EPILOG

Tańczyłam z Zoë. Obie byłyśmy w spódnicach, ale ja nadal miałam żołnierskie buty. Kiedy piosenka się skończyła, Zoë wróciła do Lisy, a ja usadowiłam się obok Ethana, chociaż kusiły mnie jego obciągnięte ciemnymi dżinsami kolana.

- Ładnie razem wyglądacie. – Tyknął mnie łokciem.

- Weź przestań. – Też go dźgnęłam między żebra.

Spotykaliśmy się od dwóch tygodni. Każda nasza randka uczyła mnie czegoś nowego o nim, o mężczyznach i o sobie samej. Uzależniłam się od jego towarzystwa.

- Zatańczysz wreszcie ze mną? – zapytał.

- No dobrze – zgodziłam się.

- Wreszcie!

Wstał i ujął mnie za rękę.

Jeszcze się nie całowaliśmy. Na razie przyzwyczajałam się do jego dotyku. Dziwnie było się tak „przełączyć". A Ethan świetnie się przy mnie bawił. Byłam dla niego wyzwaniem, tak mi powiedział.

Śmiał się ze mnie, jak tańczyliśmy, więc pokazałam mu język.

- Jak dojrzale, panno Connor – skomentował.

Kiedy wreszcie pociągnął mnie w stronę kanap, zapytałam, czy możemy na chwilę wyjść i pociągnęłam go w stronę bocznych drzwi. Zatrzymał się.

- Nie tam – powiedział. – Tam wyciągałem znajome. Swoją dziewczynę wyprowadzę głównym wyjściem, żeby mogła zaczerpnąć świeżego powietrza.

Zrobiłam krok ku niemu i pocałowałam go w usta. Sekundę później to on mnie całował. Mocno i namiętnie. Pachniał i smakował tequilą. Przylgnęłam do niego; nasze kurtki znów zlały się ze sobą. Wsunęłam dłonie pod jego t-shirt i przesunęłam po kręgosłupie, obu. Rozpalał mnie dotykiem ciała, zapachem potu, smakiem ust, dźwiękiem oddechu i to było dobre.

Kim nie jestem?

Lesbijką, która pokochała faceta.

Upartą samotniczką z feministycznym zacięciem.

Zagubioną dziewczyną u zmierzchu okresu dojrzewania.

Kim więc jestem?

Tą częścią wszechświata, którą Ethan Rosco otoczył ramionami. I chciałam być nią już na zawsze.

KONIEC