Szybko dodaję rozdziały... Ale to się też szybko skończy, bo pewnie będę miała tysiące obowiązków. Jednak korzystajcie, pókim dobra ;].

Wiesz, shelis, po prostu codziennie ćwiczę. A co do HP/TMR Jr... Tak, tak najprawdopodobniej będzie. Voldemort tkwi teraz tak naprawdę między młotem a kowadłem, ma wybór, ale cóż to za wybór? Służenie lub służenie. Żaden. No, oprócz tego, że zmienia się osoba, której będzie służył.

Dziękuję za tak miły komentarz, NigrumLotus. Cieszy mnie, że jeszcze się nie natknęłaś na taką historię. A co do Diabła... I Paktu oczywiście... Myślę, że się zdziwisz, jak bardzo Diabeł potrafi być sprytny. Zwłaszcza, gdy mu na czymś zależy.

Ki-chan: Za szybko? Wiem. Ale nie mogę wstawiać 5 rozdziałów dziennie, bo nie poznam waszych opinii, lenie :P. A co do słów... Możesz używać, sama nie jestem świętoszkiem :D.

Dzięki, TOZWN, staram się. Po prostu samo przychodzi. Lubię opisy. Mam nadzieję, że ten i kolejne rozdziały nie będą gorsze. A co do Wywaru... Chciałam właśnie to podkreślić, że Harry nagle (nikt nie wie dlaczego, oprócz mnie) zaczął się lubować w tej mrocznej stronie, że tak to ujmę. Severusa i Draco będzie dużo, bo oni będą odgrywać jedne z ważniejszych ról (jak w większości ff u mnie). I to nie jest tak, że nikt nie zauważył. Oni po prostu nie dopuszczają do siebie, że Złoty Chłopiec, Nadzieja Czarodziejskiego Świata, Wybraniec itepe, itede jest zły. Wtedy ich świat by się rozsypał. No, ale zawsze jest Wiem-To-Wszystko. A tak na marginesie... Nie bałabyś się, gdyby twój wróg, Harry Potter, którego widziałaś tyle razy, nagle zażądał spotkania z tobą i przyszedł na nie zupełnie odmieniony? Do tego czułabyś jego ogromną moc... Cóż, ja bym się nie bała, ale ja podejrzewam u siebie jakieś masochistyczne skłonności :D.

Miłego czytania!


ROZDZIAŁ TRZECI


Snape zdębiał, Malfoy również. Jakim cudem mógł przemówić prosto w ich głowach? I skąd w ogóle wiedział, że rozmawiali o nim?

Usłyszeli cień śmiechu w jego głosie.

*Niestety, ale nie mogę wam powiedzieć. Jednak naprawdę dostosujcie się do tego ostrzeżenia. Następnym razem po prostu zadziałam.*

Świadomość jego obecności zniknęła tak nagle, jak się pojawiła.

— No, to zrobiło na mnie wrażenie — szepnął Severus.

— Przedyskutujemy to przy nim. Nie chcę zostać znaleziony w częściach w pobliżu Zakazanego Lasu. — Draco zadrżał. — Musisz pewnie iść na lekcje. Ja mam teraz numerologię. Wpadnę w czasie wolnym, po obiadokolacji. Do zobaczenia, Severusie.

— Tak, do zobaczenia, Draco. — Snape odwrócił się na pięcie i odszedł w stronę klasy. Dopiero po wybiciu gongu, informującego o początku lekcji, zorientował się, że korytarz, w którym najpierw stał wraz z Harrym, a potem z Draco, był nienaturalnie pusty.

Wolał nie myśleć, jak Potter to zrobił.


Harry pisał zawzięcie słowo w słowo to, co mówił profesor Binns. Omawiali wojny goblinów z dziewiętnastego wieku. Nie spisywał tego, ponieważ było interesujące, ale dla zaklęć, które wymieniał profesor. Defensywne, obronne, mordercze, zadające ból, skracające cierpienia. Strategie wojsk goblińskich. Wszystko zapisał starannie, co wprawiało w zdumienie Hermionę, która jako jedyna była przytomna i robiła notatki. Widział też błysk podejrzliwości w jej oczach, jednak zupełnie się nim nie przejął — miał ważniejsze sprawy na głowie. Ron smacznie pochrapywał po lewej stronie Harry'ego, zupełnie jak reszta klasy.

Kiedy rozległ się gong kończący lekcję, to Harry był tym, który pierwszy opuścił klasę. Wiedział, że śledzą go oczy jego przyjaciół oraz Malfoya, lecz nie potrafił się tym przejąć. Potrzebował do piątku wszystko sporządzić.

Wszyscy kierowali się do Wielkiej Sali na lunch, ale Harry obrał sobie za cel bibliotekę. Usiadł przy jednym ze stołów, wyjął czysty pergamin i zaczął pisać małym, lecz starannym pismem — jak nigdy dotąd. Potrzebował wyłożyć Voldemortowi wszystko jasno i klarownie, potem „poprosić" o podpis. Voldemort będzie mu służył, czy mu się to podobało, czy nie. Choćby miał zabić Mefistofelesa. Przecież Gabriel czy Michał go nie powstrzymają. Poza tym, był czarodziejem. Voldemort musi przestać być nieśmiertelny na warunkach Mefisto.

— Nie jesteś głodny? — zapytała pani Pince. — Trwa lunch.

Harry obdarzył ją najpiękniejszym z uśmiechów. Mógł usłyszeć jej szybciej bijące serce oraz nieskładne myśli.

— Nie, proszę pani. Jeśliby pani mogła, chciałbym zostać sam.

— Ależ oczywiście — mruknęła, po czym odeszła.

Lubił bibliotekarkę, jednak wciąż była tylko zwykłą kobietą, którą mógł łatwo manipulować. Oczywiście, nie uważał, żeby był najpiękniejszym chłopakiem na świecie, jednak odkąd poznał siebie od podszewki, zorientował się, co mógł zrobić, jeśli tylko chciał. Po powrocie z pięciodniowych „wakacji" dotarło do niego, że Malfoy wykorzystywał wiedzę o sobie do wywoływania pożądanych reakcji. Jednak on, Harry, nauczył się robić to dużo, dużo lepiej. Pomagała mu też jego natura.

Po około dziesięciu minutach przyszła Hermiona. Sama. Bez Rona czy Ginny. Przysiadła się do niego, spojrzała mu prosto w oczy. Harry, mrużąc własne, odłożył pióro i odchylił się do tyłu. Czegokolwiek chciała, musiała się streszczać, bo on nie miał dla niej czasu. Voldemort zaprzątał większość jego myśli. Jeśli wszystko się powiedzie — a tak to na razie wyglądało — wszystkie plany zrealizuje do, powiedzmy, dwóch miesięcy, jeśli nie szybciej. A potem… potem się zobaczy.

Oceniając ją nieprzychylnym spojrzeniem, wysyczał:

— Po co tu przyszłaś? Dobrze wiesz, że na razie nie życzę sobie waszego towarzystwa!

Nie odeszła, a nawet wlepiła w niego swoje „groźne" spojrzenie. Kiedyś może i by podziałało, teraz jednak Harry tylko zaśmiał się nieprzyjemnie.

— Widzę, co się dzieje, Harry. Nie oszukasz mnie!

— Naprawdę? — mruknął pod nosem, wracając do uzupełniania pergaminu.

Nagle ręka Hermiony wystrzeliła w stronę tego pergaminu i chciała go zabrać, ale Harry, ze wściekłym warkotem, powstrzymał ją cale od niego, łapiąc dziewczynę za nadgarstek. Próbowała się wyrwać, jednak wciąż trzymał ją w żelaznym uścisku. Hermiona starała trzymać się dzielnie, chociaż doskonale czuł jej strach. Wiedział, że jego oczy błyszczą wręcz fluorescencyjnie. kiedy wyrzucał z siebie słowa pełne nienawiści:

— Nie. Dotykaj. Tego. Pergaminu! Rozumiesz? — Odrzucił ze wstrętem jej rękę, potem zabrał kałamarz, pióro, pergamin oraz torbę i wyszedł, powiewając szatami.

Hermiona trwała na swoim miejscu, patrząc na dawnego przyjaciela. Dawnego… Harry zmienił się tak diametralnie… Był nie do poznania. Nie miała na myśli zmiany wyglądu, bardziej niepokoiła się o mroczną, złą aurę, siłę jego mocy. Nigdy nie wątpiła, iż Harry był silniejszy nawet od Dumbledore'a, jednakże… Ta siła, którą skupiał Harry w sobie, napawała ją przerażeniem. Musiała mu jakoś pomóc. Powie Ginny i Ronowi o swoim planie, razem z pewnością coś wymyślą.

Była ciekawa, czy jeśli pójdzie do Dumbledore'a, on byłby w stanie coś zrobić. Nie zastanawiając się dłużej, pobiegła w stronę jego gabinetu.


Gargulec nie chciał jej przepuścić.

Złapała się pod boki.

— Eee, no dobra. Może… Lukrowe pióra? Lodowe myszy? Karaluchowy blok? Och, no dalej! — wściekła się. — Przesuń się, przygłupi kawałku kamienia! Idiotyczna, nieżywa bestio! Bezużyteczna ciapo! Wpuść mnie, natychmiast!

— Panna Granger… — usłyszała głos Snape'a.

— Dzień dobry, profesorze — rzuciła, karcąc się w duchu. Jak mogła nie sprawdzić, czy ktoś idzie, kiedy mówiła takie rzeczy? Do tego, dlaczego gadała tak z posągiem? Gdzie jej rozum?

— Jak rozumiem, przychodzi pani do dyrektora w sprawie pana Pottera? — zapytał, domyślając się wszystkiego. Skinęła głową. — Z przykrością stwierdzam, że dyrektor lekceważy wszystkie znaki. Wciąż ma pełne zaufanie do Wybrańca…

Hermiona przygryzła wargę. Korytarz był bardzo dobrze oświetlony pochodniami, więc miała doskonały widok na twarz Snape'a, która wyrażała to, co zwykle — wyższość nad Gryfonami, pewien rodzaj triumfu… Ale było też coś, czego nie potrafiła zidentyfikować. Jednak skoro powiedział jej, że nie miała czego tu szukać… Cóż mogła zrobić? Albo uwierzyć mu na słowo, albo próbować skontaktować się z dyrektorem.

Miała mętlik w głowie. Zastanawiała się, co zrobić, kiedy Snape nagle się skrzywił.

Podeszła do niego szybko, po czym spytała z troską:

— Coś się stało, profesorze?

Mężczyzna pokręcił wolno głową.

— Nie, to tylko… mały, irytujący problem — mruknął. No dobrze, problem trochę urósł i się zmienił, ale cóż miał jej powiedzieć? Że jej przyjaciel stał się niebezpieczny dla otoczenia? Że umie czytać w myślach? Że jest w stanie wykrywać uczucia? Że… tyle tego było, iż on sam się gubił? Nie, to z pewnością by jej nie uspokoiło. Dlatego powiedział niemal łagodnie: — Niepotrzebnie traci tu pani czas. Życzę miłego dnia. — Wymówiwszy cicho hasło, wszedł po schodach do gabinetu Albusa.

Hermiona patrzyła za nim niezdecydowana, jednak nie usłyszała hasła, więc mogła tak czekać aż do ciszy nocnej. Stwierdziwszy, że nie ma czego tu szukać, odeszła, wzdychając ciężko.


— Wciąż nie uważasz, że ten chłopiec potrzebuje pomocy? — zapytał Snape.

Dumbledore uśmiechnął się dobrotliwie.

— Severusie, wiem, że nie lubisz Harry'ego… — *Staruszek lubi eufemizmy, co?* — jednak chłopiec nie jest taki zły. Jest uczynny, lojalny, ujmujący. Ostatnio trochę zmienił swój wygląd i zachowanie, ale wyprzystojniał, dorósł. A to, że nie chce powiedzieć, gdzie był… Jest nastolatkiem. Potrzebuje swoich tajemnic.

*I to on jest najmądrzejszym czarodziejem od czasów Merlina i Założycieli?* zaśmiał się ironicznie. *Doprawdy, pocieszające. Przynajmniej wiem, że nie będę miał z nim problemów.*

Co ty planujesz? pomyślał Snape, patrząc Dumbledore'owi w oczy. Staruszek zaproponował mu herbaty, jednak mężczyzna odmówił. Po krótkim pożegnaniu, zmierzał w stronę lochów.

*Snape, gdybym ci powiedział, nie miałbyś niespodzianki.*

Świadomość jego obecności zniknęła. Severus nagle miał złe przeczucia co do tego, więc zawrócił, aby znaleźć któreś z jego gryfońskich przyjaciół. Znalazł Weasleya wracającego z boiska do quidditcha, a na jego twarzy widniał szeroki uśmiech.

— Weasley! — warknął. Ron drgnął. — Gdzie jest Potter?

— Nie wiem. Przed chwilą lataliśmy, bo mieliśmy trening, ale Harry został w szatni. Myślę, że może go pan tam jeszcze zastać. A coś się stało?

Jednak Snape już niemal biegł w stronę boiska, pełen złych przeczuć. Co Potter mógł chcieć zrobić…?

— Snape, gdzie tak pędzisz? — zapytał sarkastyczny głos. Mężczyzna zatrzymał się w pół kroku. — Wiem, że jesteś diablo podejrzliwy wobec mnie, ale dałbyś sobie spokój. Ja dbam o dyskrecję. — Odwrócił się na pięcie z kpiącymi iskierkami w oczach, kiedy Severus wreszcie odzyskał rezon i warknął:

— Nie wiem, co planujesz, jednak…

Harry machnął ręką, nie odwracając się ani nie przystając.

— Tak, tak, jasne, Snape. Ale w końcu staniesz po mojej stronie. Nie będziesz miał innego wyjścia, jeśli życie ci miłe.

— A jeśli nie? — wycedził, nim się zastanowił.

Wyczuł szeroki, zły uśmiech Pottera, choć nie mógł go widzieć, ponieważ chłopak odchodził w stronę schodów.

— Cóż, zastanowię się, czy dostąpisz zaszczytu bycia zabitym przeze mnie. Bardzo możliwe, Snape, bo jesteś przydatny. Jednak pomyśl, nim odpowiesz — dodał na koniec cichym głosem brzmiącym wyjątkowo złowróżbnie — bo co ja wtedy zrobię z Draco, hm?

Severus zadrżał. Czy naprawdę zrobiłby coś młodemu Malfoyowi tylko dlatego, że on nie chciałby żyć? Nie znał Pottera nigdy za dobrze, po przemianie stał się tylko złem, gorszym nawet od samego Voldemorta, więc Snape nie wątpił, iż byłby zdolny do zabicia kogoś, ponieważ coś nie szło po jego myśli. A kiedy patrzył na jego pewny siebie chód, miał przed oczami jakiegoś mrocznego demona z mugolskich religii. Harry'emu brakowało tylko postrzępionych skrzydeł, rogów i ogona zakończonego strzałką.

A jeśli spotkał się z Czarnym Panem, Severus chciałby wiedzieć, jak zareagował na to czarnoksiężnik.


Harry uśmiechnął się jadowicie. Wiedział, że Snape będzie go teraz wiecznie podejrzewać i w miarę możliwości śledzić — zakładał, iż wkręci w to Draco — jednak przecież to nie było możliwe. Harry miał świadomość, kto gdzie przebywał w danej chwili, a więc mógł zawsze tuszować dowody. Poza tym, Malfoy nie mógł go śledzić chociażby w pokoju wspólnym Gryfonów.

Cokolwiek wymyślą, Harry dowie się pierwszy. Już jego w tym głowa, aby nie przegapić żadnego stanu ich umysłu oraz psychiki. Będzie musiał włożyć we wszystko więcej wysiłku, jednak da się zrobić.

Ktoś w końcu musiał być Harrym Potterem.

Kiedy zostawił za sobą Snape'a, bo zniknął za rogiem, zaczął czytać list, który dostał od Voldemorta w czasie treningu. Sowa siedziała cierpliwie w szatni, czekając na niego. To on pierwszy wylądował i wszedł tam, nie czekając na kolegów, więc miał możliwość ukrycia faktu dostania wiadomości.

Próbowałem. Nie chce mnie słuchać. Jest pewien swojej wyższości.

Zgniótłszy pergamin, spalił go jednym machnięciem ręki. Popiół zdmuchnął na podłogę korytarza, który, według niego, oświetlony był wyjątkowo odpowiednio: systematycznie rozmieszczone pochodnie pozostawiały trochę półmroku, natomiast obrazy przedstawiały głównie opuszczone domy, zniszczone cmentarzyska czy przerażające lasy w czasie burzy lub zawieruchy.

Zacisnął ręce w pięści, zacisnął oczy. Wiedział, że musi się uspokoić, już miał pokaz tego, co się działo, gdy się gniewał. Jak on w ogóle śmiał odmówić? Nie wiedział, co się stało dwa tygodnie temu? Kiedy Harry uniósł powieki, jego zielone oczy błyszczały tajemniczo, wciąż hipnotyzując niesamowicie wręcz neonowym kolorem.

Ktoś tu potrzebował lekcji wychowania.


KONIEC ROZDZIAŁU TRZECIEGO