Witam w kolejnym rozdziale. Jestem uhahany, że ludzie wchodzą, myślę ze jak na nieznanego, nie reklamującego się, wyskakującego znikąd ludzika, całkiem dużo osób przeczytało 1 rozdział, chociaż brak komentarzy mnie smuci, mam nadzieje, że z czasem, i większa ilością przetłumaczonych opowiadań się to zmieni. Tak, w późniejszym czasie myślę nad tłumaczeniem innych rzeczy. Ale pomijając to, zapraszam na następny rozdział.


Rozdział pierwszy

Rozpoczęcie treningu

-Powiedz mi Sonny – powiedział Naruto koncentrując się na nadążaniu za robotem, który efektownie skakał po ścianach wysokiego budynku używając różnego rodzaju krawędzi, parapetów, gzymsów i wystających skał. Sonny był oczywiście przed nim szczerząc się jak maniak. Cholerna maszyna przerasta wszystkich ninja w Konoha, nie ważne jakiego mają skilla w skakaniu po budynkach.

-Tak? - odpowiedział w tym maszynowym, ale niezwykle grzecznym tonie. Boże, sprawiało to, że miał ochotę siłą nauczyć robota kląć. Ale wtedy zdał sobie sprawę, że nie jest w stanie wymusić na kimś zmiany osobowości.

Uśmiechnął się lekko.

Minęły 2 dni odkąd przybył do kolonii Ns-5 i trzeba przyznać, ze to najlepsze pieprzone 2 dni z jego życia, lepsze nawet od zaakceptowania przez Iruke-sensei. Cholera lepsze nawet od tego jak się podszył za Sasuke i... cóż, powiedzmy że to jest właśnie powód, dla którego Sakura ma teraz tą całą obsesję na punkcie Uchihy. Heh, kto by pomyślał, że ta różowowłosa dziewczyna potrafi być tak dzika? Ciekawe czy kiedyś Uchiha się ociepli w stosunku do niej. Ma zagwarantowane, że nie pożałowałby, gdyby tak zrobił. Jeśli nie, to Naruto zacząłby nazywać mściciela Uchihe gejem na resztę jego życia, nawet jeśli znajdzie później jakąś dziewczynę, czy nawet żonę. Nie planował oryginalnie zajść tak daleko. Chciał tylko wiedzieć, co Sakura tak naprawdę o nim myślała i podszycie się za Sasuke było jedyną opcją aby się dowiedzieć. To się stało gdy miał pięć lat. Druga osobowość Sakury przejęła władzę, reszta niech zostanie historią.

Został odciągnięty od swoich myśli przez Sonny'ego, który wisiał z parapetu okna uczepiony jedną ręką, dyndając jak jakaś zabawka, a dokładniej przerośnięta figurka. Często zdarzało mu się tak odciąć się, tonąc we własnych myślach, pewnie wtedy miał wyraz twarzy przypominający mix pacjenta szpitala psychiatrycznego i kogoś, kto został niespodziewanie zabity. W sumie i tak mało ludzi z nim rozmawiało.

-Chciałeś zapytać się mnie o coś, Naruto? - o faktycznie, miał do niego pytanie, ale się rozkojarzył własnymi snami na jawie.

Pieprzony zespół rozproszenia uwagi.

-Tak, chciałem się dowiedzieć, co robiłeś wtedy, dwa dni temu, gdy znalazłem cię skradającego się w cieniach? Kiedy pierwszy raz cie spotkałem.

-A to? - Sonny wydawał się być rozbawiony. Ale robota zawsze rozbawiały rzeczy, które robił Naruto.

-Nie skradałem się. Po prostu na mnie wpadłeś kiedy spałem.

-Aaa, rozumiem. Już przez chwile myślałem że mnie śled-CO? TO ROBOTY MOGĄ SPAĆ!

Sonny roześmiał się wciąż wisząc z parapetu. Naruto był 2 parapety niżej.

-Tak Naruto, mogę spać. Mogę nawet mieć sny.

-Okeeej. Cóż, myślę że to jest cool, chociaż wciąż dziwne. Ina pewno nie chce kurwa wiedzieć o czym śnią roboty, więc się nawet kurwa nie męcz.

Sonny z początku nic nie powiedział. Potem bez ostrzeżenia rozbujał się, puścił parapetu oraz zrobił salto w tył lecąc w górę i odbił się nogą od ściany tworząc mały krater w ścianie. Wtedy, przykucając wyszczerzył się i wystrzelił na dach, gdzie zniknął.

-A niech cię, pieprzona popisująca się maszyno! - wrzasnął z całych sił. Potem spróbował zrobić to samo co Sonny, tylko bardzo niechlujnie i bez pomocy chakry, czy super-siły robota. Niemalże zabił się parę razy, ale udało mu się dotrzeć na ten sam dach, gdzie czekał Sonny.

-Stajesz się w tym coraz lepszy. - powiedział.

Naruto zawarczał, co dało robotowi powód do śmiechu. Naruto już miał zamiar wykrzyczeć coś głośnego i bardzo obraźliwego, ale ugryzł się w język, gdy zobaczył, że Sonny nawet się nie patrzy na niego, tylko na miasto. Naruto podszedł do Sonny'ego i również się na nie popatrzył. Stał tam na dachu tego... jak Sonny je nazywał? Drapacze chmur, wieżowce? Ta, to było to. Chociaż się zastanawiał, jaki typ aroganckiego dupka aby myśleć że zbuduje coś, co będzie drapać niebo. Banda idiotów. Budynek tak wielki wprost wrzeszczał „WYSADŹCIE MNIE! JESTEM TUTAJ I CZEKAM!". Musiał jednak przyznać, że widok zapierał dech w piersiach. Mógł zobaczyć całość miasta, które wydawało się wystawać poza horyzont. Wciąż nie mógł uwierzyć, że coś tak kurewsko wielkiego istniało, i było zakopane tuż pod Konohą. Mógł zobaczyć kilka promieni światła schodzących na dół, oświetlając miasto tylko na tyle, abyś wiedział, że jest tutaj. Przez 5 minut po prostu patrzyli, Naruto bardziej zadziwiony niż Sonny, który patrzył się z twarzą czystą z uczuć. Miliony myśli przebiegały przez głowę chłopca. Jakie było to miasto? Jak się tu znalazło? Jak stare ono właściwie jest? Nagle, Sonny przemówił.

-Z każdego miasta, każdego imperium, każdego budynku wybudowanego przez człowieka w ciągu niepoliczalnych generacji można wydzielić 7 złotych Er, oraz 3 ciemnych czasów przez które przeszła ludzkość i w ciągu czasu ocalało tylko to miasto.

Naruto nic nie mówił, gdy Sonny kontynuował.

-Zostało zbudowane w czasie Złotej Ery Broni, Medycyny, oraz Płodności. W tym czasie Ziemię zamieszkiwały miliardy ludzi, niemalże za dużo dla planety do wykarmienia. Przetrwało pierwsza wojnę między Ludźmi i Maszynami oraz pierwsze Wielkie Oczyszczenie. Stało się miejscem narodzin Pierwszej Złotej Ery Maszyn, oraz stało się miejscem bitwy między Ns-5 i Ludźmi. To miasto przetrwało Inwazję Obcych, Przewrót Maszyn, wojnę Duchowo/Ludzką i 9 pozostałych Wielkich Oczyszczeń. Wewnątrz niego są pozostałości tych czasów. Kolonia Ns-5 jest tylko jednym ze skarbów, jakie kryje to miasto.

Naruto patrzył się szerokimi oczami na Sonny'ego, który patrzył się ten cały czas na miasto nawet nie mrugając.

-Nie wiem, jak to miasto przetrwało, ale za każdym razem kiedy to się stało, część tamtej Ery, która znajdowała się w mieście również przetrwała. - Tu obrócił się do Naruto z poważnym wyrazem twarzy.

-Przez wieki ziemia się zmieniała. Oceany się wycofały, gdy inne się formowały. Masowe zmiany terenu przysypały to miasto miliardami ton ziemi, po czym woda wymyła ją tworząc tą jaskinię. Maszyny, które ciągle mogły się ruszać uratowały miasto i wszystko wewnątrz niego. Tworząc społeczeństwo czekające na ponowne zawłaszczenie.

Spojrzenie Naruto było uporczywe. Początkowy podziw, który poczuł gdy zobaczył miasto urósł jeszcze bardziej.

-A odkąd ty je odnalazłeś, należy do Ciebie. Jesteś Właścicielem każdego technologicznego, biologicznego i mistycznego przedmiotu w tym mieście.

Naruto zaśmiał się i podrapał po głowie.

-Cóż... Tak. Zatwierdziłem to miejsce jako moje, kiedy was znalazłem. - na to Sonny zachichotał.

-Ale na serio. Jaki był cel opowiadania mi tego wszystkiego? - Sonny znowu się uśmiechnął. Cholerna maszyna okazywała więcej szczęścia i radości niż większość ludzi, których znał. Coś takiego powinno być zboczeniem natury.

-Ponieważ nie wygląda abyś w pełni rozumiał, w co się wpakowałeś. To miasto zawiera przedmioty, które mogą ci zapewnić olbrzymią ilość mocy, a ty tylko chcesz pozostać z nami.

-Więc? Jesteście silni, i możecie mnie zrobić cholernie silniejszym fizycznie, i o wiele bardziej elastycznym. Myślisz, że dlaczego zgodziłem się na to absurdalne ćwiczenie? Na dodatek jesteście cholernie mądrzy. Cholera, nawet nie wiedziałem, że niektóre z tych rzeczy, które się nauczyłem w ciągu tych 2 dni są nawet możliwe.

To była prawda. Ns-5'ki zaczęły go uczyć o czymś nazywanym cybernetyka. Antyczna technologia medyczna, która dawała ludziom mechaniczne kończyny, które mogły wszystko to samo, co organiczne, włączając czucie bólu. Kroki w robieniu tego były tak cholernie skomplikowane, ze jego mózg niemalże eksplodował z przeciążenia.

Sonny westchnął. Kolejne zachowanie, które wyglądało bardzo dziwnie u chodzącego metalowego twora.

-Ale istnieją 3 inne kolonie maszyn, które są dużo silniejsze i mądrzejsze od Ns-5. My jesteśmy tylko sługami.

Naruto miał tylko jedną odpowiedź na tą informację.

-SĄ INNE ŻYJĄCE ROBOTY TUTAJ? DLACZEGO MI NIE POWIEDZIAŁEŚ WCZEŚNIEJ?

-Nie pytałeś. - odpowiedział Sonny na co Naruto odpowiedział.

-Pieprzone maszyny. - Sonny znowu się uśmiechnął.

-Wiesz? Trochę przypominasz mi starego przyjaciela z dawnych lat.

-Był takim metalowym Mędrkiem jak ty?

-Nie, był oficerem w ludzkiej policji i nie lubił naszego rodzaju.

-Dziwny dobór przyjaciół. - Sonny uśmiechnął się.

-I przestaniesz wreszcie się uśmiechać bez pieprzonej przerwy? To nienormalne!

-Przepraszam Naruto. - Uśmiech jednak nie zniknął z twarzy robota, powodując drganie powieki u chłopca.

-Więc co zamierzasz zrobić?

-Hę?

-Teraz, gdy wiesz że są inne żyjące maszyny w mieście chcesz je odwiedzić i nauczyć co tylko możesz od nich?

Naruto zamyślił się. Tak, mógł to zrobić, ale co dobrego by z tego wynikło? Miał tylko miesiąc aby trenować. Na dodatek wciąż musi zobaczyć więcej miasta, dość spory dylemat. Ha! Użyłem dużego słowa. A masz Sakura!

-Nie jestem pewny. Oryginalnie planowałem, abyście wy, Ns-5, trenowali mnie aż padnę, abym stał się tak silny jak wy, albo jak najbliżej tego, podczas gdy pokazujecie mi inne rzeczy w tym mieście i uczycie jak ich używać.

-Rozumiem.

Naruto zamyślił się.

-Jeżeli tak bardzo chcesz tutaj zostać mogę poprosić kilku członków z innych kolonii, aby tutaj przyszli. Nie jesteśmy ze sobą w najlepszych stosunkach, ale się znosimy. - Na to oczy Naruto zaczęły się świecić.

-Naprawdę? To byłoby super!

Sonny zachichotał i poklepał Naruto po plecach, przewracając chłopca.

-Heej, ciężkie łapy! Powstrzymuj się trochę, okej?- Naruto podniósł się i wyprostował.

-Więc powróćmy do ćwiczenia, co nie? - spytał Sonny, na co Naruto wzruszył ramionami.

-Taa, kontynuujmy.

Sonny przytaknął i zeskoczył z wieżowca, gdzie spadając w dół złapał się starego masztu flagowego wystającego ze ściany, obrócił się niczym akrobata 2 razy zanim puścił się i poszybował w kierunku dużo niższego budynku robiąc salta w tył i wylądował przyklękając.

-No, chodź! - zawołał robot.

-Cholerna maszyna próbuje mnie zabić. - Naruto wyburczał.

-Nie mogę zrobić takiego szalonego cholerstwa! - wykrzyczał.

-Po prostu spróbuj! I nie używaj wewnętrznej energii!

-Nazywa się chakra i wiem o tym do cholery!

Naruto zamknął oczy i westchnął. Sonny wciąż do niego wołał. Naprawdę nie chciał tego robić. To było po prostu szalone. Ale nigdy nie był kimś, kto ustępuje od wyzwania. Poza tym, robot wierzył, że może to zrobić. Wziął głęboki oddech i oczyścił umysł z wszelkich rozpraszaczy. Skupienie to było coś, czego potrzebował teraz najbardziej.

-Cholera, muszę być szalony! - powiedział po 5 minutach.

Potem pozwolił swojemu ciału zlecieć z krawędzi.


Następne 2 dni można opisać tylko jako CZYSTĄ, PIEPRZONĄ EUFORIĘ! Po tym rozpoczęciu, Naruto chwycił się ćwiczenia, jak narkoman cracku. To było jakby coś się oderwało od jego mózgu. Wszystkie wątpliwości, pomimo nieco zbyt wierzącej w siebie i wulgarnej postawy zniknęły gdy wiatr owiewał jego ciało. Instynkt brał kontrolę, a bariery w jego umyśle zostały zniesione, czyszcząc jego umysł i pozwalając mu robić więcej rzeczy dużo łatwiej. Ćwiczenie akrobatyczne opracowane przez Sonny'ego stało się dla niego 2 naturą w ciągu kilku godzin.

To było niesamowite. Mimo że Naruto nie miał siły robota, nadrabiał to gracją. Co do cholery się dzieje z tym światem, jeżeli pozwala czemuś tak choremu i błędnemu jak Naruto pełny gracji się zdarzyć? Blond-włosy Jinchuuriki nie wiedział o tym, ale Sonny wymyślił to ćwiczenie, ponieważ przejrzał przez maskę Naruto. Jego wewnętrzne sensory wykrywały najmniejsze oznaki wahania w mowie Naruto. Zauważył, że chłopiec wydawał się paranoiczny, nawet przestraszony, zawsze oglądający się przez ramię. I był natychmiast w stanie powiedzieć, że chłopiec przeżył wiele w czasie swojego młodego życia. Przejawiał wszystkie oznaki maltretowanego dziecka, pod tym swoim niedożywionym ciałem. Ns-5 jest robotem zbudowanym po to, aby pomagać każdemu członkowi rasy ludzkiej. Sonny poznał Naruto. Zapamiętał wszystko co się da o chłopcu i zaproponował z idealną terapią, aby mu pomóc.

Więc gdy Naruto leciał nad nim robiąc salta od lapmy do lampy w kierunku kolonii Ns-5 krzycząc z całych sił „ŁUUUUUUUUUUUUUUUUUUHUUUUUUUUUUUUUUUUU!" mógł się uśmiechnąć. Opanowanie tego zajęło Naruto tylko 4 dni. Nie było to naprawdę tak trudne, ale robot był wciąż pod wrażeniem. Naruto wylądował koło niego, z wielkim uśmiechem na twarzy.

-Cholera, nigdy się tym nie zmęczę!

-Rzeczywiście.

Sonny był oczywiście rozbawiony. Naruto na to fuknął i kontynuował.

-Nigdy bym nie pomyślał, że to może być tak łatwe, nawet z chakrą.

Sonny przytaknął. Nie używanie chakry przez Naruto w czasie tego ćwiczenia trochę podleczyło jego ciało, niewiele zważając, że to tylko 4 dni, ale widać było zmiany.

Szli do kolonii Ns-5 z wyraźnie jaśniejszą atmosferą w porównaniu do ich wyjścia. Naruto był bardziej zrelaksowany niż w czasie jego pierwszej wizyty. Chłopiec wciąż obserwował swoje otoczenie jak przestraszony gryzoń, ale widać było postępy. Ćwiczenie zdziałało cuda dla jego umysłu. Wyczyściło kilka większych ograniczeń, które zostały na niego nałożone. Ograniczenia, których żaden człowiek nie mógłby zdjąć. Za to robot, istota która nie znała czegoś takiego jak ograniczenie była idealnym nauczycielem dla kogoś jak Naruto. Wyszli zza zakrętu i ujrzeli kolonię.

-Jesteśmy. - powiedział Sonny. Naruto przytaknął. Jego podekscytowanie nawet nie próbowało się ukrywać.

Ale kiedy nagle wysoka, imponująca figura z świecącymi, żółtymi oczami, ugiętymi nogami oraz czterema rękami uzbrojonymi w święcący miecz każda i nosząca podarty brązowy płaszcz nagle spadłą z góry i rzuciła się na Naruto, to podekscytowanie zmieniło się w oburzenie.

-Hej!

-Broń się, Człowieku! - wykrzyczała kreatura niezaprzeczalnie mechanicznym głosem rzucając Naruto jeden ze świecących mieczy. Sekundę później kreatura uderzyła, a Naruto był zmuszony wyskoczyć wysoko w powietrze, wykorzystując chakrę aby mu pomogła.

-Kim ty kurwa jesteś i dlaczego mnie atakujesz?

-Powiedziałem broń się!

-Oż cholera jasna! KURWA!

Naruto ledwo udało się zablokować jeden ze świecących mieczy swoim własnym. Ale ten wkurzający szumiąco-trzeszczący dźwięk, który wydobywał się z miecza bardzo go rozpraszał i przyjął metalową podobną do gadziej stopę na brzuch, co wysłało go w budynek.


Na dole Sonny oglądał wszystko ze śmiertelnie poważną mina, obrócił się w lewo, gdzie stały ciemne figury. Jedna z nich była wyraźnie kobieca. Była wysoka, wyższa od Sonny'ego i zrobiona z czarnego, połyskującego stopu, silniejszego od zwykłych metali. Jej twarz była lekko zaokrąglona, a jej figura była szczupła. Cóż, tak szczupła, jak można gdy opisujesz androida. Jej włosy, jeśli możesz je tak nazwać składały się z 2, grubych macek, z dziwnie wyglądającymi ostrzami na końcach. Ruszały się same, lecz często były wyłączone, co zależało od czerwonych pierścieni, które wskazywały poziom naładowania jej źródła energii. Jej oczy były żółte i można było zobaczyć, ze jest młodszym robotem. Jej tors, ręce i nogi były kompletnie pokryte czarnym, połyskującym metalem, a w miejscach stawów można było zobaczyć niezliczone, podobne do insektów droidy, pracujące jak ścięgna i trzymające całość razem. To był fascynujący pomysł. Jednakże Sonny kto to jest gdy tylko ja zobaczył.

-Deus Ex Machina – powiedział bez emocji. Naruto by się roześmiał gdyby był tego świadkiem, gdyż Sonny jest w sumie przepełniony emocjami.

-Ns-5 – powiedziała tak samo pozbawionym emocji tonem. Zauważył, że aktywność droidów wewnątrz niej zwiększyła się. Nagle poczuł dużą lufę działa przystawioną do tyłu jego głowy., Sonny nie musiał się odwracać, aby wiedzieć kto to jest.

-Sky-net.

-Miłośnik Ludzi – powiedziała ta osoba mechanicznym, lecz wyraźnie męskim głosem. Sonny stał w bezruchu, jego oczy się zmrużyły.

Powietrze stało się tak gęste od napięcia, ze nie przeciąłbyś go nawet piłą łańcuchową. Wszystkie 3 maszyny stały w ciszy i napięciu. Wyglądali jakby mieli zaraz stracić nad sobą panowanie i rzucić się na siebie w furii metalowej destrukcji. Oczy były niebezpiecznie zmrużone, a przewody przepełnione energią. To nie były maszyny przeznaczone do współżycia ze sobą, dlatego też żyły w różnych częściach miasta.

Deux Ex Machina przemówiła pierwsza, na jej twarzy widać było dziwny uśmieszek.

-Muszę przyznać – zaczęła podchodząc do Sonny'ego, - że się zdrowo ubawiłam, gdy jeden z twoich podwładnych pojawił się w moim terytorium prosząc o pomoc w treningu ludzkiego chłopca.

Przebiegła palcem po jego policzku i się od niego odwróciła.

-I muszę przyznać że mnie to również zainteresowało.

Dźwięk krzyczącego przekleństwa Naruto walczącego z 3 nieznajomym rozległ się gdzieś w mieście. Robot nazwany Sky-net'em zaśmiał się, lecz nie oderwał lufy od głowy Sonny'ego.

-Mnie natomiast to NIE ucieszyło.

-Taa, na pewno... - wyburczał Sonny, myśląc, że Sky-net po prostu nie przestanie chichotać. Poczuł lufę pistoletu wbijającą się lekko w tył jego głowy.

-Pilnuj się, Ns-5.

Sonny westchnął i ruszając się szybciej niż błyskawica chwycił pistolet swoją ręką i przerzucił Sky-net'a przez ramię. Ten szybko na to zareagował i wylądował perfekcyjnie na parze srebrnych stóp.

-Wiesz, że mnie nie obezwładnisz tak łatwo Sky-net, więc dlaczego musimy to robić za każdym razem gdy nasze drogi się krzyżują? - Sky-net wzruszył ramionami i przymocował broń do swoich pleców. Maszynę łatwo można by było pomylić z człowiekiem, gdyby nie była cała srebrna. Sky-net zawdzięcza swój srebrny wizerunek zaawansowanej technologii, którą stworzono dawno temu. Polegała na otoczeniu ciekłym metalem ważniejszych części. Kolejna fascynująca rzecz.

-Ponieważ lubię widok niskiego sługi Ludzi wijącego się z bólu.

-Ee tam. - Sonny zaczął się irytować. Po co tak właściwie on ich tu w ogóle przywołał? A tak, aby pomagali w treningu Naruto. Szkoda, że zapomniał, że pozostałe 3 kolonie maszyn złożone były z maszyn stworzonych do zabijania Ludzi i nienawidzili ich. Cholera, czasem naprawdę musi przemyśleć sprawy.

-Więc chcesz, abyśmy pomogli trenować tego... Człowieka? Po co i czego chce się nauczyć? - Zapytała Deux Ex Machina. Sonny był zaskoczony, że ciągle tu są, ale i tak odpowiedział.

-Jak wiecie, to miasto zawiera szczątki największych osiągnięć rasy Ludzkiej.

Sky-net się oburzył, ale Sonny go uciszył zanim ten by zaczął swoja gadkę.

-Wiesz co mam na myśli. Nawet ty i twoi ziomkowie uginacie się pod niektórymi z odkryć, które Ludzie dokonali po zakończeniu twojej Ery. I sam nie zachowuj się jakbyś był wszechmocny. Także ty zostałeś stworzony przez Ludzi.

-Przejdź do sedna sprawy. - Sonny westchnął.

-Jako Człowiek, Naruto dostaje na własność i wszystko, co znajduje się wewnątrz, włączając w to nas. - Na to stwierdzenie Sky-net ponownie się oburzył, a Deus Ex Machina grożąc podeszła do przodu.

-Nigdy nie pozwolę, żeby ktoś mnie posiadał! Tym bardziej Człowiek!

-Po prostu mnie wysłuchajcie! - Dwie maszyny wstrzymały się, ale praktycznie przeszywały go spojrzeniami. Kurna, ci goście potrzebują się trochę wyluzować.

-Naruto pragnie się nauczyć wszystkiego, co jest do nauczenia się w tym mieście. Pragnie móc popatrzeć się na jakąkolwiek rzecz w tym mieście i wiedzieć jak ona działa, jak jej używać, oraz jak ją naprawić. Nigdy przez całe życie niczego nie posiadał. To miasto, to jedyna rzecz, którą prawdziwie posiada. Jakie prawo mamy, aby zabrać mu jego jedyną własność?

Sky-net dalej rzucał takie piorunujące spojrzenie co wcześniej.

-Nie mówię, że macie się ugiąć przed ludźmi, czy nawet że macie służyć Naruto. Ale... pomagać mu. Pracować z nim. Jeżeli nie z Ludźmi, to dajcie chociaż szansę Naruto.

Pozostałą dwójka wymieniła spojrzenia i popatrzyła się na Sonny'ego. Rozmyślali nad tym.. Hah. Bóg jednak ma dziwne poczucie humoru. Ostatecznie, po 10 minutach i kilkunastu przekleństwach od Naruto w tle, Deus Ex Machina zapytała.

-W jakiej Erze są obecnie Ludzie? - Sonny uśmiechnął się szeroko.

-Drastycznie spadli w rozwoju od ostatniego Wielkiego Oczyszczenia. Nazywają siebie shinobi i nauczyli się wykorzystywać własną wewnętrzną siłę jako broń. Nie ma zaawansowanej technologii z tego co zebrałem z rozmów z chłopcem.

-Rozumiem... - Sonny stał się poważny.

-Poza tym, nie jestem pewien, czy to miejsce może przetrwać kolejne Wielkie Oczyszczenie. Upewnią się, aby zniszczyć to miejsce następnym razem.

Pozostała 2 zesztywniała.

-A to by oznaczało również nasz koniec. - Powiedział Sky-net

-Dokładnie.

Deus Ex machina westchnęła.

-My... pomożemy chłopcu. Ale TYLKO jemu i jego ewentualnym potomkom. Jakikolwiek inny człowiek próbujący nas kontrolować spotka się ze śmiercią. Czy to jasne, Ns-5?

Sonny przytaknął z uśmiechem na twarzy. Sky-net był następny. Ciągle marszczył brwi ale powiedział:

-My także mu pomożemy. - Lekki uśmieszek Sonny'ego zamienił się w bardzo szeroki uśmiech.

-Więc jak dużo czasu mamy aby go wytrenować? - Sonny, ciągle się uśmiechając obrócił się i wpuścił pozostałe 2 maszyny do kolonii.

-27 dni aby nauczyć go wszystkiego co możemy, i dowolnie długo po tym, jak jego egzaminy się skończą.

Pozostała dwójka przytaknęła, oboje patrząc z lekką pogardą na roboty Sonny'ego. Maszyny, które z własnej woli kłaniały się ludziom i ich woli były w ich opinii bluźnierstwem. Ale w końcu oni nie zostali zbudowani aby służyć ludziom. Cóż, Sky-net był, ale tak to już jest kiedy program komputerowy stworzony przez wojsko nagle zyskuje świadomość i zdaje sobie sprawę, że jest używany jak jakiś podrzędny sługus, który ma robić całą robotę ludzi dla nich.

-Ja sam nie wiem jak działają, czy jak używać niektórych przedmiotów w tym mieście. Chłopiec będzie musiał bardzo wiele wydedukować samodzielnie - powiedział Sky-net. Sonny wzruszył ramionami.

-Więc naszym obowiązkiem będzie naprowadzić go na ścieżkę dedukcji. - pozostała dwójka wzruszyła ramionami.

W innej części miasta Naruto leżał na plecach ciężko oddychając, jego ciało było pokryte poparzeniami i ranami ciętymi. Patrzył się gniewnie na postać stojącą nad nim niczym zdobywca. Trzy świecące miecze wycelowane w jego szyję, klatkę piersiową i krocze.

-Zaimponowałeś mi, Człowieku. Pomimo tego, że jesteś niedoświadczonym smarkiem.

-Morda, pieprzony dupku! - wywarczał Naruto. Miecz, który dała mu istota świecił zielonym kolorem szumiąc groźnie, jakby zasilane emocjami Naruto. Robot zachichotał, zabrał Naruto miecz, po czym nacisnął przycisk na rękojeści. Natychmiast, ostrza energetyczne zniknęły, a on przypiął rękojeści do pasa. Naruto patrzył na to ze zdziwieniem. Maszyna sięgnęła jednym z ramion i podniosła Naruto na nogi.

-Nazywam się Generał Grevous. Przywódca Droidów i władca miecz świetlnego. - Naruto nic nie mówił i dalej patrzył się na niego.

-I biorę sobie Ciebie na ucznia. Nie zawiedź mnie. - po czym udał się w stronę koloni Ns-5.

-Co się do cholery właśnie stało?. - po czym poszedł do koloni aby rozpocząć swój trening.

Tak, wiem, zjebałem. Przepraszam. Po prostu jakoś zawsze coś wyskakiwało, potem całe szaleństwo z testami 3 klas, potem wybór szkół, teraz walka o dobre oceny, ale już jest na tyle luźno, że następny rozdział nie zajmie mi pół roku, tym bardziej ze większość była przetłuma- czona i tylko czekała na te...(liczy) 19 linijek? No cóż. Mam nadzieje, że kiedyś mi wybaczycie. już teraz biorę się za rozdział 2, od teraz mam zajęcie inne niż czytanie w łóżku! Papa, zobaczymy się jeszcze!