No to macie szósty, skoro się wam tak podoba ;). (Jakby coś się rozwaliło, wina Explorera. Normalnie siedzę na Mozilli, ale coś się rozwaliła ;/).

TOZWN: No cóż, Wybraniec może wiele, co nie? :D. Biedny Tom... Biedna Heather...

Dzięki, zubatku! I ja, wielaka? Ledwie mest sześćdziesiąt ;]. I tak, to będzie długie. Ile? Nie wiem. Ale na pewno dużo :D. Może nawet do 40 dojadę.

Jasne, że wiem, Ki-chan. A co do łanjania... Co powiesz po tym rozdziale? ;]

Teraz już wiem, jaką radość ci sprawiam, NigtrumLotus. Tutaj już zamawiaj trumnę, bo się (chyba) uśmiejesz do śmierci :D.

edyta: Dziewczyna Harry'ego, sługa Harry'ego... Kurna, wszystko jest Harry'ego, co?

Ruda098: Mroczny Harry to mój ulubiony motyw. Nie zcierpię Złotego Chłopca. Bo, jak to powiedziała Rita, złoty aż do bólu.

Jeśli zauważylibyście jakieś błędy, ucięte zdania (Explorer mnie wkurza), napiszcie, proszę.

Miłej lektury!


ROZDZIAŁ SZÓSTY


Harry, stojąc w ich małej grupce w jednym z zaułków, mocniej zacisnął rękę na ramieniu drobnej, wystraszonej dziewczyny o hebanowych włosach. Drżała, chociaż był początek października, a wiatr prawie w ogóle nie wiał między budynkami.

Skeeter uśmiechnęła się jadowicie. Jej fotograf, brzuchaty Bozo, stał z tyłu.

— To dziwne, że zgodziłeś się…

— Wiem, możemy przejść do części, w której irytujesz mnie swoim wścibstwem i zakłamaniem? — warknął Harry, na co Rita nieco się zdziwiła.

Kiedy pierwszy raz zobaczyła Pottera, nie dowierzała własnym oczom, jednak szybko zamaskowała zdumienie, by przejść do właściwej części spotkania. Trochę niepokoiła ją nowa aura chłopaka, jednak możliwość przeprowadzenia z nim wywiadu była o wiele bardziej kusząca od zastanawiania się nad zmianą, jaka w nim zaszła. Jednak musiała przyznać, że w długich włosach splecionych w warkocz było mu niesamowicie do twarzy.

— Może najpierw powiesz mi, Harry, kim jest twoja urocza towarzyszka?

Docisnął do swojego boku zaczarowanego w dziewczynę Toma.

— To Heather Moor. — Nie pomyślał wcześniej o imieniu dla swojej tajemniczej towarzyszki, jednak tak bardzo lubił wrzosy… Czemu by nie nazwać tak swojej domniemanej dziewczyny?

— Widać, że jesteś zaborczy. Zazdrosny o nią. — Rita uśmiechnęła się przebiegle.

Harry odpowiedział najgorszym marsem, jaki miał w zanadrzu. Dziennikarka aż się cofnęła. Bozo natomiast zaczął robić im zdjęcia.

— Jestem — przyznał cicho. Teraz Tom stał przed nim, podczas gdy Harry oplatał go (ją) ramionami. — Ale też ufam Heather. Jesteśmy partnerami, kochamy się, więc wierzę w jej szczerość. — Delikatnie odwrócił głowę dziewczyny do siebie, spojrzał jej w oczy z twardym błyskiem w swoich, po czym rzekł niemal pieszczotliwie: — Prawda, mój wrzosie?

Tom był skołowany, jednak skinął głową. Gdyby wiedział… Nie, nawet gdyby wiedział wcześniej, nie miałby wyboru. Musiałby zostać dziewczyną, bo Harry… zażądałby tego.

— A może się pocałujecie? — zapytała Rita przesłodzonym tonem. — Idealne zdjęcie na pierwszą stronę w Proroku!

Harry spojrzał na nią przebiegle, odrobinę spode łba, oblizując wargi.

— Wywiad miał dotyczyć czegoś innego.

Skeeter uśmiechnęła się nieco jadowicie.

— Zróbmy tak: ja cię pytam o Heather, ale starą sprawę zostawiamy za sobą, hm? To jak? — Wyciągnęła rękę w jego stronę.

Harry potrząsnął głową, śmiejąc się radośnie. Rozluźniwszy uścisk na klatce piersiowej Toma, podał Ricie prawą dłoń. Uścisnęli sobie ręce.

— Umowa stoi.

— To teraz zdjęcie. — Rita stanęła o krok za Bozem, ale nie za nim, aby móc widzieć wszystko.

Harry, nachylając się do twarzy dziewczyny, szepnął miękko:

— Lepiej się postaraj, Tom.

— Jes… — pisnął, jednak nie dokończył, bo usta Harry'ego nakryły jego własne.

Potter położył dłonie na ramionach drobnej osóbki, całując ją czule. Jego język ledwie muskał wargi, jednak było to lepsze od najwspanialszego, najnamiętniejszego pocałunku. Takie czułe i… pozostawiało po sobie niedosyt na więcej. Tak to określił Tom, gdy Harry, uśmiechając się po wilczemu, spojrzał na dziennikarkę i fotografa.

— Już?

Rita skinęła głową.

— Może przejdźmy to wywiadu… — Machnęła różdżką i pojawiły się trzy krzesła. Na jednym usiadła Skeeter, na drugim, które stało obok, Bozo, a Harry, pojąwszy aluzję, usiadł na trzecim z Tomem na kolanach. Dziewczyna wtuliła się mocniej w jego klatkę piersiową, natomiast Potter zamruczał z aprobatą. Utkwił spojrzenie w dziennikarce, a wyraz zielonych oczu zmienił się na wyrachowany. Rita sięgnęła swoją dłonią wyposażoną w czerwone pazury do torebki ze smoczej skóry, wyjęła samo notujące pióro i pergamin. — Zacznijmy od tego… Gdzie się poznaliście, jak, kiedy…

Harry uśmiechnął się, objął w talii siedzącą mu na kolanach dziewczynkę, po czym zaczął opowiadać:

— To może wydać się trochę dziwne, nawet naciągane, ale poznaliśmy się, kiedy na wakacje pojechałem za miasto na swoje ulubione wrzosowisko — uśmiechnął się zniewalająco, a serce Rity zabiło szybciej; obserwowała go z fascynacją, kiedy jego ręce niemal niezauważalnie głaskały brzuch dziewczyny. — Jakoś tak chyba z nudów zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, a potem… Samo wyszło — rzekł, patrząc Tomowi jako Heather w oczy. Pocałował ją szybko, słysząc, że Bozo robi błyskawiczne zdjęcia.

Tom nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Zgłupiał, mówiąc nieco kolokwialnie. Harry teraz zachowywał się… no dobrze, grał, ale to wciąż kołowało Toma. Miał się odzywać? A może nie? Miał odpowiadać na pocałunki? Zgrywać przerażonego? Udawać radosnego? W duchu był przerażony: jak Harry zareaguje po tym wszystkim? Teraz był jego panem, demonem, mógł zrobić wszystko, cokolwiek tylko chciał.

— A gdzie się uczysz, Heather — mogę ci tak mówić? — bo na pewno nie w Hogwarcie. Nie masz szat uczniowskich na sobie.

Harry uśmiechnął się ostrzegawczo do Rity, która odpowiedziała mrugnięciem.

— Heather ma prywatnych nauczycieli — rzekł Potter twardo. — Uczy się w domu, ponieważ w klasie panuje dla niej zbyt niski poziom.

Rita wydawała się być pod wrażeniem.

— Naprawdę? No proszę, dwa tęgie, zdolne umysły! Razem! — zachwycała się sztucznie. — Musicie stanowić inteligentną parę.

— Oczywiście! — pisnął Tom, uśmiechając się. Stwierdził, że może powiedzieć choć słowo, przecież Harry chyba nic mu nie zrobi? W końcu próbował mu pomóc! — Mam nadzieję, że kiedyś zobaczą w moim Harrym kogoś więcej, niż tylko osobę, która pokonała Sama-Wiesz-Kogo. — Tom czuł się bardzo dziwnie, wymawiając to głupie… coś zamiast swojego przydomku. Czy Lord Voldemort naprawdę było takie straszne? No dobrze, może trochę ich wystraszył mordami oraz torturami, jednak to nie znaczy, że nie miał serca, że nie był człowiekiem! Winę mógł zwalić na Mefisto. — To aż głupie, że czarodzieje dostrzegają w nim tylko nadzieję na lepsze jutro, a nie chłopaka, który ma szkołę na głowie.

— Tak, oczywiście — mruknęła Rita, po czym przyjrzała się obojgu zmrużonymi oczyma. — Powiedz mi, Heather, co na to twoi rodzice? Jak przyjęli to, że umawiasz się z Harrym Potterem?

— Jej rodzice byli sąsiadami moich zanim Voldemort próbował mnie zabić — rzekł twardo Harry, głosem zimniejszym od lodu. — Kiedy zaatakował w Dolinie Godryka, niektórzy czarodzieje uciekli, bojąc się powrotu czarnoksiężnika. Ale to powinnaś wiedzieć — dodał jadowicie, uśmiechając się zwycięsko.

Cóż, może i zgodził się na wywiad, ale ich ukryte, bardzo chamskie komentarze nie były zabronione. Najwidoczniej zawsze tak rozmawiają, stwierdził Tom. Przynajmniej jest ciekawiej.

— Oczywiście, Harry — zaświergotała w odpowiedzi. — Jak rozumiem, jesteście w tym samym wieku.

— Tak.

— Długo jesteście ze sobą?

— Od minionych wakacji. Bo wiesz, Rito, ja naprawdę kocham wrzosy — wycedził.

Bozo porobił jeszcze kilka zdjęć, krążąc między nimi.

— Harry, czy chłopiec tak jak ty nie powinien skupić się jednak na nauce i Sam-Wiesz-Kim?

Prychnął.

— Nazywaj go Voldemortem, Rito. — Zauważył, że dziennikarka i jej fotograf nie podskakują na sam dźwięk imienia, lecz na chwilę zastygają. — I, jak powiedziała wcześniej Heather, ja jestem też chłopakiem. Człowiekiem. Potrzebuję relacji z innymi, aby mieć dobry nastrój.

— A spaliście już ze sobą? — zapytała wścibskim tonem Skeeter.

Tom czuł, że automatycznie zrobił się czerwony na twarzy. Jak ona mogła w ogóle pytać? Jednak kiedy spojrzał na niewzruszoną twarz Harry'ego, natychmiast mu przeszło. Jakim cudem nie zareagował na tak… intymne pytanie? Przecież każdy normalny człowiek… On nie jest już człowiekiem, przypomniał sobie i zadrżał. Jest teraz demonem, a kiedy tamten umrze, będzie nazywał się Razjelem. Jego imię — jak mój przydomek — będzie wzbudzało strach wśród społeczeństwa, które będzie pytać: „Dlaczego on zszedł na złą drogę? On przecież pokonał Sami-Wiecie-Kogo!". Mam wrażenie, że ujawni się z całkiem niezłym rozmachem.

Harry przytulił do siebie mocniej Heather, po czym, oparłszy brodę na jej głowie, rzekł niemal niesłyszalnie:

— Czy aby na pewno chcesz wiedzieć?

Rita albo miała niesamowity słuch, albo czytała z warg; skinęła głową.

— Oczywiście, że chcę, Harry. W końcu chodzi o ciebie.

Chłopiec — a raczej młodzieniec, młody mężczyzna — uśmiechnął się.

— Dla twej wiadomości, Rito Długonosa: nie, nie spaliśmy ze sobą. Jeszcze. — Zmrużył oczy, uśmiechając się perfidnie.

— Złoty Chłopiec… Złoty aż do bólu, hm? — odgryzła się, uśmiechając (dla odmiany) słodko.

— Ależ oczywiście — skinął jej głową.

— Ja już was nie będę zatrzymywać. Pewnie jesteście już spóźnieni — rzekła nagle Skeeter, po czym wstała z krzesła.

Krzesła zniknęły, oni pożegnali się, po czym rozeszli. Harry zaczął iść z Tomem za rękę, żeby stwarzać pozory. Gdy byli już wystarczająco daleko, Tom wyszeptał:

— Krótki wywiad.

Harry zaśmiał się.

— Wierz mi, że Rita wystarczająco go wydłuży.

Poszli w ustronne miejsce, aby Tom mógł zostać odczarowany. Kiedy było po wszystkim, odetchnął. Harry spojrzał na niego z pytaniem w oczach, unosząc brew.

— Dziwnie jest być dziewczyną — rzekł w roli wyjaśnienia.

Droga z Hogsmeade do Hogwartu nie zajęła im wiele czasu. Miasteczko nie było zatłoczone, wielu czarodziejów właśnie pracowało, więc nikt im nie przeszkodził. Tom rozglądał się ukradkiem, jakby spodziewał się, że aurorzy wyskoczą zza krzaka. Jednak patrząc na wyprostowaną, lecz swobodną pozę Harry'ego, mimowolnie się zrelaksował.

Szli w milczeniu. Pan i jego sługa. Demon i czarodziej. Tom był boleśnie świadomy swojej żałosności, niskiego statusu. Jakże nisko upadł!

— Od jutra częściej będziesz Heather Moor — rzekł znienacka.

— Dlaczego? — zdziwił się Tom, marszcząc brwi.

Harry zaśmiał się drwiąco, zatrzymawszy się i przypatrzywszy towarzyszowi.

— Jesteś głupi, Riddle, czy tylko udajesz? — prychnął. — Zdjęcia będą na pierwszych stronach wszystkich gazet! Prorok sprzeda je na przykład Czarownicy za niezłą sumkę! I wywiad również. Spodziewaj się upiększeń w nim.

— Och — wybąkał, zawstydzony tym, że się nie domyślił. Pewnie Harry miał go za idiotę. Nie, żeby dbał o to, co myślał o nim Potter, ale, kurczę, był jego sługą. Na własne szczęście lub jego brak. Mefistofeles traktował go jak śmiecia, więc on traktował jak śmieci wszystkich mugoli oraz szlamy. Był odrobinę ciekaw, jaki będzie dla niego Harry Potter. Na razie nie potrafił pomyśleć o nim jako o Razjelu, jeszcze nie. Potrzebował czasu. Pewnie jak wszyscy ludzie, który powoli zaczną nazywać go Razjelem. Harry Potter umrze, by odrodzić się jako Tajemnica Boga, anioł strącony za pychę na Ziemię, a potem zbuntowany. Razjel… pomyślał. Spojrzał na Harry'ego. Pasuje ci. Brzmi tak samo zimno, jak się zachowujesz, mówisz. Brzmi tak samo okrutnie, jak wyglądają twoje oczy, gdy się wściekasz, wiesz? Razjel… Brzmi dźwięcznie jak twój głos, kiedy tak zręcznie go modulujesz.

— Naprawdę myślisz, że mi pasuje Razjel? — zapytał Harry przewrotnie, uśmiechając się tajemniczo.

— Musisz czytać mi w myślach? — burknął Tom. Nie lubił, kiedy Mefisto to robił.

Harry zatrzymał się kilka metrów od bramy Hogwartu, zmrużył oczy, po czym złapał Riddle'a pod brodę.

*Coś ci nie odpowiada, Tom?* warknął. Popchnął go do tyłu, a młodszy chłopiec zatoczył się, po czym znalazł się plecami na drzewie. Harry podszedł do niego tak szybko, że nawet nie wiedział kiedy. Pociągnął go głębiej w zagajnik, aby nikt ich nie zauważył. Musiał przerzucić swój warkocz do przodu, by potem nie był pełen gałązek i liści. *Pytam się, czy coś ci nie odpowiada!* Tom wpadł plecami na kolejne drzewo. On ma chyba jakiś fetysz z tym związany. Z rzucaniem ludzi plecami na coś, pomyślał kwaśno, a potem sobie przypomniał, że Harry potrafił czytać w myślach. Rozszerzył oczy z przerażenia, przełykając głośno. Głos uwiązł mu w gardle.

Bał się, co Harry'emu przyszło nagle do głowy, gdy już przeczytał jego myśli. Mógł widzieć tylko paskudny półuśmieszek i świecące intensywną zielenią oczy. Drzewa wokół nich tworzył ściankę, przez którą nie było widać ścieżki.

Potter zbliżył się do niego powoli, a w jego ruchach nagle było widać kocią grację. Co miał na celu? Tom mógł jedynie spekulować na ten temat.

— Mój fetysz, tak? — zamruczał równie kocio.

Na Merlina, jak mu się udaje tak mruczeć? To powinno być… Och! Myśli urwały się, kiedy miękkie usta przyssały się do jego szyi. Tom zamknął oczy, odchylił głowę. Klął w myślach tak głośno, że równie dobrze mógłby wrzeszczeć na głos. Ale nie, żeby mu się nie podobało. To było o wiele przyjemniejsze od tego, co urządzał mu Mefisto lub Lajla. A kiedy przychodził Lucyfer… Oddychał przez otwarte usta. Wróć. Dyszał. Harry na razie tylko ssał, nie dotykając go nawet jednym palcem, a on już… Merlinie, co się ze mną, kurwa, dzieje?

Harry oderwał się od niego chwilę później. Podczas gdy Tom był czerwony na twarzy, oddychał ciężko przez usta, a na szyi widniała teraz malinka, tak Harry był jak sopel lodu. Z zielonych oczu wyzierało obrzydzenie, usta wykrzywiał brzydki grymas. Tom powiedział sobie, że tylko zerknie na jego krocze, a jak to zrobił, jęknął w duchu: Harry'ego nic a nic nie ruszyło. Widocznie… Nie wiedział, co „widocznie", jednak chodziło mu o to bardzo mocno. O co? Nie miał pojęcia.

— Wstawaj, Riddle, nie mam ochoty bawić się z dzieckiem. — Wyszedł z zagajnika.

Tom, jęknąwszy tym razem na głos, wstał na trzęsących się nogach, poprawił spodnie i, rzucając zaklęcie czyszczące, wyszedł spomiędzy drzew. Jego podniecenie dobił fakt obojętności Harry'ego. Jak tak dalej pójdzie, mam gorzej niż z Mefistofelesem.

Ależ to oczywiste, Tom — rzekł Harry w wężomowie. — Ja się nie będę z tobą obchodzić jak z jajkiem jak ten kretyn.

Ruszyli w stronę Hogwartu, wcześniej rzuciwszy na Riddle'a zaklęcie kameleona.


— Podsłuchałem rozmowę gryfońskich przyjaciół… wiesz kogo — szepnął Draco do Severusa, kiedy szli do lochów po posiłku. — Ponoć się z kimś umówił w Hogsmeade. Oczywiście, Dumbledore nawet gdyby się dowiedział, nic by nie zrobił. — Stwierdził, że kiedy Potter był w miasteczku, mogli o nim spokojnie porozmawiać.

— Dumbledore jest dziwnie zaślepiony. Coś mi tu nie pasuje.

Rozejrzeli się po korytarzu, upewniając, czy nikt ich nie podsłuchuje. Na szczęście wszyscy jeszcze jedli lunch. W końcu mieli niecałą godzinę do kolejnych lekcji.

— Dla mnie też to jest podejrzane, Severusie — rzucił z namysłem Malfoy. Pochodnie oświetlały jego przystojną twarz, dodając jej blasku. Szare oczy kryły w sobie mnóstwo niepokoju. — Po pierwsze, gdzie wtedy zniknął? Po co? Czemu nic nie mówi? Jak to się stało, że aż tak się zmienił? Czemu Dumbledore jest zaślepionym głupcem? Po co odrzuca przyjaciół? Co knują jego przyjaciele? Patrz, ile pytań! Na które mamy odpowiedź? Na żadne — mruknął drwiąco. Nie mógł już znieść tego drżenia, oczekiwania na wszystko. Zaczął skubać nitkę zwisającą z rąbka szaty. Kiedyś zacząłby panikować, teraz miał ważniejsze problemy na głowie.

Severus przemyślał słowa przyjaciela. Był zaniepokojony od jakiegoś czasu, to prawda, on sam zadawał sobie mnóstwo tego typu pytań, jednak odkąd Draco przypomniał mu wtedy o Czarnym Panu, napomykając o spotkaniu Pottera z czarnoksiężnikiem… Coś mu nie dawało spokoju. Obijało się o ścianki jego umysłu, nieprzejrzyste, lecz natrętne. Jakaś myśl, której nie mógł złapać… Jego oczy rozszerzyły się gwałtownie, gdy wreszcie pojął, o czym tak rozmyślała jego podświadomość.

Draco potrząsnął ramieniem przyjaciela.

— Severusie? — niepokój wylewał się z jego głosu falami.

— Draco… — starszy czarodziej położył mu dłoń na ramieniu.

Malfoy, powiedziawszy szczerze, zaczął panikować. Co się działo, do diaska?

— Severusie, powiedz, co się stało? — mówił zdenerwowanym tonem, a więc szybko i niemal niezrozumiale.

— Czarny Pan, Draco, to się stało. Powiedziałeś, że Potter miał spotkanie z Czarnym Panem!

— Tak, powiedziałem — potaknął odrobinę uspokojony, ale kiedy patrzył w rozszerzone z niedowierzania oczy Severusa, zdenerwowanie powracało. — Co to ma do Pottera? Do nas?

— Przecież po dniu, kiedy powiedziałeś mi o spotkaniu… Czarny Pan ustalił pierwszego października jako datę kolejnego spotkania śmierciożerców… — szeptał. — Nie było tego spotkania. A dzień wcześniej rozmawiał z Potterem… Merlinie, co tam się stało? Czyżby on… zginął? Ale czemu nikt nic nie wie?

Wtedy do Draco również dotarło, jednak nim zdążył się odezwać, rozbrzmiał wściekły syk:

— Czyżbym wam czegoś nie mówił? Chyba ktoś tu był niegrzeczny! — Harry zbliżył się do nich powoli. Obaj patrzyli na niego z jawnym lękiem, na jego twarz wykrzywioną furią i szaleństwem jednocześnie. — Zasługujecie na to, aby ponieść konieczną karę…


KONIEC ROZDZIAŁU SZÓSTEGO