Popchnęłam Jo w stronę łóżka Patricka i przedstawiłam ich sobie. Moja siostra świnkę miała już za sobą, więc nie bałam się o nią. Dzieciaki gapiły się na siebie podejrzliwie, ale po chwili rozpoczęły rozmowę o gwiazdach, dinozaurach i terminatorach, czyli na standardowe tematy współczesnych mi małolatów.

Usiadłam na parapecie okna obok ze „Zbrodnią i karą" w rękach. Książka coraz bardziej mnie wciągała.

Na strzelnicy, gdzie później poszłam, nie radziłam sobie najlepiej, więc zrezygnowana wróciłam do domu. Jo cały wieczór paplała o „Pattym".

Niedzielę spędziłam głównie w łóżku, kończąc lekturę Dostojewskiego. Kiedy odkrzyknęłam mamie, że nie jestem głodna, mimo wszystko przyniosła mi ryż z curry i pałeczki.

- Co się dzieje, Jess? – zapytała zatroskana.

- Nic, mamo.

- Ethan? – podsunęła. Kiwnęłam głową. – No to co z nim? Przeżywasz to, że nie pocałowałaś go na szczęście? Pocałujesz go jak wróci.

- Nie wiem...

Usiadła obok mnie i położyła mi zimną, metalową dłoń na głowie.

- Mam syna, mam córkę, a moje środkowe dziecko jakoś nie może się zdecydować. – Głaskała mnie po włosach. – Pamiętasz, jak strasznie przeklinałaś jeszcze niedawno?

- Tak – skrzywiłam się. – Do czego zmierzasz?

- Ludzie się zmieniają, Jess. Ludzie nas zmieniają. Za bardzo wzięłaś sobie do serca bycie żołnierzem, nie żołnierką. Ja też walczyłam, a chociaż przez pewien czas jako Malcolm Smith „byłam" facetem, przede wszystkim jestem kobietą. Matką.

- Chodzi ci o Zoë? Że mam dziewczynę?

- Nie, wierzę, że miłość nie patrzy na płeć. Chodzi o ciebie. Nie bądź nikim na siłę.

- Nie jestem – powiedziałam twardo, ale nie przekonałam nawet samej siebie.

Obudziłam się przed północą i poczułam, że muszę zobaczyć Zoë. Ubrałam się szybko i wymknęłam przez okno. Nie było jej w mieszkaniu, ale często wychodziła beze mnie na drinka, więc po prostu ulokowałam się w fotelu. Przysnęłam nieco. Obudziły mnie głosy. Zoë i kogoś jeszcze. Ma gościa o tej porze? Po chwili dwie osoby stanęły w progu ciemnego pokoju. Całowały się i zaczynały rozbierać. Zoë nie miała stanika, jej towarzyska jeszcze miała na sobie czarny, ale była dosyć płaska. Podeszły do łóżka. Druga kobieta usiadła, a Zoë ulokowała się na jej kolanach. Znowu podglądałam kogoś w intymnej sytuacji. Ale tym razem moją dziewczynę.

Zaświeciłam lampkę stojącą na stoliku obok mnie. Obie kobiety znieruchomiały z przestrachem. Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi.

- Jess! – Zoë dogoniła mnie na schodach. Zatrzymałam się, ale nie odwróciłam. Milczałam. Czułam pustkę.

- Spotykam się z Lisą od pewnego czasu – zaczęła ostrożnie, stojąc tuż za mną. – Bo Lisa wie, czego chce, skarbie. – Odwróciłam się twarzą do niej. Stała schodek wyżej ode mnie, więc nasze twarze były na tej samej wysokości. – Ty jesteś młodziutka, Lisa jest o rok starsza ode mnie i wie już na pewno, że woli kobiety. A ty... Widziałam cię z Ethanem. Lubisz go, prawda?

Przygryzłam wargi.

- Podoba ci się. A ty jemu. Czuję, że coś z tego będzie. Warto się przekonać, skarbie.

- A jeśli nie?

- Nie żartuj, skarbie. – Pocałowała mnie w kącik ust. – A to na szczęście.

Przez wszystkie poniedziałkowe lekcje wypatrywałam Ethana. Nie pojawił się. W Bazie dowiedziałam się, że jego oddział jeszcze nie wrócił.

Wtorek był torturą, a w środę dostałam wezwanie. Miałam wyjechać jako snajper w teren na dwa dni. Celnymi strzałami mój oddział z tysiąca sześciuset dwóch metrów zneutralizował kilkadziesiąt czujników ruchu detonujących miny przeciwpiechotne o dużym zasięgu, a później zdetonowaliśmy ładunki niemal bawiąc się w strzelnicę. Po powrocie dowiedziałam się, że Ethan wrócił dzień wcześniej. Nie było go jednak w jego mieszkaniu ani w szpitalu.

Pożyczyłam motor i pojechałam na Wybrzeże. W windzie nie było „trójkąta"; ktoś musiał być na górze. Nawet jeśli Ethan jest ze znajomą, chciałam zobaczyć, czy wszystko z nim okej.

Ruszyłam po schodach na dwunaste piętro. Stopnie były porozwalane, zasypane gruzem i nieźle się nagimnastykowałam zanim dotarłam na górę. Zamek otworzyłam wojskowym ID. Na palcach przemierzyłam korytarz i kuchnię. Pachniało sosem do spaghetti. Serce biło mi coraz szybciej. Zajrzałam do salonu. Na znajomej kanapie dojrzałam splecione w miłosnym uścisku ciała. Wycofałam się i opuściłam mieszkanie.

Wrócił. Najważniejsze, że wrócił. Prawda?

Nie wiem, jak znalazłam się na dole. Ledwo widziałam przez łzy. Nie byłam w stanie jechać na motorze, więc zostawiłam go i wróciłam do domu pieszo. Jak duch przemknęłam korytarz i weszłam na schody.

- Jess! – Usłyszałam z kuchni głos mamy.

- Jestem.

- To świetnie. Masz gościa.

- Nie chcę żadnych gości. – Weszłam na górę.

- Nawet tego?

Spojrzałam w dół słysząc ten głos. Ethan stał w drzwiach kuchni.

- Nie jesteś ze swoją znajomą? W apartamencie?

- Nie wiem, możemy iść sprawdzić – zaproponował z uśmiechem. – Razem.

- Szukałam cię.

- A ja ciebie. Chyba się minęliśmy.

- Możliwe... – Zeszłam schodek niżej, po czym zbiegłam na sam dół i rzuciłam się mu na szyję. Mama przemknęła obok nas i poszła na górę. Dałabym głowę, że się uśmiechała.

Kurtka Ethana zlała się z moją. Płakałam.

- Co tu robisz? – zapytałam. – Co robisz w moim życiu?

- Nie jestem złym człowiekiem, Jess, ale wtedy, w tamtym zaułku, spojrzałaś na mnie z taką nienawiścią, że nie mogłem cię zapomnieć. A potem spotkałem się w szpitalu przypadkiem. Siedziałaś jak facet i wyglądałaś jak facet, ale robiłaś bransoletkę, coś kobiecego. Pomyślałem, że jesteś zagubiona.

- Bo jestem.

- Już nie, bo cię znalazłem. – Nigdy nie wahał się z odpowiedzią.

- Kto jest w apartamencie?

- Znajomy. Ze swoją znajomą, tak obstawiam.

Puściłam go i cofnęłam się.

- Mamy takie same kurtki – załkałam.

- Myślę, że mamy ze sobą więcej wspólnego.

- Nie jestem już z Zoë.

- Przykro mi.

- Na serio ci przykro?

- Nie – odparł z rozbrajającą szczerością. Odgarnął mi grzywkę z czoła. – Mogę cię porwać?

- Daj mi chwilkę.

Pobiegłam na górę do pokoju rodziców i dopadłam szafy mamy.

- Czego szukasz? – Usłyszałam jej głos.

- Tego! – Pokazałam jej: spódnica była czarną „bombką". Założyłam do niej ulubione, wojskowe buty. Przeczesałam palcami włosy i zbiegłam na dół.

Ethan uniósł brew na mój widok.

- Nie gwizdaj czasem! – ostrzegłam go.

Usiadłam za nim na motorze. Tym razem przyklejona do niego jak jakaś rozkochana laska.