Na początek, wiele osób pytało mnie o Pakt Diabła... Ten tytułowy, ponieważ było na początku pytanie, czym on jest. Gwarantuję, że nie chodzi o ten między Harrym a Tomem. Ten rozdział zacznie właściwą akcję, którą pociągnę już do końca. Nie zawsze będzie przyjemnie, o nie.

zubatek: Jestem Bestią ;]. I tu kończę jeszcze lepiej :D.

Ki-chan: To tu już masz coś lepszego. No... Nie wiem. Ale teraz będziecie tak czekać na rozdziały, wybacz.

Ta O Zbyt Wielu Nickach: Cóż, poczekaj na następny rozdział, gdzie dostaną świeżutkiego Proroka z wywiadzikiem... I zdjęciem.

Rozczarowana: Wiem, pisałam o Mary Sue. Ale to nie jest tak, że Harry jest idealny. To są standardowe umiejętności każdego demona. Więc u nich jest przeciętny. A to na demonach opieram to opowiadanie, więc... Poza tym, właściwa akcja zaczyna się tu.

Ruda098: Tu masz trochę tego, jak sobie będzie radził. I wszystko zaczyna przybierać innego obrotu, na kilka spraw rzucam inne światło... Liczę, że się spodoba.

NigrumLotus: Liczę, że ten rozdział też ci się spodoba, chociaż nie jest zabawny. Za dużo "wyciskaczy łez" się nasłuchałam... Kurczę, staję się za miękka. Tutaj rozwieję trochę wątpliwości i zrodzę nowe.

Nev: Wiem, wcześniej zauważyłam, ale mój Internet odmówił współpracy i nie miałam jak poprawić. I cieszę się, że się podoba i czekasz na tysięczny rozdział.

shelis: Dzięki. Twoje zdanie wiele dla mnie znaczy, bo czuję, że masz naprawdę niezły gust. I czasem ciężko autorowi w niego trafić, więc tym bardziej jestem zadowolona, iż mi się udało. Mogę mieć jedynie nadzieję, iż ten też ci się spodoba.

Pisałam przy Running to the edge of the world Mansona, i tak cud, że nie napisałam czegoś ckliwego.


ROZDZIAŁ SIÓDMY


Biedny Severus, biedny Draco… pomyślał Tom, patrząc na przerażonych mężczyzn. Ale nie było mu tak naprawdę szkoda.

*Nie masz co ich żałować. Szpiegują dla Dumbledore'a.*

Szok, jaki przeżył, nie był tak wielki jak ten, kiedy Harry rzekł na głos:

— Czarny Pan już nigdy nie zwoła spotkania. — Złowróżbny uśmiech rozjaśnił jego twarz. — Od teraz to ja będę Czarnym Panem. — Nagle pojawił się między nimi, a oni się cofnęli. Tom w międzyczasie zauważył, że Harry rzucił zaklęcie zwodzące na cały korytarz, by nikt tu nie przyszedł. Harry położył im ręce na ramionach. — Wiecie, nie ufam wam. Jestem bardziej przebiegły, niż myślicie. Jeśli w ogóle to robicie — dodał. — Tom, jeśli chcesz, potem dam ci znak, abyś się ujawnił.

Z radością! — Dla Severusa i Draco był to tylko syk, jednak jeden wydobywał się z ust Harry'ego, a drugi? Nie potrafili zlokalizować źródła głosu.

Harry przemieścił się tak, że stał teraz przed nimi. Ujął twarz Severusa w obie dłonie, a mężczyzna przestał oddychać na moment. Harry mógł usłyszeć jego gwałtownie bijące serce, chociaż powstrzymał się od czytania myśli którejkolwiek ze swoich ofiar. To dodawało tylko smaczku aktowi, który miał nadejść.

— Severusie — wymówił pierwszy raz imię znienawidzonego profesora, a brzmiało ono w jego ustach miękko i czule — jesteś taki inteligentny… Dlaczego sprowadzasz na was obu cierpienie? — Pochylił się do przodu, musnął ustami cienkie wargi, po czym zwrócił się do Draco. Wziąwszy twarz Malfoya w obie dłonie, jak zrobił to wcześniej ze Snape'em, zaczął szeptać: — Draco, Draco, Draco… Po co? Dlaczego? Nie było dla ciebie wystarczającym to cierpienie, które dawał ci Voldemort? Potrzebujesz jeszcze tego ode mnie? — Złożywszy miękki pocałunek i na jego wargach, cofnął się. Obaj byli skonfundowani, nie mogli się poruszyć. — Przykro mi — powiedział, nagle śmiejąc się radośnie, podczas gdy jego oczy błyszczały przewrotnie, co dobitnie świadczyło o braku żalu z jego strony. Uniósł ręce do góry, zamknął oczy. Obaj zaczęli płonąć, a potem rozległy się wrzaski. — Ogień chłonie wasze dusze, trawi sumienie. — Otworzył oczy — były czerwone niczym krew. — Kara jest najlepszym rozwiązaniem w zamian za nieposłuszeństwo.

Ich krzyki trwały w pustym korytarzu, pochodnie pogasły. Spowiła ich ciemność, niepokojąca i ciężka, rozjaśniona wyłącznie pożerającym obu czarodziei ogniem. Wrzaski przebijały się przez czarną zasłonę, głuchnąc na zaklęciu, a Harry utrzymywał ogień, który wykorzystał do walki z Mefisto. Każdy z nich — czarodziej czy demon — miał słabe punkty. On również. Zdawał sobie z tego doskonale sprawę. Jednak po co miał ukazywać swoje wady, pięty achillesowe, skoro mógł korzystać jedynie z zalet? Jak tak patrzył w miejsce, gdzie stały dwie płonące postacie, pomyślał, że obaj mieli wspólną cechę z Mefistofelesem — obawiali się ognia.

Kiedy myślał tak o lękach, do głowy przychodziły mu własne monstra spod łóżka, jak je ironicznie określał, wady i cały niepokój o to, że coś się nie uda. Szybko potrząsnął głową, skupiając się na nienawiści. Myślenie w tak mało pozytywny sposób często kończyło się dla niego nadzwyczaj fatalnie, więc wolał nie ryzykować.

*Myślę, że już wystarczy. Już nawet nie krzyczą, tak zdarli gardło.* usłyszał głos Toma.

Och.

Nawet nie wiedział, że nie krzyczeli. Skupiał się na wszystkim innym, tylko nie na własnych lękach i słabościach tak mocno, iż już nic do niego nie docierało.

Och…

*Taaak…* zgodził się. Wziął głębszy, nieco roztrzęsiony oddech. *Myślę… Myślę, że masz rację.* Uwolnił dwie ofiary spod iluzji, pochodnie znów zapłonęły, oślepiając ich na chwilę. Harry zamknął oczy, oddychając głęboko i powoli. Musiał się uspokoić. *Ujawnij się i im to wyjaśnij. Ja muszę odetchnąć, żeby… Ugh, nieważne. Po prostu to zrób.* mruknął do Toma w myślach.

Sam powoli osunął się na podłogę. Oddychał głęboko, starając się uspokoić siebie, serce, skołatane myśli. Słyszał stłumione głosy Snape'a i Malfoya, którzy niedowierzali własnym oczom, iż po takim ogniu byli nietknięci. Uśmiechnął się słabo. Teraz może się domyślili, że nie zależało mu na trwałym okaleczeniu ich, byłoby to niepotrzebne, a oni byliby bezużyteczni.

Tymczasem Tom, zastosowując się do polecenia Harry'ego, ściągnął pelerynę niewidkę, a jego dwaj „śmierciożercy" wydali z siebie okrzyk zdumienia — kim był ten młodzieniec, jakim cudem miał pelerynę-niewidkę Pottera? I czyżby to jego syk słyszeli w odpowiedzi?

Tom uśmiechnął się do nich uspokajająco. Nie musiał patrzeć za siebie, by wiedzieć, że Harry leżał na kamiennej podłodze, cierpiąc. Nie wiedział, czemu odczuwał ból, ale nie zamierzał też pytać. Rozumiał potrzebę prywatności, sam często musiał pobyć samemu. Dlatego przejął na siebie obowiązek wyjaśnień.

— Draco, Severusie — zaczął, łagodnie, już na wstępie szokując swoim współczuciem słyszalnym w głosie. To on się nie cieszył z ich cierpienia jak Potter? — Wiem, że nie macie pojęcia, co się tu dzieje, rozumiem wasze skonfundowanie. Sam byłem na początku solidnie skołowany, aż wreszcie wszystko mi wyjaśniono. — W myślach uśmiechał się drwiąco, pamiętając, jak szczegółowo Harry wyjaśniał mu wszystko. A ten „nauczycielski" ton! — Po pierwsze, nie radzę wam zadzierać z Harrym. Sam miałem z nim na pieńku, ale wszystko się, na moje szczęście, ułożyło.

— Kim ty jesteś? — wreszcie zapytał Snape, mierząc młodzieńca wzrokiem. Był pewien, że nigdy go nie widział. Pamiętałby. Zwłaszcza, że chłopak wyglądał na góra osiemnaście lat, więc byłby albo w trakcie nauki, albo świeżo po szkole.

Tom rzucił szybkie spojrzenie Harry'emu, jednak on teraz leżał z zamkniętymi oczyma, opierając się o ścianę. Oddychał płytko, ale powoli.

— Ehm, Heath. Heath Moor — powiedział, przekształcając wcześniejszy pseudonim.

— Powiedz im prawdę — usłyszał słaby rozkaz Pottera.

Nie kwestionował jego decyzji, chociaż się wahał.

— Powiedz! — rzekł mocniejszym głosem Harry. — Ufam im — dodał, wprawiając trójkę towarzyszy w zdumienie.

Tom, chociaż nie uważał, aby był to najlepszy pomysł, wyrzucił z siebie zrezygnowanym tonem:

— Tom Riddle, bardziej znany jako Voldemort.

Ich miny mówiły same za siebie, co mieli ochotę zrobić.


Hermiona, Ginny i Ron wyszli z Wielkiej Sali, najadłszy się do syta. Hermiona chciała wraz z Ronem udać się na eliksiry, a Ginny pobiegła na zaklęcia. Gryfoni nagle poczuli, że nie mogli przejść, chociaż korytarz był pusty. Hermiona nawet wyciągnęła różdżkę i zaczęła mamrotać zaklęcia, jednak i to niewiele dało.

Ron zrobił ponurą minę, próbując napierać na niewidzialną barierę. Skoro magia nie zadziałała, próbował zniszczyć ją siłą.

Granger położyła rękę na ramieniu przyjaciela.

— Czujesz to? — szepnęła, trącając opuszkami barierę. — Powinna odpychać każdego, sprawiając, że się zapomniało, po co się przyszło. Ale moc zaklęcia… osłabła na tyle, że jestem w stanie wyczuć, iż było nałożone, ale nie mogę zapomnieć o swoim celu. Jakby czarodziej… nie miał siły.

Ron podrapał się po głowie.

— Wydaje mi się, że to Harry, ale nie mam pojęcia, po co miałby… Poza tym, Seamus mówił, że był umówiony w Hogsmeade.

— Po pierwsze, mógł już wrócić. Po drugie, mam przeczucie, że nakłamał Seamusowi.

Weasley zmarszczył się.

— Po co?

Dziewczyna westchnęła. Wiedziała, że jej przyjaciel ogarniał duuużo wolniej od niej, ale żeby aż tak?

— We własnych celach — odpowiedziała wymijająco. — Harry się zmienił, jednak wciąż nie widzę sensu, aby nakładał tu barierę. Chyba że chciał z kimś porozmawiać w spokoju — dodała, gdy takowe wyjaśnienie przyszło jej do głowy.

— Przecież są nieużywane klasy.

— Spotkanie mogło być przypadkowe, więc działał pod wpływem chwili — uzupełniała swoje rozumowanie Hermiona.

Wtedy usłyszeli śmiechy oraz głosy, co zmusiło ich do zamilknięcia. Kiedy te osoby powpadały na niewidzialną barierę, wszyscy zaczęli wzniecać raban. Zbiegło się kilkoro uczniów, potem nadeszli kolejni, aż wreszcie przybyli profesor Flitwick wraz z profesor Vector. Szybko dowiedzieli się, o co chodziło rozwrzeszczanemu tłumowi, po czym spróbowali zdjąć barierę. Kiedy nie mogli sobie poradzić, poprosili Rona i Hermionę, aby sprowadzili Dumbledore'a.

Granger nie spieszyła się specjalnie do dyrektora, ponieważ chciała porozmawiać z Ronem o zaistniałej sytuacji.

— Myślisz, że jeśli oni tam będą, Dumbledore wreszcie przejrzy na oczy? I wyciągnie konsekwencje?

Weasley wzruszył ramionami.

— Tak naprawdę to już nic nie wiem, Hermiona. Harry zachowuje się dziwnie, Snape i Malfoy też, skaczą jak oparzeni, gdy tylko pada „Harry Potter", Ślizgonom znudziło się dokuczanie, a Dumbledore… Jakby go tu nie było, no nie?

Dziewczyna była zadowolona z obserwacji przyjaciela. Widocznie Ron nie był aż tak tępy, jak wszyscy myśleli. Nie, żeby kiedykolwiek mieli mu to powiedzieć, o nie. Jednak miło było dowiedzieć się, że chłopak miał choć krztynę oleju w głowie i korzystał z mózgu, by myśleć.

— Wiesz, profesor Snape powiedział, że dyrektor nie zwraca uwagi na dziwne zachowanie Harry'ego. Podejrzane, nie uważasz?

— Cóż, Dumbledore zawsze był trochę dziwny. Może uważa je za normalne?

Hermiona westchnęła zastanawiając się.

— Ja bym raczej powiedziała, że został zaczarowany.

Ron wytrzeszczył oczy.

— Zaczarowany?

— Tak, Ronald, zaczarowany. To znaczy, że…

— Wiem, co to znaczy! — powiedział ostro chłopak, wcale nie mając takiego zamiaru. — Jednak chodzi mi o to, że to, no wiesz, Dumbledore. Największy czarodziej, najmądrzejszy, takie tam.

Gryfonka przygryzła wargę, nie wiedząc, jak przekazać przyjacielowi to, co wymyśliła.

— Cóż… A jeśli to Harry go zaczarował?

Ron popatrzył na nią w niedowierzaniu, wytrzeszczając oczy.


Dumbledore bardzo szybko uporał się z problemem bariery, jednak nikogo za nią nie zastali. Szybko rozeszli się w różne strony, ponieważ zabrzmiał gong rozpoczynający lekcje. Ci, którzy mieli akurat nieszczęście mieć eliksiry ze Snape'em, rzucili się w stronę lochów na złamanie karku, nie chcąc dawać nauczycielowi powodu do odebrania punktów. Oczywiście Ślizgoni spacerowali sobie, mając u niego taryfę ulgową.

Hermiona wpadła wraz z Ronem jako pierwsi. Nie, Harry i Draco już siedzieli nad swoimi eliksirami, uważnie postępując według instrukcji. Snape stał na przedzie klasy z założonymi rękoma, piorunując każdego wzrokiem. Granger postanowiła, że później zastanowi się, jakim cudem dwójka uczniów i profesor znaleźli się w klasie, chociaż na korytarzu była bariera. Jednak jej mózg nie dał jej przerwy i szeptał: Bariera była Harry'ego, to z nimi rozmawiał. Dlatego byli pierwsi.

Nie mogła pozwolić sobie na dalsze rozmyślania, ponieważ do klasy weszli pozostali, a więc musiała skupić się na eliksirze. Robiła wszystko z przypisywanym jej perfekcjonizmem, dzięki któremu miała tak dobre oceny. Posłała nieodgadnione spojrzenie w stronę czarnowłosego przyjaciela, który był już po pierwszym etapie warzenia eliksiru, chociaż lekcja zaczęła się dosłownie chwilę temu.

Nie rozumiała tego.

Ale przysięgła sobie, że dowie się, o co tu chodziło

Wtedy odezwał się Snape.

— Jak wiecie, ten eliksir jest wyjątkowo trudny. A ja nie mam tylu par oczu, by was pilnować, więc pomoże mi mój… — wykrzywił wargi — asystent. — Z cienia klasy, wcześniej niezauważony, wyszedł wysoki, spokojny młodzieniec o blond włosach. Miał fioletowe jak wrzos, nadzwyczajne oczy, a na sobie granatową szatę. Podszedł do przodu, stanął obok profesora, po czym obdarzył klasę promiennym uśmiechem. Jego spojrzenie spoczęło na Malfoyu i Potterze, którzy, z niewiadomego powodu, wlepiali w niego intensywny wzrok.

I tak powstały plotki o tym, że obaj są gejami.

— Witajcie — przywitał się cicho. — Na imię mi Heath Moor — rzekł swobodnie. Zdecydował wraz z Harrym, Draconem i Severusem, że tak będzie bezpieczniej i poda się w razie czego za brata Heather, ale o tym wiedział już tylko Potter. — Będę przez pewien czas asystentem profesora Snape'a, ponieważ studiuję eliksiry na Wyższym Uniwersytecie Eliksirów i Mikstur w Londynie. Wiem, że w Hogwarcie jeszcze tego nie było, bo to dopiero pierwsza taka akcja, by studenci mogli na chwilę stać się nauczycielami, ale myślę, że miło będzie się nam pracowało.

Ręka Hermiony wystrzeliła w górę.

— Tak, panno…?

— Hermiona Granger. Ile pan z nami zostanie?

Heath zaśmiał się dobrodusznie.

— Do dwóch tygodni? Plus minus. Jeszcze jakieś pytania?

Zgłosiła Parvati — Hermiona wciąż się pytała samej siebie, jakim cudem Patil dostała się na zajęcia z eliksirów:

— Będzie tak, że to pan będzie prowadził lekcje, a nie profesor? — zapytała słodkim tonem.

— Cóż, panno…

— Parvati. Parvati Patil — przedstawiła się Gryfonka, przybierając, w jej mniemaniu, milutki wyraz twarzy.

— Tak, panno Patil, przewiduję taką możliwość. Wtedy wasz ukochany profesor — nikt się nie odezwał, podczas gdy Snape sztyletował ich wzrokiem, który przeniósł na zaczarowanego Toma — będzie mógł sobie wziąć wolne.

Naraz do góry wystrzeliły jeszcze trzy ręce, jednak Severusowi było tego za wiele.

— Dosyć! — warknął, a wszyscy zamarli. Nie licząc Harry'ego, Draco i Toma, którzy teraz wymieniali się spojrzeniami. — Popytacie sobie pana Moora kiedy indziej, nie mam czasu na te bzdury! Zabierajcie się za eliksir!

Wszyscy pospieszne wypełniali polecenie wściekłego profesora.


Mefistofeles zapukał do ciężkich drzwi z dębu. Odpowiedziało mu wyjątkowo słabe „proszę!".

Razjel leżał w łóżku. Był chorobliwie blady, miał skołtunione włosy, a srebrne oczy straciły blask. Rozciągnął usta w wątłym uśmiechu na widok Mefisto.

— Stary druhu… — jęknął.

— Razjelu, mam pomysł. Chcesz się zemścić na szczeniaku, prawda? — Razjel zamrugał, co Mefisto wziął za nieme potwierdzenie. — Odzyskasz swoją moc, a nawet więcej. On już ci nie dorówna. W piekle nastały ciężkie czasy przez tego idiotę. Ale jak go już pokonasz… — demon uśmiechnął się, ukazując ostre zęby — wszyscy zobaczą, że przechodziłeś tylko chwilowy kryzys.

— A co się stało?

— Wiele demonów i diabłów chce pójść za nim, bo udało mu się ciebie pokonać. — Mefistofeles klęknął przy łóżku przyjaciela. Zamrugał powoli, nagle marszcząc brwi. — Ale powiedz mi, do diaska, jak to możliwe, że… — zatoczył ręką półkole, chcąc pokazać, co ma na myśli. Naprawdę był zdumiony, że jakiemuś dzieciakowi udało się wykiwać Pana Tajemnic. W końcu, jakby nie było, to on wiedział prawie wszystko, a nie jakiś tam czarodziej.

Razjel zmrużył oczy.

— Wykłócał się ze mną o jeden punkt w cyrografie. A ja, pyszniąc się jak idiota, musiałem stwierdzić, że okazuję mu łaskę, pomijając go.

— Jaki to był punkt? — zainteresował się Mefisto.

— O podziale mocy. Mam to na myśli, że oboje będziemy mogli od siebie czerpać. Chciał zmienić tak, żeby on tylko ode mnie. Stwierdził, że będzie potrzebował sił na walkę z twoim Tomem.

Mefisto zatarł ręce z uciechy.

— To nawet lepiej się składa…


KONIEC ROZDZIAŁU SIÓDMEGO