Wybaczcie, że rozdział taki krótki (i błędów pełno — każdy mi zgłoście, proszę). Ale nie bójcie się, w następnym dokończę TĘ SCENĘ (potem się dowiecie).
NigdumLotus: Wiesz, po prostu uważam, że Ron też może mieć swoje pięć minut. A co do asystenta... Jakoś trzeba trzymać Toma pod nosem Dumba. Tak naprawdę Harry nie będzie Czarnym Panem, nie w tym sensie, w jakim był Lord Voldemort.
shelis: Dlaczego zdziwiona? Konstruktywne komentarze, przyzwoitej długości... Czego jeszcze może chcieć autor? A co do Mefisto... Oni w ogóle we trójkę są takimi pajacami, że już się nie mogę doczekać pisania kolejnych rozdziałów, bo miny czytelników będą na 80% przezabawne.
Humanozerca: Dzięki. Kocham mroczne ff i tajemnice w mrocznych ff. A jeszcze bardziej kocham pisać mroczne własne opowiadania z tak pokręconą fabułą, że nawet aktualizowany na bieżąco tezaurus oraz chronologia nie pomagają. Co do wypowiedzi Harry'ego... On NIE JEST jeszcze demonem, co w tym rozdziale zostaje podkreślone. Więc może gadać jak dzieciak. Bo Razjel, koniec końców, żyje. A za Gabriela... potem się wyjaśni.
zubatek: Jasne! Ja wolę torturować... eee... O! Was! Tak! Krótkimi rozdziałami! Właśnie!
Ruda098: Zrobi dużo, bo może. Ale ja bym raczej postawiła pytanie "Co Harry zrobi z Ronem, Hermioną i Ginny?". To jest bardziej adekwatne. Przecież już było, że nie na rękę mu było ich węszenie.
Ki-chan: Pewno, że menda! Razjel też! Oni to same mendy! Tylko przygłupie. Harry też. Ale to potem.
Ta O Zbyt Wielu Nickach: Jasne, że będzie ciekawie! Są demony — jest impreza! Jest Harry — jest rozwałka, bo Mefisto wraz z Razjelem żądają jego głowy! Taaak! Skaczmy! I będzie duuuużo Harry'ego, Toma, Seva i Draco razem. Osobno też, wiadomo, ale łapiesz.
Vinyalonde: Czemu na dwa fronty? Dumbledore... A zresztą, inne rozdziały. Ale nie mają wyjścia, muszą pracować dla Harry'ego. Inaczej ich podpiecze.
Miłego czytania!
ROZDZIAŁ ÓSMY
Było po dziewiątej, kiedy Harry wpatrywał się pustym wzrokiem w równie pusty kieliszek; Tom bawił się nerwowo korkiem od butelki po szampanie; Draco zwinął się w kłębek na fotelu, a teraz słuchał z przymkniętymi oczyma cichego głosu Severusa:
— Masz zamiar przez dwa tygodnie trzymać Toma jako mojego asystenta, licząc, że Dumbledore nie domyśli się, iż w jego szkole jest Voldemort?
Harry, nie odrywając wzroku od szkła, skinął powoli głową.
— A jak chcesz tego dokonać? I po co, tak w ogóle, był ci Tom?
— Najpierw, pozwolicie, odpowiem na drugie — rzekł cicho. Draco otworzył szerzej prawe oko, wyraźnie zainteresowany, natomiast Tom odłożył korek. Severus już od pewnej chwili słuchał. — Od początku miałem tak naprawdę nadzieję na to, że uda mi się zreformować nasz świat. Zacząłem wczytywać się więc w księgi o magii, aby móc mieć na tyle mocy, by pomóc tym, którzy potrzebują tej pomocy. Automatycznie stanęliby za mną. W jednej z książek pertraktujących o starożytnych wierzeniach, natrafiłem na taką, która mówiła o demonach i, co oczywiste aniołach. Zacząłem więc poszukiwać informacji na ich temat, wiedząc o przywołaniach. Potem już tylko czekałem na odpowiedni moment. A kiedy nadszedł, pokonałem Razjela jego pychą. Wiedziałem, że jeśli albo nie zabiję Voldemorta, albo nie uczynię z niego Toma, będzie mi kulą u nogi, więc wybrałem drugą opcję. Przynajmniej jest przydatny. Ożywianie trupów mnie nie bawi. Nic nie mogło stać mi na przeszkodzie, wbrew pozorom nie mam specjalnie dobrej podzielnej uwagi. Na razie w piekle jest zamieszanie, przez dłuższy czas nie dojdą do ładu z tym. A co do Dumbledore'a… Nie jestem pewien, jednak wydaje się być pod wpływem czaru, uroku… I mam wrażenie, że wiem, kto maczał w tym palce. — Uśmiechnął się pod nosem.
— Kto? — zapytali unisono.
Harry zaśmiał się cicho.
— Mój sojusznik z piekła. Na razie nie będę go zdradzać. Ściany mają uszy.
Draco ziewnął.
— Chyba nie jesteś śpiący? — zapytał z niedowierzaniem Tom. — On nam wszystko opowiada, a ty śpisz?
Wtedy Harry'emu przyszedł do głowy bardzo… hm, zboczony, perwersyjny pomysł. Uśmiechnął się złowróżbnie pod nosem, a pozostała trójka spojrzała na niego z dystansem. Potter potrzebował rozrywki… a oni mogli mu ją zapewnić w prosty, aczkolwiek wymagający poświęcenia sposób. Zatarł ręce. Jeśli mu się sprzeciwią, zawsze mógł użyć siły perswazji. W końcu przyjemność to przyjemność.
— Ja już się boję — powiedział półgębkiem Draco, jednak Harry go usłyszał; zaśmiał się perliście, patrząc na młodego i bardzo przerażonego Ślizgona.
— Mam dla was… propozycję. To będzie taka niepisana umowa. Ja wam teraz powiem, co zrobicie, ale w zamian zrobię coś dla was. Macie po jednym życzeniu — zastrzegł. — Wykorzystajcie mądrze. Jednak… — dodał, widząc otwierające się buzie — wybieracie przed dowiedzeniem się, o co chodzi.
Było widać jak na dłoni, że podchodzili do tego z rezerwą, jednak jednocześnie mieli świadomość tego, iż Harry im nie powie, póki nie zdecydują się na życzenia. Severus miał nawet przeczucie, które dokładnie mu mówiło, że jeszcze pożałują swojego wyboru. Jakikolwiek by on nie był — na „tak" czy na „nie".
Pierwszy odezwał się Draco. Severus zrzucił pośpiech na karb zmęczenia:
— Wszystko? Cokolwiek sobie zachcę? — Harry skinął głową, uśmiechając się anielsko. — Super! — klasnął w dłonie. — Skoro tak… Chciałbym zobaczyć… Albo… Kurczę! Taki trudny wybór!
— Weź dwa życzenia, potem sobie to jakoś odbiję.
— Serio? O, to jeszcze lepiej! — Draco zdawał się nie zauważać sensu w dopowiedzeniu „potem sobie to jakoś odbiję". Najwyraźniej na razie nic do niego nie docierało. — Chciałbym zobaczyć chwilę, gdy Granger czegoś nie wie i przez to dostać najlepszą ocenę w klasie. — Harry skinął głową. — A drugie… Mmm, jakby to ująć…
Potter uniósł rękę, przerywając mu. Bez słowa wszedł do jego umysłu, nie naruszając barier, po czym opuścił go z uśmieszkiem pełnym satysfakcji.
— Jeśli tak ci zależy, spełnię również to życzenie. — Malfoy przypominał dojrzałego buraka, gdy zorientował się, że Harry nie tylko czytał mu w myślach, ale również widział jego wyobrażenia tego, co chciał dostać. Pięknie! Najchętniej zapadłby się pod ziemię. Nic nie było w stanie go ruszyć, ale dotąd nikt — NIKT! — nie widział jego fantazji.
Tom zagryzł wargę.
— Zawsze chciałem prowadzić rozległe badania nad pewnym gatunkiem orłów występujących tylko w Karpatach — rzekł cicho.
— Nie posądzałem cię o coś tak… naukowego — rzekł z zaskoczeniem Harry, jednak po chwili wrócił do stanu powagi. — Dostaniesz swoje marzenie. — Spojrzał na milczącego do tej pory mężczyznę, który przyglądał się mu ze zmarszczką między brwiami. — A ty, Severusie? — Zupełnie nie przejmował się, iż używał imienia swojego nauczyciela. Dopóki wiedział, że mógł im ufać, dopóki widział respekt w ich oczach, dopóty będzie zwracał się do nich jak mu się zachce.
— Nie powiem, by podobał mi się ten pomysł.
Harry zaśmiał się krótko.
— Ależ ja wiem! Ciągle mnie podejrzewasz, a teraz twoją głowę zaprzątają myśli pokroju „Co też ten durny bachor wymyślił? Jak się dowiemy, pewnie zginiemy na miejscu". Spokojnie. Przysięgam na moje ciało, że będzie zabawnie. A teraz wybieraj! — dodał, warcząc z nagłego gniewu.
Snape wiedział, że z wściekłym Potterem nie warto się kłócić. To było jak walczyć kijem, stojąc naprzeciw miecza. Bez sensu.
— Laboratorium na poziomie z własną szklarnią na unikaty roślin. Tak, abym mógł po tym, co nam tu zafundujesz, zaszyć się tam na czas, gdy nie mam lekcji — powiedział szczerze, mrużąc oczy.
— Doskonale — powiedział dziwnie syczącym głosem, oblizując usta. Wstał, po czym zaczął kręcić palcami dziwne znaki, a usta poruszały się szybko. Po chwili poczuli zawirowanie magii — Harry zamknął ich w salonie Snape'a. — Skoro już mi nie uciekniecie, czas na zapłatę. — Splótł palce, położył dłonie na klatce piersiowej. — Jestem demonem, więc kocham rozpustę. — Uśmiechnął się szatańsko na widok ich min. — Tak, dokładnie tak, żądam od was przedstawienia. I nie mówię tu o pocałunkach, ale o prawdziwej orgii. Tylko, proszę, niech to będzie zmysłowe choć odrobinę. Gdybym chciał pornografii, nie byłoby mnie tu. — Rozsiadł się wygodnie na fotelu, wcześniej zepchnąwszy z niego Draco.
Cała trójka gapiła się na niego. Zupełnie jakby żartował. Prychnął. Czy oni jeszcze nie przywykli, że kiedy miał ochotę na żarty, to by już dawno się roześmiał? Uniósł palec, podpiekł ich stopy, po czym obserwował z zadowoleniem, kiedy skakali, przeklinając. Skrzyżował ręce na piersi, potem uniósł brew i czekał.
Severus przeklinał gówniarza. Przeklinał dzień, w którym się urodził. Miał się… kochać? pieprzyć? z własnym przyjacielem? I do tego z… ich dawnym panem. Jednak patrząc po minie najmłodszego z nich (jakby nie było, Riddle miał teraz szesnaście lat, był więc rok młodszy od Malfoya i Pottera), musiał przyznać, że Tom był najbardziej zielony z nich wszystkich. Draco tylko lekko się rumienił.
— Potter, pożałujesz — mruknął Snape pod nosem, wiedząc, że chłopak usłyszy.
— Niewątpliwie — zgodził się. — Jednakże to potem. Wyznacznikiem tego, jak dobre będzie wasze przedstawienie, będzie to, czy mi stanie — rzekł po chwili. Opuścił spodnie do ud, ale zostawił szare bokserki. Severus zauważył, że Draco zawiesił wzrok na kroczu „oprawcy" odrobinę za długo. Po chwili Harry warknął: — Ktoś was przeklął, że stoicie jak idioci?
Mogło minąć pięć minut, ale równie dobrze pół godziny. Trójka mężczyzn — dwóch młodzieńców i mężczyzny — była bardziej zdenerwowana od najbardziej wstydliwej dziewicy. A to coś znaczyło. Jednak powoli rozbierali się, każdy patrząc w inną stronę, byle nie na siebie. Harry tylko podpierał w zamyśleniu podbródek pięścią. Łokieć spoczywał na miękkim podłokietniku.
Z uwagą studiował ich ciała. Zaczął od Dracona.
Pierwsza rzuciła mu się w oczy blizna na tyle lewego uda. Wstał, podciągnąwszy na chwilę spodnie, po czym zbadał ją opuszkiem palca. Malfoy drgnął, jednak nie podskoczył z powodu łaskotek, jakby bał się reakcji Harry'ego na „ucieczkę". Pośladki były jędrne, jeszcze bielsze w porównaniu z mleczną skórą. Miał idealną figurę, dobre rozstawienie ramion, były one odpowiednio szerokie. Szyja była nieco za krótka jak na gust Harry'ego, jednak dało się to przeoczyć. Mięśnie ładnie rysowały się pod skórą, sprawiając, że Draco Malfoy był atrakcyjnym młodzieńcem. Jego górna warga była odrobinę za wąska, ale dolna wyglądała na miękką, a ich delikatny róż zachwycał. Nie mógł narzekać na przyrodzenie, ale kilka centymetrów więcej byłoby na plus.
Wtedy spojrzał na Toma. Riddle był szczuplejszy od Dracona, ale jednocześnie niższy. W nim widać było jeszcze dziecko. Słodką twarz okalały ciemne włosy, brązowe oczy błyszczały dziwnie, natomiast policzki zdobił wręcz dziewiczy rumieniec. Dłonie mu drżały, jakby chciał się nimi zasłonić. Nie miał mięśni, ale ten konkretny był całkiem do rzeczy. Harry uśmiechnął się z zadowoleniem. To będzie ciekawe przedstawienie. Z pewnością.
Został mu do ocenienia tylko Severus. Wysoki mężczyzna był chudy. Miał ziemistą cerę, wykrzywioną z niezadowolenia twarz. Ręce skrzyżował na ramionach, natomiast jego penis… W skali od jeden do sześć… Szóstka. Tak, zdecydowanie. Harry zaczął się zastanawiać, co mógłby mu zrobić. Wiedział, że to on będzie dominował w ich trójce, widział to po jego całej postawie. Najbardziej uległy będzie Tom, ale Severus… Taaak, Harry bardzo chętnie mu pokaże, że z nim to Snape zostanie zmuszony do pasywności. W końcu inaczej nie zasługiwał na swój tytuł demona, na imię Razjela. Tak naprawdę wiedział, że jeszcze nie był pełnym demonem, ale proces prawie się dopełnił. Czuł to po swojej mocy, która z każdą chwilą robiła się coraz bardziej wyczulona na magię innych oraz otoczenie. Jej rozmiar też się powiększył.
Usiadł ponownie w fotelu, ściągnął spodnie, buty i skarpetki. A potem czekał.
Żaden z nich się nie poruszył. Zniecierpliwiony Harry pstryknął palcami, aby podgrzać ich stopy. Po trzydziestu sekundach przeskakiwania z nogi na nogę, trójka mężczyzn — nazywajmy ich tak — spojrzała na niego wilkiem. Jednak przynajmniej jakoś się za to zabrali.
— Miejmy to już z głowy — mruknął Severus.
— Mądrze mówisz — odezwał się Potter z satysfakcją.
Snape przystanął przy Draco. I co miał zrobić? Pocałować przyjaciela? Od razu się zabrać za pieprzenie go? Pozwolił, aby jego ciało same działało w tej sprawie; położył ręce na ramionach Ślizgona, po chwili jedna z rąk odwróciła jego głowę tak, aby mógł go pocałować. Jedno oko miał zamknięte w czasie pocałunku, drugim obserwował czerwonego na twarzy Toma. Po chwili chłopak zaczął się do nich zbliżać, a kiedy był obok — zamarł. Zupełnie tak, jakby nie miał pojęcia, co zrobić. Draco sięgnął po dłoń Riddle'a drżącą ręką. Położył sobie ją na penisie.
Tom, rumieniąc się wściekle, zaczął delikatnie uciskać przyrodzenie Draco, drugą ręką sięgnął do jąder. Miał wrażenie, że robi coś niestosownego, a to uczucie pogłębiał fakt, iż Harry ich obserwował. Ta świadomość nie dawała mu spokoju.
„Na imię mi Heath Moor"… Coś jej nie pasowało. Ciągle słyszała o romansie Harry'ego z Malfoyem, bliższej znajomości studenta z oboma chłopcami, wiedzy Snape'a na ten temat, ale nie o to chodziło. Coś w tym człowieku było… znajomego? Nie, złe słowo. Czuła się nieswojo w jego towarzystwie. Co prawda miał z nimi wyłącznie eliksiry, jednak w ciągu pierwszego dnia jego pobytu w Hogwarcie widziała go trzy razy w bibliotece. Za każdym razem uśmiechał się do niej niestosownie. Zupełnie jakby z nią flirtował. Do tego zdawałoby się, że jest komuś tu posłuszny. Widziała jego minę, kiedy do biblioteki wszedł Harry, aby poinformować go o obiadokolacji. Wyszli ramię w ramię, jednak Moor zdawał się być odrobinę przygarbiony. Uległy. O właśnie, dobre słowo.
Ron i Ginny nie mieli jakichś większych problemów z Heathem. Ron tylko dziwnie reagował, gdy ktoś w jego pobliżu czynił spekulacje na temat orientacji Harry'ego. Hermiona przyjrzała się mu uważniej, a konkretniej jego twarzy, słysząc kolejną uwagę odnośnie życia intymnego jej przyjaciela. Reagował jak zakochany nastolatek. Ale gdyby był zakochany, powinien był się cieszyć z homoseksualizmu Harry'ego. Więc to nie było to.
Merlinie, co ja mam zrobić? Przecież wiem, jak Harry reaguje, gdy ktoś wtrąca się w jego sprawy. Zagryzła wargę. Jednak z drugiej strony tak bardzo się martwię, że przedwcześnie osiwieję.
*Właśnie, więc się, kurwa, nie wtrącaj!*
Nagła odezwa w jej umyśle totalnie ją zszokowała, że aż podskoczyła na krześle. Harry… Czyżby umiał posługiwać się połączeniem telepatycznym? Czy nauczył się tego w czasie tych pięciu dni?
— Hermiona? — szepnęła Ginny. — Wszystko w porządku?
Granger na początku chciała potwierdzić, jednak po chwili zmieniła zdanie.
— Nie, nie jest w porządku. Harry umie posługiwać się telepatią. Nagle odezwał się w moim umyśle — powiedziała cicho tylko do dwójki swoich przyjaciół.
— Co powiedział? — zapytał Ron. Nawet jeśli był zaskoczony, nie pokazał tego po sobie, co Hermiona przyjęła z wdzięcznością.
— Powiedział, cytuję: „Właśnie, więc się, kurwa, nie wtrącaj". Wcześniej myślałam o tym, że się zamartwię… — Oblizała spierzchnięte wargi. — Nie wiem, co jeszcze przed nami ukrywa, jednak powoli zaczynam się go bać. Naprawdę.
Ginny wymieniła z bratem krótkie spojrzenia.
— Hermiono, nie słyszałaś nigdy, że aby nawiązać połączenie telepatyczne, trzeba zgody osoby? Musiałby „zapukać" do twojego umysłu i poprosić o zgodę na wejście. — Weasley zagryzła wargę, wyłamała palce w prawej ręce, aż kości nieprzyjemnie jej strzeliły. — Nie da się ot tak przemówić do kogoś. Inaczej wciąż słyszelibyśmy głosy tych, którzy próbowaliby sobie żartować.
*Nie wierzysz własnej przyjaciółce, Ginewro? Nieładnie, nieładnie…* Zdębiała, włoski stanęły jej na karku, gdy usłyszała słowa, a potem echo okrutnego śmiechu. *Koniec końców stwierdziłem, że mogę was poinformować o tej zdolności. Jednak nie węszcie dalej. To się może źle dla was skończyć* rzekł złowrogo. *Wierz mi, że jeśli przyjdzie mi wybierać między waszym życiem oraz moim celem, nie zawaham się wybrać celu. Tego, do czego dążę. Nie przeszkodzicie mi!*
Stała jak sparaliżowana i pewnie nie kontaktowałaby dłużej, gdyby Ron nią nie potrząsnął.
— Ginny! Co się stało?
Czuła, że krew odpłynęła jej z twarzy, ona sama drżała niekontrolowanie. Opadła na podłokietnik fotela, na którym siedziała Hermiona. Granger objęła ją ramionami.
— To on — szepnęła Weasley. — On powiedział… Że nas zabije, jeśli będzie trzeba. Mamy przestać węszyć. On wie… On wie! — jęknęła, po czym wtuliła się w Hermionę, jakby dziewczyna była w stanie ją uratować przed Harrym.
Granger wymieniła poważne, zatroskane spojrzenia z Weasleyem, mechanicznie głaszcząc Ginny po plecach.
KONIEC ROZDZIAŁU ÓSMEGO
