Z przeszło tygodniowym opóźnieniem publikuję tu wreszcie drugi rozdział, tym razem autorstwa deedee. Dowiemy się z niego czegoś więcej o trójce bohaterów i poznamy pewne fakty dotyczące hogwarckiego ekspresu, które wyjdą na jaw w trakcie pierwszego w tym fanfiku przesłuchania. Czy którakolwiek kwestia poruszona w poniższym rozdziale będzie miała wpływ na przyszłe wydarzenia? O, to już kwestia kolejnych części i wyobraźni ich autorów.
Z publikacją następnych rozdziałów postaram się nie zwlekać tak długo.
Nakago
23 października 2010 roku
Rozdział drugi
Morderstwo doskonałe?
autor: deedee
Rolf przymknął oczy, wzdychając w duchu. Kiedyś, wiele lat temu, zapewne uznałby widok martwego Harry'ego Pottera za interesujący. Może nawet pożądany. Teraz wywoływał w nim jedynie niewyraźne uczucie goryczy. Mężczyzna, który jako nastolatek niejednokrotnie wymykał się śmierci i którego nawet Avada nie była w stanie wykończyć, teraz zginął w czasie spokojnej podróży do Hogwartu, w pociągu, w którym nie miało prawa stać się nic złego. Cóż za ironia. Rolf nachylił się nad zwłokami, by dokonać oględzin, nie zdążył jednak przyjrzeć im się dokładniej, bo od strony wejścia doszedł go dość głośny jęk. Młoda czarownica, do tej pory pogrążona w szoku, najwyraźniej zaczynała odzyskiwać zdolność mowy.
- Merlinie… Merlinie, przecież to…
Wyglądała, jakby miała zaraz zemdleć albo wpaść w panikę. Rolf błyskawicznie wyprostował się i stanął w drzwiach, zasłaniając sobą wnętrze przedziału.
- Potrzebuję pani pomocy, panno…
- Lancaster, Cecilia Lancaster - odpowiedziała słabo.
- Panno Lancaster. Wielu uczniów zostało rannych w wyniku gwałtownego hamowania pociągu. Niech pani odnajdzie prefektów z poszczególnych domów i pomoże im zająć się młodszymi dziećmi, dobrze?
Młoda kobieta kiwnęła głową, ale jeszcze przez dłuższy moment wpatrywała się w przestrzeń ponad ramieniem Rolfa, starając się dostrzec coś więcej. Mężczyzna nie dziwił się jej. Wiedział nie od dziś, że śmierć nie tylko przeraża, ale w pewien sposób także fascynuje. W końcu jednak czarownica odwróciła się i nieco chwiejnym krokiem ruszyła ku przodowi wagonu, wyganiając jednocześnie z korytarza ciekawskich uczniów, którzy zaczęli się już tam pojawiać. Widmo zbiorowej histerii zostało na chwilę oddalone.
Tym razem były auror dokładnie zamknął za sobą drzwi przedziału i zabezpieczył je zaklęciem. Początkowo czuł się trochę niepewnie, ale szybko nad emocjami wziął górę profesjonalizm, w końcu nie pierwszy raz robił coś takiego. Jak zwykle zaczął od zwykłego przyłożenia dwóch palców do szyi Pottera, w miejscu, w którym powinien być wyczuwalny puls. Metoda była jak najbardziej mugolska, a przy tym prosta, wygodna oraz, gdy już miało się odrobinę wprawy, praktycznie niezawodna. Tak jak się spodziewał, nie poczuł charakterystycznego ruchu krwi przepływającej przez tętnicę. Jednak skóra nadal była ciepła, więc śmierć musiała nastąpić niedawno. Rolf szybko wyszeptał kilka standardowych zaklęć diagnostycznych, poruszając różdżką nad zwłokami. Sypiące się z jej końca iskry utworzyły w powietrzu skomplikowany wzór, który pozwolił mu ostatecznie wykluczyć zgon z przyczyn naturalnych, nie wykrył także żadnych ukrytych obrażeń wewnętrznych. Tak właściwie mężczyzna wyglądał zupełnie normalnie i zdrowo, jeśli pominąć fakt, że był martwy. Jego policzki nadal posiadały zwykłą, lekko rumianą barwę, a usta wyginały się w niewyraźnym grymasie, który przy odrobinie dobrej woli można było nawet uznać za uśmiech. Problem polegał jednak na tym, że za pomocą magii można było zadać śmierć bez pozostawiania żadnych śladów, a zaklęcie zabijające nie było do tego jedyną metodą. Morderstwo doskonałe, jak powiedzieliby mugole, auror jednak dawno temu nauczył się, że coś takiego nie istnieje. Jeśli zbrodnia wydaje się doskonała, to tylko dlatego, że nie patrzy się zbyt dokładnie. Albo dlatego, że śledczy jest do niczego, co też się czasami zdarza. On jednak znał się na swojej robocie i zamierzał to teraz udowodnić. Nim przystąpił do dalszych działań, sięgnął ku twarzy denata i delikatnie zamknął mu oczy. Wtedy nagle zrozumiał, co zmieniło się w wyglądzie byłego Gryfona odkąd widział go ostatni raz. Nie miał okularów. Może w końcu ostatecznie wyleczył sobie wzrok? Teraz, gdy Rolf nie widział już tego pustego spojrzenia, łatwiej było mu się skupić. Przeszukał kieszenie Pottera. Znalazł w nich jedynie sakiewkę pełną pieniędzy i pęk kluczy. Brakowało przedmiotu najważniejszego dla każdego czarodzieja – różdżki.
- Accio różdżka Pottera!
Nic się nie stało. Najwyraźniej nie znajdowała się nigdzie w pobliżu. To wyjaśniało zupełny brak śladów walki. Jeśli mężczyzna został zaatakowany magicznie, a wszystko na to wskazywało, nie mógł się bronić. Być może morderca dopadł go z zaskoczenia i trafił przekleństwem nie dając nawet szansy na reakcję? Ale jak, na Merlina, Potter mógł się wybrać gdziekolwiek bez różdżki? Nie byłby chyba aż tak głupi! Wprawdzie on sam przez lata obywał się bez magii, jednak to było zupełnie co innego. Wybrał takie życie świadomie, ukrywał się wśród mugoli, natomiast Chłopiec-Który-Przeżył nigdy nie opuścił czarodziejskiego świata. Skończył szkołę, założył rodzinę, przez lata pracował w ministerstwie. Prowadził idealne życie, którego mogli po nim oczekiwać fani. Rolfowi zdarzało się mijać go w korytarzach Ministerstwa Magii, chociaż nigdy ze sobą nie rozmawiali, od czasu do czasu widział też wzmianki o nim w gazetach, które zwykle podsuwała mu żona. Luna lubiła czasami wspominać swoją dawną znajomość z Gryfonem. Podobno nigdy nie naśmiewał się z chrapaków krętorogich i nargli, pomyślał nagle mężczyzna z niewielkim uśmiechem. Przebiegł dłońmi wzdłuż ramion zmarłego, aż do dłoni. Ciało było dziwnie nieruchome, jakby… spetryfikowane.
- Finite incatatem!
W następnej sekundzie musiał łapać bezwładną masę, która, pozbawiona przytrzymującego ją zaklęcia, przechyliła się niebezpiecznie na bok. Ugiął się pod ciężarem. Niech to szlag. W końcu ułożył Pottera bezpiecznie na siedzeniu i ponownie machnął różdżką, wyczarowując ciemną tkaninę, którą go okrył. W tych warunkach nie był wstanie zdziałać nic więcej, resztą powinien zająć się wykwalifikowany magomedyk. Konieczne było przeprowadzenie dokładniejszych badań pod kątem czarnomagicznych klątw i eliksirów.
Kiedy już skończył z ciałem, rozejrzał się dokładnie dookoła. Nigdzie nie znalazł bagażu, ale na podłodze pod przeciwległym siedzeniem zauważył jakiś błysk. Po chwili trzymał w dłoni delikatny, złoty łańcuszek z krzyżykiem, jaki często nosili mugole jako symbol swojej wiary. U czarodziejów była to raczej niespotykana biżuteria. Zapewne niektórzy z uczniów mugolskiego pochodzenia mogli nosić takie ozdoby, jednak pociąg w czasie wakacji nie był używany. Ktokolwiek zgubił łańcuszek, zrobił to dzisiaj i przy braku innych poszlak stał się teraz głównym podejrzanym.
Rolf dziękował wszelkim bóstwom, że zaraz po zatrzymaniu Ekspressu wszystkie drzwi zostały automatycznie zablokowane. Dzięki temu miał pewność, że morderca nadal znajduje się gdzieś tutaj. Wśród uczniów. A może jest nawet uczniem, pomyślał, zaglądając do kolejnych przedziałów i sprawdzając, czy ktoś nie potrzebuje jego pomocy. Patrzył na przestraszone i zdezorientowane twarze nastolatków i przez krótki moment czuł, że jego podejrzenia są bezsensowne. Przecież to były jeszcze dzieci, nawet ci ze starszych roczników. Jednak już po chwili uśmiechnął się gorzko. Robię się stary, skoro zapominam, do czego ja i moi rówieśnicy byliśmy zdolni w ich wieku. Na szczęście stan większości uczniów okazał się lepszy niż wydawało mu się z początku. Znajomość prostych zaklęć leczniczych była dość popularna wśród szósto- i siódmoklasistów, więc większość zranień i złamanych kości udało się od razu wyleczyć. W powietrzu jednak unosiła się aura niepokoju, której auror nie mógł w żaden sposób rozwiać. Wszyscy wiedzieli, że stało się coś złego, chociaż przekazywane z ust do ust plotki i przypuszczenia nawet nie zbliżały się do prawdy. A Rolf nie zamierzał na razie niczego wyjaśniać. W końcu, niemal przy samej lokomotywie, odnalazł osobę, której szukał. Cecilia Lancaster częstowała czekoladową żabą jakąś blondwłosą, drobną dziewczynkę, której czoło zdobił szeroki bandaż, a całą twarz pokrywały ślady łez.
- No już, kochanie, wszystko będzie dobrze. Zjedz czekoladę, od razu poczujesz się lepiej.
Czarownica wyglądała teraz na zupełnie uspokojoną, a nawet w pewnym stopniu zrelaksowaną. Przynajmniej do momentu, w którym nie podniosła głowy i nie zobaczyło go stojącego na korytarzu. Rozbłysk strachu w oczach i nagła bladość nieprzyjemnie skojarzyła mu się z czasami, kiedy był Śmierciożercą.
- Panno Lancaster? Mogę prosić panią na słówko?
Skinęła krótko głową i uśmiechnęła się niezbyt przekonująco do dziewczynki, którą się właśnie zajmowała. Rolf poprowadził ją do przedziału, który wcześniej zajmował. Tam mogli porozmawiać w spokoju. Ledwo zdążył rzucić na niewielkie pomieszczenie zaklęcie wyciszające, już w jego nadgarstek wbijały się jej paznokcie, ściskając desperacko.
- Czy on nie żyje? Czy on naprawdę… Co się stało?
Z trudem uwolnił się z rąk kobiety i niemal siłą posadził ją na siedzeniu, po czym sam usiadł na przeciwko.
- Tak, ten mężczyzna rzeczywiście nie żyje. Nie wiem jeszcze, co się stało, zapewniam jednak, że spróbuję to ustalić. Być może nie wie pani o tym, ale przez wiele lat pracowałem jako auror.
Skinęła głową.
- Jest pan nowym nauczycielem obrony, prawda? Zawsze dostaję informację, jeśli w pociągu pojawia się ktoś oprócz uczniów. W końcu to nie zdarza się często. Pan jest dopiero drugi, odkąd tu pracuję. Wcześniej w ten sposób do Hogwartu jechała tylko nauczycielka mugoloznastwa.
- Właśnie… Czy dziś oprócz mnie miał tu być ktoś jeszcze?
- Nie. Obecność Harry'ego Pottera jest zupełnie niespodziewana.
Cholera. A tak liczył na to, że tożsamość ofiary utrzyma się w tajemnicy przynajmniej do czasu poinformowania odpowiednich władz.
- I nie zauważyła pani niczego niezwykłego?
Czarownica wzruszyła ramionami.
- Nie. Obeszłam jak zwykle cały pociąg ze swoim wózkiem, aż doszłam do tamtego przedziału. Drzwi były do połowy otwarte, więc zajrzałam. Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam dorosłego mężczyznę, bo przecież nie powinno go tam być, a kiedy nie zareagował na to, co mówiłam, weszłam i dotknęłam jego ramienia. Dopiero wtedy zauważyłam, że on… - przerwała, przełykając głośno. Ręce zaczęły się jej trząść. Mężczyzna żałował, że nie ma przy sobie eliksiru uspokajającego. Dla jej pokolenia każde zetknięcie ze śmiercią stanowiło traumatyczne przeżycie. Miała szczęście żyć w spokojnych czasach, podobnie jak jego dwaj synowie. Zresztą nawet jego, przyzwyczajonego do widoku o wiele gorszych rzeczy, dzisiejsze wydarzenia wytrąciły z równowagi. Przecież to miała być taka spokojna, sentymentalna podróż… Z trudem otrząsnął się z zamyślenia i powrócił do przesłuchania.
- Czy to pani użyła hamulca bezpieczeństwa?
- Nie. Najbliższy hamulec znajduje się kilka metrów dalej, przy drzwiach. Nie podchodziłam tam.
- A więc kto? - spytał, marszcząc brwi.
- Nie mam pojęcia. W wagonie nikogo nie widziałam. To musiał być ktoś w innej części pociągu.
Czarownica spojrzała mu w oczy i Rolf dostrzegł na jej twarzy błysk zrozumienia. Cecilia także zastanawiała się po co ktoś, kto nie wiedział o martwym pasażerze, zatrzymywał Ekspress.
- Może po prostu ktoś usłyszał mój krzyk i dlatego… - powiedziała niepewnie. Mężczyzna przytaknął, chociaż tak naprawdę nie czuł się przekonany. W pociągu wypełnionym podekscytowaną młodzieżą można było usłyszeć krzyki i piski o różnym natężeniu, kłótnie, gwałtowne wybuchy śmiechu i masę innych odgłosów. Rozumiał chęć sprawdzenia, co się dzieje, jednak natychmiastowe zatrzymywanie pojazdu nie było reakcją, której by się spodziewał.
- Jeszcze tylko jedno. Poznaje pani ten przedmiot? - Wyciągnął z kieszeni łańcuszek i wyciągnął rękę w jej stronę. Mały, prosty krzyżyk zakołysał się delikatnie pod wpływem jego ruchu.
- Nie. Co to w ogóle jest?
- Nic takiego, zwykła ozdoba. Dziękuję bardzo za pomoc. Myślę, że powinniśmy już wrócić do uczniów… - Nie zdążył wstać, gdy poczuł szarpnięcie, na szczęście tym razem znacznie łagodniejsze niż to przy hamowaniu. Rozległ się gwizd i Ekspress ponownie ruszył w drogę do Hogwartu.
- Merlinie! Co za idiota prowadzi ten pociąg? - warknął.
- Żaden idiota. - Młoda kobieta popatrzyła na niego zdziwiona. - Lokomotywa działa magicznie, nikt nią nie kieruje. Nie wiedział pan o tym?
Zamknął oczy, czując nadchodzący ból głowy. Nie po raz pierwszy pomyślał, że czarodzieje zdecydowanie za bardzo polegają na magii. Jak można powierzyć tak ważne zadanie, jak bezpieczne dowiezienie do szkoły wszystkich uczniów, bezmyślnej maszynie? Już wystarczająco dziwne wydawało mu się, że dzieci na czas podróży pozostawia się bez nadzoru dorosłych.
KONIEC
rozdziału drugiego
Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).
Klio Miałam taką właśnie nadzieję, że pierwszy rozdział zaciekawi. Przyznam, że ja też się dzięki niemu wciągnęłam. I chyba parę innych osób również, skoro chce się im pisać kolejne części. No nic, zobaczymy, jak bardzo interesująco fabuła rozwinie się z czasem... Prawdą jest, że niewiele opowiadań o tak posuniętych w latach kanonicznych bohaterach w ogóle jest pisanych. Chociaż zdarzają się. Ich niewielka liczba mnie nie dziwi - mało kogo pociąga pisanie o osobach starszych, szczególnie, że fanfiki tworzą raczej ludzie młodzi, wolący pisać o osobach w swoim wieku lub niewiele starszych, jakby chciały przetestować, co też może ich samych czekać za kilka, najwyżej kilkanaście lat. Zresztą... ja też nie mam na swoim koncie jakiejś oszałamiającej ilości fanfików o posuniętych w latach postaciach kanonicznych, o tym, co mogło się wydarzyć parędziesiąt lat po wydarzeniach kanonicznych. Oczywiście, wersji alternatywnych przyszłości można wymyślać ile dusza zapragnie i nawet nietrudno zadbać, by były one kanoniczne, ale to prawie tak, jakby pisać o ludziach z innej bajki - to już nie są nastolatki znane z kanonu, mogą się wręcz wydawać zupełnie inni niż ich kanoniczne odpowiedniki. Ba, według mnie oni wręcz powinni być inni, stoję bowiem na stanowisku, że nie ma osoby, która w ciągu kilkudziesięciu lat nie zmieniłaby się ani trochę. Ale wracając do tematu... ;-) Czy Rolf to Draco? Nie wiem. Po prostu wymyślając pierwszy rozdział doszłam do wniosku, że miło by było, gdyby główny bohater nie był do końca tym, kim się wydaje. Wybrałam Rolfa, bo nie znamy go z kanonu, a poza tym jest mężem Luny, która widzi, rozumie i wie więcej niż inni, jak również jest, mam wrażenie, bardziej niż inne postaci kanoniczne skłonna wybaczać dawnym wrogom. Prawdziwa tożsamość Rolfa być może zostanie ujawniona przez któregoś z kolejnych autorów tego fanfika - i będzie to taka tożsamość, jaką sobie ten autor wymyśli, ewentualnie taka, jaką zdeterminują wcześniejsze rozdziały. Dla mnie Rolf jest nieokreślonym mężczyzną, który znał Harry'ego za jego hogwarckich czasów i który wówczas stał po drugiej stronie barykady, wykonując rozkazy Voldemorta. Tak naprawdę dopiero deedee w powyższym rozdziale uznała Rolfa wprost za byłego śmierciożercę, od tego więc momentu on byłym śmierciożercą jest również dla mnie, jak i powinien nim być dla innych osób współtworzących lub chcących współtworzyć tę historię; dla mnie przed drugim rozdziałem Rolf mógł być naznaczony, ale nie musiał. Choć rzeczywiście zakładałam, że raczej był - teraz mogę być tego pewna ;-). Całkiem możliwe, że prawdziwa tożsamość Rolfa nie wyjaśni się do samego końca, wszystko zależy od widzimisię autorów. Mnie na jej ujawnieniu nie zależy, ale - kto wie? - może komuś innemu i owszem. Zobaczymy.
Hakkarii Przykro mi to mówić, ale Luna w tym tekście nie żyje :-P. Rockwood? Ciekawy typ, nikt inny jakoś na niego nie wpadł. Co nie znaczy, że nikt tego właśnie w ten sposób nie napisze - możliwości jest tak naprawdę nieograniczona ilość. Przyznam, że zabiłam akurat Harry'ego dlatego, że raczej mało kto spodziewał się śmierci głównej kanonicznej postaci; przynajmniej zaraz na samym początku. To zresztą też niczego nie determinuje - wcale bym się nie zdziwiła, gdyby któryś z pozostałych współautorów odkrył w pewnym momencie, że nieboszczyk wcale nie jest Harrym Potterem. Albo gdyby, na ten przykład, okazało się, że Harry Potter żyje... i byłoby dwóch (jak nie więcej :-P) Potterów, jeden martwy, a drugi wręcz przeciwnie. To jedna z zalet pisania fanfika w większym gronie: nigdy nie wiadomo, na co wpadną inni tworzący i co z tego ostatecznie wyniknie. Ponieważ zaś zapewne nigdy sama bym "Morderstwa w Hogwart Expressie" nie napisała, nie mam nic przeciwko temu, aby zrobić z tego fanfika swego rodzaju eksperyment. W zasadzie idziemy tu na żywioł: nie ma żadnych ograniczeń, poza trzymaniem się tego, co napisane zostało w tym opowiadaniu w poprzednich rozdziałach oraz nieodchodzeniem zbyt daleko od wątku kryminalnego - to wszak ma być kryminał, bez względu na to, czym ten tekst nie będzie poza tym ;-). Ciekawa jestem, czy ktoś jeszcze tu zginie. No i kto ostatecznie okaże się mordercą. A może rozwiązanie sprawy nigdy nie ujrzy światła dziennego?... Hm...
Anula93 Ależ tak, czytywał, czytywał. Oglądywał również ;-) - Suchet jest, moim zdaniem, urodzonym Poirotem (widziałam kiedyś, jeszcze przed poznaniem Sucheta chyba, "Morderstwo w Orient Expressie" z Peterem Ustinovem w roli Poirota [dziwne, przeszukałam net i nie znalazłam tego filmu - a prawie mogę się założyć, że to był ten właśnie film i ten właśnie aktor...] i to zdecydowanie nie było już to samo). A "Morderstwo w Orient Expressie" jest moją zdecydowanie ulubioną powieścią Christie; z tych, które czytałam, w każdym razie, a była tego, powiedziałabym, niespełna połowa jej twórczości. Hah, jak pisałam wyżej, w odpowiedzi na komentarz Klio, wcale nie wiem, czy Rolf jest Draconem Malfoyem. I wcale nie zależy mi, żeby to wiedzieć - w odróżnieniu od niektórych czytelników ;-). Taaak... Jeśli chodzi o moje autorstwo tego fanfika, to jest ono tylko częściowe: napisałam na razie wyłącznie pierwszy rozdział i być może - zapewne - napiszę jeszcze jakieś, ale nie jestem tu jedynym autorem. Ponadto, owszem, mam pewne doświadczenie w pisaniu jako takim, problem w tym, że w pisaniu akurat kryminałów oraz jakichkolwiek tekstów złożonych z części / rozdziałów już niespecjalnie. Kryminał dotychczas napisałam jeden, potterowski, na pojedynek; była to miniaturka i to bardzo niedopracowana, bo nie starczyło mi czasu na więcej (jak zazwyczaj w przypadku pojedynków :-P). Mam zamiar ją napisać na nowo, może właśnie jako opowiadanie w częściach, bo sam zamysł mi się podoba, postaci również, tylko wykonanie leży i kwiczy... Kiedy - jeśli - je napiszę, to na pewno zamieszczę je tutaj, więc zapewne będziesz miała okazję je przeczytać... o ile coś z tego wyjdzie. Chciałabym, żeby wyszło, przyznam, bo mam niejaki sentyment do tego tekstu, mimo że jest taki niedorobiony... No nic, zobaczymy.
