Nie miałam nic do mojej szkoły, ale właśnie siedziałam na literaturze światowej jak na tureckim kazaniu. Co ja bym dała teraz za jakieś zadanko z matmy albo chemię! Przedmioty ścisłe szły mi lepiej niż rozkminy nad psychiką Hamleta czy dziełami Dickensa.
Kiedy dziewczyny przy oknie zaczęły się kręcić i co chwila wyglądać przez szybę, ich zachowanie zrozumiale zainteresowało mnie bardziej niż czytany właśnie fragment „Zbrodni i kary".
- Co jest? – zapytałam wreszcie szeptem.
Blond Olivia, której uroda laleczki w ogóle mnie nie ruszała, spojrzała na mnie z wyższością.
- Nic, co mogłoby cię zainteresować.
- Mnie wszystko interesuje – burknęłam.
- Faceci też, lesbo?
Zmarszczyłam brwi i niewiele myśląc, wstałam i wyjrzałam przez okno. Ethana zobaczyłam od razu; stał oparty o motor, zjawiskowy, lśniący ducati i wpatrywał się w budynek szkoły.
- Panno Connor? – Usłyszałam głos nauczycielki. – Rozumiem, że zgłasza się pani do przeczytania i skomentowania kolejnego fragmentu?
Jakoś wytrzymałam do końca lekcji, a potem wybiegłam na dziedziniec.
- Cześć – przywitał mnie z uśmiechem. Znałam już ten uśmiech.
- Co tu robisz? – Znowu zadałam mu takie samo pytanie!
- Chcę cię porwać.
- Mam jeszcze dwie lekcje.
- A co powiesz na wagary? – Podał mi kask, a ja jakoś bez wahania go założyłam.
Ethan odpalił motor; ulokowałam się za nim, obejmując go, żeby nie spaść, a nie przyklejając się do niego jak jakaś rozkochana laska. Szybko wyjechaliśmy z Centrum i pomknęliśmy wylotówką ku Wybrzeżu. Po co zabiera mnie na Gruzowisko? Wjechaliśmy między zrujnowane apartamentowce, których nikt nie remontował z racji, że ich wymyślne architektonicznie mieszkania były mało funkcjonalne. Kiedyś zajmowali je bogacze, teraz szczury i dzikie koty.
Zatrzymał motor w hallu jednego z budynków. Zsiadłam i oddawałam mu kask.
- Chodźmy – rzucił i ruszyłam za nim w stronę windy. Na razie powstrzymałam się od pytań i komentarzy. Byłam ciekawa.
Otworzył drzwi windy i zajrzał do środka, jakby coś sprawdzając. Oczywiście kabiny nie było. A potem zrobił krok w ciemność. Dostrzegłam, że wisząca metalowa lina była zakończona trójkątem o szerokiej podstawie, w której Ethan rozstawił stopy, trzymając się liny zaraz po tym, jak znalazł się po jej drugiej stronie, twarzą do mnie.
- No dalej – zachęcił mnie. Zrobiłam krok i postawiłam nogę w trójkątnym uchwycie między jego stopami, a potem drugą. Przylgnęłam do Ethana, ściskając linę. Objął mnie jednym ramieniem. Mój nos wypełnił zapach jego skórzanej kurtki. Przechylił się lekko i coś zrobił, bo linę przebiegło drżenie i ruszała w górę, zabierając nas ze sobą. Chwyciłam Ethana kurczowo za t-shirt na plecach i zamknęłam oczy. Czułam ziejącą chłodem pustkę szybu windy gdzieś pode mną.
Jechaliśmy dosyć długo bez słowa. Kiedy wreszcie zatrzymaliśmy się z drgnięciem, Ethan powiedział gdzieś blisko mojego ucha:
- Zrób krok do tyłu. – Zawahałam się. – Zaufaj mi.
Wysunęłam stopę do tyłu i wyczułam twardą powierzchnię. Cofnęłam się i już stałam na korytarzu. Ethan dołączył do mnie, żeby po chwili wyjąć klucze i otworzyć drugie drzwi po lewej.
- Panie przodem.
Weszłam do ciemnego hallu. Ethan zapalił światło. Ku mojego zdumieniu korytarz był czysty i lśniący. Po jego obu stronach były lustrzane szafy, które odbijały teraz dziewczynę o niepewnym uśmiechu i jej wysokiego, wyraźnie rozbawionego towarzysza. Ethan ruszył w głąb mieszkania.
- Czego się napijesz? Piwa?
- Może być piwo. – Dołączyłam do niego w ogromnej kuchni o lśniących marmurowych blatach i rzeźbionych meblach z drewna w kolorze sepii. – Łał. Nie dość, że jest prąd, to jeszcze takie luksusy!
Podał mi puszkę piwa prosto z lodówki.
- Dzięki. – Usiadłam na blacie stojącym na środku kuchni. – Nieźle się tutaj urządziłeś.
- Nie mieszkam tutaj. Wolę Centrum. Tu tylko przyprowadzam znajome.
- Jestem lesbijką – wypaliłam.
- Wiem.
- I nie przeszkadza ci to?
- Oczywiście, że nie. Mamy o jeden temat do rozmowy więcej. – Spojrzał na mnie znad rondla, w którym mieszał drewnianą łyżką. – Kobiety.
Uśmiechnęłam się.
- Ładnie tutaj – zmieniłam temat.
- Ale jest mały haczyk.
- Haczyk?
- Aha. W sąsiednim pokoju. – Wskazał kierunek trzymaną pieprzniczką. Zostawiłam piwo i poszłam.
W salonie były skórzana sofa, dwa fotele, płaski stolik, wszystko przykryte folią malarską, i haczyk: wielka dziura w ścianie, niemal na całą szerokości pokoju, z widokiem na morze.
- To dosyć duży haczyk - rzuciłam, kiedy Ethan zjawił się, żeby odkryć meble.
- Możliwe.
Po chwili przyszedł znowu i podał mi piwo. Ułożyłam się na sofie i leżałam tak, gapiąc się na ocean. Tymczasem Ethan ustawił na stoliku przede mną talerze, sztućce i wreszcie rondel ze spaghetti i mniejszy z pachnącym sosem. Nałożył mi sporą porcję i nalał wina do kieliszka.
- Smacznego – powiedział.
- Zawsze robisz spaghetti swoim znajomym?
- Nie zawsze.
Zaczął opowiadać o znalezieniu tego mieszkania i o tym, jak odremontował je i urządził meblami zebranymi z całego osiedla dla bogaczy. Pochwaliłam ten pomysł i jego pracę.
Rozmowa zeszła wreszcie na tematy osobiste.
- Gdzie jest matka Patricka?
- Nie wiem – odparł i zanim to skomentowałam, dodał: - Nie wiem też, gdzie jest jego ojciec.
- Co?
- Patrick nie jest moim rodzonym synem. Przywiozłem go z jednej misji. Słyszałaś o dzikich dzieciach? – Pokiwałam głową. – Był takim dzieckiem, schorowaną, wychudzoną, zestrachaną sierotą, która radziła sobie sama. Zaopiekowałem się nim. Czasem przedstawiam go jako syna, czasem jako brata, ale tak naprawdę jesteśmy kumplami.
Milczałam, poruszona.
Kiedy odwiózł mnie do domu, od razu zamknęłam się w pokoju i padłam na łóżko.
Ethan był pełen kontrastów: z jednej strony pozował na seksownego playboya, z drugiej wydawał się facetem o dobrym sercu. Oczarował mnie. Jako człowiek, nie jako przedstawiciel płci męskiej. Nie mogłam przestać o nim myśleć.
Rano zastałam w kuchni Mayę; musiała spędzić noc z Kylem. Chrupałyśmy razem tosty z miodem, kiedy nie wytrzymałam i zapytałam:
- Jak to jest z być z mężczyzną?
Spojrzała na mnie jakoś dziwnie.
- Z konkretnym? Z twoim bratem?
- Nie, nie! Błagam! Ogólnie!
Przez chwilę milczała, a potem uniosła metalową dłoń w geście „okej", w którym kciuk łączył się z palcem wskazującym na kształt okręgu.
- Seks jest okej, ale – uniosła drugą dłoń w tym samym geście – dwa „kobiece okej" jakoś nie pasują. – Zbliżyła niezdarnie dłonie do siebie. – Sama widzisz. A jak masz takie „okej", „męskie" – uniosła do góry kciuk – to ono bardziej pasuje do tego drugiego „okej". – Mówiąc to, wsunęła falliczne „okej" w to z dziurką.
- Dobra, łapię.
- To okej. – Uśmiechnęła się, sięgając po kolejną grzankę.
