Bal
Początek naszej znajomości, mówiąc delikatnie, nie był zbyt romantyczny. Po długich dniach ciszy, przeplatanej złowrogimi spojrzeniami rzucanymi w moim kierunku (po których łzy same napływały mi do oczu), nie miałam złudzeń, że Edward nie jest mną zainteresowany. Kiedy więc zaprosił mnie na bal, byłam szczerze zdumiona. Po całonocnej bitwie z myślami moja powszechnie znana niechęć do tego typu imprez ostatecznie poległa. Umówiliśmy się o dwudziestej na samym środku sali balowej. Gdy wybiła pełna godzina, podwinęłam błękitną suknię i ostrożnie zeszłam po wielkich, marmurowych schodach. Nad sklepieniem hallu wisiały setki lampionów i srebrnych serpentyn. Minęłam księcia wirującego w tańcu z księżniczką, Harry'ego Pottera i Hermionę, muszkietera i piratkę, Elvisa i Marilyn Monroe... Jak cię rozpoznam...? Nie będziesz miała z tym żadnych problemów... - przypomniałam sobie szept Edwarda w słuchawce telefonu, na samo wspomnienie którego przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Miedziane włosy... - wymamrotałam, rozglądając się dookoła. Tu jesteś! - krzyknęłam w myślach.
Czarna peleryna zafalowała kilka metrów przede mną, a zimna dłoń musnęła moją rękę. Jego alabastrową twarz, częściowo ukrytą pod iskrzącą maską, dzieliły milimetry od mojej. Posłał mi swój czarujący uśmiech, a ja stanęłam zdezorientowana, uświadamiając sobie ponury fakt. Dlaczego Edward, do cholery, nie ma kłów? Czy on naprawdę nie wie, jak wyglądają wampiry?!
