nie dlatego, że są duchami ani dlatego, że są skazani aby razem umrzeć. Chociaż Hannibal wątpi w to aby ich zgony były od siebie oddalone czasowo. Chodzi o wyrażone w tych słowach oddanie. Ta piosenka pasuje do nich z powodu tego jak bardzo Will stara się zaakceptować Hannibala, chociaż co noc ma problem z tym by spokojnie zasnąć w jego łóżku. Po jakimś czasie te problemy znikną. Will przyzwyczai się do swojej sytuacji, do życia z Hannibalem i od tej pory zawsze będą razem. Staną się nierozłączni. Od tej pory nic ani nikt nie będzie w stanie ich rozdzielić.
Hannibal nigdy przedtem nie czuł tego, co czuje teraz, nie zupełnie. Nie jest nawet do końca pewien tego co w tej chwili czuje. Will Graham jest anomalią, najłatwiejszą ofiarą a jednocześnie osobą, którą najtrudniej byłoby mu zabić po wszystkim co przeszli.
"Con te partirò. Paesi che non ho mai veduto e vissuto con te, adesso si li vivrò."
Pójdę z Tobą do krajów, których nigdy nie widziałem i których nie doświadczyłem, z Tobą teraz ich doświadczę.
Hannibal nie jest, i nigdy nie był sentymentalny. Nigdy też nie był przesadnie namiętny w sprawach sercowych, chyba, że akurat był w nastroju do eksperymentów. Zaskakuje Willa przypadkowymi całusami, namiętnymi pocałunkami i muśnięciem rąk. Spontaniczny seks również stał się czymś co Hannibal inicjuje z Willem i to nawet dosyć często. Przynajmniej Will nazwałby ich zbliżenia spontanicznymi. Hannibal nigdy nie wejdzie do pomieszczenia nie dokonawszy uprzednich kalkulacji co do tego jak może zakończyć się jego spotkane z drugą osobą. Obcując z Willem oblicza prawdopodobieństwo seksu i gwałtownych sprzeczek, które mają potencjał stać się bardziej krwawe od ich zbliżeń.
"Con te partirò su navi per mari che, io lo so—no, no, non esistono più."
Pójdę z Tobą. Popłynę statkami poprzez morza, które wiem, że nie, nie, już nie istnieją.
Na razie nie było potrzeby na kolejną sprzeczkę z Willem. Hannibal jest pewien, że z biegiem czasu w ogóle przestaną się sprzeczać. Will znajdzie inne sposoby by go zaskoczyć, chociażby takie jak seks na schodach.
Hannibal zjeżdża z autostrady i przejeżdża przez osiedle dopóki aż za zakrętem pojawia się sylwetka jego domu. Will budzi się wraz z muzyką, która wyciąga z niego sen niczym dyrygent wyciągający crescendo z instrumentów smyczkowych.
"Con te io li rivivrò. Con te partirò."
Z Tobą ich doświadczę. Pójdę z Tobą.
Will prostuje się na siedzeniu i skołowany pociera twarz. Marszczy nos i patrzy na Hannibala przekręcającego kluczyk w stacyjce i gaszącego silnik.
"Io con te."
Ja z Tobą
Ostatnia nuta piosenki wisi między nimi niczym wystające z ziemi rozkładające się dłonie, jak ludzkie ciała przemienione w groteskowych serafinów. Will patrzy na radio a Hannibal zastanawia się czy zrozumiał znaczenie słów. Zastanawia się czy Will zdaje sobie sprawę z tego co ta piosenka oznacza nawet jeżeli nie zna jej słów ani ich angielskiego znaczenia.
Kiedy piosenka się kończy, Will wyłącza radio. Siedzą obok siebie w ciszy i Hannibal obserwuje Willa zastanawiając się co on teraz zrobi. Kiedy są sami zawsze trudno jest im utrzymać ręce przy sobie, a Hannibal czuje żar emanujący z ciała Willa swoim własnym rytmem. Will wie, że teraz są naprawdę sami i że Hannibal go pragnie. Wkrótce powinien ruszyć do ataku.
Hannibal nie stara się zignorować gęstniejącej atmosfery. Odpina pas i pochyla się aby pocałować Willa. Otwarty i, jak zawsze, rozbrajająco niecierpliwy Will wzdycha i oddaje Hannibalowi pocałunek z dobrze skrywaną gorliwością. Jego wargi poruszają się wraz wargami Hannibala a język splata się z jego językiem. Już ciężko oddycha. Przygryza dolną wargę Hannibala a Hannibal bierze to za znak aby posunąć się dalej.
-Opowiedz mi jeszcze raz o tym jak przyjąłeś ode mnie komunię. - Mówi Hannibal odsuwając głowę i przesuwając ustami po linii włosów Willa.
Will jęczy i szamocze się z pasem bezpieczeństwa a potem wczołguje na kolana Hannibala. Wygląda na to, że bardzo polubił to miejsce. Hannibal nie ma zamiaru go tego oduczać, on także zaczyna to lubić. Podoba mu się to w jaki sposób Will przechyla ciało w bok, zamiast zgarbić plecy, by spojrzeć mu w oczy. Teraz robi to całkiem często. Nie ma przed Hannibalem żadnych sekretów a Hannibal nie stara się przejąć władzy nad jego umysłem. Wpatruje się prosto w oczy Hannibala nawet kiedy zamyka usta wokół jego dolnej wargi i ssie.
-W tamtym hotelu w Williamsport...-Mówi Will wciskając biodra w pępek Hannibala tak, żeby ich krocza mogły się dotknąć. W we wnętrzu Hannibala rozbłyska iskra. - Złapałeś mnie o tak... - Will prowadzi dłonie Hannibala ze swoich pleców na biodra. Hannibal naciska tak jak Will tego oczekuje i Will zamyka oczy. Jego westchnienie zmienia się w jęk, a palce zaciskają na chwilę na palcach Hannibala aby przenieść się na jego ramiona.
-To dzięki tobie jest mi tak dobrze. - Szepcze Will a Hannibal rozumie o co mu chodzi. Will był pod jego wpływem kiedy Hannibal dotknął go tak po raz pierwszy i to wspomnienie w nim pozostało. Uczucia jakie wzbudza należą tylko i wyłączne do Hannibala, mogą wywołać je tylko jego dłonie. Iskra we wnętrzu Hannibala niebezpiecznie rośnie i Hannibal mocno przyciska do siebie Willa. Will wplata jedną dłoń w jego włosy i trzyma się mocno. Wolną ręką rozluźnia Hannibalowi krawat rozpina guzki jego kamizelki okazując większą zręczność niż kiedykolwiek przedtem.
-Powiedz mi co czułeś. - Szepcze Hannibal tuż przy jego szyi. Bierze jeden głęboki wdech a potem drugi. Will drży wiedząc, że Hannibal go obwąchuje.
-Czułem się jakbym...- Will ciągnie za głowę Hannibala, odsuwając ją do tyłu. Will jęczy i całuje go. -Czułem się jakbym stawał się twoją własnością. - Ociera się biodrami o biodra Hannibala, który wydaje z siebie zduszony jęk znowu przyciska do siebie ciało Willa.
-A kiedy mnie ugryzłeś? - Wzdycha Hannibal przygryzając jego ucho.
-Jakbym...-Will nie może złapać tchu. Hannibal wycofuje język z jego ucha. - Jakbyśmy...Wydawało mi się, że to co robiliśmy to swego rodzaju taniec, zaloty. I że ugryzienie ciebie to był moja kolej. - Will jęczy czując dotyk dłoni Hannibala, jego dłonie sięgają do jego rozporka. Hannibal powstrzymuje go niechętnie.
-Nie, proszę...Musimy...
-W domu, Williamie. - Will patrzy przez chwilę na Hannibala a potem zaczyna szamotać się z drzwiczkami samochodu. Tym razem ledwie się kontroluje chociaż jego dłonie już nigdy nie drżą kiedy są razem.
Will rozważa sytuację i odwraca się do Hannibala. Pochyla się w bok i wyjmuje kluczyki ze stacyjki. Will wie, który klucz pasuje do frontowych drzwi. Otwiera drzwi samochodu i niemal wypada z niego w chłodną noc a potem czeka aż Hannibal wysiądzie z samochodu. Hannibal dotrzymuje Willowi kroku podczas kiedy użył pilota do centralnego zamka by zamknąć samochód. Potem wyszukuje na nim klucz do domu Hannibala i wpycha go do klamki w drzwiach podczas kiedy Hannibal cierpliwie czeka u jego boku. Will wciąga do go domu i zaskakuje rzucając go na najbliższą ścianę przy akompaniamencie trzaskających frontowych drzwi.
Hannibal ostrożnie popycha Willa starając się aby nie zostało to wzięte za przemoc. Will zdaje się to wyczuwa ponieważ, z jego ust wydobywa się coś podobnego do gniewnego pomruku kiedy Will pochyla się i ponownie całuje Hannibala a Hannibal postanawia wykorzystać sytuację. Obejmuje ramiona Willa i popycha go aż obaj zaczynają obijać się od ścian korytarza, jęcząc za każdym razem kiedy któryś z nich ląduje na ścianie.
-Chcesz wiedzieć co czuję kiedy jestem z tobą? - Pyta Will po szczególnie bolesnym zderzeniu ze ścianą. Hannibal dyszy mu do ucha przesuwając językiem po słonej skórze.
-Powiedz mi.
-Czuję ziemię. - Mówi Will zrywając z Hannibala kamizelkę a potem koszulę. Kurtka Willa leży gdzieś pod frontowymi drzwiami. - Deszcz i wiatr. - Will przesuwa językiem po skórze Hannibala odnajdując stwardniały sutek zanim popycha go na przeciwległą ścianę. Chrząknięcie Hannibala zlewa się z jego jękiem.-Ogień.-Will uśmiecha się w szyję Hannibala. - Czyste odczucia. - Hannibal rozbiera Willa z koszuli sięga do jego spodni.
-Czyste tylko tak jak zwierzęta potrafią być czyste, Williamie?
Will wybucha śmiechem i pociąga za spodnie Hannibala tak, że opadają one wokół jego kostek. Hannibal jednym kopnięciem odrzuca je na bok razem ze spodniami Willa. Obaj wciągają siebie nawzajem do saloniku i Hannibal przewraca Willa na kanapę. Zakrywa ciało Willa swoim ciałem i oddycha głęboko przez nos kiedy Will ostrożnie zsuwa z niego bokserki. Dotyk Willa jest delikatny, jak gdyby nadal nie był pewien jak powinien się zachować w takiej sytuacji. Will wydostaje się z własnych bokserek i ich ciała dotykają się na całej długości. Z jękiem opada na poduszki kanapy.
Hannibal zamyka dłoń wokół penisa Willa i pociąga za niego dwa razy zanim Will odwzajemnia jego gest. Pompują siebie nawzajem przez kilka chwil aż Hannibal może zwilżyć palce pre-ejakulatem wydostającym się z penisa Willa. Hannibal przyciska tam dwa palce a Will wypycha biodra do przodu szukając bardziej zdecydowanego kontaktu. Hannibal wypuszcza go z ręki a potem przesuwa ją niżej. Will nie narzeka chociaż z jego ciała zdaje się uchodzić powietrze. Wie, co zamierza zrobić Hannibal.
Jego ciało drży wokół obydwu palców Hannibala wsuniętych w niego niemal do połowy a potem zastygłych w bezruchu. Will krzyczy i zaciska powieki. Chowa twarz w poduszce przekrzywiając siedzące na jego nosie okulary. Kiedy je zdejmuje, Hannibal wsuwa palce dalej, aż do kości śródręcza.
Dłonie Willa zaciskają się lekko i odrzucają jego okulary na podłogę. Will wzdycha a potem zaciska dłoń we włosach Hannibala wbijając paznokcie w skórę na jego głowie. Hannibal przygryza dolną wargę Willa a potem dręczy jędrną skórę zębami tak, że nic nie może zagłuszyć jęków Willa. Hannibal cofa palce aby nawilżyć trzeci ale Will odpycha go obydwiema rękami.
-Nie, nie potrzebuję tego.
Hannibal siada wyprostowany wypełniając żądanie ciepłych dłoni Willa przesuwających się po jego ciele. Will zeskakuje z kanapy i rzuca się w kierunku biurka i zaczyna w nim szperać. Hannibal ma ochotę powiedzieć mu, że nigdy nie trzyma narzędzi seksualnych poza sypialnią ale jest przyjemnie zaskoczony kiedy Will wyjmuje skądś nową buteleczkę lubrykantu, chociaż nie przypomina sobie aby go kupował. Uśmiecha się krzywo kiedy Will pochyla się aby pokryć jego członek lepkim i przeźroczystym płynem.
-Całkiem nieźle, Panie Graham.
-Też tak uważam, Doktorze Lecter.
Hannibal obejmuje dłońmi biodra Willa tak, że musi on podeprzeć się na kolanie opartym o poduszki po zewnętrznej stronie prawej nogi Hannibala, potem jednak zmienia zdanie i opierając lewe kolano o kanapę po drugiej stronie jego ciała przechyla się w lewą stronę i odwraca tyłem jednocześnie siadając okrakiem na Hannibalu.
To nie ma jednak większego znaczenia. Hannibal z upodobaniem przesuwa dłońmi po bokach Willa, podoba mu się szeroka powierzchnia skóry, której może dotykać kiedy uprawiają seks w tej pozycji. Will siada całym ciężarem na Hannibalu, który używa ust aby zmierzyć jego puls. Nad górną wargą Hannibala, dotykającą spoconej skóry pojawia się wilgoć. Hannibal nalicza dwadzieścia pięć uderzeń w dziesięć sekund i mnoży to przez sześć co daje sto pięćdziesiąt uderzeń serca na minutę. Siedzący na nim Will jest kłębkiem napiętej energii. Hannibal obejmuje Willa ramieniem i przyciąga go do swojej klatki piersiowej.
Will drży w ramionach Hannibala jęcząc jego imię a jego głowa opada na ramię Hannibala. Hannibal wzmacnia uścisk ale się nie rusza. Czeka aż Will da mu znać, że jest gotowy. Will rozszerza bardziej nogi i wygina plecy w łuk, który sprawia, że jego ciało lekko się unosi na tyle aby ten ruch wydobył głośny jęk z jego ust.
Will jest tego wieczora niezwykle wrażliwy. Hannibal zastanawia się czy zestresowało go brzemię tymczasowego rodzicielstwa i czy właśnie dlatego stał się tak upajająco męski. Hannibal czuje to w jego zapachu, ostrym i świeżym niczym zapach sosnowych igieł po gwałtownej ulewie. To potwierdzenie męskości Willa i jego zdolności do ochrony, zapewniania bezpieczeństwa i prokreacji.
Hannibal przesuwa językiem po karku Willa. Tam, gdzie pot wniknął w jego włosy podkreślając cudowny bukiet żaru i rozgorączkowanej słodyczy wywołanej przez zapalenie mózgu. Hannibal dmucha na gorącą skórę i Will sztywnieje. Potem zaczyna poruszać się nad Hannibalem. Przesuwa jedną dłoń do tyłu i obejmuje nią bok Hannibala. Drugą ręką sięga za głowę i obejmuje nią jego kark podczas kiedy jego ciało unosi się i opada nad ciałem Hannibala. Hannibal pochyla się do przodu i całuje kącik us Willa, który odwraca się i przyjmuje pocałunek w dolną wargę. Hannibal odwija swoje ramię z pasa Willa i w zamian układa ją na jego kości biodrowej. Unosi Willa a potem obniża go z powrotem wypychając biodra do przodu, dopiero wtedy kiedy Will znowu siedzi na nim całym ciężarem.
Will wzdycha i zaciska dłoń na karku Hannibala. Unosi biodra i kiedy znowu siada Hannibal zapomina o ostrożności i uprzejmości a jego ciało zaczyna poruszać się pod Willem. Jego ciało drży od nagromadzonej w nim gorączkowej energii i napięcia. Will porusza się wraz z Hannibalem wzdychając z każdym wdechem powietrza do płuc.
Will powoli zmienia się w ciężką, bezkształtną masę siedzącą na Hannibalu. Hannibal chciałby robić to cały czas w tej pozycji, co jest raczej niemożliwe biorąc pod uwagę codzienną harówkę. Włosy Willa opadają ja jego oczy idealnymi loczkami. Hannibal obejmuje lewą ręką miednicę Willa i dociska go do siebie a prawą ręką układa głowę Willa na swoim ramieniu. Ssie jego szyję, przygryza obojczyk i jęczy kiedy Will siada na nim całym ciężarem. Paznokcie Willa nadal wbijają się w jego skórę tam, gdzie Will trzyma się go z całej siły. Hannibal znowu jęczy a Will odpowiada mu własnym jękiem. Lubi słuchać Hannibala w takich sytuacjach.
-Myślałeś, że chciałem posiąść cię w ten sposób, Williamie? - Hannibal wzdycha do ucha Willa. Will skomle i gorączkowo kiwa głową nie ufając własnemu głosowi. - Powiedz mi, że także tego chcesz. - Domaga się Hannibal zmuszając Willa aby mocno na nim usiadł. Will wydaje z siebie dźwięk będący czymś pomiędzy zduszonym jękiem a skowytem, - Powiedz mi, Williamie.
-Chcę tego. - Will wystękuje przez zaciśnięte zęby chociaż ledwie starczy mu tchu.
-Naprawdę?
-Hannibalu! - Hannibal uśmiecha się w szyję Willa. Oddycha z trudnością a jego skóra jest zaróżowiona od gorączki Willa. Od ich wspólnego ognia.
Hannibal zmienia kąt ustawienia bioder tak by następnym razem uderzyć prosto w prostatę Willa. Jego ciało skręca się a mięśnie napinają wewnątrz niego. Hannibal czuje to jego plecach i udach. Zaciska dłoń we włosach Willa a potem wbija zęby w miękką skórę jego gardła. Will opada na Hannibala, raz za razem nabijając prostatę na członek Hannibala. Puszcza jego bok aby zająć się swoim własnym, do tej pory opuszczonym członkiem ale Hannibal łapie go za nadgarstek i zmusza jego dłoń aby bez potrzeby zacisnęła się na poduszce kanapy.
Gryzie Willa raz jeszcze, tym razem tuż nad krtanią i, kiedy Will krzyczy, Hannibal czuje drżenie jego strun głosowych pod swoimi zębami. Will dochodzi ze zniekształconym jękiem, opadając na Hannibala, który nie pozostaje daleko w tyle, dochodząc kiedy minęły dreszcze wstrząsające ciałem Willa.
Ich ciała szumią razem. Hannibal czuje ogrom zaspokojenia promieniujący falami z ciała Willa. Jego ciało rozluźnia się na Hannibalu. Will jęczy i rozluźnia uścisk na karku Hannibala.
-Jesteś sadystą.
Hannibal uśmiecha się.
-A ty masochistą. - Mówi całując Willa w ramię spoglądając na nowe siniaki formujące się na jego szyi. Will wzdycha.
-Chyba masz rację.
-Też tak uważam.
-Wiesz, że kiedyś to mnie zabije.
-Do tej pory jakoś przeżyłeś.
-Masz kiepskie poczucie humoru.- Hannibal uśmiecha się szerzej w skórę Willa.
-Jesteś pierwszą osobą, która potrafi je docenić.
Will odwraca głowę aby spojrzeć na Hannibala. Jego spojrzenie jest lekko opuszczone a szyja i policzki zarumienione od krwi. Hannibal dotyka ustami jego mięśnia czworobocznego i ich spojrzenia krzyżują się ze sobą. Hannibal unosi Willa ze swego ciała na kolana a Will po chwili odwraca się do niego twarzą w twarz. Spogląda w dół i krzywi się z obrzydzeniem.
-W tym momencie powinieneś rzucić jakimś tekstem o niepotrzebnym marnotrawstwie. - Mruczy Will kiedy wreszcie odzyskuje oddech. Hannibal wyciąga rękę i odgarnia mu włosy z twarzy.
-Wolałbym patrzeć jak przełykasz ale obaj wiemy, że stosunek z penetracją na to nie pozwala.- aWill odwraca wzrok. Jego zażenowanie jest wyraźnie widoczne chociaż jego ciało nie wróciło jeszcze do równowagi na tyle aby mógł pojawić się na nim zdradziecki rumieniec. Mimo wszystko Hannibal dotyka wszelkich dostępnych w tej chwili miejsc ustami, językiem i zębami. Will nie wierci się w jego uścisku a Hannibal czuje się z tego powodu dumny i zadowolony.
Przygląda się Willowi rozproszonemu rozmyślaniem nad jakąś kwestią. Popycha jego skroń swoim czołem łapiąc przy okazji jego zapach, zroszony i ciepłym, niczym trawa w letni poranek, zanim rozerwały ją ludzkie dłonie.
Wszystko w Willu odnawia się i dojrzewa. Drzemie w nim siła dzięki której sam mógłby dokonać wielkich zniszczeń, ale Will nie pozwala by zwracano na niego uwagę. Hannibal mówił serio kiedy powiedział, że Will mógłby stać się kimś więcej, przekroczyć granice jakie sam sobie ustanowił. Ramiona Hannibala owijają się wokół ciała Willa niczym tarcza z krwi i kości.
-Williamie.
Nigdy nie potrafił pohamować swojej ciekawości. Will spogląda na niego, przytomny, chociaż w kącikach jego oczu czai się sen. Przygryza dolną wargę oczekując na trudne pytanie. Zdążył już dobrze poznać Hannibala. Chociaż nie zna go jeszcze zbyt dobrze.
-Dlaczego nie powiedziałeś Jackowi Crawfordowi kim jestem?
Uścisk Hannibala zacieśnia się kiedy Will próbuje wstać z jego kolan. Will nie walczy z nim jednak, wie, że Hannibal nie wypuści go dopóki nie usłyszy odpowiedzi na swoje pytanie. Poza tym, jest zbyt zmęczony aby z nim walczyć. Zawsze jest zbyt zmęczony po tym jak Hannibal bierze go od tyłu. Will nie mówił nic na ten temat, ale Hannibal wyczuwa różnicę w jego mięśniach po tym jak Will leżał na plecach w czasie kiedy Hannibal go pieprzył i kiedy leży na brzuchu. W tej pozycji pozwala sobie czuć więcej przez soczewkę skierowaną na każdy moment wystąpienia gęsiej skórki, przez skórę szczypaną zębami i paznokciami Hannibala.
W tej pozycji Will zatraca się w swojej zwierzęcej naturze i pozwala sobie zagubić się wśród komórek własnego naskórka. Pozwala Hannibalowi pieprzyć się jak gdyby obaj byli pierwotnymi istotami ogarniętymi zwykłą biologiczną potrzebą przeżycia. To uderzające. W takich chwilach Hannibal lubi patrzeć Willowi w oczy i obserwować zmieniające się w nich emocje, które rozpadają się aż nie pozostaje w nich nic poza głodem, pożądaniem i gorączkową potrzebą, z drugiej strony uwielbia także uczucie tego jak Will się poddaje i pozwala aby jego ciało przejęło kontrolę nad umysłem zmieniając go w istotę kompletnie zatraconą we własnym pożądaniu.
Spojrzenie Willa jest puste, jakiekolwiek emocje zniknęły z niego pod naporem zbyt silnego pożądania i podekscytowania. Will mruga i przesuwa najpierw jednym a potem dwoma palcami wzdłuż nerwu pośrodkowego w jego przedramieniu. Pochyla głowę i zostawia leniwy pocałunek tam gdzie tętnica łokciowa Hannibala łączy się z tętnicą promieniową.
-Naprawdę nie wiesz? - Hannibal myśli, że jednak zna powód.
-Chciałbym usłyszeć twoją odpowiedź.- Will szczypie zębami mięsień tuż nad jego łokciem. Jego oddech zmienia się, w coś cieższego, co nie jest jednak do końca westchnieniem.
-Ja...- Hannibal słyszy jak Will głośno przełyka ślinę. Jego dłonie przesuwają się po żebrach Hannibala i zaciskają na jego bicepsach.
-Tak, Williamie? - Will pochyla głowę i chowa twarz w zagłębieniu szyi Hannibala. Jego głos bardziej przypomina pisk.
-Uwielbiam cię.
Hannibal zorientowałby się wcześniej gdyby Will coś takiego do niego czuł. Przytula go do siebie mocniej, uspokajająco przesuwając dłońmi po jego włosach i plecach. Czuje jego gorące łzy na swojej klatce piersiowej. Całe szczęście, Will nie drży ani nie wydaje z siebie żadnych dźwięków. Jest cichy, a Hannibal pozwala mu na ten jeden moment ciszy. Przesuwa dłonią po jego plecach i zauważa nieregularne bicie jego serca. Hannibal czuje je odbijające się niemal od żeber Willa. Hannibal nie może jednoznacznie stwierdzić czy Will jest wściekły, przerażony czy też pełen paniki. Chce wiedzieć, ale nie chce zbyt pochopnie wywabiać Willa z naprędce znalezionej kryjówki. Zawsze tak było, i Hannibal nie zamierza zmieniać teraz dawno przyjętych reguł.
-Dlaczego?-Hannibal głaszcze Willa po głowie i czeka na dalsze wyjaśnienie. - Dlaczego wybrałeś właśnie mnie?
-Wiesz dlaczego.
-Potrzebuję innej odpowiedzi.- Dłoń Hannibala zatrzymuje się na czubku głowy Willa. Will odsuwa głowę a jego twarz jest mokra od słonych łez. Hannibal przesuwa kciukiem prawej dłoni po mokrej ścieżce a lewą łapie Willa za lewą stronę szyi, niemal przy jego kręgach szyjnych. Czuje jak Will pochyla się do jego dotyku chociaż nie wygląda aby się poruszył.
-Nie miałem wyboru. - Oznajmia powoli Hannibal. Oczy Willa lekko się rozszerzają a z jego ust wydobywa się drżący oddech.
-Słucham? - Hannibal oblizuje usta.
-Odkąd się poznaliśmy, Williamie, odkąd pierwszy raz spojrzałeś mi w oczy, wiedziałem co się w tobie kryje. Już wtedy czułem, że drzemie w tobie ogień podobny do mojego własnego. - Spojrzenie Willa opada na podstawę jego szyi. Will przełyka ślinę i muska palcami po rękojeści tuż nad jego mostkiem. - Jak mogłem z tego nie skorzystać? - Nozdrza Willa rozszerzają się. Przygryza dolną wargę aż do krwi. Odruchowo sięga do ust aby zatamować krwawienie ale Hannibal nie pozwala mu wykonać komendy. Will patrzy a niego a kropla krwi zsuwa się na jego brodę. Kolejna spada na jego klatkę piersiową i Hannibal pochyla się by ją zlizać. Unosi głowę aby zlizać resztę i odrobina rozmazuje się na jego kości policzkowej.
Will ściera swoją krew ze skóry Hannibala a Hannibal łączy ich usta zanim Will ma szansę sięgnąć do jej źródła. Krew nadal płynie między nimi a dłoń Willa wsuwa się we włosy Hannibala. Ich usta otwierają się a języki plączą ze sobą wzniecając między nimi nowy, chociaż znajomy żar.
Will pierwszy przerywa pocałunek. Jego usta są poplamione krwią. Hannibal stwierdza, że prawdopodobnie. Przesuwa językiem po rance na wardze Willa a jego ciepły i równy oddech owiewa brodę Hannibala.
-Nie zmieniaj tematu. - Mruczy Will, kiedy Hannibal powstrzymuje wysiłki by zetrzeć krew Willa swoim językiem.
-Nie zamierzam. - Uśmiecha się Hannibal przesuwając dłońmi po plecach Willa. Ściska jego mięśnie naramienne a Will zamyka oczy walcząc z samym sobą. Otwiera usta aby zaprotestować ale nie słychać żadnych dźwięków. Jego palce odnajdują tricepsy Hannibala jakby chciały odsunąć jego ramiona ale tylko się zaciskają się na nich lekko. - Musimy robić to częściej.
-Chodzi ci o dziki seks w salonie czy rutynowe wykrwawianie? - Głos Willa przypomina ochrypły pomruk zniszczony przez krzyki rozkoszy i ściszony przez ogarniające go z wolna zmęczenie.
-Chodziło mi raczej o masaż, Williamie. - Mówi z uśmiechem Hannibal. Will stara się powstrzymać swój własny uśmiech. Podoba mu się to jak jego sarkazm odbija się od Hannibala jak promień światła od gładkiej powierzchni. - Chociaż...-Will podnosi się z kolan Hannibala i wstaje na drżących nogach.
-Zanim w ogóle zaczniemy coś ustalać...- Will kuśtyka w kierunku stosów porzuconych ubrań rozrzuconych po podłodze. Will to metr i osiemdziesiąt centymetrów bladej skóry i nieskoordynowanych kończyn, Hannibal uwielbia im się przypatrywać. - Musimy się lepiej przygotować na wypadek kiedy znowu najdzie cię ochota w innych miejscach w domu.
-Naprawdę wydaje ci się, że chodziło mi tylko o oznaczenie terenu?
Will wyciera się swoją koszulą a potem ostrożnie ją składa tak aby nie ubrudzić niczego zebraną na niej spermą. Hannibal patrzy z rozbawieniem na to jak Will zaczyna zakładać spodnie i zmienia zdanie w połowie czynności, krzywiąc się kiedy zauważa, że Hannibal go obserwuje. Hannibal wstaje z kanapy i spogląda na nią w poszukiwaniu ewentualnych plam. Znajduje kilka, ale na szczęście zna sposoby aby łatwo je usunąć.
Zbiera ich ubrania a potem przechodzi nago przez cały dom aby wrzucić je do pralki. Will zostaje w holu. Nie dlatego, że wstydzi się własnego ciała, raczej z powodu okien. Hannibal uśmiecha się, uspokojony faktem, że stary dąb w jego ogrodzie przynajmniej częściowo zasłania jego okna przed wzrokiem wścibskich sąsiadów. Na podjeździe przed domem byli bardziej widoczni niż kiedykolwiek w jego kuchni.
Hannibal dołącza do Willa u stóp schodów i obaj wspinają się na piętro. Nagość nie przytłacza ich ani nie odwraca ich uwagi. Will ma piękne ciało ale Hannibal nasycił się nim tego wieczora aż nadto. Może je doceniać nie patrząc na niego bezpośrednio. Jego spojrzenie rozpaliłoby ogień w nerwach Willa chociaż zapalenie mózgu wystarczająco go rozpala. Nadal nie zdecydował czy powiadomi Willa o tym co mu dolega kiedy Will wreszcie zgłosi się do lekarza z powodu swojego pogarszającego się stanu zdrowia. Może jeśli Will do tego czasu pogodzi się ze swoją prawdziwą naturą, Hannibal mógłby go wyleczyć. To związałoby ich ze sobą jeszcze bardziej.
Hannibal wyjmuje dwa ręczniki z szafy w korytarzu i podaje jeden Willowi, który nadal ma w sobie tyle skromności by zaczerwienić się aż po czubki uszu. Jego delikatny uśmiech wspaniale oczyszcza atmosferę. Hannibal pochyla głowę i smakuje go językiem. Jest słodki, swobodny, a jednocześnie onieśmielony zwykłą bliskością.
Idą razem pod prysznic. Najpierw myją własne ciała ale po chwili ich dłonie tracą kierunek i po chwili przesuwają się namydlonych kończynach, ramionach, klatkach piersiowych i brzuchach. Hannibal nie śledzi ruchu swoich rąk tylko czuje jak jedna chwila zmienia się w drugą i nagle Will klęczy przed nim zamykając jego członek w jednej ręce podczas gdy druga bawi się jego jądrami. Bierze Hannibala do ust a Hannibal wsuwa dłoń w jego włosy w tym samym momencie kiedy jego głowa uderza lekko o ściankę prysznica.
Will nie jest specjalnie uzdolniony ani kiepski w dziedzinie seksu oralnego. Cudowne jest to, że członek Hannibala przebywa teraz w sprytnych ustach Willa w towarzystwie jego ciętego języka. Hannibal nie jest pewien czy Will nie blokuje jego bioder dlatego, że chce by wykorzystał jego usta czy dlatego, że ufa mu na tyle by wiedzieć, że Hannibal nie zrobiłby tego. Teraz nieruchomieje zaciskając dłoń wplątaną we włosy Willa kiedy czuje coś naprawdę wspaniałego ale nigdy po to by wsunąć się głębiej w usta Willa.
Will spogląda w górę kiedy Hannibal zaczyna naprężać się w jego ustach i Hannibal przypomina sobie swoje słowa. Walczy z orgazmem wpatrując się w błyszczące psotnie oczy Willa. Zamyka oczy widząc pod powiekami obraz rozciągniętych na nim ust Willa i jego oczu błyszczących niczym dwa jeziora idealnie błękitnej plazmy.
Hannibal otwiera oczy akurat w momencie kiedy Will przełyka dwa razy a potem wylizuje go do czysta. Trzymał jego nasienie w ustach aż Hannibal zobaczy jak je konsumuje. Will wstaje i całuje go w policzek, podczas kiedy Hannibal nadal stara się zapanować nad oddychaniem. Wygląda na zaspokojonego. Jak gdyby orgazm Hannibala był dla niego tak samo cudowny jak dla Hannibala. Nie pyta o to, ale ma przeczucie, że tak właśnie było.
-Nie żartowałeś.
-Nigdy nie żartuję. - Mówi Hannibal obejmując Willa ramieniem, nie z obawy o jego bezpieczeństwo a raczej z własnej samolubnej potrzeby. Zlizuje z jego brody zapomnianą kroplę spermy i smakuje samego siebie na jego skórze.
Czuje też swój zapach spowijający całe ciało Willa. Nigdy nie chodziło mu o oznaczenie domu.
-Powoli zaczynam się o tym przekonywać.- Mruczy Will. Dłoń Hannibala zsuwa się niżej i zamyka wokół jego członka. Hannibal uśmiecha się czując jak pęcznieje pod jego dotykiem. Will wzdycha gwałtownie.
-Nie musisz. - Mruczy, sprawiając, że Hannibal uśmiecha się jeszcze szerzej.
-Oczywiście, że nie muszę. Ale chcę. - Hannibal zaczyna poruszać powoli dłonią a Will wzdycha.
Opiera głowę o obojczyk Hannibala tak, że jego oddech pokazuje Hannibalowi jak bliski jest do szczytowania ponieważ Hannibal nie widzi nic poza tyłem jego głowy. Will zdaje się to zauważyć ponieważ układa głowę bokiem, tak, że jego oddech owiewa szyję Hannibala. Jego oddech załamuje się i Hannibal przyspiesza ruchy dłoni.
Kiedy Will jest na granicy orgazmu Hannibal opada na kolana i bierze sztywny, purpurowy organ do ust. Will krzyczy zaciskając jedno ramię na ramieniu Hannibala i opierając drugie o ściankę prysznica. Dochodzi w ustach Hannibala, który pozwala mu patrzeć na to jak przełyka, tak jak Will przed chwilą pozwolił jemu. Will jęczy głucho i opada na kolana kompletnie wyczerpany. Hannibal tuli go do siebie.
-Uwielbiam cię. - Szepcze Will.
-Tak, wiem. - Hannibal odszeptuje z uśmiechem w jego włosy.
Will znowu wzdycha a jego ciało staje się podmuchem ciepłego powietrza otaczającym Hannibala z każdej strony. Jest niczym wytrzymała, otaczająca wszystko glina, która ulepiła świat z węgla, i najróżniejszych atomów. To rodzaj chrztu. Will jest ogniem a Hannibal jeszcze nigdy nie czuł czegoś podobnego.
-Ja też cię uwielbiam. - Mówi słysząc pełen radości i niedowierzania śmiech Willa.
