Ha! Kolejny! Ładna godzinka. Północ.

Ki-chan: Bo tak :P I spokojnie, poczytasz. Harry się zmienił, o tak. I na pewno nie będzie jakiś nieśmiały czy coś. To głupie.

Też bym chciała, żeby szybko pojawiało się coś nowego, zubatku. Ale czas, niestety, sam się gospodaruje :D.

Tobie już odpowiedziałam trochę, TOZWN, jednak... No i masz swoje wychowanie. Drastyczna metoda, jednak skuteczna, jak widać.

NigrumLotus: Ale więcej już nie umieraj! Bo się załamię! A cię zdążyłam polubić po komentarzach ;]. I właśnie po to napisałam "Pakt Diabła" - w kanonie Harry zachowuje się czasem jak takie dziecko "nie wiem co mam zrobić, nic nie wiem, nie jestem pewien". A on, nawet jeśli nie chciał sławy itepe, itede to mógłby być chociaż władczy, nie?

Jestem ciekawa czemu, shelis. Z doświadczenia wiem, co zrobić, aby wywołać ducha lub demona (nie pytaj), więc tytuły są obowiązkowe. Mam jednak nadzieję, że po nieprzyjemnościach związanych z tamtym rozdziałem, ten ci to wynagrodzi. Przecież muszę dbać o czytelników.

Miłej lektury życzę i zachęcam do wyrażania opinii!


ROZDZIAŁ PIĄTY


Cały rysunek na podłodze buchnął ogniem, który oślepił ich obu. Jednak Harry nawet nie drgnął, podczas gdy Tom odskoczył, niebywale przestraszony. Potter wyszczerzył się w złym uśmiechu, gdy z płomieni zaczęła formować się dość wysoka, szczupła postać.

Najpierw rozbłysły oczy. Były złociste, barwy piwa. Potem pojawiła się wręcz wilcza twarz pozbawiona łagodności., którą okalały gęste włosy o barwie ciemnego brązy z mahoniowymi pasemkami. Uśmiech, jaki rozciągał wąskie wargi, był równie zły, co ten, który gościł na ustach Harry'ego. Wreszcie wyłoniła się reszta białego — już nawet nie bladego — ciała, odzianego wyłącznie w czarną szatę. Była niesamowicie podobna do tej, jaką miał na sobie Harry. Mierzyli się na spojrzenia, aż wreszcie Mefistofeles cofnął się o krok, zakładając ręce na piersi. Wyszedł z okręgu bez najmniejszego problemu.

— Nieładnie kłamać — zaczął Mefisto dziwnie brzmiącym głosem. Zupełnie jakby dochodził z oddali. Tak się wydawało milczącemu i, w szczególności, przerażonemu Tomowi. Nigdy się nikomu nie przyznał, jednak bał się demonów. Nawet wolałby umrzeć poprzez samobójstwo, ale byle tylko żaden demon go nie dotknął.

— Powiedział demon — odparł na to kpiąco Harry, komentując wypowiedź Mefistofelesa. — Plotki do ciebie nie dotarły? Piekło przecież nie jest aż tak duże. — Uniósł drwiąco brew, wykrzywiając wargi.

— Wytłumacz mi, jak to jest, że mogłeś tak po prostu…

— Zabić go? — podsunął usłużnie Harry. Mefisto skinął głową, z uwagą studiując twarz… przeciwnika. — Cóż, to wcale nie było takie trudne, jeśli wiedziało się, co robi. Od dwóch miesięcy szukałem na to sposobu. I znalazłem. Musiałem wszystko zaplanować, bo w końcu to on wiedział wszystko. Zawarłem z nim pakt, jak Tom z tobą, ale na nieco innych warunkach. Nie wyczuł podstępu, co było dziwne, jednak mnie to pasowało. — Uśmiechnął się, patrząc demonowi w oczy. Miał hipnotyzujący głos, który sprawiał, że przeżywali to wszystko razem z nim, jakby i oni uczestniczyli w wydarzeniach. — Oszukałem go, nie łamiąc paktu, zginął, a ja… Reszty się domyślasz — mrugnął do wmurowanego Mefistofelesa.

Oszukałeś Razjela? — krzyknął z niedowierzaniem. Harry skinął głową, splatając ze sobą palce. — Ale to niemożliwe!

— A jednak — wyszeptał Harry ze złowrogim błyskiem w oku. Przestąpił dwa kroki w stronę Mefistofelesa, który nie drgnął. — Już wiesz, co zrobiłem, prawda? Już wiesz, co cię czeka, hm? — ta lubość w głosie wywołała dreszcz u Mefisto! — A teraz chcę, byś zwolnił Toma ze swojego paktu. Masz oddać mu całą duszę, nie chcę, żeby straszył swoją gębą innych, których wokół siebie zgromadzę.

Voldemort nie odezwał się słowem; nawet on zdawał sobie sprawę, że był paskudny. Widok dwóch… istot walczących o… prawda do niego był niesamowity. Tak, z pewnością. Wysoki, dumny, lecz niezbyt skutecznie ukrywający nasionko strachu Mefistofeles i pewny siebie, uśmiechnięty Harry Potter, uosobienie Razjela. Jednak kim, na Merlina, był Razjel, że Mefisto wypowiadał się o nim ze lękiem i szacunkiem?

— Wiesz, po co ją rozdzieliłem? — zapytał kpiąco Mefisto, starając się brzmieć, jakby był panem. To on miał tu rządzić, nie oni. To on urodził się demonem, nie oni.

Harry skinął powoli głową, nie spuszczając wzroku z wilczej twarzy Mefistofelesa.

— Zdaję sobie sprawę z tej małej… niemożności — wyszczerzył zawadiacko zęby. Tom przestał oddychać i mrugać. Kiedy nie kipiał gniewem, gdy nie był złośliwy i władczy, gdy nie miał w oczach mroku, lecz rozsadzała go radość, promieniował nią… Czy był ktoś piękniejszy od niego w chwili szczęścia? Nienawiść go oszpeca, pomyślał delikatnie odurzony Czarny Pan. — Jednakże, Mefisto, ja mogę teraz znacznie więcej. Ja, ty i on… Wszyscy na tym skorzystamy. Tylko zerwij z nim pakt.

Mefistofeles wyprężył się dumnie.

— Nigdy! — syknął.

Harry, zamykając oczy, westchnął. Ściągnął szatę, marynarkę, podkasał rękawy koszuli. Wtedy zrobił krok do tyłu.

— Nie chciałem tego robić, bracie — jego głos był cichszy od tchnienia, lecz mimo to doskonale słyszalny w pokoju. Potem uniósł szybko ręce, po czym machnął nimi i trzymał je przed sobą. Wszystkimi palcami wskazywał na Mefisto.

Ogień zaczął go trawić, pożerać, a demon krzyczał z bólu. Próbował zapanować nad żywiołem, który zwykle się go słuchał, jednak było tak, jakby jego moce przestały działać. Harry, uśmiechając się łagodnie, miał w oczach szalony, złośliwy błysk, kiedy nie przerywał pokazu. Jęki, błagania oraz wrzaski demona zdawały się być muzyką dla jego uszu.

— ZERWĘ GO, ZERWĘ! — ryknął, kiedy płomienie sięgnęły jego twarzy. Ogień zniknął, a on patrzył szeroko otwartymi oczyma na nieskazitelne ciało oraz nienaruszony materiał. — Jak…? — wyszeptał, oglądając się z każdej strony.

— To całkiem proste, Mefisto. Iluzja psychiczna. I wszystko jasne, hm? — zaczął się kołysać na piętach, splótłszy ręce za plecami. Wręcz anielski uśmiech wykwitł na jego twarzy.

Demon cofnął się pod ścianę, oparł o nią, aż deski zaskrzypiały. Odchylił głowę do tyłu, po czym zaczął się śmiać. Najpierw cicho, chrapliwie, potem coraz bardziej opętańczo, jak to na demona przystało. Zgiął się w pół, upadł na podłogę, a histeryczny śmiech wypływał z jego ust nieprzerwanie, nie dając mu szansy na nabranie powietrza. Harry skrzywił się na to z niesmakiem, potem podszedł do wciąż siedzącego Voldemorta.

Powstań, Tom — rzekł w wężomowie. — Cokolwiek się stanie, masz stać za mną. Zrozumiałeś?

Czarny Pan zamrugał.

Tak… Ale… Chociaż powiedz mi, o co chodzi! — zażądał.

Harry zaśmiał się.

Co, już nie mówisz do mnie per „Harry Potterze"? Odwaga opuściła? Mówiłem — zabierz wolę przetrwania. — Spojrzał na powoli uspokajającego się Mefistofelesa. — Wstawaj! — warknął, podchodząc do niego szybko. Kiedy demon nie zareagował, Harry kopnął go z całej siły w klatkę piersiową. Mefisto jęknął, przewracając się na plecy. Nie bolało tak, jak człowieka, jednak musiał przyznać, że Potter miał kopnięcie. Wstał, patrząc w oczy wypełnione niecierpliwością. Nienawidził Harry'ego bardziej, niż kogokolwiek na świecie, ponieważ to on jako pierwszy go poniżył i, cóż, pokonał.

— Nienawidzę cię — charknął Mefistofeles, zginając palce w szpony. — Za wszystkich. Za Razjela, za siebie, za Lilith, Lajlę, Lewiatan… Nawet za Gabriela, Michała, Rafała i Uriela!

— Nie zależy mi na twojej miłości! — prychnął Harry, już zniecierpliwiony do granicy. — Zerwij z nim pakt, tylko tego żądam.

— Powinienem zabić cię za same kłamstwo! Uosobienie Razjela? Dobre sobie! — warknął, lecz machnął ręką o ostrych pazurach, a na jego dłoni pojawił się pergamin. Mefisto rozwinął rulon, po czym zaczął mówić cichym, aczkolwiek dobitnym głosem: — Zwalniam Toma Marvolo Riddle'a spod mocy cyrografu. Już nie jest moją własnością, a jego dusza znów jest cała. Na mocy zerwania paktu nie jest on już nieśmiertelny, nie ma mądrości, którą znam ja. — Pergamin zaczął płonąć, a Tom wrzeszczeć z bólu.

Harry stał z beznamiętną miną przed Mefistofelesem, który wciąż trzymał płonący cyrograf. Za plecami Pottera Czarny Pan wił się na podłodze, wrzeszcząc w niebogłosy. Nie, już nie Czarny Pan — był z powrotem Tomem Riddle'em. Wewnętrzny ogień trawił jego ciało, rozrywał organy, krzepił krew, aż wreszcie zatrzymał serce.

Mefisto pozwolił spalonym kawałkom pergaminu sfrunąć na podłogę. Leciały powoli, kręcąc młynki, aż wreszcie wylądowały na drewnianej podłodze. Harry nadepnął na jeden z nich, a ten zaczął syczeć pod jego butem, po czym zniknął.

Potter nagle uniósł głowę, uśmiechnął się.

— Dusza znów jest cała — szepnął.

Miał się odwrócić do Toma i pomóc mu wstać, ale powstrzymała go ręka na ramieniu. Przeniósł pytający wzrok na Mefistofelesa. Demon nachylił się do niego, po czym wysyczał prosto do ucha:

— Jeśli miałeś dla niego choć trochę poszanowania, nie kłam, że jesteś jego uosobieniem.

— Prawie nie kłamię — odszepnął Harry. — Po prostu nie wspomniałem, że przejąłem od niego wszystko, natomiast on dogorywa w swoich komnatach.

— Jeszcze kiedyś się spotkamy… — zmrużył oczy — Razjelu. Teraz to ty będziesz mógł nosić to imię, skoro on już niemal umarł.

— Och, ależ wiem, Mefisto! — zapewnił Harry z radością. — Będę się z nim obnosił z dumą, lecz nie bój się, bracie, nie zapomnę o tobie. Jeszcze nie raz was odwiedzę.

Wtedy Mefistofeles zniknął. Harry odwrócił się do Toma, który drżał na podłodze. Jego ciemne włosy rozsypały się na deskach, kiedy leżał w pozycji embrionalnej. Harry wyciągnął rękę, a odrzucona marynarka wraz z szatą przyleciały do niego jak po zaklęciu przywołującym. Opuściwszy rękawy, założył obie części garderoby, a potem kucnął. Odgarnął włosy ze spoconego czoła Toma, uniósł go, wsadziwszy ręce pod pachy chłopca. No, może już młodego mężczyzny. Kiedy Riddle przyzwał demona, miał szesnaście lat. Ten wiek zachował się, chociaż Mefisto rozerwał jego duszę dwa lata później, aby w Hogwarcie nikt nie widział nowego ciała tego, który nazwał się Voldemortem. Sprytnie to wymyślił, ale teraz Harry patrzył na tego cierpiącego szesnastolatka, uśmiechnął się. Miał siedemnaście lat, więc był starszy od niego. Pocałowawszy Toma w czoło, wyszeptał zmysłowym głosem mu prosto do ucha:

— Wybacz, Tom, ale musisz podpisać kolejny cyrograf z diabłem. Kolejny… — uśmiechnął się złowróżbnie — Pakt Diabła. — Wyciągnął pergamin, który zapisał wczoraj w bibliotece. — Wszystkie warunki, na jakich będzie obowiązywał, a potem podpis. I nie próbuj go obejść, Tom — zastrzegł. — Pomyślałem dokładnie o wszystkim, więc nie masz szans. Ja nigdy się nie ugnę, jak to zrobił Razjel. Teraz ten głupiec umiera w swoich komnatach, a ja mam moc. Ale to wciąż nie jest to, czego pragnę. To był tylko niezbędny krok.

— Dlaczego… — Tom przełknął, patrząc na Harry'ego ciemnymi, niemal czarnymi oczyma. — Dlaczego to musiał być Razjel? — zapytał cicho, prawie niesłyszalnie.

— Ponieważ tylko on mógł dać mi moc, jakiej potrzebowałem. — Pogłaskał go po włosach. — Ale nie przejmuj się, Tom — musnął jego czoło — ciebie to nie dotyczy. Teraz to czytaj! — warknął nagle, wciskając mu w ręce pergamin.

Riddle zaczął czytać, chociaż jego dłonie trzęsły się niemiłosiernie. Minęło chyba z dziesięć minut, nim odłożył pergamin, a potem spojrzał na Harry'ego z przerażeniem.

— Wymagasz ode mnie tego wszystkiego? — szepnął z przerażeniem.

Harry uśmiechnął się zniewalająco.

— Przecież to tylko odrobina więcej od tego, co zaoferował ci Mefisto. I ja nie rozszczepię twojej duszy, żebyś był nieśmiertelny. To nie było zbyt subtelne ze strony Mefistofelesa. — Pogłaskał go po twarzy. — Tom, doskonale wiemy, że to ja tu jestem górą. Posunę się do wszystkiego, aby mój cel został osiągnięty. Snape i Malfoy wiedzą o tym, dlatego nie próbują niczego „genialnego". Ślizgoni również. Usunęli mi się z drogi, gdy tylko wyczuli moją moc. Zdają sobie sprawę, że stałem się kimś innym, potężniejszym. I bardzo dobrze — dokończył z zadowoleniem. Nim Tom zdążył się odezwać, Potter zmarszczył się. — Hm, ale będę musiał uważać na moich przyjaciół. Zaczęli węszyć. Nie mogą tego odkryć do chwili, gdy sam to ogłoszę.

— Kto pójdzie za tobą?

Harry spojrzał na niego z rozbawieniem, jakby nie wierzył, że Tom mógł zadać tak idiotyczne pytanie.

— Jak to kto? Śmierciożercy, oczywiście. I kilkanaście tysięcy demonów. Wywołałem w piekle rebelię, wielu mnie poparło. Dlatego Mefisto tak się wściekał. A skąd wiem, że śmierciożercy? — Oblizał wargi. — Bo mam ciebie, Tom, a Mroczny Znak wciąż działa.

— Po co ci tak wielka armia?

— Nie twój interes. Podpisz to, miejmy to już z głowy — mruknął zniecierpliwiony Harry.

Tom przyjął pióro, które Harry wyczarował. Kiedy zapytał o atrament, Potter tylko się uśmiechnął i kazał mu się podpisać. Mefistofeles dał mu wtedy jakiś specjalny czarny tusz, ale uśmiech Harry'ego budził w nim niepokój, sprawiał, że miał ochotę jeszcze raz zastanowić się, czy warto było podpisywać cyrograf, jednak znając moc starszego chłopaka — jakież to było dziwne! — zaczął kaligrafować swoje imiona oraz nazwisko.

Już po pierwszym nacisku pióra syknął, gwałtownie przyciągając rękę do siebie, natomiast pióro upuszczając. Zaczęło robić mu dziurę w grzbiecie dłoni! Miał podpisać się własną krwią!

— Pisz! — warknął rozzłoszczony Harry. Patrzył teraz na niego, jakby miał go zaszlachtować za próbę odmowy.

Tom, przełykając ciężko, sięgnął drżącymi dłońmi po pióro. Zacisnął zęby, po czym złożył na pakcie krwawy podpis.

Kolejny Pakt Diabła, pomyślał, zamykając oczy.


Hermiona, kiedy wychodzili z eliksirów, zauważyła, że Harry dziwnie się zachowywał. Garbił się, kiedy chodził, nie oddał też eliksiru do sprawdzenia. Dziewczyna śledziła go aż do Wielkiej Sali, gdzie zajął swoje zwyczajowe miejsce. Zaraz jednak poderwał się do góry, nie tknąwszy nawet kawałka jedzenia, które stało na stole. Jego szaty powiewały niczym skrzydła.

Nie mogła go teraz śledzić, chociaż bardzo chciała wiedzieć, co go tak nagle napadło. Wtedy usłyszała złośliwy śmieszek Seamusa.

— Harry poleciał do swojej dziewczynki.

Hermiona zmarszczyła brwi.

— Co masz na myśli?

Finnigan nachylił się do niej.

— Och, a po co się tak stroił, hm? Poza tym, sam mi o tym powiedział. Ma z nią teraz spotkanie w Hogsmeade.

— A kto to taki? — zainteresowała się Ginny. Martwiła się o Harry'ego, więc nad swoją miłość do niego przekładała jego dobro.

Seamus wzruszył ramionami.

— Nie pytałem.

Hermiona wymieniła sceptyczne spojrzenia z Ginny i Ronem.


Harry wiedział, że iluzja zniknęła, a więc musiał wysłać sowę do Skeeter. Wzdychając ciężko, wyszedł z Wrzeszczącej Chaty wraz z Tomem. Mentalnie wezwał do siebie Hedwigę, po czym wyczarował pergamin i nowe pióro. Szybko nabazgrał kilka słów, potem powiedział sowie, do kogo ma zanieść wiadomość.

Kiedy Hedwiga zniknęła, Harry złapał twarz Toma w obie dłonie.

— Co…? — zapytał nieco zdezorientowany Riddle. Czyżby Harry miał zamiar go pocałować? Tom pamiętał swoje doświadczenia z Hogwartu z obiema płciami, jednak… No kurwa, to był Harry Potter! Chłopak, którego siedemnaście lat temu próbował zabić! Teraz to on był zdany na łaskę lub niełaskę owego młodzieńca.

Harry zbliżył swoją twarz do jego, uśmiechając się zachęcająco.

— Teraz będziesz grzeczny, jak to przystało na sługę, i zmienisz się w uroczą dziewczynkę. — Musnął lekko wargi oniemiałego Toma. — Muszę coś pokazać mediom.


KONIEC ROZDZIAŁU PIĄTEGO